Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 7 min czytania

Jednostkowa konfiguracja dwojga

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jednostkowa konfiguracja dwojga

- Dziś odchodzę. - powiedział i raptem zrobiło się cicho. Stopniowo nabrzmiałe słowa napełniały się sensem. Ciepła kołdra zafalowała, świadcząc o właściwym odbiorze zdania, które padło przed chwilą. Wymuszona uroczystość rozlała się oliwą po dwuosobowym świecie, w którym nie obowiązywały żadne reguły i prawa. - Taki ziąb na dworze. Że też chce ci się wychodzić w taką pogodę. - odpowiedziała, starając się o praktycyzm i zdrowe podejście do tak zainicjowanej kwestii. Zwyczajne czasowniki momentalnie ugrzęzły jej w gardle, zabrakło im kontekstu, dzięki któremu można by wyrwać ten dziwny czas z odrętwienia, z zaskakującego okrzepnięcia wszelkich znaczeń poranka, będącego ponoć triumfem dnia nad nocą. Ale nie tym razem. - To nie ma znaczenia. Nie mogę dłużej tu zostać. Przecież wiesz. - wyjaśnił, starając się patrzeć gdzieś na ścianę, na kształt cienia, rzucanego przez jego wyciągniętą rękę. - Czyżby? No proszę. Zawsze potrafisz mnie zaskoczyć dokładnie określając to, co wiem, a nie uświadamiam sobie. Jakież to uprzejme z twej strony. - stwierdziła ironicznie. - Nie wygłupiaj się. Wiesz doskonale, że dalsze przebywanie tu, nie mówię nawet bycie ze sobą, z tobą, to istny absurd. - przekonuje. - Nie zaciągam takich długów. Życie zawsze mści się na naiwnych. - Owszem. Jak zawsze masz rację. Szkoda tylko, że ja, także jak zawsze, jestem taka sentymentalna. Nie wiesz czemu kobietom tak trudno rozstać się z czymś, co tak naprawdę wcale nie jest TYM CZYMŚ? O TYM KIMŚ również nie wspominam. To już zbyt grząski grunt, jak dla mnie, dla kobiety znaczy, ogólnie również. Jakie to wszystko w gruncie rzeczy banalne. - Nie zadręczaj się. Jesteś dość rozsądna by zrozumieć w czym rzecz. Stałe związki mnie nie interesują, uprzedzałem przecież. Pora już, najwyższa pora rozstać się, odejść, zanim to wszystko stanie się przykre, nieznośne. To po prostu „konieczność”, nic osobistego, jeśli można tak powiedzieć. Przecież żadne z nas nie kocha drugiego. Sama rozumiesz... - Oczywiście. - kiwa głową i odpływa w głąb tego słowa, które wcale nie znaczy tego, co znaczyć powinno, zdając sobie sprawę, że to i tak nic nie zmieni. Wycisza emocje i poczucie tragicznego rozpołowienia się w sobie. Jakie to jednak banalne. Przeszłość, zgniła i niepotrzebna, trwa we wspomnieniach, choć już przeminęła. Wszystko mija, rozpływa się, gęstnieje, zostawiając po sobie kilka niezbyt imponujących nauk, że życie...taa... życie... Ledwie widoczny szkic przyszłości rozbryzguje się jak zbroczona piana. - Romantyczka. Głupia romantyczka. - myśli. - Głupia romantyczka. - myśli i on, widząc jak stygnie tuż przy nim, uzbraja się w kolejną skorupę o ostrych kantach.

A już prawie, prawie zaczynało się układać. On wracał kiedy chciał. Ona nic nie mówiła, była tu zawsze, gdy powinna być, nie było jej, by mógł zatęsknić i pomyśleć, poczuć niemal, że jest dla niego ważna. Miała swój świat, tak jak on. Żadne nie ingerowało w tajemnice, prywatność drugiego. Czasem robili sobie przyjemne niespodzianki, kolacje z winem, wina było więcej, dbali o to, by wszelkie te wymuszone

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jednostkowa konfiguracja dwojga — czytnik · opowiadania