Zatopione miasto
I tak nikt tego nie przeczyta
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
3 2. 1. Akcja. Najazd moich oczu na ekran telewizora. W odbiorniku pojawia się twarz Rebeki Bondy. Była to prezenterka ulubionego porannego talk-show mojej zmarłej matki – kobiety, której odejście było zaledwie pierwszą kroplą w bezkresnym morzu moich nieszczęść. Rebeka była tego dnia ubrana w różowy żakiet, spódnicę w tym samym odcieniu i buty z przerażająco ostrymi obcasami, które wbijały się w podłogę studia za każdym razem, gdy zadawała jakieś pytanie. Wargi kobiety poruszały się w całkowitej, lodowatej ciszy, gdy pytała o coś starszego pana rozpartego na fotelu obok. Drżącą ręką podkręciłem głośność, choć to nagranie widziałem już dziesiątki, jeśli nie setki razy. Na pełnym, bezdusznym morzu nudziłem się niepomiernie. – Kiedy nastąpi koniec świata? – zapytała Rebeka, pochylając się ku mężczyźnie, jako że ten odcinek poświęcony był globalnemu ociepleniu. - Według najnowszych badań połowa lodowców stopnieje do 2100 roku - stary cap, profesor, odpowiedział z wyraźnym, niemal obraźliwym znudzeniem w głosie. Nie musiałem słuchać tej bzdurnej przepowiedni do końca. Znałem prawdę, która była o wiele bardziej przygnębiająca: profesor mylił się w sposób wręcz katastrofalny. Koniec świata, jaki znaliśmy, nadszedł o wiele, wiele wcześniej. Większość lodu, na skutek zmian klimatycznych wywołanych przez naszą własną, bezmyślną rasę, stopniała w zaledwie parę dekad. Zanim jednak woda zalała niemal wszystko, ludzkość w panice przeniosła się w głąb lądu, a inna jej część – w tym ja – osiadła na statkach. Pod sam koniec zaczęły nawet powstawać małe miasta, zbudowane z paru połączonych ze sobą tankowców. W taki właśnie sposób powstało tak zwane wolne miasto Gdańsk.
W tych okrutnych czasach mój los rzucił mnie na stanowisko wartownika na dużej łodzi rybackiej. Zaledwie tydzień temu moja koleżanka, która pełniła tę samą służbę, przepadła bez wieści w ciemnych głębinach, a nasza łódź płynęła teraz pośrodku absolutnego niczego. Na obszarze, który przyszło mi patrolować, ryb było co prawda pod dostatkiem, ale dokładnie dziesięć metrów pod moimi stopami spoczywały martwe ruiny Szczecina. Moja towarzyszka przepadła tam jak kamień w wodę i obawiam się, że nie była ani pierwszą, ani ostatnią ofiarą. Gdyby nie wprowadzono surowej godziny policyjnej, zniknięć takich jak jej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil strapionyjaguar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…