Inne · 5 min czytania
GIPS
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Trzykrotnie zostałam zagipsowana, w przeciągu ośmiu lat. Osiem lat temu miałam w gipsie rękę, a pół roku później nogę. W obu przypadkach były to wypadki w pracy, w związku z czym, przy okazji szkoleń BHP, przez wiele lat, byłam klasycznym przykładem nieostrożnego brykania po zakładzie pracy. Śmiechu z tej okazji było co niemiara, rzecz jasna, nie byłam z tego powodu zbyt szczęśliwa… Wyglądało to mniej więcej tak: behapowiec zaczynał szkolenie, wspominając jedną sierotę, która w pewnym zakładzie pracy, dwukrotnie miała wypadki… W tym momencie, wszyscy obecni razili mnie swoim wzrokiem, chichocząc pod nosem. Nikt nie miał wątpliwości, o kim mowa, a jakby się ktoś taki znalazł, natychmiast wiedziałby kogo sprawa dotyczy. Miałam niejasne przeczucie, że już do końca życia będzie się nade mną znęcał… Tym razem wypadkowi uległam w domu. Na podwórku leżał śnieg, było ślisko… Ale nie, ja musiałam być oryginalna, dla odmiany, musiałam skręcić nogę w najbezpieczniejszym miejscu na świecie… A rzecz się miała tak: siedziałam sobie przy komputerze i pisałam na gg, z moją siostrą, która zwróciła się do mnie z prośbą, by jej rozliczyć PIT. Ponieważ byłam w posiadaniu darmowego programu, do rozliczeń podatkowych, którego w najbardziej niewiarygodny sposób przetestowałam, wiedziałam, że poradzi sobie sama, wystarczy tylko dokładnie pisać dane. Oczywiście zapomniałam, jak się on nazywa. Aby to sprawdzić to, musiałam zajrzeć do mojego laptopa… Należy wspomnieć, że posiadam dość wstydliwe przyzwyczajenie, bo zwykle siedzę na stopie… Znieczuliwszy nogę, wstałam nagle od komputera, źle postawiłam ją, coś chrupnęło, a ja znalazłam się na ziemi, w pozycji horyzontalnej… W efekcie niefortunnej przygody, przez dwa tygodnie byłam uziemiona. Wniosek jest oczywiście jeden: podatki szkodzą zdrowiu… Przez dwa tygodnie, pracowałam nad tym, by niechcący gips się rozpadł. Jednak na próżno… kasa chorych widocznie nie pożałowała grosiwa. Nie wspomnę, że straszliwie swędziało w miejscach, do których się nie można dostać… Odliczałam godziny i minuty, do czasu, kiedy nareszcie będę wolna. Określonego dnia, pogalopowałam prawie w podskokach i już od ósmej (bo od tej godziny przyjmowano pacjentów) byłam w rejestracji. Tam przeżyłam wstrząs, albowiem, mój doktor przyjmował po południu… Rad niewola, trzeba było wrócić do domu. Wyklinałam w duchu swoją bezmyślność, mogłam przecież zadzwonić… O określonej…