Inne · 3 min czytania
Niezmiernie niesmaczna niestosowność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że jest ktoś taki dokładnie wczoraj, kiedy idąc jedną z głównych ulic mojego miasta postanowiłem skrócić sobie drogę przez zaułek. Nie dostrzegłbym jej, gdyby nie obłok dymu papierosowego, który wydobył się z ciemnego zakamarka. Nie stanąłbym, gdyby nie noga, którą wystawiła pokazując przy tym swoje fantastyczne pończochy. Ale już na pewno bym się nie odezwał, gdyby nie zrobiła tego pierwsza: - Witaj, głupku. Nie odezwałem się, bo po prostu mnie zatkało. - Masz... ogień? Zgłupiałem. - Przecież już pani... - Masz ogień, głupku? - zapytała, jakby nie usłyszała mojego tłumaczenia. - Mam - odpowiedziałem niepewnie rozglądając się jednocześnie za... - Nie rozglądaj się tak. Nic ci tu nie grozi, głupku - powiedziała i zaciągnęła się papierosem. Chciałem coś odpowiedzieć, ale nic sensownego nie przyszło mi do głowy. - Wejdziesz? - zapytała nieznacznym gestem wskazując ukryte w ciemności drzwi. - Wie pani... - chciałem się bronić, ale... - Wiem głupku. Jesteś jeszcze za głupi, by wiedzieć, czy chcesz wejść. Tak? - zapytała, a ja, dziwiąc się niezmiernie swoim słowom odpowiedziałem po prostu: - Tak. - To wejdź - rozkazała.
Wszedłem. W środku półmrok. Zapach naftaliny i tykający zegar. Zapalona tylko jedna lampka. Taka na starym poniemieckim pianinie. Krótkim gestem pokazała gdzie jest moje miejsce, więc usiadłem. Sama podeszła do gramofonu i nastawiła płytę. Potem do dwóch szklanek nalała złocistego płynu i…