Wróć do katalogu

ZOSTAŁ TYLKO BLUES II rozdział OPOWIEŚCI O PIENIĄD

Kolejny rozdział OPOWIEŚCI O PIENIĄDZACH.

ramzes, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ZOSTAŁ TYLKO BLUES. {i} Nie wiem jak go mam pamiętać. Jako złodzieja węgla czy człowieka o niezwykłym poczuciu własnej godności? Jako wyjątkowo inteligentnego i bardzo sympatycznego rozmówcę czy faceta, który doprowadził do upadłości dużą fimę, której pracownicy poszli na bruk? Znakomitego pianistę czy beznadziejnie zakochanego idiotę z rogami wielkości Karpat? Naprawdę nie wiem. Wiem natomiast, że do końca życia pozostanie w mojej pamięci jego wykonanie Folsom Prison Blues. {/i}

1. Wezwali mnie za późno. Właściwie w tej sprawie na wszystko było już za późno. Właściciel firmy właśnie zwijał interes. Przyjął mnie dość pogodnie, położył przede mną papiery. - Zapłaciłem ludziom i … to już koniec. Niewiele mi zostało – głos nagle mu się załamał. - Proszę mi o tym opowiedzieć – w takich przypadkach najlepiej skierować rozmowę na konkretny temat. Niewiele było do opowiadania. Robili prace budowlane dla kopalń, które płaciły im węglem. Przed cztery lata wszystko szło w miarę dobrze. Odbiorcy węgla płacili, często ze sporymi poślizgami czasowymi ale płacili. Aż pojawił się TEN odbiorca. Dwa razy szybko zapłacił, raz nawet sporo wyprzedzając termin płatności. Mieli sporą robotę, do której musieli kupić znaczną ilość materiałów. Do tego dochodziły koszty robocizny , ZUS i tak dalej. To trochę przerastało ich możliwości finansowe, dogadali się więc z kopalnią na temat wcześniejszej wysyłki węgla. Płatność miała być uiszczana w postaci potrąceń z faktur za roboty budowlane. Po rozliczeniu całości miała im zostać spora górka. Klasyka. Ale płatność za węgiel nie nadchodziła. - Jak odbiorca tłumaczył brak płatności? – zapytałem. - Twierdził, że mu też nie zapłacono. - Sprawdził pan to? - Nie, nie miałem kiedy. Musiałem pilnować robót. Potem zrozumiał , że nawet jak płatność zejdzie to i tak będzie za póżno. Starannie wszystko skalkulował. Spłacił dostawców, robotników i kopalnię. Sprzedał małą koparkę, samochód, komputer, drukarkę, nawet faks. Powiedział, że nie zostawił długów. Ja natomiast zrozumiałem, że nie liczy specjalnie na moją windykację. Ale biznes to biznes – podpisaliśmy umowę. Umówioną prowizję miałem ściągnąć otrzymując określony procent od każdej kwoty, którą uda mi się odzyskać. On niewiele ryzykowal i ja również – po prostu nie miałem w tym czasie żadnych ciekawszych zleceń. 2. Odbiorca mieszkał w niewielkiej, ale naprawdę urokliwej mieścinie. Były domy i domki, były ciasne uliczki ,były góry, był nawet hotel w którym się zameldowałem. Młodziutka dziewczyna, która załatwiała formalności nie była specjalnie ładna – lekko ospowata twarz nie wróżyla jej wielkiego powodzenia. Ale miała w sobie coś niesłychanie pogodnego. Udało mi się nawiązać rozmowę a nawet przyjęła moje zaproszenie na kawę. Są dziewczęta, których jedyną urodą jest ich wewnętrzne ciepło i ona właśnie to miała. Nie próbowałem żadnych klasycznych numerów z legendą. Powiedziałem jej wprost po co tu przyjechałem. I dobrze trafiłem bo w tej miejscowości wszyscy się znali.  Hrabia jest człowiekiem zamożnym – powiedziała po chwili namysłu.  Hrabia ? - zapytałem z niemałym zdziwieniem.  Sam zobaczysz – Ania, z którą już zdążyłem przejść na ty, uśmiechnęła się tajemniczo. Przyszła pora na kolejny ruch. Dzwonię do windykowanego i przedstawiam się. Zaprasza mnie do siebie. Dziękuję Ani za rozmowę i idę na postój taxi. Kierowca dostaje adres i od razu reaguje: - A, pan do Hrabiego ! Co u licha – pomyślałem – to jakaś zmowa czy co? Dlaczego nazywano go Hrabią zrozumiałem już po kilku sekundach naszej rozmowy – cała jego postawa promieniowała wielkim poczuciem godności własnej. Można przeżyć całe życie i nie spotkać człowieka. Na co dzień otaczają nas małe, zaplute ludziki w równo skrojonych mundurkach – prostackie, łatwe do rozszyfrowania motywacje; życie intelektualne ograniczone najprymitywnejszych odruchów ; poglądy stanowiące zlepek uprzedzeń, fobii i stereotypów. On był inny a nasze spotkanie było dla mnie unikatowym duchowo przeżyciem. Początkowo nic tego nie zapowiadało – nowobogacka willa z niewiekim basenem, sportowy Mercedes i wielkie BMW na placu. Czekał na mnie przed drzwiami, przedstawił się sztywno i zaprosił do środka. Tam przekonałem się, że moje pierwsze wrażenie było mylne. Salon okazał się prawdziwym miejscem do życia - była to koncentracja komfortu i wysublimowanego piękna. Był stylowy lecz nie przeładowany. Nieomal w każdym miejscu było widać wyraz osobowości gospodarza. Zbiór wizualnych doznań , które trudno opisać i jeszcze trudniej zapomnieć. - Podoba się panu ? Na oko miał sześdziesiąt kilka lat i głęboki lecz pełen ciepła głos. - Tu można żyć – powiedziałem nieco odruchowo. - Dlatego niezbyt często opuszczam to miejsce. To moje królestwo – zatoczył ręką koło. Zasada pierwsza – zainicjuj rozmowę ale nie przechodź od razu do tematu. Zasada druga – szukaj wspólnych zainteresowań , to pozwala nawiązać psychiczną więź porozumienia. Poszedłem do wiszącej na ścianie grafiki – był to znany mi Idyll Siudmaka. - O widzę, że pan też lubi Siudmaka – taki początek był równie dobry jak każdy inny. Rozsiadł się wygodnie w fotelu. - A dlaczego pan go lubi? - podtrzymał temat pytaniem. - Bo jego grafiki są wspaniałym stymulatorem wyobraźni. Dla mnie każda z nich to dobra powieść w koncentracie. Można ją czytać w kawałkach i powtarzać. Za każdym razem znajdziemy nowe fragmenty. Z niemałym zdziwieniem poczułem, że wierzę w to co mówię. Skinął głową z aprobatą. Do tej pory rozmowa była nieco rutynowa, nie angażująca specjalnie intelektu. Lecz w tym właśnie momencie powiedział coś, co spowodowało, że mój mózg odstartował : - Nie wiem tylko czy to zasługa Siudmaka czy decydująca jest pańska percepcja. Moim zdaniem wszelka obiektywna ocena dzieł sztuki jest niemożliwa. Tak zresztą jak i wszelka krytyka. Dowolny obraz, wiersz czy książka ma wartość zindywidualizowaną dla pojedynczego odbiorcy. W praktyce nie znajdzie pan nigdy dwóch podobnych odbiorów tego samego dzieła. - Zgadzam się. Ale krytyka jest zabiegiem niemożliwym także z innych względów – wtrąciłem. - Tak? - Dzieło jest dostępne wyłącznie dla umysłu końcowego odbiorcy. Nie da się z zewnątrz po prostu opisać, co autor chciał powiedzieć w danym wierszu bo gdyby to było możliwe nie byłby potrzebny sam wiersz. Powiem więcej – wszelka krytyka jest wręcz szkodliwa ze względu z góry założony w niej redukcjonizm ograniczający odbiór dzieła. Nasz intelekt najczęściej po prostu śpi – codzienne sytuacje życiowe nie wymagają od niego specjalnego wysiłku. Nie da się go tak po prostu obudzić – do tego potrzebny naprawdę silny stymulator. Hrabia okazał się właśnie kimś takim – rozmowa z nim stała się tak pobudzająca i ciekawa, że na pewien czas zapomniałem o rzeczywistym celu swojej wizyty. Z dzisiejszej perspektywy mogę stwierdzić, że to wrażenie nie zniknęło – momenty krytyczne naszej dyskusji odtwarzałem potem wielokrotnie z pamięci , gdyż stanowią ciągle żywy materiał do przemyśleń. Rozmawiałem z pewnym siebie starszym człowiekiem o nieczęsto spotykanej kulturze duchowej. Ale w pewnym momencie w jego postawie zaszła wyraźnie wyczuwalna zmiana. Właśnie przeszedłem do kwestii windykowanych kwot , kiedy zauważyłem, że mój rozmówca właściwie mnie już nie słucha. Stała za mną. Młoda, dość ładna , kunsztownie uczesana , z krzykliwą biżuterią. Rzuciła na mnie nieco spłoszone spojrzenie a następnie podeszła do Hrabiego i pocałowała powietrze koło jego policzka. - Moja żona – Hrabia dokonał prezentacji. Gdzieś znikneła cała jego pewność siebie – sprawiał wrażenie rozproszonego i lekko przestraszonego. Różnica wieku między nimi była tak silnym kontrastem wizualnym , że wszystko zaczeło mi się wyjaśniać. - O czym rozmawiacie ? - zapytała. - Och, nudne sprawy biznesowe kochanie – odpowiedź oznaczała, że nie chce przy niej kontynuować tematu.

Ale czar prysnął. Dalsza rozmowa nie kleiła się – on usiłował ją na siłę ciągnąć,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych