Angel
Anioł Stróż jest nielotem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zerkał na zegarek z coraz większym poirytowaniem. Nie miał zwyczaju czynić tego tak ostentacyjnie; zbyt cenił sobie pracę barmana w barze „czynnym do ostatniego gościa” przy dziewięćdziesiątej szóstej ulicy. Tym razem jednak „ostatni gość” miał na sobie wymięty prochowiec (leżał na nim, jakby facet powiesił go niedbale na oparciu krzesła) i nie zanosiło się na napiwek. Na domiar złego, mimo że nieźle wstawiony, sprawiał wrażenie kogoś kto długo jeszcze nie powie ostatniego słowa. Spojrzał na zegarek raz jeszcze, mimo iż ścienny zegar wskazywał tę samą godzinę; dochodziła druga w nocy. Ostatni autobus, którego kierowca kilka razy zatrzymywał się specjalnie dla niego przy Lexington Avenue, wyjechał już pewnie z dworca i szanse dotarcia nim do domu były raczej marne… Rozparty za barową ladą Irlandczyk (skłonny był postawić na tę hipotezę całą tygodniówkę; facet pił gatunek whiskey zamawiany tylko przez irlandzkich imigrantów) dobiegał chyba sześćdziesiątki. Miał niezdrową, ziemistą cerę i zmierzwione włosy (swoją drogą, można mu było pozazdrościć tak gęstej czupryny; Matthew złapał się na tym, że podświadomie zbliżył dłoń do coraz wyższego czoła). Grube dno szklanki wciąż przykrywała kałuża złocistego płynu. Lód zdążył się w nim roztopić i wyglądało to tak, jakby naczynie miało właściwości wybitnie magiczne; upijasz połowę, po chwili alkoholu przybywa i tak do samego rana… Miał nadzieję, że magiczne właściwości właśnie uległy wyczerpaniu i wkrótce zadzwoni pękiem kluczy, zamykając tę budę. Stary przysnął chyba… Zwiesił głowę nad taflą szczotkowanego marmuru i znieruchomiał. Dotknął jego ramienia i nieomal wrzasnął z bólu. Poczuł gwałtowny przepływ elektrostatyczny pomiędzy serdecznym palcem własnej dłoni i materiałem wygniecionego i poplamionego niemiłosiernie płaszcza.
-Pan już wychodzi, prawda?
Tym razem szturchnął mężczyznę znacznie bardziej zdecydowanym ruchem. Narastała w nim złość.
-Jest druga w nocy. Zamykamy!
Stary uniósł głowę i błysnął białkami przekrwionych oczu. Powrót do rzeczywistości zajął mu dłuższą chwilę. Najwidoczniej miejsce z którego powracał pełne było dobrze ułożonych barmanów,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil somebody_like_you
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…