Psychologia · 2 min czytania
Śmierć człowieka,śmierć moja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Półprzytomny, półnagi. Półprzymkniętymi oczami dostrzegałem jedynie cienie postaci, które w połączeniu z kanciastymi bryłami przedmiotów oddawały w doskonały sposób wymowę, powagę chwili. Ciemnej, szarej, pełnej ostrych krawędzi, o które jest się łatwo zranić. Wisiałem na konstrukcji zbudowanej z dwóch belek, którą nazywano krzyżem. Palący ból docierał do mnie z dłoni oraz stóp, w których tkwiły gwoździe, paradoksalnie wbite tam przeze mnie, a raczej z mojej winy, gdyż tymi gwoździami były moje grzechy. Czułem ciepło i świeżość krwi spływającej po mej twarzy, jej zapach sprawiał, że odpływałem w otchłań zapomnienia. Korona cierniowa z każdą chwilą przestawała kłuć, ból kolców tkwiących w czaszce zaczynał maleć, a nawet niknąć. Wokół mnie było zebranych kilka osób, ale ku mym uszom nie dochodził dźwięk płaczu, ani