Inne · 4 min czytania
Złe smoki z Bongo–bongo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Złe smoki z Bongo–bongo dawno wyginęły powiedziałem do mojej córeczki, która drżała pod kołderką. Rączki miała całe spocone, główkę też. Obudził nas jej płacz. Płacz przez sen, że smoki z Bongo–bongo znowu przyleciały, że stoją za oknem i chcą się na nas rzucić i pożreć. Przyznam szczerze, że nie znoszę tych cholernych smoków. Nie znoszę, bo sam nim jestem, wiem, że to mój teren i nie życzę sobie nieproszonych gości, co mówiąc mojej uśmiechającej się już przez łzy córeczce podchodzę do okna, otwieram szeroko i krzyczę, by sobie poszły. A one mruczą coś zdawkowo, wycofują się już prawie i nawet zamknąłbym okno, gdyby nie powtórny płacz mojej córeczki, który rozsierdza mnie do białości, powoduje niekontrolowane czknięcia ognia, prostowanie się długiego ogona i wrzynanie pazurów w parapet, co moja kochana żona niezbyt pochwala i by parapet swój, rodowy jak zaznacza, uratować, otwiera mi okno, bym mógł przez nie wylecieć, dognać te parszywe smoki z Bongo–bongo i w końcu wytępić te nikczemne dwie sztuki co się jeszcze ostały, by mojej córeczce, pół–eflicy pół–smoczycy, spokój w końcu święty dały.
Albo może tak:
Złe smoki z Bongo–bongo dawno wyginęły powiedziałem do mojej córeczki, która drżała pod kołderką. Rączki miała całe spocone, główkę też. Obudził nas jej płacz. Płacz przez sen, że smoki z Bongo–bongo znowu przyleciały, że stoją za oknem i chcą się na nas rzucić i pożreć. Przyznam szczerze, że nie znoszę tych cholernych smoków. Nie znoszę, bo sam nim jestem, wiem, że to mój teren i nie życzę sobie nieproszonych gości, co mówiąc mojej uśmiechającej się już przez łzy córeczce podchodzę do