Aleja wspomnień
ZOBACZ SAM
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Szedł pomału krok za krokiem ze spuszczona głową nie rozglądał się, jego wzrok dotykał każdy wystający kamień. Tego dnia, jak od jakiegoś czasu wieczór nadszedł szybciej niż zwykle, październikowe chmury niespokojnie biegały po niebie przysłaniając jesienne słońce. Każda jego myśl ocierała się o kamienne twarze wyryte w granitowych blokach. Czasem jedynie data i kilka słów mówiły co się stało a metalowe miecze wbite w ziemie przypominały o tragedii i nie gojącej się ranie. Szedł sam, ostatnie liście spadały mu pod nogi a wiatr targał niesfornie włosami. Nie znosił jesieni, krótkie dni nastrajały go melancholijnie, nie chciał myśleć o tych, których stracił zamykał zdjęcia w metalowym pudełku i wrzucał na dno komody. Niewygodny tapczan, na którym wylał tysiące łez stał nieprzerwanie od wielu lat w małym pokoju z jednym oknem i komodą, w której trzymał kilka ważnych rzeczy. Każdego ranka podchodził do okna i patrzył na kościelne dzwonnice modląc się do nieba o śmierć, tutaj nikt na niego nie czekał. Idąc cmentarną aleją każdy szczegół przypominał mu utraconych ludzi. Twarze z nagrobków mówiły że jest zupełnie sam na świecie. Stojąc pośród wysokich, zardzewiałych krzyży czuł jakby każda chwila powtarzała się od nowa, znowu żegnał swoja matkę. Serce pękało a kilku obcych ludzi zebranych przy dole z trumną nie rozumiało jego tragedii. Pani urzędnik z grubymi szkłami i wytartym zielonym płaszczu trzęsącymi się z zimna dłońmi zanotowała datę i nazwisko, nie powiedziała nawet że jej przykro.
Tego dnia pani Teresa nowa kierowniczka sierocińca kazała nam iść na pogrzeb znienawidzonej przez dzieci panny Margarity. Dzieciom wcale nie było jej żal, od wielu lat życzyły śmierci kobiecie. Rygor i kary cielesne wyzwalały w starej Margaricie poczucie władzy, zapominała wtedy że tak jak my nie ma do kogo wracać po pracy. Robota, którą wykonywała była jej całym życiem. Uwielbiała nocne kary, wiele razy słyszałem płacz i błaganie dzieci proszących o litość. Chowałem się wtedy pod wypłowiałą kołdrę i popędzany strachem przypominałem sobie pewną historii, którą opowiadała mi matka. Mówiła ona że jeszcze przed wojną kiedy to wrogie Niemcy napadły na nasz kraj, ludzie byli bardzo bogobojni i wierzyli we wszystkie przesądy. Mama siadała na mym łóżku i opowiadała tak straszną rzecz że nigdy nie mogłem w to uwierzyć. Kiedy dołączyłem do dzieci stojących z panią Teresą ksiądz rozpoczął już ceremonię a pani kierowniczka spojrzała na mnie złowieszczo. Wiedziałem że się spóźniłem ale nie zwracałem na to uwagi. Stanąłem trochę z boku jakbym chciał pokazać że zasłużyłem na karę. Nie mogłem nawet dostrzec trumny bo dzieci otoczyły szczelnie zmarłą, słychać było tylko wyraźne słowa księdza. Starałem się wypatrzeć choć jedna łzę w oczach moich kolegów ale oni stali z minami poważnymi jak skała, czekałem kiedy na ich twarze wskoczą szydercze uśmiechy i chichot ze sowami -dobrze że już zdechłaś niech cię piekło pochłonie. -Pragniemy podziękować Bogu za naszą zmarłą za wszelkie dobro, które uczyniła, i które też stało się naszym udziałem - mówił pleban a jego mowę wiatr niósł daleko. Pewnie nikt go nie uprzedził jakim człowiekiem była panna Margareta a może nie wypadało mu powiedzieć prawdy. - Polećmy też bożemu miłosierdziu i módlmy się za jej rodzinę – czytał z jakiejś książeczki duchowny, ja coraz bardziej odpływałem myśląc o opowieści mojej mamy. Pamiętam wyraźnie każde jej zdanie jakby teraz stała obok mnie i szeptała słowa, które sprawiały że włos jeżył się na głowie.
- Baśka pomału – szarpnął lekko za cugle i cmoknął do konia jakoby był kobietą. Mżawka sączyła się z nieba, strugi wody spływały z końskiego grzbietu, każde kopyto od czasu do czasu stukało w kamienny bruk ze smętnym rytmem wybijanym przez podkowy. Nasza dwukółka toczyła się pomału podskakując z lekka na nierównej drodze. Siedziałam z tyłu, bose nogi zwisały mi swobodnie, miałam czas przyjrzeć się każdemu odbiciu mojej buzi w omijanych kałużach. Tylko krople deszczu mąciły mój wizerunek brudnej i bladej twarzy. - Jezu co ty mi zrobiłeś – zawodziła matka siedząca obok woźnicy. - To jedyny syn, taki młody – zaciągnęła się mokrym powietrzem kobieta. - Cicho babo bo konia płoszysz – wycedził przez zęby gruby woźnica. Na dechach starej furmanki leżała sosnowa skrzynia, zbite w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil blacek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…