Filozofia · 4 min czytania
Samotny pasażer
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Samotny pasażer pewnej linii. Siedziałem sam, mimo, że w autobusie było kilka osób, nie licząc kierowcy. Wszyscy rozgadani albo cisi, zajęci swoimi sprawami lub tez sprawami innych, które ich pociągały i zajmowały zarazem. Niektórzy siedzieli razem śmiejąc się i rozmawiając głośno, do tego stopnia, że ryk silnika zdawał się być jedynie cichą melodią do śpiewu ich głosu. Było też parę osób siedzących jak ja, samotnie, czytali gazety, w których wciąż rozprawiano o polityce i sprawach jej towarzyszących, ale nie wszystkich widocznie zajmował świat polityki gdyż spoglądali za szyby, zupełnie jakby czegoś szukali w nich, prócz własnego odbicia zniekształconego przewijającym się pejzażem. Ja również nie pozostawałem siedząc w osłupieniu i oczekując dojazdu do miejsca docelowego. Jakiego? Sam nie byłem pewien. Działo się tak gdyż wsiadłem do pierwszego lepszego autobusu, nie zastanawiając się gdzie mnie zawiezie, wiedziałem natomiast, że Ty mnie nie odbierzesz, mimo że nie znałem nawet Twojego imienia. Tak, więc jak inni spoglądałem za szybę myśląc, że ujrzę tam coś, co zajmie mnie aż dojadę na miejsce. Widziałem ludzi idących gdzieś w szybkim tempie, pochłoniętych codziennymi zajęciami. Na ich twarzach uwidaczniało się zmęczenie, które zapewne odbijało się na wewnętrznym niepokoju możliwym do zaobserwowania w każdym ich ruchu. Niepokoju? Ale czego? Nie wiedziałem, ale czułem, że wiązał się on z poszukiwaniem sensu życia, którego wielu ludziom brak. Ale nie tylko ludzie zajmowali moje myśli, to krajobraz najbardziej