Wróć do katalogu

Angel of death

Brak opisu. Nie mam czasu na takie pierdoły... Znaczy się, teges tamteges, chciałam powiedzieć - "zobaczcie sami ^^" XD

Aneshia, opublikowano , 25 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Justyna podniosła powieki. Zobaczyła, zresztą jak co dzień rano, trochę szarawy, brudny sufit, po którym pełzały najróżniejsze owady, jakie tylko można spotkać w mieszkaniu. Justyna zawsze przyglądała im się z zaciekawieniem. Najprawdopodobniej dlatego, że choć bardzo się starała, nie mogła wyobrazić sobie bycia nimi. Naukowcy bowiem już dawno wykryli, że te stworzenia (zwierzęta) nie mają dusz, a ich charaktery to jedynie instynkty przetrwania, którymi obdarował je Bóg. Dziewczyna przymknęła powieki na powrót, po czym przekręciła się na drugi bok. Skopała kołdrę na podłogę i dopiero, gdy zaczęło jej się robić zimno, wstała i poszła do łazienki się przebrać. Kuchnię minęła tak szybko, że jedynie kątem oka zdążyła zauważyć kartkę przywieszoną do lodówki. Nie chciało jej się jednak wrócić, aby ją przeczytać. Postanowiła najpierw się przebrać. W łazience jednym ruchem ściągnęła z siebie koszulę nocną, po czym odrzuciła ją na kupkę brudnych ubrań, które czekały w kolejce do pralki. Naga, drżąca z zimna, stanęła przed większym od siebie lustrem, spoglądając w swoje blade oblicze. W pewnej chwili podeszła nawet do lustra i dotknęła go dłonią, jakby chciała aby wciągnęło ją do świata marzeń i fantazji. Jednak jej oczy wcale nie wydawały się przy tym szczęśliwe. Wręcz przeciwnie, wyglądały smutno i bezdusznie. Jakby Justyna była tylko androidem, bez jakichkolwiek uczuć. Odwróciła głowę trochę w bok. Zobaczywszy krostki na ciele (powstałe z zimna), odwróciła się od lustra i zaczęła się ubierać. Założyła na siebie białe, sztruksowe spodnie oraz bawełnianą koszulkę z motywem uśmiechającego się anioła, a następnie zgasiła światło i poszła do kuchni. Tam też przyjrzała się dokładnie kartce, którą zauważyła wcześniej. Był to list od rodziców, w którym pisali, że wrócą późno. Justyna zgniotła go i wyrzuciła do kosza. Otworzyła lodówkę, wyjęła z niej marchewkę, obrała ją dokładnie, umyła i na koniec wsadziła do ust. Zerknęła w kierunku zegara. Była siódma pięćdziesiąt pięć. Dziewczyna złapała plecak, który spakowała poprzedniego wieczoru, ubrała kurtkę i wybiegła z domu, zamykając za sobą szczelnie drzwi. Ruszyła w kierunku szkoły wciąż gryząc w ustach marchewkę. Jakby dla zabawy, pstrykała palcami. Szła powoli, nie rozglądając się naokoło. Znała przecież ten krajobraz bardzo dobrze. Wiedziała, kiedy mija furtkę, za którą stał nieruchomy pies z rozdziawioną szczęką, a kiedy przechodzi obok domu staruszki, u której na ganku, zawsze o tej porze siedziały dwa koty, bury i czarny, przyglądając się ludziom przechodzącym na ulicy. Oczywiście też nigdy przy tej czynności nie poruszały nawet ogonkiem, jakby chciały, aby Justyna wzięła je za posągi. Nie była to jednak ich wina. Zostawmy teraz jednak zastygłe w bezruchu zwierzęta i wróćmy do Justyny, która już niebawem doszła do szkoły. Wchodząc do budynku jeszcze raz pstryknęła palcami, po czym bez zmiany obuwia wślizgnęła się na korytarz. Ledwo doszła do sali, w której miała odbyć się następna lekcja kiedy koleżanka zawołała do niej radośnie: - Jak zwykle przychodzisz równo z dzwonkiem! - Cześć – odpowiedziała jej Justyna uśmiechając się dziarsko – czy ksiądz już przyszedł? - Nie, jeszcze nie, ale niebawem na pewno zaszczyci nas swoją obecnością. - Jak miło – zakpiła. Nagle zza pleców Justyny, jak na zawołanie zresztą, wyrósł ksiądz. Dziewczyny przepuszczając go pozdrowiły go słowami „szczęść Boże” po czym weszły do klasy. Justyna razem z Moniką stanęły przy ławce, złożyły ręce do modlitwy i razem z całą klasą zmówiły Ojcze Nasz patrząc przy tym wprost na krzyż powieszony na ścianie nad tablicą. Następnie przeżegnały się i usiadły na swoich miejscach. Przez całą lekcję z uwagą słuchały księdza, który rozprawiał na temat opętania przez szatana i wpływu jaki wywiera na młodych ludzi muzyka satanistyczna. Była to jedna z najciekawszych lekcji, jakie ksiądz kiedykolwiek przeprowadził w tej klasie. Co najdziwniejsze jednak, wszyscy z uwagą go słuchali. Wpłynął na to zapewne fakt, iż ostatnimi czasy, w mieście, w którym mieszkali, działy się dziwne rzeczy. Większość osób uważało, że maczał w tym palce sam szatan. Czyżby jednak tak wysoce urodzona osobistość fatygowała się z tak błahego powodu aż tutaj? Do tego maleńkiego miasteczka, jakim jest Częstochowa? To mało prawdopodobne, co jednak nie znaczy, że nie prawdziwe... Ale chwila! Pytanie! Czy sam szatan chciałby znaleźć się w pobliżu Jasnej Góry...? No i jeszcze jedno – co mają powiedzieć ci, którzy nie wierzą w Boga a co dopiero w szatana? Nie, to nie mógł być on?

Karolina wróciła właśnie z Kościoła, kiedy ledwo po wejściu do mieszkania usłyszała tak dobrze znany jej dźwięk. Szybko zdjęła płaszcz, buty i pobiegła do pokoju, gdzie zostawiła swoją komórkę. Telefon ten już nie dźwięczał, co oznaczało, że Karolina dostała jedynie sms-a. Dziewczyna podniosła to małe urządzenie, wcisnęła guzik i już mogła czytać wiadomość: Karolinko, wysłałam ci właśnie coś bardzo fajnego, odbierz pocztę jak najszybciej, to może jeszcze się spotkamy na gadu gadu. Pozdrawiam – Madzia Gdy tylko przeczytała do końca, odłożyła telefon na biurko i jednym ruchem nogi włączyła komputer. Była bardzo ciekawa, co też mogła jej wysłać przyjaciółka. Zwinnym ruchem ręki nacisnęła jeszcze guzik na monitorze i głośniku, dzięki czemu i jedno i drugie zostało uruchomione. Niedługo na ekranie pojawił się błękitny pulpit a na nim kilka ikonek. Dziewczyna włączyła Outlooka, połączyła się z internetem, a następnie włączyła jeszcze gg, aby móc sprawdzić, czy jej koleżanka jest jeszcze w sieci. Chwilę później poczta sama się ściągała, a ona mogła sobie pozwolić na rozmowę z Magdą, która jak się okazało wciąż była dostępna. Dziewczyny powitały się i zaczęły konwersację. Poczta zdążyła już się ściągnąć, w związku z czym Karolina chciała już się odłączyć od internetu, jednak właśnie w tym momencie u dołu monitora zobaczyła biały prostokąt oznajmiający, że ktoś chce z nią rozmawiać na gg. Nacisnęła na niego myszką, po czym ów prostokącik powiększył się do rozmiarów tego, w którym toczyła się rozmowa między przyjaciółkami. - Czy zaszczyci mnie panienka rozmową? Dziewczyna nie zdziwiła się tak rozpoczętą rozmową, ponieważ często sama rozpoczynała je w podobny sposób. Szybko więc odpowiedziała: - Oczywiście, jeśli tylko znajdę ku temu odpowiednią przyczynę J - Mogę ich podać nawet tysiące... - Naprawdę? Wymień chociaż kilka, abym wiedziała, że nie tracę czasu nadaremnie... - Pierwszą i najważniejszą jest to, iż mogę spełnić twe najskrytsze marzenie... - ... Ale tylko pod warunkiem... ;P Wielkie dzięki za takie propozycje, ale dostaję podobne codziennie więc już mi się przejadły. - Ta jest inna niż te, które słyszałaś wcześniej, bo nie ma żadnych warunków a życzenie możesz wypowiedzieć, jakie chcesz... - Jesteś w takim razie złotą rybką? Chciałabym, abyś był w moim akwarium J - Skoro takie jest twoje życzenie... W tej samej chwili nieznajomy odłączył się od internetu. Karolina usłyszała za swoimi plecami dziwny dźwięk, odwróciła się. Nagle dziewczyna krzyknęła tak głośno, że jej rodzice przerażeni wpadli do pokoju. Akwarium, które stało na jej biurku dziwnie się trzęsło. Rybki, zdziwione tym zdarzeniem nie mniej niż ich właściciele wyglądały zza szyby wzrokiem wystraszonym, jeśli może on tak wyglądać. Mama Karoliny złapała się za głowę, jej mąż przytrzymał ją, aby nie zemdlała, ich córka ze strachu nie mogła się poruszyć. Akwarium wyglądało, jakby zaraz miało wybuchnąć... Naraz pojawiła się w nim biała piana, szyby zaczęły pękać, domownicy usłyszeli wielki huk i nim zdążyli cokolwiek zrobić akwarium rozbiło się na tysiąc kawałków. Cała ta scena trwała jedynie minutę, jednak dla Karoliny dłużyła się ona niezmiernie. Teraz dziewczyna klęczała na podłodze jęcząc z bólu. Kawałki szkła wbiły jej się w ciało podobnie zresztą jak jej rodzicom. Krew sączyła jej się z ręki, kilku miejsc na nogach i z brzucha. Spojrzała na matkę. Nic jej się nie stało, ponieważ ojciec Karoliny schował ją w swych ramionach już wcześniej na wypadek, jakby miała zemdleć. Co też się stało równo z wybuchem szkła. On natomiast miał całe pokiereszowane plecy i nogi. Cały pokój pokryty był w zwłokach kolorowych rybek. Jedna z nich leżała nawet na głowie ojca Karoliny. Dziewczyna spróbowała wstać, jednak przeszywający ból w nodze sprawił, że zrezygnowała z owego zamiaru. Jej tata także nie mógł się poruszyć. Dopiero jej matka, ocucona przez męża podeszła do telefonu, chociaż chwiały jej się przy tym nogi, i zadzwoniła na pogotowie. Gdy przyjechała karetka nikt nie pytał się Karoliny jak to się stało. Po prostu wsadzili ich w karetkę i zawieźli do szpitala nie zadając zbędnych pytań...

Tymczasem następnego dnia, w szkole aż huczało od plotek na powyższy temat. Także Justyna z ogromnym zainteresowaniem słuchała koleżanek, które opowiadały różne niestworzone historie... - Mówię wam – zaczęła Dagmara – to pewnie jakiś duch chciał się zemścić... - Jasne, a ja jestem anioł święty – przerwała koleżance Monika. - Mi się wydaje, że ktoś mógł się do nich włamać, zabrać kosztowności i aby szybko nie wezwali policji rozbić akwarium! - No co ty! Przecież nic nie zginęło! A w to nie ma co wątpić, bo słyszałam to z poufnego acz wiernego źródła! – powiedziała Jola. - Ciekawe co to za źródło o którym tak ładnie prawisz? - Hej, ale tak właściwie, to ile wiemy na sto procent? – spytała Justyna, która już od chwili przysłuchiwała się tej rozmowie. Dziewczyny spojrzały po sobie. Nagle zapadła cisza, jak na cmentarzu... jeśli wolno tak się wyrazić, rzecz jasna. Dopiero po chwili odezwała się Magda: - Ja mogę powiedzieć coś, co jest pewne... - Co takiego??? – spytało naraz kilka głosów. - Zanim to się stało... – Magda ściszyła głos – wysłałam Karolinie sms-a aby jak najszybciej weszła na neta... - I co dalej? – rzuciła któraś z dziewczyn. - Czy wiesz, jak to się stało? – spytała inna. - Już po chwili Karolina była na gadu gadu – Magda ciągnęła dalej swoją opowieść nie zważając na pytania koleżanek – Zaczęłyśmy rozmawiać, jak zwykle. Potem napisała, że na gadu gadu rozmawia także z jakimś mężczyzną, który wydaje jej się jakiś dziwny... - A długo to trwało? Znaczy się, czy miał czas dojść do niej do domu? - Napisała, że zaczął coś pisać o życzeniu, które niby spełni... – Magda urwała, lecz po chwili nalegań koleżanek dokończyła – później nic już nie napisała, chociaż czekałam długo... - Naprawdę? A więc to ma coś wspólnego z tym nieznajomym? To na pewno jakiś łobuz, pewnie wpadł do niej do domu i rozbił akwarium! - Nie wygaduj bzdur! Wtedy Magda musiałaby coś o tym wiedzieć! - A to niby dlaczego? - Ponieważ z nią także, jeśli jeszcze zapomniałaś, Karolina rozmawiała na gg. I mówiła jej o czym rozmawia z owym nieznajomym, więc jakby podała mu adres to chyba też by jej o tym powiedziała, czyż nie mam racji? - Rację, to ty może i masz! Ale nie możesz zaprzeczyć, że Karolina musiała pisać Magdzie wszystko! Może się wstydziła przyznać do niektórych szczegółów? - Nie... – wtrąciła Magda – Karolina pisała mi wszystko na bieżąco, nie zdążyliby w tym czasie napisać nic więcej... - Może się nie mylisz... – przyznała jej koleżanka. Dziewczyny rozprawiałyby zapewne jeszcze długo, jednak zadzwonił dzwonek i musiały udać się na lekcję. Justyna cicho weszła do klasy i usiadła na swoim miejscu. Obok niej spoczęła Monika, której mina świadczyła o głębokim zadumaniu. Profesor rozpoczął lekcję jak co dzień, czyli w najzwyklejszy sposób – pisząc na tablicy temat. Od razu też wszyscy przepisali go do zeszytów, a nauczyciel zaczął głośno tłumaczyć im podane zagadnienie. Lekcja tegoż dnia była o pieśniach Jana Kochanowskiego, jednak uczniowie wyjątkowo nie brali w niej udziału. Dopiero pod koniec lekcji Justyna podniosła rękę. Profesor spytał ją więc, czy chciałaby zabrać głos. Dziewczyna potwierdziła skinieniem głowy. - W pieśniach Jana Kochanowskiego występuje wiele myśli stoickich i epickich zarazem, wspomina on w nich także o kapryśnej fortunie, zmiennym losie i wszechmogącym Bogu, który śmieje się z ludzkich frasunków. Pisze, że po cierpieniu przychodzi uśmiech, tak jak po nocy wschodzi słońce i nastaje dzień. Jednak Jan Kochanowski, po śmierci swojej najdroższej córeczki, zwątpił w Boga i w swoje poglądy. Odkrył, że prawdziwej mądrości nie da się posiąść. To właśnie była najprawdziwsza prawda, która teraz, dzień w dzień wypełnia się na naszych oczach. Kochajmy więc…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych