Znoszone sandały
długa droga do .............
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. Jak wszedłem w świat przestępczy czyli geneza.
Narratorem jest sam Krzysztof. Jestem tylko biernym słuchaczem, który od czasu do czasu zadaje pytanie. Jeśli Krzysztof nie chce na nie odpowiedzieć wykreślam je przez szacunek do człowieka i respektowanie jego woli. Nie dociekam dlaczego nie chce, bo każdy może mieć tajemnice, które zostawia tylko dla siebie. Włączyłam laptopa. - Proszę zaczynaj. Nastawiam się na odbiór. - Nagrywasz? - Nie, piszę. - Swoją przygodę w życiu przestępczym zacząłem bardzo młodo, bo w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Pewnego dnia mama dała mi pieniądze, abym zawiózł je wujkowi. Była mu je winna. W momencie, gdy brałem od matki pieniądze nie miałem złych zamiarów. W mieszkaniu wujka nie zastałem, więc nota bene nie oddałem długu. Do domu nie chciałem jeszcze wracać. W pewnym momencie olśniło mnie że mam pieniądze i mogę zabawić się na wesołym miasteczku. Tutaj wydałem wszystkie pieniądze, które dostałem od matki. Otrzeźwiałem z euforii i zrozumiałem, że jestem w okropnej sytuacji. Pieniędzy nie oddałem wujkowi, nie miałem ich, a więc nie mam z czym wrócić do domu. Bojąc się kary krążyłem po mieście i zastanawiałem się nad rozwiązaniem mojego problemu. Nic nie wymyśliłem. Wracałem do domu w niezbyt dobrym nastroju. Nie wiedziałem co powiem matce, gdy zapyta o pieniądze. Autobus zatrzymał się i wsiadła do niego kobieta, która w ręku trzymała siatkę z zakupami. Popatrzyłem w tym kierunku i na szczycie zakupów zobaczyłem portmonetkę. W jednej sekundzie zobaczyłem rozwiązanie mojego dylematu. Zastanawiałem się na tym tylko, czy w portmonetce jest tyle pieniędzy, ile mi potrzeba. Wysiadając z autobusu ukradłem ją. Nie czułem wówczas wstydu, zażenowania, tylko strach. Dużo oglądałem kryminałów, w której policjanci łapią przestępców i wsadzają do więzienia. Po prostu bałem się, że ze mną będzie podobnie. Z obawy przed aresztowaniem włóczyłem się po ulicach, ale w efekcie zwyciężyła pokusa zajrzenia do mojej zdobyczy. Wyjąłem pieniądze i je przeliczyłem. Ucieszyłem się z tego, że pieniędzy było więcej niż dostałem od matki. Portfel wyrzuciłem do kanału, a pieniądze schowałem do kieszeni. Było to dla mnie tak traumatyczne przeżycie, że nie miałem jeszcze odwagi, aby wrócić do domu. Dalej włóczyłem się jak obłąkany po chodnikach. Zapadał zmierzch i czas było pojechać do domu. Miałem nadzieję, że matka nic nie wyczuje. Gdy wszedłem matka zajęta swoimi obowiązkami zapytała: - Oddałeś wujkowi pieniądze? - Nie, bo nie było go w domu. - A gdzie pieniądze? - Mam wszystkie. - A gdzie byłeś tyle czasu? - Tu i tam. - Idź zjedz. Obiad sobie odgrzej. - Nie chcę. Idę spać. Schowałem się do swojego pokoju i nasłuchiwałem, czy nie puka do mojego mieszkania milicja. Nie zapukała. Uspokoiłem się. Strach zmienił się w radość, w samozadowolenie i zasnąłem. Noc minęła, a kiedy wstałem sprawdziłem, czy w mojej skrytce są pieniądze. Były. Wziąłem wszystkie i poszedłem do szkoły. Na lekcjach nie potrafiłem się skupić. Nie mogłem uwierzyć w to, że poszło mi tak łatwo i nikt mnie nie szuka. Po ostatniej lekcji krzyknąłem do klasy - Zapraszam wszystkich na wesołe miasteczko. Funduję. - Krzych, chyba zdurniałeś. Skąd masz tyle kasy?- zapytał Piotr. - Dostałem. Kto chce idzie ze mną. Dalej nie oponowali. Moi koledzy i koleżanki bawili się doskonale. Wydałem wówczas wszystkie pieniądze, które ukradłem nieznanej kobiecie. - Dlaczego wziąłeś prawie całą klasę? - Wiesz to takie chytre podejście. Starałem się zawsze wydawać skradzione pieniądze razem z innymi, czyniąc ich współwinnymi. Wtedy lepiej się czułem. Podświadomie szukałem współwinnych, aby zwolnić siebie z całkowitej odpowiedzialności. - Ciekawe podejście, ale przecież oni nie wiedzieli, że pieniądze są kradzione. - Nie zawsze. Poza tym nie chodziło o nich, a o mnie. To tak jakbym sam siebie w połowie rozgrzeszył. - Hm. I co dalej? - Przez pół roku nie ukradłem niczego. Może bałem się, a może to był czas, w którym ścierało się sumienie z chęcią łatwego zysku. Być może wtedy , gdybym spotkał kogoś na swojej drodze, kto by mnie zatrzymał nie wybrałbym tej drugiej opcji, ale nie spotkałem. - Szkoda. - Do podjęcia mojej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mesue
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…