Anioł Stróż
Pochłonięty pracą mężczyzna zaniedbuje obowiązki domowe i rodzinę, aby sprawić by wiedli godne życie. Na jego drodze pojawia się przepiękna tajemnicza kobieta, która chce mu pomóc w ważnym projekcie w pracy. Mężczyzna dowiaduje się o chorobie żony. N
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zapadał zmrok - Carl powoli kończył obowiązki służbowe. Jak zwykle musiał zostać dłużej w pracy i kończyć ważny projekt. W ostatnim czasie nie było dnia by wrócił do domu punktualnie. Dagna jego żona była już nie tylko przyzwyczajona do jego pracoholizmu, ale bardziej zawiedziona faktem, że nie znajduje dla niej czasu. Mieli dwoje dzieci - 7 letnią Marine i 8 letniego Arnolda. Dzieci tez w okresie gdy rozumieją i kojarzą fakty nie miały ojca. Przychodził jak już spały, wychodził przed tym jak wstały. Jedynie czasem w niedzielę udało im się spędzić trochę wolnego czasu razem.
Tego piątkowego wieczoru Carl nie spodziewał się, że tak odmieni się jego życie. Nawet nie odmieni a przewróci się do góry nogami. Kiedy już zamknął firmę i ruszył w kierunku samochodu okazało się, że nie zabrał kluczyków z gabinetu. Zdenerwowany faktem, że nigdy niczego nie zapomina musiał wrócić się na 2 piętro budynku starej kamienicy, w której nie było windy. Nigdy odległość do pokonania nie była dla niego przerażająca, ale sam fakt i zmęczenie po całodziennej pracy mogły mieć wpływ na to, że złość Carla była ogromna. Gdy dotarł już pod drzwi firmy - otwierając je nerwowo, wypadł mu telefon i stłukł się wyświetlacz. Już wtedy Carl - używał najróżniejszych nie koniecznie cenzuralnych epitetów pod adresem wyżej opisanej sytuacji. Docierając do swojego gabinety mając złowrogą minę, zaciśnięte pięści - jakby miał wchodzić zaraz do ringu podczas meczu bokserskiego, zauważył siedzącą na jego fotelu kobietę. Przez zdenerwowanie, którym był ogarnięty w sposób nie do końca właściwy spytał się - " a Pani to kto, czego Pani tu szuka". Kobieta odwróciła się na fotelu w kierunku dobiegającego głosu, spojrzała na mężczyznę i oznajmiła - jestem Carla , mam pomóc Ci w projekcie. Mężczyzna nie był zbytnio zachwycony tym co usłyszał, nie wiedział o co chodzi. Przecież wychodził ostatni, a wzięła się tu ta kobieta. Pewnie wróciłeś po kluczyki? Tak myślałam, że w ten sposób Cię tu zaciągnę z powrotem - dodała. Carl coraz bardziej był zły - już chciałby być w domu, odświeżyć się i położyć spać, a tu ma do czynienia z jakimś dziwnym zjawiskiem, sytuacją. Z jednej strony zdenerwowanie, złość z drugiej fascynacja i zaciekawienie. Kiedy kobieta wstała i stanęła przy oknie przez, które wpadały promienie z ulicznych latarni w ich świetle dostrzegł kobietę o anielskiej urodzie. Nie była zbyt wysoka, ale miała czarujące zgrabne nogi, talię wprost idealną, biust proporcjonalny do swojego ciała, olśniewające blond włosy i zalotny uśmiech. Chęć dowiedzenia się o co w tym wszystkim chodzi teraz dała Carlowi jeszcze jeden argument - był sam z piękną kobietą.
Przemyślenia i głową pełną nowych myśli przerywa mu telefon. Odruchowo patrzy na wyświetlacz - lecz po upadku nie widać nic na nim, odbiera - Carl Glejto słucham - w słuchawce rozlega się lekki śmiech - nie wiesz kto dzwoni ? To ja Twoja żona, zamierzasz w końcu wrócić do domu ? - upadł mi telefon nie widać kto dzwoni, zaraz wychodzę i wracam - zawsze masz problemy ze wszystkim - i słuchać tylko pip pip pip. Pan Glejto rozgląda się dookoła i szuka Carli, która jeszcze przed chwilą tu była. Myśląc, że to był tylko jego sen na jawie postanawia wziąć kluczyki i wrócić czym prędzej do domu. Zamyka drzwi do swojego gabinetu widzi światło zapalane u prezesa. Jednak to nie był sen - ona teraz siedzi tam. Podirytowany kroczy w kierunku trzecich drzwi po lewej stronie, delikatnie je uchyla, wkłada głowę lecz nikogo tam nie ma. Nikogo poza rybkami i kanarkiem - Prezes Glenson uwielbia zwierzęta i nawet w firmie musi to zaznaczyć. Carl gasi światło i zamyka drzwi. Idzie w kierunku wyjścia wierząc, że dziś już nic go nie zaskoczy. Wszystko pozamykane, kluczyki mam, mogę wracać - mówi sam do siebie i idzie w kierunku samochodu. Nareszcie w aucie - włącza muzykę i rusza na drugi koniec Londynu. Intryguje go jednak myśl czemu wymyślił sobie postać Carlii. Czemu ktoś miałby mu pomagać w projekcie i czemu akurat miałaby być to czarująca kobieta. Przecież ma żonę, którą bardzo kocha, dwoje dzieci. Niczego nie brakuje im może poza większą ilością czasu Carla. Dojeżdża do domu wchodzi a tam już czeka Dagna , która nie ukrywa złości i wyrzuca z siebie całą frustrację i emocje - wyżywając się na mężu. Podniesiony głos, krzyki, wrzaski, walenie go po plecach i rękach - ma łzy w oczach, bo czuje, że Carl zaniedbuje nie tylko ją, ale przecież całą rodzinę. - Kogoś masz w tej pracy dlatego tyle zostajesz. Nikt normalny nawet jeśli ma ważne projekty nie pracuje tyle, tydzień, dwa ale nie pół roku, na pewno mnie zdradzasz - w złości mówi Dagna. - Jak widać nie trwa to tydzień dwa, jest potrzeba bym zostawał więc to robię - nikogo nie mam, nie zdradziłbym Cię i doskonale o tym wiesz. - podkreśla, lecz w głowie ma myśl, którą wyobraził sobie wracając do biura. Nie męcz mnie już dzisiaj, idziemy spać - dodaje. - Nie, właśnie zawsze jest tak samo, nie możemy porozmawiać nawet na tematu, o których już dawno powinieneś wiedzieć , bo zawsze jesteś zmęczony i nie masz ochoty na rozmowy - pogrążona w płaczu siada na kanapie i chowa ręce w dłoniach. Przez kapiące między palcami łzy, przyspieszonym oddechu mówi - to koniec, nic się nie da już uratować, a Ty dowiesz się po takim czasie, bo nigdy nie miałeś chwili dla mnie, liczyła się tylko praca, praca, żebyśmy mogli żyć na godnym poziomie. Jestem ciężko chora , mam raka - lekarze nie dają mi żadnych szans, nie nadaję się na leczenie ani chemiczne ani radiologiczne. To koniec. Poświęcaj się pracy tylko jak odejdę co stanie się z dziećmi? Kto będzie się nimi opiekował, wychowywał, dbał o nie? No powiedz, bo przecież nie Ty! Może to dla Ciebie lepiej , Kochanka Twoja się ucieszy. Twarz Carla zmieniła się nagle - pojawił na niej się szczery smutek, żal. W oczach można było dostrzec obawę i strach. - dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz? Od jak dawna sama zmagasz się z takim ciężarem? Dlaczego. - niepewnym głosem wydobył z siebie te słowa. - Już Ci mówiłam, nie było Cię, nie chciałeś rozmawiać - tyle masz na głowie po co jeszcze miałam dorzucać swoje problemy. W końcu musiałeś się dowiedzieć, padło na dzisiejszy wieczór bo już nie wytrzymałam. Nie mogłam tłumić w sobie tego dłużej, nie potrafię okłamywać wszystkich wkoło, że nic się nie dzieje, że jestem szczęśliwa. Nie jestem. Nie jestem szczęśliwa bo jestem poważnie chora, nie jestem szczęśliwa bo nie ma Ciebie obok kiedy Cię naprawdę potrzebuję. Ale Twój tęgi i matematyczny umysł pewnie tego nie zrozumie. Ty nie jesteś osobą, która by potrzebowała tej bliskości w trudnych chwilach - zmieniłeś się. - Carl po tych słowach swojej żony z którą spędził już blisko 11 lat zamarł, nie potrafił wydusić z siebie ani jednego słowa. Podszedł i usiadł jedynie obok niej i wziął ją w objęcia. Nie chciał zostawiać jej samej - chciał by czuła, że ją kocha, że pragnie dla niej wszystkiego co najlepsze. - damy radę, poradzimy sobie wszyscy, tylko uwierz, że musisz walczyć, nie poddasz się wiem to i za to Ci dziękuje. Naprawdę nie mam nikogo innego, zostaję dłużej bo chciałem byście mogli żyć naprawdę w dobrych warunkach, żeby Marina i Arnold chodzili do dobrych szkół, a Ty byś nie musiała pracować jak nie będziesz chciała. Nie chciałem was tak zaniedbać - wszystko co robiłem i robię to z myślą o was. Zastygli oboje w swoich objęcia. Dawno nie byli tak blisko siebie. Potrzeba było drastycznych informacji by do takiego zbliżenia doszło. - będę wcześniej wracał, postaram się - może będę brał chociaż pracę do domu i jakoś to wszystko godził. Muszę dokończyć ten projekt od tego zależy przyszłość firmy i naszej rodziny, muszę. Gdy dalej opowiadał jej o ważności projektu, za który jest odpowiedzialny Dagna zasnęła na salonowej kanapie. Carl okrył ją kocem, ucałował na dobranoc a sam usiadł w milczeniu w fotelu z kieliszkiem koniaku i poddał się rozmyślaniom - co teraz robić, jak żyć.
Nazajutrz następnego dnia z rana Carl umówiony był z Prezesem Glensonem w biurze za pięć ósma. Punktualność tego przede wszystkim od swoich pracowników wymagał Pan Glenson. Zbliżała się umówiona pora a Carl przez wczorajsze wydarzenia i nieprzespaną noc zapomniał o umówionym spotkaniu - nagle zerwał się od stołu w kuchni i ruszył się ubierać. Carl coś się stało? - spytała żona. - za 20 minut mam spotkanie z Glensonem zapomniałem, nie wyrobie się. Odwieź dzieci do szkoły, przepraszam - odparł. Zaczął się ubierać i szybko wyszedł z domu. Dotarł do biura o g. 8.10 czekał już na niego Prezes z odpowiednią miną i nastawieniem do zaistniałego zajścia. - Zanim coś powiesz wiedz, że nie toleruję spóźnień. Życie życiem ale praca daje Ci możliwość godnego życia, szanuj to, bo szanując pracę szanujesz mnie. - skomentował spóźnienie Carla. - Przepraszam Panie Prezesie, wczoraj dowiedziałem się, że moja żona jest ciężko chora. Przeżyłem to, nie spałem dobrze, bo dużo myślałem i wytrąciło mnie to z równowagi, obiecuję, że to się więcej nie powtórzy. Mam jeszcze prośbę czy mogę nie zostawać po godzinach tylko zabierać pracę do domu? Chciałbym więcej czasu spędzić z rodziną/ - Szanuj pracę, rozumiem, że żona zachorowała, ale to nie jest powód by olewać obowiązki. Co do pracy w domu - po to masz swój gabinet w biurze, po to płacimy duże pieniądze za wynajem, prąd, ogrzewanie żebyś miał dobre warunki do pracy, więc wykluczone byś wynosił obowiązki do domu. Wracaj do swoich czynności porozmawiamy innym razem - spuentował. Carl udał się do swojego gabinetu rozczarowany pasywną postawą przełożonego. Myślał, że zrozumie jego obecną sytuację i będzie bardziej wyrozumiały. Niestety po raz kolejny jego życie okazało się szarą rzeczywistością i stwierdzenie umiesz liczyć licz na siebie (…) znalazło po raz kolejny zastosowanie. Zamykając drzwi swojego gabinetu zauważył ponownie kobietę ze swojej wyobraźni, która ponownie siedziała w jego fotelu. - co tutaj robisz? Przecież jesteś jedynie moim wyobrażeniem, nie jesteś prawdziwa bo wczoraj nigdzie Cię już nie znalazłem. - Jestem prawdziwa, dotknij mnie, uszczypnąć Cię nawet mogę - odparła młoda dama. - mówiłam jestem po to, żeby Ci pomóc w projekcie, nie wierzysz w cuda, przeznaczenie? - dodała. Jakoś trudno mi w to uwierzyć, że bezinteresownie ktoś zupełnie obcy chce mi pomóc, szef Ci kazał i mnie podpuszczasz? - nie znam Twojego szefa, nikt w firmie mnie nie zna, znam tylko Ciebie i to dobrze. - skomentowała zarzuty Carla. - znasz mnie dobrze?! To są dobrze żarty, jest tu kamera jakaś? Czy to program typu "Mamy Cię" ? Jak możesz mnie znać dobrze skoro pierwszy raz się wczoraj zobaczyliśmy. - mówił zdenerwowany mężczyzna. Ty mnie możesz nie znać, lecz ja o Tobie wiem wszystko, mówiłam, że chcę pomóc zwłaszcza, że wczoraj dowiedziałeś się o chorobie swojej żony, ale nie chcesz mojej pomocy to nie, jak zmienisz zdanie daj znać - położyła wizytówkę i wyszła z pokoju. Carl będąc w szoku podszedł do okna - chciał zobaczyć wybiegającą młodą kobietę, ale przez pierwsze kilka minut nikogo nie zauważył. Stwierdził, że musi być w firmie, musi być z firmy, ale skąd wiedziała o chorobie Dagny. Ruszył z impetem w kierunku drzwi wierząc, że za nimi zastanie Carle. Z impetem otworzył je i pyta się - Gdzie ona jest? - współpracownicy patrzą na niego jakby opętał go zły duch. Gdzie jest ta kobieta co przed chwilą ode mnie wyszła - pyta ponownie. Zdziwienie ogarnia wszystkich wkoło. Carl nikt od Ciebie nie wychodził, co Ty wygadujesz - mówi Peter. Wy też sobie ze mnie żarty robicie? Wszyscy jesteście w zmowie, może też wiecie, że moja żona jest poważnie chora, może wszyscy wszystko wiedzą tylko ja się dowiaduję na końcu?! - wykrzyczał Carl i wrócił do swojego gabinetu trzaskając drzwiami. Zasiadł na fotelu pełen kontrastów i rozbieżnych myśli. Z jednej strony cieszy się, że jest w pracy i może…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ahmedturek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…