Kultura · 4 min czytania
Zwyczajny dzień humanisty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zwyczajny dzień humanisty 21.04.2011 r. Całe dziesiątki informacji dociera do mnie na zasadzie wrażeniowej. Strzępki zdań, ocen, chwilowych odkryć. I mimo sekundowego zdziwienia, które czasem mnie olśni, a o którym wiem, że jest powierzchowne i zaraz przeminie, nadal pozostaję sobą, nadal kołyszę się na tym oceanie bezsensu i chaotyczności, skupiam się na tym by trwać, nie widząc dla siebie szansy odkrycia nadrzędnego motywu istnienia, jego uzasadnienia czy choćby uczucia pasji jego doświadczania. Zagłuszanie potrzeby takowego osadzenia się w świecie zajmuje memu bliźniemu większość czasu, jaki oferuje mu życie. Dostępność środków, które są ku temu zużywane jest oszałamiająca. Przyglądam się temu, choć przecież nie od zawsze widziałam to z taką wyrazistością. Gdy lęk i przejęcie minęły, pozostała już chyba obojętność na cudzy los, na który, uważam, wpływ mamy minimalny, zwłaszcza jeśli posługujemy się różnymi językami, a kontakt wzrokowy jest rzadkością tak wielką, jak prawda wyznań, których znaczenia i głębi już dawno nie pojmujemy. Niemniej jednak zawsze pozostaje jakaś enklawa, jeśli nie pod postacią grupy przyjaciół, to może choćby w formie pisania wierszy, pieczenia chleba czy dziergania koronek. Wszystko jest dopuszczalne, myślę, prócz dopuszczania do siebie tego co powszechne, co masowe, łatwe, przyjemne, modne. Prócz stereotypu i newsu, dwóch skrajności, wśród których rozpięła swe sidła tandeta i fałsz, wszystko inne, to co zaniechane i archaiczne, wciąż jeszcze jest ratunkiem przed odczłowieczeniem. Zastanowienie – niby oaza spokoju, przyczynek ku opamiętaniu, pozytyw, który, choć…