Inne · 2 min czytania
Sport
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było jeden do jednego, kiedy zrobiło mi się niedobrze. Wiedziałem, że nie mogę wyjść, bo przegapię najlepsze, ale z drugiej strony czułem, że obrzygać siebie i, co gorsza, wszystkich dookoła, to jakby znaleźć się wśród kibiców przeciwnej drużyny. Zatykając więc usta i przez nos nabierając głęboko powietrza wyszedłem ze swojego rzędu i pokonawszy kilkanaście stopni stanąłem obok posągowego ochroniarza. – Tam – pokazał daleki znaczek WC, a ja nie starając się nawet udawać zacząłem biec. Dobiegłbym, przysięgam. Dobiegłbym, gdyby nie ten facet, co tak mocno mnie podciął. Wyrąbałem się jak długi i z bólu zacząłem zwijać. Z daleka usłyszałem sędziowski gwizdek, ktoś coś krzyknął, a ten, co mnie podciął już prawie dopadł klamki ubikacji. Powiedziałem prawie, bo kiedy był już tuż wpadł na niego wielki dryblas i prawie zmiażdżył. – Nic nie było! Nic nie było! – krzyczał podnosząc wysoko ręce, a