Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Kot za oknem! Dajcie mleka, będzie wielki!

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wersja I

Wielka Mgławica Czystego Surrealizmu roześmiała przede mną swoją twarz. Nie będę się z nią sprzeczał pomyślałem łagodnie i wybrnąłem swojskim unikiem w stylu cholera, coś mnie swędzi i muszę pędzić. Nie zatrzymywała. Rozumna jest, a odkąd powpadały w nią czarne kule soczystej logiki zupełnie się nie spiera. Widać nie chce konwersować, gdy czuje zagrożenie. Woli sama rozrastać się w subgalaktycznej nudzie i czasem tylko rzec coś, niby od siebie, niby zasłyszane u sąsiada Majewskiego – Kot za oknem; dajcie mleka, będzie wielki… Odwracając się, bo myślałem, ze to do mnie, wyrżnąłem w parapet z całym impetem sienkiewiczowskiej trylogii.

Wersja II

– Kot za oknem! Dajcie mleka, będzie wielki! – krzyczały dzieci, a mama jak zwykle uśmiechała się pod nosem przy zagniataniu ciasta. Chciała powiedzieć, że nie w tym kubeczku, ten kubeczek będzie potrzebny, ale my już odsuwaliśmy doniczkę z georginią, już otwieraliśmy okno i już kotek wchodził na parapet i mruczał swoje zwyczajowe miau, po którym wychłeptawszy kilka łyczków zmykał w głąb domu. Ależ było zabawy, ależ radości w ganianiu, szukaniu, przytulaniu i drapaniu. Bo trzeba było być sprytniejszym od kotka, trzeba było się nie dać starszym. Potem wszyscy z nabożną czcią patrzyliśmy jak ten futrzak o czarnej sierści i białych łapkach pożera rzuconą mu na talerzyk rybkę. Patrzyliśmy i wzdychaliśmy, bo nie wiadomo, kiedy następnym razem zaszczyci nas swoją obecnością – ten wielki kocur, którego nie wiedzieć czemu cała wieś nazywała Małym

Wersja III

– Cześć. – Cześć. – Co słychać? – Nic. – No to kiepsko. – No. – To co, idziemy? – No. – Ej, chyba ci się nie chce? – Nie, pójdę. – No to chodź. – Już. – No wstawaj! – Zaraz, musimy poczekać… – Na co? – …jeszcze minutę. – Ty zawsze coś wymyślisz! – O, już idzie! – Gdzie? Co? – Tam, nie widzisz? – Nie. – No przypatrz się. – Nic nie widzę! – Oślepłeś czy co? – Jaja sobie ze mnie robisz! – Nie, no jest tam. – Tam? – Tam. – Toż to kot. – No wiem. Ładny, nie? – Ale po co? – Przychodzi jak w zegarku. Dzięki niemu wiem, że dziś będziemy mieli szczęście. Obrobimy jubilera, a on dostanie mleka i będzie naprawdę wielki.

Wersja IV

„Kot za oknem! Dajcie mleka, będzie wielki!” wyrwało mnie ze snu. Z przestrachem spojrzałem na sufit, gdzie uliczna latarnia rzucała pomarańczowe prostokąty swojego światła. Więc noc. Środek nocy. Powinienem spać, bo jutro będę całkiem niewyspany. Przewróciłem się na bok, zamknąłem oczy i dopiero wtedy dotarło do mnie, że tak wołaliśmy z rodzeństwem, kiedy Mały kocur przychodził. Zapach rosołu mojej mamy, smak niedojrzałych jeszcze jabłek, bieganie bez butów po całym obejściu. Zakręciła się łezka, zakręciła. Usiadłem na łóżku. Ze spania nici. Zazwyczaj tak jest, więc nie ma się co kłaść i próbować. Do rana zostało… trzy godziny raptem. Zawsze znajdzie się coś do roboty. Jak mawiała moja babcia, wstań wcześniej, to później pójdziesz spać… No tak, żart miała wybredny, staruszka. W kuchni oślepiające światło gołej żarówki obudziło wszystkich w mojej dzielnicy. Przynajmniej tak mi się zdawało. Nastawiłem wodę na kawę. Przy okazji spojrzałem w puszki – niestety, nie ma już herbaty. Trzeba będzie kupić. Westchnienie ciężkie, lekkie, ciężkie. Wyrywa się samo, a swym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kot za oknem! Dajcie mleka, będzie wielki! — czytnik · opowiadania