Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 5 min czytania

Wycieczka z Ianem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szliśmy tak zmęczeni, że nawet nasze cienie stąpające po purpurowym dywanie rozścielonym przez promienie gasnącego słońca uwiesiły się naszych szyi, potęgując jeszcze udrękę. Jednostajnym, nużącym rytmem posuwaliśmy się powoli, ale uparcie w kierunku naszego ostatniego etapu górskiej wędrówki - Przełęczy Krzyżne, skąd były już tylko 4 godziny marszu do schroniska. Było nas dwóch - zapaleńców pragnących zdobyć najtrudniejszy szlak Polskich Tatr zupełnie bez aklimatyzacji, bezpośrednio po oderwaniu się od codziennej pracy przed komputerem. Oprócz wyczerpania dokuczało nam także pragnienie, jako że nikłe zapasy wody były już na ukończeniu od wejścia na Granaty. Przełknąłem głośno ślinę, czyszcząc na chwilę gardło z wszędobylskiego pyłu, dostającego się w niewiadomy sposób do ust i zatrzymałem się nabierając tchu. Chwilę później posłyszałem za sobą rumor spadających kamieni i stłumione przekleństwo wypowiedziane czystą, szlachetną polszczyzną. Cieszę się tylekroć, ile razy słyszę nasz ojczysty język będący najpiękniejszą chyba mową świata. Odwróciłem się powoli, nie chcąc wyczerpywać i tak już mocno nadwątlonych sił. Ian leżał na środku szlaku z nienaturalnie podkurczoną nogą. Jego twarz, przedtem poczerwieniała od wysiłku i nadużywania alkoholu była teraz trupio blada, zaś zaciśnięte szczęki wskazywały, że Ian czyni wielkie wysiłki, żeby nie krzyczeć. - Chyba złamałem nogę - powiedział po chwili, cedząc powoli słowa. - Pokaż - z zainteresowaniem podszedłem żwawym krokiem do leżącego Iana. Nigdy jeszcze nie widziałem prawdziwego złamania. Ian wyciągnął nóż i z jękiem rozciął swoją prawą nogawkę aż do kolana. Na wysokości połowy łydki rósł szybko monstrualnej wielkości krwiak, całkowicie deformując kończynę. Ian dotknął go palcem i krzyknął z bólu. Gdzieś w oddali zatrzepotał skrzydłami spłoszony ptak. - Zejdź ze szlaku - przypomniałem dla zasady, chociaż byłem pewny, że nikt już za nami nie idzie. Byliśmy ostatnimi, którzy tego dnia wybrali się na Orlą Perć. Mimo to przepisy wyraźnie zabraniały zatrzymywania się bezpośrednio na przejściu, co w konsekwencji wielokrotnie powodowało tworzenie się długich zatorów. Zdjąłem powoli plecak, czując odrętwiające obolałe mięście barków uderzenie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wycieczka z Ianem — czytnik · opowiadania