Akcja · 4 min czytania
Przerwa na przerwę reklamową. cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak się nie zerwę, jak nie zerwę moich włosów z tej ławki, mojej kiecki niecnej, moich brokatów, pudrów szmudrów z tej ławki. Jak nie zerwę mej torebki i nie walnę jego z siły całej tych ramion, co jeszcze w nich została... No właśnie, nic nie zostało. Wypłukało, pociemniało. Zeszłam tam pod tą lipą, akacją, dębem. On mnie chwycił w tym zamachu, a ja bęc, hęc i już w jego rękach, łapach paskudnych obmacujących. Ach Stefan gdybyś wiedział... Ale nie wiedziałeś kiedy było trzeba, nic nie było w twojej mocy. Jak się w tobie rozkochiwałam bez pamięci, jak listy me chciałam słać do ciebie miłosne. Wtedy byłeś jak beton jakiś, a teraz co? Teraz mnie trzymasz w tych swoich łapskach paskudnych, które już setki takich trzymały przede mną. Pod tą lipą, topolą, dębem. Wal się ty kupo gówna obesrana!
I tak stoimy. Czy już rok minął od tego naszego stania pod tym drzewem, jak kolumna, pod tą fontanną, jak jakieś stare małżeństwo rozpadłe. On mnie trzyma. Co chcesz! – krzyczę. On mi na to, żebym z nim szła, że wszystko ładnie dobrze i w porządku. Nic nie ładnie dobrze i w porządku. I dalej tak stoimy. Czuję, że jak się nie poruszę z tego stania, to niedługo zarosnę w tej pozie, niezbyt to romantycznej, niezbyt aroganckiej. Ach, Stefan, gdybyś wiedział. Ale nie wiedziałeś. Wszystko przemawia za tym, aby iść. Aby poruszyć się z tego padołu moralnego uprzedmiotowienia, bez sensu. Bredzę. Wątki mi się znów rozmywają i widzę przed sobą babcie Helę. Wołam do niej: Ty głupia szmato, stara dupo! A ona się uśmiecha. Dostaję od niej torbą plastikową po łbie i się budzę. Ach Stefan. Już nie będę do ciebie wzdychała więcej,