Inne · 4 min czytania
Platforma
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Chciałem napisać opowiadanie, lub scenariusz. Jeszcze wczoraj chciałem. Miał być o dwojgu ludzi. Nie, wprost powiem. Miał być o miłości. Jak zwykle zresztą. Mało pociągające. Oklepane, wytarte i przeżyte przez każdego z was. On miał być szarym mężczyzną. Po trzydziestce. Nic szczególnego. Sarkastyczne, wręcz cyniczne podejście do życia. Bez perspektyw na stały związek. Bez perspektyw z własnego wyboru. Ona miała być równie zrezygnowaną kobietą. Ale nie chciałem nakładać im masek smutku. Nie chciałem też pokazywać „flaków” ich osobistej tragedii, jeśli można tak to nazwać. Tragedii po cichu. Wręcz gnicia pod fasadą sztucznego uśmiechu. Nie. Chciałem, żebyście wy to zobaczyli. Ich bezsensowne bycie. Ich beznadziejne trwanie między pracą, samotnym domem, butelką wina na wieczór, telewizorem. Chciałem pokazać to w kolorach, żeby kontrasty powoli rozdzierały wasze serca. A potem w tych samych kolorach chciałem ich ze sobą złączyć. Najpierw powoli. Tylko wzrokiem. Zupełnie przypadkiem. Na granicy kiczu. Potem głębiej. Wejść w myśli obojga. Myśli opisujące pragnienie, pożądanie, niemoc. Wiem, patetyczne, wręcz mdłe. Ale chciałem, by każdy z was poczuł tę początkową mdłość, która przerodziłaby się w ekstatyczną miłość skonsumowaną w jej domu, w jego łóżku, w hotelowym przypadkowym pokoju. Patrzylibyście jak urzeczeni na ich zatopione w sobie oczy. Na ich ciała śpiące po upojnym stosunku. Na krople ich potu. Na to, że mogą być ze sobą, że nic nie muszą sobie mówić, że są połówkami spotykającymi się raz na całe życie, na pokolenie, na chwilę. Na tę jedną chwilę, która miała trwać kilka tygodni. Bez cienia nieporozumienia. Bez żadnej skazy. Byliby nieludzko szczęśliwi. Zazwyczaj w świetle niewyłącznej sypialnianej lampy. Albo przy kuchennym stole, lub na nim, kochając się do nieprzytomności. Lub też wyjeżdżając na pierwszy wspólny wyjazd,…