Inne · 6 min czytania
Pan w przebraniu królika.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Page trzymała w palcach słonce, które przesuwało się, albo to horyzont się przemieszczał, on zmieniał kąt padania światła na jej trampki przyklejone do chodnika gumą do żucia, i tak trwali w wzajemnym uwielbieniu dla tej chwili, kiedy pieski przed sklepem szczekały, dzień się kończył, a może dopiero zaczynał, a Page chciała żeby ktoś ją przewrócił na ziemie, wysypał wszystko z jej torebki prosto na jej twarz, wymaział buzie jej czerwona szminka, wyrwał kilka włosów z głowy i kopnął na dowiedzenia, bo bardzo niegrzeczna dzisiaj była.
Bo Page postanowiła dzisiaj zabić. I zrobiła to, co prawda z premedytacja i stylowo, ale jednak zabiła. I teraz stojąc pod sklepem, przesuwając słonce palcami do dołu wcale nie czuła jakiejś niesamowitej rozkoszy z tego tytułu, nie doznała żadnej iluminacji, była raczej poirytowana i myślała o kupnie psa. Albo nie o kupnie, o kradzieży jakiegoś spod sklepu, to na pewno nie będzie się bardzo liczyło, zabiła dzisiaj kogoś, wiec pies umknie jakoś bokiem.
Płakała nad nim choć zasłużył na śmierć. Na śmierć to nawet za dużo powiedziane. Zasłużył na powolne zdychanie, na rozkładanie się w słońcu koło ławki pod blokiem, gdzie wszyscy by go widzieli i każdy z niesmakiem kręciłby nosem nad jego poskręcanymi jelitami, że faktycznie, no racja, bardzo zły musiał być, i nawet pozwoliliby swoim psom sikać obok niego, nie zbierali by ich kupek do małych woreczków foliowych jak teraz trzeba.
Tymczasem Page go zafoliowała folią spożywcza, dokładnie i szczelnie, żeby żaden ostatni zagubiony oddech nie mógł wyfrunąć z jego ust przeklętych, tak dokładnie żeby nawet dusza miała problem z opuszczeniem ciała, żeby zastanawiała się jak wyjść stamtąd, co jest do cholery?, jakieś nowe utrudnienia, trzeba kombinować, zafoliowała go tak dokładnie ze przez chwile myślała ze go nie ma, ze zniknął, albo ze go wcale nie było, a ona nie zrobiła tego, co zrobiła.
Część 22 / 2
Zafoliowała, a potem zakopała jak wielka parówkę w ziemi, Kolo swojego domu, koło ławki pod blokiem, w nocy, nikt nie widział, nikogo ni było, nikt nie patrzył. Tak jakby dostała jakieś ciche przyzwolenie z nieba, czas się zatrzymał, a ona mogła robić to co trzeba było zrobić. A potem wytrzepała rączki, przygładziła włosy i zapaliła papierosa.
I nawet przez chwile zrobiło jej się przykro. Bo w sumie znali się od dziecka, zawsze byli razem i teraz wyszła na trochę taką szmatę że go zabiła, wbiła mu nóż w plecy kiedy schylił się żeby podnieść pięć złotych z chodnika przed blokiem, koło tej samej ławki, pod którą teraz leżał martwy, zapakowany w folie jak zdefektowany towar do zwrotu.
Ale kiedy twój najlepszy przyjaciel w przebraniu królika rani cię tak boleśnie, że aż nie możesz oddychać, zadaje ci ciosy na wylot, prosto przez serce, w poprzek i wzdłuż twojego ciała, chce twojej śmierci, chce być tobą, i pragnie tego tak bardzo, że aż pragnienie to osadza się rosą na twoim karku, to nie masz wyjścia. Nie