Życie po śmierci, śmierć po życiu
o miłości zupełnie inaczej... bo i miłość nieco inna
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
WTEDY Sama nie wiem dlaczego akurat dzisiaj przypomniałam sobie tamten poranek. Może dlatego, że ten jest równie brudny, jak tamten, wtedy. Wtedy, kiedy Twój wzrok wychwycił mój w autobusie. Wtedy, kiedy obiecałeś, że mnie zabijesz, jeśli... Myślałeś, że zależy mi na Tobie. Biedaku, skąd mogłeś wiedzieć, że nie zależało mi wtedy ani na innych, ani na samej sobie. Tamtego poranka też padał deszcz, było tak samo szaro i nieprzyjemnie, a ja tak samo jak dzisiaj, nienawidziłam listopada. Tyle, że z nieco innych powodów. Tamtego listopadowego poranka, jak każdego listopadowego poranka zresztą, z żalem do całego świata w sercu, torbą, pełną książek na ramieniu, łzami, cisnącymi się do oczu i słuchawkami w uszach jechałam na uczelnię. Tak naprawdę jednak nie wiedziałam po co tam jadę.
PRZEDTEM Od tygodni z zajęć nie wynosiłam kompletnie nic. Ani wiedzy, ani notatek. Snułam się po korytarzu, idąc z wykładu na wykład, a na wszelkie zaczepki ze strony znajomych z grupy odpowiadałam wymuszonym uśmiechem. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Nie czułam takiej potrzeby. Wszyscy byli tylko częścią tego marnego świata, z którym i tak planowałam rozstać się w najbliższym czasie. To nic, że jeszcze nie wiedziałam kiedy. Nie mogłeś trafić na lepszy moment. Nie wierzyłam już w nic. Ani w dobro, ani w Boga, ani w bezinteresowność, ani tym bardziej w miłość. Wtedy były to dla mnie tylko wyświechtane hasła, nie mające żadnego pokrycia w rzeczywistości. Są nimi zresztą nadal. Dobro nie istniało. Wtedy, przedtem - dobro nie istniało nigdy. Nauczyła mnie tego własna matka, wyrzucając z domu po kolejnej sprzeczce. Nigdy nie byłam córką, o jakiej mogliby marzyć wszyscy rodzice świata. Nigdy nie byłam córką odpowiednią dla mojej matki. Wszystko, co robiłam, robiłam „nieźle ale”. Nie znosiła mnie za to, kim byłam i jaka byłam. A ja? Ja znienawidziłam ją za to, że ona miała mnie dość, jeszcze zanim przyszłam na świat. Od momentu, kiedy z hukiem wyrzuciła za drzwi mnie i moje walizki, wiele się zmieniło. Odtąd nie musiałam już udawać posłusznej córki, tylko po to, aby upozorować(!) dobre imię rodziny. Już nie musiałam kajać się, żeby móc opłacić stancję. Nie musiałam być dobrą dziewczynką, nieskazitelnym charakterem. Teraz mogłam być dziwką i postanowiłam nią zostać. Trochę z przekory, trochę z konieczności. Byłam ekskluzywną dziwką-intelektualistką. I nikt mi nie powie, że intelektualistki nie mają dzisiaj szans. Spodobałam się, miałam wielu, jak ja - ekskluzywnych, a na dodatek stałych klientów. W końcu jakoś musiałam się utrzymać w dużym mieście. Nie myśl, że teraz próbuję się usprawiedliwiać. Sprzedawałam swoje ciało, bo uwielbiałam to. Kochałam mieć władzę nad mężczyznami, kochałam być pożądana. W dodatku byłam i jestem zła. Do szpiku kości.
WTEDY Tak, ten poranek zdecydowanie ma w sobie coś z tamtego. Gęsta zawiesina ludzkiej nienawiści kłębi się nad miastem, dokładnie tak, jak wtedy. To właśnie te złowieszcze, czarne chmury pozwoliły mi wyczuć, że oto nastąpi coś wyjątkowego. To dziwne przeczucie towarzyszyło mi podczas porannej kawy, nie opuszczało mnie, kiedy stałam przed lustrem, ani nawet gdy wydychałam dym papierosowy, czekając na przystanku na przyjazd autobusu. Pewnie nie powinnam wtedy palić, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Było mi wszystko jedno. Smutny głos Layne’a Staley’a wydobywający się ze słuchawek, śpiewał, zgodnie z moim nastrojem: „Down in a hole, feelin’ so small. Down in a hole, loosin’ my soul”… Różnica polegała na tym, że ja, w przeciwieństwie do niego, chciałam się tak czuć. A może po prostu nie potrafiłam już inaczej. Byłam nikim. Byłam prostytutką-przyszłą prawniczką. Byłam także przyszłą matką, chociaż nie chciałam nią być. Robiło mi się niedobrze na sam dźwięk tego słowa. Wiedziałam, że nie będę potrafiła być dobrą matką, że nie będę potrafiła być matką w ogóle. Ani dobrą, ani złą, ani nawet nijaką. Nie chciałam wydawać tego dziecka na świat, a fakt ten potęgowała myśl o tym, w jaki sposób zostało ono poczęte. I jeszcze na domiar złego to, że ktoś taki jak Ty, miał w tym swój udział.
PRZEDTEM Kiedy wchodziłam w ten biznes, miałam wrażenie, że nic takiego, jak ciąża mi nie grozi. Od 16 roku życia brałam tabletki, w dodatku nie było mowy o seksie z klientem bez zabezpieczenia dodatkowego. Tyle, że z Tobą wtedy było…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil who?
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…