Aleksandra Wielka
krótki opis? sam zobacz i dowiedz się krótkiego opisu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b} I. Przedawkowanie – jako wstęp będący wstępem lub zakończeniem {/b}
Dzień wschodził na widnokręgu przeszywając swoimi promieniami śmiertelnie czuwające chmury. Do sypialni wpadł tańczący odblask światła odbitego od dachu budynku gospodarczego. Zawsze to samo słońce budziło Ole z jej twardego i za krótkiego snu. Oczywiście, o ile pogoda na to pozwalała. Pierwszy świadomy oddech, który wydawał się westchnieniem i skargą do bogów – był również wpisany w odwieczny cykl pobudek. Ola powoli zsunęła się z kanapy, odruchowo szukając pantofli, których nigdy nie mogła znaleźć, wstała i podeszła do drzwi. Od paru ładnych lat, odkąd przeprowadziła się do tego pokoiku na poddaszu i poznała jego każdy centymetr – fazę wstawania przechodziła z zamkniętymi oczami. Dopiero w łazience starała się rozkleić swoje powieki i zawsze wtedy pojawiał się na jej twarzy drugi grymas. Napierając na mosiężną klamkę, już słyszała lecący z oddali do jej mózgu dźwięk zardzewiałych zawiasów, czuła, jak co rano, świeżą fale powietrza, która zatrzymywała się na jej twarzy, rękach i osnuwała ciało, do którego przylegała cienka jedwabna piżama. Jednak, nic takiego się nie stało. Myśli Oli pobiegły za wcześnie i zbyt schematycznie. Drzwi otworzyły się, ale pierwszy raz odkąd Ola może pamiętać – nie zaskrzypiały. Zamiast podmuchu powietrza, Ola poczuła wilgoć i fetor gnijących szczątek. Otworzyła oczy i zrozumiała, że z każdej strony otacza ją – nieprzenikniona ciemność. Pierwsza myśl, która mogła napłynąć do głowy Oli w zaistniałej sytuacji brzmiała: „Co za głupi sen, no wstawaj, wstawaj!” Ale sen nie chciał się skończyć. Przerażenie zaczęło wypełniać jej powiększające się źrenice. Odwróciła gwałtownie głowę, drzwi, którymi przyszła - przepadły. Wszędzie zalegał gęsty mrok. Drżenie rąk i nóg udzieliło się strunom głosowym, które mamrotały nieśmiałe jęki, namnażające się w każdej odległej płaszczyźnie. Echo jęków. Echo drżących jęków. Ola zapanowała nad drżeniem i wykonała krok. Nie czuła posadzki, ale coś stawiało opór jej stopom. Kolejny krok. Coraz szybciej i dalej. Zaczęła biec. Prosto przed siebie. Nie widząc żadnego celu. Ciągle jakby stała w miejscu. Tylko zapach mchu i wilgoci stawał się coraz wyraźniejszy. W końcu złość i bezradność potęgowana zadyszką przerodziła się w krzyk, wydobyty jakby z dna przepony: „Co to kurwa jest!!??”. Pytanie retoryczne nie odbiło się echem, zniknęło w czarnym kolorze. Ola stanęła ciężko dysząc i oparła ręce o kolana. Głowa mimowolnie opadła na pierś. W tym momencie Ola zobaczyła oślepiające światło, które mknęło prosto na nią. Ogłuszył ją przeraźliwy dźwięk. Wagon wypełniony był do ostatniego miejsca pasażerami. Naprzeciwko , obok okna - siedział starszy mężczyzna. Włosy przyprószone siwizną i duża zmarszczka na czole wcale nie pasowały do niespokojnie rozbieganych orzechowych oczu. Mężczyzna ów starał się czytać gazetę, ale dwójka dzieci zajmująca sąsiednie siedzenia, skutecznie utrudniała skupienie się na treści. Dwa brzdące wesoło wadziły się o zabawki i zabijając czas podróży, popychały się wzajemnie i rozpychały na fotelach. Obok siedzieli zapewne ich rodzice. Co jakiś czas zwracający uwagę na swoje pociechy. W pewnej chwili chłopczyk poprzez swoją nieuwagę uderzył - tyle, co wyrwanym z rąk siostry -samochodzikiem, siedzącego starszego mężczyznę. Ten odruchowo upuścił gazetę na siedząco naprzeciwko pasażerkę. Popatrzył życzliwie na dzieci, które ucichły zawstydzone swoim wybrykiem. Potem skierował się do poszkodowanej przez niego kobiety: - Przepraszam panią, Pani… - i z zaciekawieniem oczekiwał odpowiedzi pięknej nieznajomej. - Ola. Jestem Ola. Nic się nie stało. – i odpowiedziała na jego uśmiech – swoim. Pociąg mknął ze stałą prędkością zamazującą nizinne widoki. Deszcz, który zaczął padać godzinę temu, przybrał na sile i pryskał o szyby. Mężczyzna, który chciał wrócić do lektury, spostrzegł, że rodzice niesfornych dzieciaków, patrzą nerwowo za okno, aby po chwili wstać, wziąć bagaże i wyjść. „No tak – pomyślał – zbliżamy się do stacji. Dzięki Bogu, że wysiadają już tutaj!”. I spojrzał na swoją już jedyną towarzyszkę dalszej podróży. - Co za ulga, prawda Pani Olu? – zaczął rozmowę mężczyzna. - Tak. Chwila wytchnienia dla skołatanych nerwów. Ale właściwie jak Pan ma na imię? – jej brwi podniosły się do góry. Działo się tak zawsze w tedy, kiedy Ola oceniała atrakcyjność mężczyzny lub podziwiała dzieło sztuki. - Przepraszam, cóż za faux pas! Aleksy. – wymienili uściski dłoni i wrócili do przerwanej konwersacji. - Czym się zajmujesz Alek? - Jestem inżynie… - reszta słów, które wypowiadał Alek, zlała się z narastającym szumem. Przedział pomknął swoim torem i zlewające kolory przekształciły się w otaczającą czerń. Ktoś jakby wrócił Oli oddech i właśnie zdała sobie sprawę, że spada z coraz większą prędkością. Jej krzyk zostawał za nią. Powietrze nie targało jej ciała tylko opływało niczym woda. Zacisnęła oczy. Ale obraz był ciągle taki sam. - Wpadłaś i już nie wyjdziesz – męski głos snuł się szeptem w ciemności. – Nigdzie cię nie wypuszczę, jesteś moja. – kontynuował powstrzymując przyspieszony oddech. Sięgnął ręką i zapalił nocną lampkę. Delikatne światło ukazało nagie ciała leżące obok siebie. Kobieta tuląca się do proporcjonalnie umięśnionego męskiego torsu, szepnęła niknącym głosem: - O Aleksy… - Mrużąc oczy, po doznanej rozkoszy leżeli obok siebie, łapiąc jeszcze ciągle urywane oddechy. Półmrok osnuwał wszystkie sprzęty pokoju. Na suficie zaczęły wirować cienie. Pierwsze słabo i nieznacznie. Potem, coraz wyraźniejsze i monstrualne. Zaczęły układać się w obrazy. Aleksy usnął jakiś czas temu. Ola leżąc myślała, że to wyobraźnia płata jej figle. Że to zmęczenie, senność i wypite wcześniej wino. Kłębiące się kształty i nawarstwiające linie spowodowały zaciekawienie i nutkę niepewności. Ktoś z prawej strony, koło głowy Oli krzyknął dobitnie: „Stop klatka!”. Ola zerwała się z łóżka. Usta otworzyły się mimowolnie a wzrok wbił w sufit. Był on szczelnie zapełniony kolorowym obrazem. Ciężko jest mi przedstawić dokładny opis tego, co zobaczyła Ola. Treść można rzec – rodem z antyku. Umięśnione ciała, nagie torsy mężczyzn, obok słoń z hebanowym siodłem i wielkimi kłami. Jednak technika zdobień nawiązywała raczej do barokowych malowideł. Przepełniona złotem i wijącą się wszędzie roślinnością. Ukazywała dżunglę i długi pochód mężczyzn - zbrojnych oraz tragarzy. Wszędzie widać ekspresję i szaleńcze tępo tego marszu. W oddali sunął wozy ciągnięte przez czarnych niewolników. Tuż za nimi cały szereg słoni bojowych. Ciężko przytoczyć wszelkie szczegóły tego fresku. Wiadomo natomiast, że w centralnej części widniał potężny mężczyzna. Wódź tej karawany. Przywódca o szlachetnych rysach, ciętych wiatrem, deszczem, słońcem. O łagodnym spojrzeniu. Włosy spadały mu na oczy i kark, jak królowi dżungli. Potężny Lew na swoim koniu, kroczył wpatrzony przed siebie. Kroczył wpatrzony w Aleksandrę.
{b} II. Król czterech stron świata
1.Rozdział pierwszy, mam nadzieję nie ostatni – zarys i kontury {/b}
Pył i proch. Pustynia jest wielką klepsydrą. Piasek przesypuje ciszę. Przeszedłem przez Bramę Isztar, by zasiąść u jej progu. Babilon. Tak, okrzyknęli mnie synem boga Ra, aby teraz ogłosić królem czterech stron świata. Oni znali tylko pustynie. Szklane kurtyny błękitu i matematycznie nastawione punkty. Ja znam morze. Jest ze mną mój wierny Brutus. Europa jak mknąca przez setki lat rzeka, zakończyła swoją wędrówkę - od źródła do ujścia. Zlała się w jedno morze, jedno ciało. Oczy wszystkich zwrócone są na Babilon. Patrzą na moje dłonie, na moje ręce. Oparte na kolanach. Palce złączone tworzą trójkąt. Przede mną jest cisza. W oddali widzę wszystko. Dokładnie i czysto. Idzie wielki pochód ludzi i rzeczy. Jestem pielgrzymem. Mijaliśmy kolejne terytoria. Dżungle, stepy, pustynie. Jednak zawsze najbardziej zachwycały mnie góry. Powstały przecież z wielkim hukiem i rozmachem. Wypiętrzające się masy i drżąca okolica. Słabe gleby inicjalne utrzymujące na niższych partiach przystosowane karłowate drzewa, wijące się rośliny i tłumiący każdy krok mech. Dostosowane. My też zmienialiśmy się wraz z przemierzaniem kolejnych stref. Niektórzy podróżnicy narzekają właśnie na strefowość, zmianę klimatu i czasu. Jak można narzekać na przyczynę tworzącą różnorodność świata! (Pomińmy jednak te dywagacje.) Pięliśmy się w górę. Może nikt tędy nie szedł? To nie było zbyt istotne. Nagie skały walały się pod zmęczonymi stopami. Do szczytu było bardzo daleko, albo blisko. Tego nie mogliśmy odgadnąć. Na stokach zalegała mgła. Nieprzenikniona i kojąca. Widoczność spadła do dwóch metrów. Wilgoć przesiąkła każdą część naszego ciała i garderoby. Dzień schylał się ku końcowi, robiło się coraz chłodniej. Byliśmy pijani. Z każdym ruchem stawaliśmy się coraz bardziej ciężcy. Alkohol wpływał jednak miło na nasze samopoczucia i rozgrzewał myśli. Byłem wtedy najszczęśliwszym Aleksandrem Macedońskim jakiego tylko możecie sobie wyobrazić, przeglądając zatęchłe kamienie historiozoficznych kłamstw. Wolność, którą odczuwa się po wyrwaniu z sideł dzieciństwa, z sideł rodziny – może nie koniecznie kochającej i normalne. Otacza mnie zgraja głupców, którzy usiłowali utrzymać – demokrację. Gdyby nie moja młodzieńcza porywczość, głupota i brak strachu przed nieznanym – siedzielibyśmy w antycznej Macedonii spoglądając na swoich greckich sąsiadów. Wszystko obraca się naprzeciw rozsądkowi i wymiarom. Europa legła u moich stóp. Teraz jednocząc siłę mogę zaprowadzić Pokój – na Bliskim Wschodzie i dalekim. Idę przez korytarz. Poruszam się wzdłuż chodnika. Jedyne , co mogę rzec, to fakt, iż nigdy, PRZENIGDY, nie odgadniecie, co kryje się we mnie. Jesteście masą systematycznie poruszających się roboli. I wszyscy, wszyscy! Jesteście zwróceni teraz na – Babilon. Miasto nienaruszonej. Miasto zasypanej, ale trwającej. Miasto cichej i skromnej. Kultury. Tego, czego brak wam w swoich przykrych domach, ustawianych piętrowo. Czego nigdy nie da wam chwilowa egzystencja. Kierując do najmłodszych – czego nigdy nie mieliście. Tradycji i miłości. Szacunku dla pierwszeństwa. Ja, syn boga Ra, król czterech stron świata – jestem dlatego, że mam szacunek dla kultur starszych. Potrafię, chcę i rozumiem – tradycje i obyczaje. Toleruje odmienne zwyczaje i mądrość, która wypływa z wielu lat doświadczeń, nie nędznych badań i techniki zbrojeń. Namioty rozbiliśmy w grocie powstałej zapewne przez osunięcie się części zbocza i erozję luźnych skał. Herbata z miętą i miodem parzona
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pieruggoss
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…