Inne · 4 min czytania
Piotr
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdy Piotr usiadł do swojego laptopa tego ranka, by jak każdego innego od ponad 3 miesięcy pisać kolejne rozdziały swojej autobiografii,- poprawiać- je, dokładając kolejne elementy ze zdarzeń, które opisał, a o których szczegółach przypominał sobie dopiero potem, pomyślał, że to przecież nie wielkie ma już teraz znaczenia, nie ważne czy opisze swoje wyprawy i doświadczenia z nimi związane, czy opisze jak zaparło mu dech na widok Jeziora Królewskiego, czy to, co czuł po przeczytaniu swojej ulubionej książki, albo jakie potworne emocje były w nim, gdy mając 4 lata ujrzał martwego kotka, ze zmiażdżoną czaszką. Nie ważne czy opisze jak w jego mniemaniu wygląda miłość, czym ona dla niego była i w jaki sposób ją czuł. To nie miało już znaczenia. Zamknął oczy, pozwolił myślom wędrować.
Przypomniał sobie jak na wykładach z języka polskiego przez 3 lata każdej wiosny wyglądał przez okno, za którym rosło kwitnące drzewo, którego pąki tak świeże, tajemnicze, budzące się do życia, napawały go radością. Nikt tej radości nie podzielał nikt nawet nie patrzył na to drzewo. On jednak patrzył i widział jego piękno. Czuł jego siłę i czystość jego stworzenia.
Przypomniał sobie, jak pewnego lata przez cały dzień siedział na pomoście. Patrzył wpierw na poranne słońce, potem na jego zenit, zachód, a w końcu na bezchmurne niebo nocne wypełnione gwiazdami i widokiem księżyca w nowiu. Czuł jak ciepły wiatr smuga jego twarz, jak woda obijająca o pomost wydaje ten swój –„ hlup”-, który go tak uspokajał. Przez ten cały czas, ludzie przychodzili i odchodzili, a on siedział i…