Wróć do katalogu

A śmierć ma jego twarz...

Co zrobisz, gdy utracisz wszystko co kochasz?

Bajarz, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

A śmierć ma jego twarz...

Podchodził powoli do gruzów budynku i chociaż widział, że przeciwnik się nie rusza, trzymał karabin w gotowości. Rozwalony kaem leżał na ulicy, a w szczątkach okna leżały dwa ciała ubrane na czarno. Andrzej podszedł do pierwszego i kopnięciem obrócił. Gdy spojrzał na twarz swojej ofiary, w jego oczach pojawiły się łzy. Zaczął się schylać i w tym momencie padł strzał, a on trafiony pociskiem okręcił się wokół osi i padł....

***

- Spocznijcie poruczniku! – Pułkownik wyglądał staro, chociaż dopiero co przekroczył pięćdziesiątkę. Andrzej przeszedł do pozycji spocznij, a dowódca zaprosił go gestem, aby usiadł naprzeciwko. - Domyślasz się pewnie, po co cię tu wezwałem?! – Porucznik nie patrzył na przełożonego tylko parę centymetrów na prawo od jego głowy. Nawet nie skinął głową, ale widać było, że wie o co chodzi i nie ma zamiaru ułatwić całej sprawy pułkownikowi. - No cóż! Sąd cię uniewinnił, wyleczyłeś się i normalnie przyjąłbym cię do służby, ale przyszedł rozkaz z góry, aby cię zwolnić z wojska. - Andrzej Krawczyk wstał, zdjął pagony i oderwał emblemat jednostki. - Synu! Po co ta demonstracja? – Tarkowski był skonsternowany, tym bardziej, że czuł się winny. - Ile lat się znamy? – Były oficer odezwał się po raz pierwszy. - Jakieś siedem lat od czasów Kosowa. - I gdzie zgubiliście pułkowniku nasze ideały? Gdzie nasze motto: Nie porzucamy kolegów? – Krawczyk odwrócił się i wyszedł z biura, a Tarkowski patrzył za nim wściekły. Nie był zły na porucznika, ale na polityków, którzy pod naciskiem mediów kazali mu zwolnić ze służby tak świetnego oficera.

***

- Ty żeś chyba zwariowała? – Wściekła Durecka wysyczała do córki, a Angelika nie wiedząc, o co chodzi patrzyła na furię matki. - Co ty sobie myślałaś gówniaro! – Mała kobieta nie mogła powstrzymać się od krzyku – Ledwo poszłaś na studia to zaraz wdałaś się w romans! I to jeszcze z jednym z wykładowców?! - A co cię to obchodzi?! To moje życie!!! – Angelika wiedziała, że kiedyś cała sprawa się wyda, ale nie podejrzewała, że tak szybko. Po chwili poczuła uderzenie w twarz i przewróciła się na schody. - Co by twój ojciec powiedział? Pewnie w grobie przewraca się jak widzi jak się prowadzasz? - Ojciec byłby zadowolony!!! On wierzył w miłość a nie tak jak ty w mamonę! – Odparła wściekła. - Jak ty tak śmiesz do mnie mówić! Ty, ty mała dziwko! - Na te słowa Angelika zerwała się i popchnęła matkę, aż ta upadła na stół. - Nigdy tak do mnie nie mów ty stara małpo!!! Gdyby nie ty to tatuś by jeszcze żył. Ale wykończyłaś go jędzo swoim gderaniem! - Dziewczyna pobiegła do przedpokoju i zaczęła ubierać buty. - A gdzie ty się wybierasz? Kto ci pozwolił? - Na szczęście mam już dziewiętnaście lat i nie muszę się ciebie pytać o zdanie. - To tak! I co popędzisz do tego swojego byłego żołnierzyka? – Zdziwiona Angelika spojrzała na rodzicielkę. - A co myślałaś, że go nie poznam, bo w okularkach i z brodą? Bliznę nadal widać! I co całą przyszłość masz zamiar spędzić u boku Polskiego rzeźnika w Karbali, bo tak chyba go nazwała prasa? Zapłakana Angelika chwyciła płaszcz, torebkę i wybiegła z domu trzaskając drzwiami, a pani Durecka usiadła przy stole, aby ochłonąć. Spojrzała na zdjęcia dostarczone jej przez znajomego. Patrzyła jak jej śliczna córeczka całuje się z wysokim blondynem na zdjęciu.

***

Dzisiejszego dnia jechali w osłonie konwoju. Z przodu dwa Honkery, potem dwie ciężarówki, a na końcu kolejny Honker. Przejeżdżali przez przedmieścia Karbali, rozglądając się dookoła i czujnie wypatrując wroga. Mijali właśnie po lewej budynek, który miał zabite dyktą okna, kiedy z jednego z okien na parterze opadła płyta i wychynęła lufa cekaemu. Pierwsza seria przeorała prowadzący samochód nie dając żadnych szans jego załodze. Porucznik Krawczyk wyskoczył z drugiego samochodu i przypadł za kołem, gdy druga seria trafiła jego samochód. Nie minęło kilka sekund a z ośmioosobowej drużyny straży przedniej został tylko on. Miał tylko nadzieję, że ci idioci rebelianci nie ostrzelają drugiej ciężarówki. Jeśli tak to wszyscy w promieniu jakiś dwustu metrów pójdą prosto do bozi, bo na pace Stara była amunicja. Nie zastanawiając się długo sięgnął po granat i szybko wychylił się za ostrzelanej terenówki. Rzucił i trafił za pierwszym razem. Wybuchł targnął powietrzem, a odłamki odbiły się od ścian pobliskich domów i od zniszczonego Honkera. Reszta kolumny właśnie na wstecznym próbowała się wycofać za najbliższe skrzyżowanie, a Andrzej sięgnął po radio. - O scheisse! – Musiał wyskakując z samochodu upaść na krótkofalówkę. „Co teraz?” Myślał nerwowo. Wedle procedury konwój miał się cofnąć o kilkaset metrów i czekać na potwierdzenie zlikwidowania zasadzki, albo na posiłki. „No dobra! Jędrek na spokojnie! Wyjrzyj i zobacz czy jeszcze żyją.” Wychylił się błyskawicznie i zobaczył dwa ciała leżące na oknie a obok zniszczony karabin. Postanowił zaryzykować. Podchodził powoli do gruzów budynku i chociaż widział, że przeciwnik się nie rusza, trzymał karabin w gotowości. Rozwalony kaem leżał na ulicy, a w szczątkach okna leżały dwa ciała ubrane na czarno. Andrzej podszedł do pierwszego i kopnięciem obrócił. Gdy spojrzał na twarz swojej ofiary, w jego oczach pojawiły się łzy. To był chłopiec. Jego umorusana twarz wyrażała przedśmiertne zdziwienie. Miał chyba ze dwanaście lat. Dziecko. Porucznik zaczął się schylać i w tym momencie padł strzał, a on trafiony pociskiem okręcił się wokół osi i padł.... - Andrzej!!! Andrzej!!! Obudź się!!! – Ocknął się momentalnie i zobaczył jak żona pochyla się nad nim. Przytulił się do niej. On wielki facet wtulił się w ramiona małej brunetki i płakał. - Już dobrze! To znowu ten sen? – Spytała a on wciąż szlochał jak małe dziecko. Kiedy w końcu go uspokoiła, usnął w jej ramionach, a ona patrzyła na niego. Kto by pomyślał? W dzień wielki umięśniony, twardy facet, który jedną ręką mógł zabić każdego, a w nocy cierpiał z powodu okrutnej wojny sprzed lat i płakał jak dziecko. Pogładziła brodę na jego lewym policzku i poczuła pod ręką bliznę, która miała już osiem lat i była oprócz koszmarów jedyną pamiątką z Iraku.

***

Było już po ósmej, gdy Angelika i Andrzej wyszli z przedszkola, gdzie zostawili Kasię. Choć była tak wczesna pora, wielu ludzi zdążało do pracy zarówno autobusami jak i własnymi samochodami. Czarny volvo ruszył i przejechawszy przez „Zatokę czerwonych świń”, osiedle wybudowane za komunizmu dla URM-u, włączył się do ruchu zmierzającego na południe. Przejechali obok Wilanowa, to tu mieścił się pałac zbudowany dla Jana III Sobieskiego. Pojechali w stronę Powsina i Konstancina. Andrzej kierował, a Angelika szukała czegoś w torebce. - Andrzej bądź dzisiaj wcześnie w domu. - Dlaczego? - Ach ty mały sklerotyku! Dzisiaj przyjeżdża Mama - skrzywił się, a Angelika zauważywszy to uśmiechnęła się. – Wiem, że nie lubisz Mamy.... -Ale.... - Nie przerywaj mi! Ale wiesz, że ledwie udało mi się z nią pogodzić i masz być punktualnie! - Ale to ona mnie nie lubi.- Rzekł tonem obrażonego dziecka. Ale wiedziała jak go obłaskawić i gdy poczuł jej język w uchu roześmiał się, to było jedyne miejsce, gdzie miał łaskotki. Dojechali na miejsce. Ona go pocałowała i wysiadając z samochodu powiedziała: - Żegnaj kochanie! - Żegnaj kochanie!- Odpowiedział usiłując niezdarnie naśladować tonację jej głosu. Ona uśmiechnęła się i pomyślała „Jest zły, że Mama przyjeżdża, ale w nocy wynagrodzę mu to”. Zanim przeszła przez ulicę obejrzała się, ale nic nie jechało i pewnym krokiem ruszyła naprzód. Krawczyk patrzył za nią z całą miłością, jaką posiadał w sercu. Znów przyjeżdżała teściowa, a on jej nie cierpiał. Mamuśka, ta stara bestia nigdy go nie lubiła i będzie musiał znosić jej docinki. Gdy żona była na środku ulicy, zauważył kątem oka, wyjeżdżającego zza zakrętu Forda, dwoje nastolatków prowadzących samochód najwyraźniej było pijanych. Andrzej zdążył krzyknąć jeszcze: - Angelikaaa! - Gdy samochód uderzył z impetem w jego żonę i nie zatrzymawszy się pognał dalej. Chwilę później Krawczyk był przy żonie. Pochylił się nad nią. Z kącika jej ust ciekła krew, a ona na jego widok uśmiechnęła się i wyszeptała: - Kocham cię... - A potem jej oczy zaszły mgłą. - Wezwijcie karetkę!- Krzyknął do ludzi, którzy wybiegli ze sklepu, ale wiedział, że ona już nie żyje.

***

Od rana padało, jakby sam Bóg płakał z okazji odbywającego się pogrzebu. Na tę, przecież tak smutną, uroczystość przybyło wiele ludzi. Kilkunastu przyjaciół żony i cała jej rodzina. Andrzej stał obok księdza, który wygłaszał płomienne przemówienie. - Dzisiaj żegnam szczególną osobę, drogą naszym sercom. Angeliko! Znałem cię od dzieciństwa. Chrzciłem cię świętą wodą. Słuchałem twoich grzechów podczas pierwszej spowiedzi, a także po raz pierwszy przekazałem ci opłatek pierwszej komunii. Byłem przy twoim bierzmowaniu, a także udzielałem ci sakramentu małżeństwa. Angeliko, dla mnie zawsze pozostaniesz małą dziewczynką z pięknymi kucykami.. - W tym momencie ksiądz

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych