Wróć do katalogu

Apollo-prawie jak bóg

O wielkim poświęceniu i przyjaźni. Nie takiej zwykłej, ale do konia. Drobne miłostki i problemy to nie życie czternastoletniej Tosi. Ona ma inny cel. Ale czy ważniejszy? Zadecydujcie i napiszcie co o tym sądzicie , bo nie wiem czy warto kontynuować

tayco, opublikowano , 1 godz. 7 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Z głębokiego snu wyrwał dziewczynę donośny terkot budzika. Niechętnie zwlokła się z łóżka i zaświeciła światło. To ją otrzeźwiło. Wcisnęła się w bryczesy, wciągnęła przez głowę porozciągany sweter , założyła oficerki i odszukała toczek w bałaganie , który panował w jej pokoju. Był inny niż pokoje jej koleżanek. Przede wszystkim, ściany nie były oblepione plakatami różnych aktorów i piosenkarzy, tylko portretami koni, zdjęciami, dyplomami i medalami zdobytymi w jej krótkiej karierze jeździeckiej. Kolory były stonowane, przeważała zieleń. Wszystko miało jakiś związek z końmi. Kalendarz ozdabiały portrety koni. Narzuta na łóżku przedstawiała pasącego się rumaka, zegar miał pośrodku namalowaną podobiznę pegaza, a jego skrzydła poruszały się w charakterze wskazówek i tym podobne drobiazgi, w które zaopatrywała ją cała rodzina. Zjadła pośpiesznie śniadanie i choć był bardzo wczesny, zimowy poranek, wybrała się do stadniny oddalonej o ledwie parę metrów od jej domu, załadowawszy wcześniej kieszenie kurtki marchewką. Kiedy dotarła do stajni, nie było jeszcze nikogo. Konie spokojnie stały w boksach i powitały ją cichym rżeniem i prychaniem. Dała im po marchewce. W stajni było znacznie cieplej niż na dworze. Weszła do ostatniego boksu,a Sindbad powitał ją parsknięciem. Tosia przytuliła się do miękkiej grzywy konia. Nagle, Tosia zobaczyła jakąś sylwetkę, cicho skradająca się w jej kierunku. Dziewczynę na chwile zmroziło. Ale zaraz odetchnęła z ulgą... To był tylko Filip. Stajenny. Jak na stajennego, był zdecydowanie niezwykłą postacią. Chodził cicho, bezszelestnie, pojawiał się niespodziewanie w różnych miejscach ,jakby wyrósł spod ziemi. Nie odzywał się praktycznie do nikogo. Mieszkał nad stajniami, na stryszku. I to tyle z tego, co o nim wiedzieli. Tosia wróciła do swoich rozmyślań. Uwielbiała konie, a zwłaszcza tego ogiera. Był arabem czystej krwi, miał czarne umaszczenie z białą plamką na boku. Nie był jeszcze ujeżdżony, bo nikomu nie dał na siebie wsiąść. Dziewczyna nie stanowiła wyjątku, ale czyszczenie go i lążowanie w zupełności jej wystarczało. Nasypała mu owsa do paśnika i nalała wody do wiaderka. Nakarmiła pozostałe konie. Nie mając już nic do roboty, otworzyła sobie stajenną świetlice, gdzie zazwyczaj gromadził się nie mały tłumek, więc wydało jej się tu dziwnie pusto. Zrobiła sobie herbaty, poszła do łazienki umyła ręce i spojrzała w lustro. Nie była ładna, zwłaszcza z zaplecionym do tyłu warkoczem. Zakręciła kurek, wyszła z toalety oddzielonej grubą ścianą od świetlicy i usiadła w głębokim fotelu. Jeździła konno odkąd skończyła sześć lat. Mieszkała wtedy w małej wsi, a jej dziadek miał parę koni,więc nauczył ją podstaw jeździeckich. Była małym zapaleńcem, konie to była jej pasja. Zostało jej to do teraz, chociaż kończyła już piętnaście lat. Była niewysoka, miała pociągłą twarz i duże, brązowe oczy. Ciemną karnację odziedziczyła po ojcu, który umarł przed jej dziesiątymi urodzinami, a miodowo-złote włosy po matce. Siedząc w fotelu rozmyślała o tacie. Nigdy nie bywał za często w domu, zawsze miał jakieś sprawy o wiele ważniejsze niż rodzina. Nigdy nie miała z nim dobrego kontaktu, nie potrafił się z nią Dogadać, z matką zresztą tez nie. Zginął w wypadku samochodowym. Dumania Tosi , przerwał huk otwieranej szafki. Czyli ktoś przyszedł. Dziewczyna z kubkiem w ręce wyjrzała ze świetlicy. Grzebiąc w otwartej szafce, stał Kacper, niewiele starszy od niej kolega. Uśmiechnął się na jej widok. · Cześć Tośka! Myślałem , że będę pierwszy , nie spodziewałem się , że przyjedziesz tak wcześnie! Ale mróz no nie? Patrz to błocko na padoku zamarzło więc nici z jazdy bo się konie pozabijają na tym lodzie! A właściwie to co ty tu robisz tak wcześnie i to w sobote?- Nie czekając na odpowiedź zalał ją potokiem słów ale ona już go nie słuchała , patrzyła w osłupieniu na ostatni boks. Był otwarty na oścież, a przecież go zamykała! Chłopak spojrzał na nią nie doczekawszy się odpowiedzi na zadane pytanie i podążył za jej wzrokiem. Toska podeszła szybkim krokiem na drugi koniec stajni. Sindbada nie było! Dziewczynę zaczął ogarniać niepokój. Jak mogło go nie być, przecież była u niego chwilę temu! I zamykała za sobą boks. Na pewno! A może jednak nie? Nie pamiętała. Albo ktoś konia uprowadził! Idiotka! Kto mógł Sindbada uprowadzić i po co?! Zaczął powracać jej dawny spokój i opanowanie. Zwróciła się do kolegi , który stał obok niej wpatrując się w pusty boks z ciekawością. · Kacper ile temu tu przyszedłeś? · Będzie z pięć minut. Wszedłem tylnymi drzwiami i się bawiłem z Galonem. · Czyli przechodziłeś obok boksu Sindbada? · Tak i był pusty. Myślałem ze go ktoś wziął na ląże i właśnie cię o to miałem pytać. · Ale nawet gdybym nie domknęła boksu to bym słyszała jak wychodzi! Byłam cały czas na świetlicy. · Zaraz, zaraz. Przecież nie mógł tak wyparować. Byłaś przez cały czas na świetlicy? · No poszłam jeszcze do wc-tu... · Ile tam byłaś ? To ważne. · Z jakieś 5 minut. Ale przez pięć minut nie da się wyprowadzić konia ze stajni i ukraść! · Jak widać, da się. – Trzymał w dłoni owijkę na kopyta , która miała tłumić hałas. · Ale...Ale... · Trzeba powiedzieć Borysowi. · No i co on tu zdziała? Może od razu policji? · Coś ty. Nie , policja odpada. · No to niech będzie Borys- zgodziła się z niechęcią Borys był o jakieś trzy lata starszy od niej, jeździł krócej niż ona , a wymądrzał się jak zawodowy jeździec. Zawsze traktował ją z góry, ale to on był współwłaścicielem stadniny od kiedy pan Ignacy się rozchorował. Teraz stał zamyślony wpatrując się pustym wzrokiem w boks. Podrapał się po brodzie · Ale ja dalej nie rozumiem , po co by ktoś porywał Sindbada. Ani to to ujeżdżone nie jest , ani nie ma jakiegoś wspaniałego rodowodu...Po jakie licho by go ktoś kradł? Już lepsza by była Siska! · My też nie wiemy, ale sprawa jest raczej poważna.- poinformowała go · Może pomylili konie – Powiedział bez przekonania. Nic im nie przychodziło do głowy. Siedzieli we trójkę w fotelach , nikogo nie było w stadninie bo wszyscy odwołali jazdy ze względu na lód pokrywający padok. Przez chwilę panowało milczenie. Naraz usłyszeli daleki hałas przewracanych drągów na padoku za budynkiem. Wylecieli na dwór i rzeczywiście, drągi były pozrzucane na ziemię. Poukładali wszystko jak należy i wrócili do stajni. Tośka Odruchowo spojrzałam na boks Sindbada. Spojrzała jeszcze raz. Nie no, pomyślała, to już jest przesada. Chłopaki dumali nad tymi drągami , kiedy zwróciła im uwagę na to , że albo ona zwariowała , w co nie wątpi, albo Sindbad się odnalazł. I rzeczywiście, koń stał tam jakby nigdy nie ruszał się z boksu, a tym bardziej , że stał się ofiarą koniokrada. Kacper rzucił tylko pełne dezorientacji- o cholera-. Nikt nie komentował tego wszystkiego , chyba wszyscy zdecydowali , że zniknięcie ogiera było tylko przewidzeniem. Postanowili milczeć na ten temat , ale dużo rozmyślali o tajemniczym porwaniu i powrocie arabka. Zwłaszcza , że nie znaleźli żadnych śladów na zewnątrz , a nie dałoby się ich uniknąć w potężnych zaspach. Toteż raczej woleli przyjmować to wydarzenie za urojenie. Tylko Tosia przejęła się sprawą naprawdę. Ale też nie miała zbyt wiele czasu aby zastanawiać się nad tą tajemnicą. Bo nadal trwały ferie zimowe i wszyscy powyjeżdżali z miasta i tylko Tosia i Kacper zostali aby opiekować się zwierzętami, tzn. dawać im jeść i czyścić, o resztę dbał Borys. Tydzień po tajemniczym wydarzeniu, dziewczyna siedziała z Kacprem na świetlicy. Nakarmili już konie , wyczyścili, pozamykali dokładnie stajnię , a żadnemu z nich jakoś się nie spieszyło do domu. W kominku cicho trzaskał ogień, szumiał czajnik na herbatę. Mruczek, Galon, Cezar i Kosma wyłożyły się na kanapie mrucząc głośno. Kacper nalał im mleka do miski , otworzył szafkę i mruknął · Trzeba będzie dokupić herbatę , bo się kończy, cukier też. I łyżeczki gdzieś się zapodziały. · Co? A, też prawda. Cukier przyniosę, ty weź herbatę. Wiesz co, ostatnio nawet nie miałam czasu pomyśleć nad tym co się stało tydzień temu. Przecież nie mogło nam się to przywidzieć... · Wiedziałem , że będziesz chciała o tym pogadać. Mi też to ostatnio nie dawało spokoju ale nie ma jakiegoś mądrego wytłumaczenia na to. Był koń, zniknął na pół godziny , i się odnalazł. · No wiem , że to głupio wygląda. Ale myślałam jeszcze , że wzięli nie tego konia co trzeba i jak się zorientowali o pomyłce to odwrócili naszą uwagę tymi drągami , a sami odstawili konia jakby nigdy nic- Kacper pokręcił w zadumie głową. · No , a ślady? Co oni latali z tym koniem? Przecież musieli jakieś ślady zostawić . Nie ma szans żeby zdążyli jeszcze je zatrzeć. · Masz jakieś inne, racjonalne wytłumaczenie? · Nie · No widzisz. Trzeba teraz uważać . Jeżeli nie chodziło o Sindbada... To o kogo? · O Talara. To pewne.

Talar był pełnokrwistym Maremmano , przywiezionym przez pana Ignacego z Toskanii. Był szybki i wysoko skakał. Wygrywał wszystkie wyścigi i skoki. Jednym słowem był wspaniały. Pan Ignacy nie ujawniał publicznie jego rasy , ponieważ była bardzo rzadka i mógłby narazić konia na różnego rodzaju nieprzyjemności. Talar naprawdę nazywał się El Tamme , ale wszyscy mówili na niego Talar. Koń też reagował na to imię. Miał cos około sześciu lat. Był spokojnym wierzchowcem ,z żyłką sportowca. Na początku marca Palomino zaczął kolkować więc Borys postanowił trzymać straż nocną. Teraz dyżurowali Tośka i Kacper. Palominowi już przeszło, zdawało się , że zasnął. Tosia pogasiła światła i przysiadła pod ścianą na niskim stołeczku. Zmieniali się z Kacprem ale on spał w najlepsze na świetlicy. Nagle dziewczyna usłyszała przytłumione głosy , zbliżające się od strony wejścia. Szybko otrząsnęła się ze zmęczenia i schowała się za belkami słomy. Miała stamtąd świetny widok. Klęła w myślach na swoją nieuwagę. Chciałaby mieć przy sobie chociaż psy, ale te zostały z Kacprem na świetlicy. Głosy były już całkiem blisko ale nie mogła zobaczyć kto rozmawiał , ponieważ było strasznie ciemno. Okienka były wąskie i nie wpuszczały księżycowego światła. Rozpoznała , że rozmawiają dwaj mężczyźni. Jeden z nich mówił właśnie głosem ochrypłym z emocji. · Jak tym razem pokpimy sprawę, to szef nas oskalpuję. Trzeba to załatwić cicho i sprawnie. Ty owijasz mu kopyta , ja zakładam worek na łeb. Prowadzimy go do przyczepki i już nas nie ma. Nikt się nie zorientuje. · A jak ktoś nas zobaczy?- Odezwał się lękliwie ten drugi niskim basem. · Nie gadaj tylko bierz się do roboty. Streszczaj się.- W tym momencie Tosia zobaczyła postacie okryte długimi płaszczami. Światło padało na nie ukośnie . Już myślała , że nie zobaczy ich twarzy ale Chrypa, bo tak nazwała pierwszego mężczyznę w myślach, zapalił latarkę. Jego twarz była poorana bliznami, pomarszczona i pozbawiona wyrazu , miał pod czterdziestkę. Oczy pałały niecierpliwym blaskiem. Ten drugi był znacznie młodszy od swego towarzysza. Na twarzy malowało się przerażenie , był niski i chudy. Tosia zaczęła gorączkowo rozmyślać. Na pewno chcieli porwać Talara. To ci sami , którzy zabrali Sindbada. Czy powinna teraz wyjść i przeszkodzić im? Mogliby jej coś zrobić. Może nawet nie zdążyłaby krzyknąć i Kacper dalej by spał nie wiedząc co się stało. A może lepiej przekraść się do niego niepostrzeżenie i o wszystkim powiedzieć. Zadzwoniliby na policję. Tym razem chłopak na pewno nie miałby oporów , widząc co się dzieje. Trzeba było działać bo oni zaczęli już kręcić się obok Talara. A może, zaczekać tu, potem pójść za nimi i zobaczyć gdzie go zabierają. Ryzyko było wielkie ale mogło się jej udać. Wtedy dowiedziałaby się wiele i policja mogłaby udać się wprost do ich kryjówki. Tak , to powinna zrobić. A jeżeli Kacper się obudzi i jej nie znajdzie, tak samo jak Talara? Trudno, potem mu wszystko wytłumaczy. Rabusie już wyprowadzali ufnego konia ze stajni. Tosia zaczęła się za nimi zakradać, niewidoczna pod osłoną nocy. A oni wyszli przed stajnię i skręcili w bok, kierując się prosto w gąszcz krzaków za stajniami. Co oni do cholery knują? Pomyślała dziewczyna. A oni zapuszczali się coraz głębiej w chaszcze. Tosia musiała nieźle wyciągnąć nogi aby ich dogonić. W końcu wyszli po drugiej stronie, prosto na prowizoryczne wybiegi dla koni. Tam czekał dżip z przyczepą na do przewozu koni. Ale tutaj dopiero El tamme zaczął stroić fochy , zaparł się i za nic na świecie nie chciał wejść do bukmanki. Tropicielka uśmiechnęła się, dobrze wiedziała jaki był problem z przewozami konia na wyścigi i zawody. Konik miał jakiś uraz i za nic na świecie nie chciał wejść do przyczepy. Czasami załadowanie go do tego pudła na kółkach zajmowało pół dnia. Ciekawe jak im się to uda. Właśnie pozwolili mu się popaść na zeszłorocznej trawie. Sami patrzyli na siebie bezradnie. Tosie strasznie kłuły gałęzie jakiegoś krzewu i musiała się odsunąć. Panowie usłyszeli szelest i ciche posapywanie. Spojrzeli w stronę krzaków z przerażeniem. Ich twarze wyrażały jedno i to samo- mają nas!- Naradzali się krótką chwilę, po czym zrobiło się zamieszanie, trzasnęły drzwiczki i odjechali zostawiając Talara na pastwisku. Kiedy odjechali Tosia wyszła z ukrycia i złapała konika. Pogłaskała go czule, ściągnęła mu worek z pyska i uspokajająco wyszeptała parę słów. Nagle poczuła na swym ramieniu silne dłonie. Odwróciła się przerażona, i stanęła oko w oko z Chrypą, porywaczem konie. Czyli odjechał tylko tamten a ten został żeby wszystkiego dopilnować, myślała z paniką. Zaczęła się z nim szarpać i w końcu jej się udało , wyswobodziła ramię z uścisku i wskoczyła na wierzchowca , nie oglądając się za siebie , pokłusowała drogą do stadniny. Serce biło jej mocno a w uszach pulsowała krew. Musiała wziąć kilka wdechów aby uspokoić skołatane nerwy. ***********

Kacper w odrętwieniu słuchał jej opowieści z niedowierzającą miną. Ale musiał jej w końcu uwierzyć. Na zakończenie jęknął tylko · Już myślałem , że to się skończyło. A tu coś takiego... Wiedziałem , że cos się stanie , wiedziałem! – biadolił. Spoważniał i spojrzał na nią z troską · Jedno wiem na pewno, będziesz teraz miała przerąbane dziewczyno. Jak tamten cię widział to znajdą cię bo coś wiesz. Bo ich widziałaś. Nie mów jeszcze policji o niczym . To może tylko pogorszyć sprawę. · Taaa? A skąd ty taki poinformowany jesteś niby? · Wiesz , czyta się dużo i ogląda kryminały. Ale zrób tak jak mówię. Zobaczyłaś chociaż rejestrację? · No coś ty , za ciemno było!- Ale sama siebie złajała w duchu za swoją tępotę. Rejestracja! Jak mogła o tym nie pomyśleć! Zaczynało już świtać więc pożegnała Kacpra , który miał czekać na przyjście Borysa. Zapięła kurtkę i wyszła na dwór z rękami w kieszeniach i z powierzchowną obojętnością. Stadnina była położona daleko od drogi i bloków, a więc nie docierały tam zanieczyszczenia i spaliny, wokół stajni była polana na której zostały wydzielone pastwiska i padoki. Zaraz obok był wspomniany już wcześniej lasek a za laskiem strumyczek. Kwitnące kwiaty tonęły w świetle wschodzącego słońca, słowiki zaczynały swój koncert. To miejsce było jakby odcięte od reszty świata, taki mały, cichy, zielony zakątek. Ale Tosia była obojętna na uroki tego miejsca bo zaprzątały ja własne , ponure myśli . Z tego co mówił Kacper wynika , że mieli do czynienia z jakąś szajką koniokradów, jeżeli ja widzieli , to ją znajdą. I będą prześladować. Jeżeli pójdzie na policje , jeszcze sprawę pogorszy. Dziewczyna zadrżała. Nie chciała jeszcze wracać do domu, więc skręciła w boczną uliczkę, i poszła na plac zabaw. Plac zabaw był zdemolowany jak wszystko na jej osiedlu , przetrwała tylko jedna huśtawka. Tosia uwielbiała huśtać się i zapomnieć o wszystkich kłopotach. Tak tez było tym razem. Włączyła mp3 , rozbujała się, i przymknęła oczy. To zawsze jej pomagało kiedy miała doła , tak samo jak gorąca herbata z cytryną i jazda konna. Trzeba by wracać, pomyślała. Zatrzymała huśtawkę, zaszurała butami o ziemię, wstała i poszła do domu zrobić sobie herbaty. Dziewczyna już myślała , ze przesądy Kacpra się nie spełniły , kiedy pod szkołą dostrzegła auto z Chrypą w środku, rozluźnionym krokiem szła do domu a auto posuwało się powoli w pewnej odległości od niej. Dotarła do domu bez przeszkód , ale w drodze do szkoły i gdziekolwiek się udawała, miała eskortę, pod postacią któregoś z opryszków. Naradziła się z Kacprem i postanowiła zawiadomić o wszystkim policję. Ale nie mogła tego zrobić osobiście bo złodzieje dopadli by ją zaraz po wyjściu z komisariatu. Zrobił to więc Kacper. Na początku policjant nie chciał mu uwierzyć ale potem obiecał zrobić coś w tej sprawie. Teraz Tosia miała eskortę policji incognito i opryszków. Po tygodniu policja odnalazła bandytów i wzięła na komisariat. Została wezwana także Tosia , Kacper , Borys i pan Ignacy który już wyszedł ze szpitala. Dziewczyna potwierdziła tożsamość tych dwóch razem z ich szefem , którego co prawda nie widziała ale słyszała o nim co nie co. Kiedy padło pytanie , w jakim celu chcieli porwać Talara, wszyscy usłyszeli wstrząsającą historię. Byli bardzo biednymi ludźmi , stracili wszystkie pieniądze na wyścigach konnych. Mieli piękną klacz o imieniu Arabella, tej samej rasy co Talar. Niestety nie mieli pieniędzy żeby ją pokryć , a potem sprzedać źrebaka za dość dużą sumkę. A jedynym Maremmanem w tym rejonie , był właśnie El Tamme. Chcieli go wziąć na jedną noc , a potem zwrócić. Naprawdę nie mieli złych zamiarów względem konia i Tosi. Chcieli się tylko dowiedzieć co widziała. Policjant nie dowierzał im, ale pan Ignacy , który słynął ze swojej wielkiej dobroci, powiedział , że już on się nimi zajmie. Panowie z szajki koniokradów dostali pracę w stadninie , w dodatku płatną, a wspaniałomyślny pan Ignacy pozwolił im zaźrebić ich klacz . Arabella była piękną przedstawicielką tej rasy. Miała białe umaszczenie, bez jednej ciemniejszej plamki. Smukły łeb umieszczony był na dostojnie wygiętej szyi. Biała , długa grzywa i ogon wlokący się niemalże po ziemi oraz dopełniający całości , dworski chód, sprawiły , że wszyscy zaczęliśmy ją nazywać – princessa , czyli księżniczka. Była wybredna i nie lubiła się przemęczać , najczęściej pasła się na wybiegu albo stała w boksie. Tosia uwielbiała patrzeć na konie , a zwłaszcza na Arabellę. Tylko ona teraz jej została , od czasu kiedy pan Ignacy sprzedał Sindbada. Teraz siedziała obok księżniczki i przyglądała się jak koń skubie świeżą trawę , starannie przebierając wśród chwastów. Klaczka od czasu do czasu rzucała uważne spojrzenie na dziewczynę , która siedziała obok. A Tosia żałowała , że nie ma ze sobą aparatu. Piękne byłoby ujęcie, Arabella wśród delikatnej zieleni. W tle wysokie , rozłożyste lipy. Siedząc tak , Tosia nawet nie zauważyła , jak zrobiło się późno. Trzeba będzie lecieć bo mama ostatnio narzekała , ze dziewczyna za dużo czasu spędza z końmi. „A twoim zdaniem , powinnam spędzać czas na lekcjach baletu , śpiewu i tenisa” myślała nastolatko, chociaż wiedziała , że mama chce dla niej dobrze załatwiając jej kolejne zajęcia malarskie. O wiele bardziej od nich i lekcji baletu, wolałaby Tosia aparat fotograficzny i kogoś kto nauczyłby ją podstaw o fotografii. Ale o tym mama nie wiedziała. Nadchodziła sobota i Tosia bez żalu myślała , że nikt jej nie zaprosił na żadną imprezę. Ale z drugiej strony zastanawiała się dlaczego jej koleżanki muszą wybierać do kogo pójść , bo dostają tyle zaproszeń, a chłopaki wpatrują się w nie jak te cielęta w malowane wrota. Nie żeby jej na tym specjalnie zależało. Nie była za bardzo towarzyska, i chyba w tym leżał problem, ona unikała jak mogła każdej prywatki , w klasie była milcząca i zatopiona w swoich myślach, żyła w swoim świecie, do którego jak się zdawało nikt nie miał wstępu. Chyba , że Kacper , z nim dało się pogadać , podyskutować , mieli wspólne tematy i zainteresowania. Miły był w sumie ten Kacper, fajny kumpel, pewnie on myśli o niej to samo. Ot fajny kumpel z tej Tośki i nic więcej. Pogrążona w takich myślach dotarła do domu , jak zwykle nie zastała mamy. Otworzyła drzwi swoim kluczem, cisnęła kurtkę w kąt i wzięła sobie jabłko z miski stojącej na stole w przedpokoju. Na lodówce była przypięta kartka z napisem „ wracam jutro, obiad masz w piecyku, jak chcesz to sobie zamów pizze”. Nie wiedziała dlaczego ale zdenerwowała ją ta wiadomość. „Zamów sobie pizze” , też coś! Mama miała ją gdzieś, żyła zupełnie obok. Mama sobie , córka sobie. Nikomu na niej nie zależało , mogłaby sobie teraz pójść i nikomu by to nie zrobiło różnicy- pomyślała z goryczą i rozczarowaniem. ************ Arabella miała się wkrótce oźrebić. Wszyscy jej dogadzali i podkarmiali ją, pan Ignacy bardzo się o nią troszczył , tak jak wszyscy zresztą bo po kolejnych badaniach , weterynarz stwierdził , ze mogą być powikłania przy źrebieniu. No i rzeczywiście miał rację. Kiedy się zaczęło i wezwano weterynarza , wszyscy zgromadzili się na świetlicy w ciszy pełnej wyczekiwania. Od czasu do czasu kogoś wysyłano na zwiad, wszyscy wracali niczego się nie dowiedziawszy. Dopiero Sylwia powiedziała , że pan Lucek, weterynarz, postawił pana Ignacego przed wyborem. Albo źrebak albo klacz, jedno musi umrzeć… Tosia siedziała w kącie , nie odzywała się w ogóle , zastanawiała się co ona by wybrała. Klacz którą można by wiele razy zaźrebić, czy małego źrebaka, który się wspaniale zapowiadał. Wstała, teraz ona pójdzie i zobaczy co i jak. Weszła przez oporne drzwi do stajni. Klaczka leżała w boksie , oddech miała chrapliwy , oczy zamknięte. Tosia widziała jak pan Lucek naradza się z panem Ignacym. Już wiedziała, wybrał princesse. Weterynarz pochylił się nad koniem, ale niespodziewanie pojawił się Filip. Jak zwykle milczący , miał teraz na twarzy wyraz determinacji. Powiedział cos cicho do pana Ignacego. Tosia nie dosłyszała co mówił. Starszy pan spojrzał na niego z powątpieniem ale skinął głową. Stajenny z werwą zakrzątnął się koło klaczy. Nie było czasu do stracenia, oddech miała płytki i przerywany. W połowie porodu , princessa błagalnie popatrzyła na Filipa , wydała z siebie rżenie , od którego, Tosi łzy pociekły po policzkach. W końcu wszystko się skończyło. Źrebak leżał na ściółce , oblepiony słomą. Ale Arabella się nie ruszała , wszystkim zdawało się , że to już koniec, że klacz wydała z siebie ostatnie tchnienie. Tosia już nawet nie powstrzymywała płaczu, zresztą wszyscy płakali. Kacper podszedł do niej i objął ja delikatnie , uspokajająco szepcząc , że wszystko będzie dobrze. Nagle , ręka Kacpra znieruchomiała na jej włosach. Wyciągnął rękę w kierunku klaczy. Filip właśnie wstawał z klęczek , wcześniej zaglądał niedoszłej mamie , w oczy , który już na zawsze miały zgasnąć. Teraz Arabella przebierała kopytami i prychała. Filip , tylko sobie znanymi sposobami, przywrócił jej życie. Weterynarz nie mógł się nadziwić, zamknęli się potem z panem I. w gabinecie i długo rozmawiali. Uzgodnili , że Filip odbędzie praktykę u weterynarza i dostanie pracę. Młodego konia, wszyscy słusznie nazwali Apollo. Jego imiennik był uważany za boga piękna, światła, życia, śmierci. A więc Apollo, ojciec El Tamme, matka Arabella. Źrebak rósł szybko. Budził we wszystkich zachwyt. Po matce odziedziczył umaszczenie i sylwetkę, a po ojcu charakter. Wszyscy go kochali i nawet .Borys nie umiał być dla niego surowy, nawet kiedy konik rozpędzony nie wyhamował w porę, i staranował kontener z marchewkami .Wszyscy pokładali w nim wielkie nadzieje. Od czasu pamiętnego porodu, między Kacprem, a Tosią coś jakby pękło. Już nie rozmawiało im się tak jak dawniej, w swoim towarzystwie byli skrępowani i spięci. Nie umieli też pogadać na temat , który ich nurtował. Tosia spędzała więcej czasu na myśleniu o nim i powracaniu myślami do niektórych rozmów i zdarzeń. Z jednej strony dziewczyna odczuwała lęk przed nieznanym jej dotąd uczuciem. Nie równało się ono do tych szkolnych miłostek , i idiotycznych wzdychań do kolegów. Zresztą z tego też już się Tosia dawno wyleczyła. Była przyzwyczajona do samotności i po prostu się bała. Bała się zbliżyć do kogokolwiek , żeby nie poczuć rozczarowania , żalu... Kacper w jej obecności zachowywał się dziwnie. Nie tak jak kiedyś i Tosia winiła za to siebie. A ich zachowanie było normalne dla dwójki ludzi , znajdujących się w stanie zauroczenia, którzy nic sobie jeszcze nie wyjaśnili. Ale ona o tym nie wiedziała , chłopak zresztą też nie. Czas płynął nie pozostawiając czasu na zastanowienie. Dzień chylił się ku zachodowi , kiedy Tosia wychodziła ze stadniny w towarzystwie Sylwii, z którą ostatnią zakumplowała. Od słowa do słowa zgadały się, ze Sylwia wpadnie do Tosi na noc. Pooglądają sobie horrory i pogadają. Nowa koleżanka zakochanej wpadła tylko do domu po potrzebne rzeczy i zakomunikowała rodzicom , gdzie idzie i kiedy wraca. Jej rodzice zadawali dużo pytań , a Tosia poczuła żal i zazdrość , pomyślała , że o nią nigdy nikt tak się nie troszczył. Dziewczyny weszły do domu i przejrzały płyty z filmami, ale nie znalazły nic ciekawego , a żadnej nie chciało się lecieć do wypożyczalni. A więc stanęło na tym , że weszły do kuchni i zrobiły sobie herbatę, siadły do stołu z ogromnymi puzzlami z obrazkiem koni, i tak już zostały. Rozmowa zeszła na tematy sercowe i Tosia postanowiła się komuś wyżalić, Sylwia właśnie trajkotała; · Wiesz , ja to nie chodzę z nikim , u nas w szkole nie ma fajnych chłopców, same drobne cwaniaczki co umieją tylko stać pod blokiem i pluć, a ja - tu gaduła sięgnęła po element układanki i zmarszczyła czoło- czekaj ,czekaj, gdzieś widziałam taki puzzel, a ja moja droga jestem wymagająca. A nie umiem tak zagadać do płci przeciwnej , a tym bardziej kogoś poderwać- Sylwia zajrzała do puszki na ciasteczka- daj no tu te herbatniki kochana. A ty co, pewnie masz masę adoratorów?- wymamrotała między jednym chrupnięciem a drugim- · Hmmm. Właściwie to nie...Nie , ja się w ogóle chłopcom nie podobam... · Jak na moje oko , to ty się w kimś bujasz? Zgadłam? · No ... W sumie to chyba tak , masz tu to , to jest do ogona. Ale on nie zwraca na mnie uwagi , to znaczy zachowuje się dziwnie, ale... Sylwia, ja już nic nie rozumiem z tego. · No to mów od początku do końca , zalej mi tą herbatkę jeszcze raz. · Weź sobie wodę , jest w czajniku. Koleżanka zalała saszetki wrzątkiem i usiadła ponownie przy stole z wyczekującym wyrazem twarzy. · No tak, on mi się już dawno podobał- Tosia skubała rękaw i nerwowo wywlekała z niego nitki- ale , byliśmy tylko kumplami, nic więcej, dobrze nam się gadało. .. Ale wtedy, kiedy rodził się Apollo- Tosia rzucała szybkie spojrzenia spod rzęs na koleżankę , która teraz próbowała ukryć zaniepokojenie malujące się w jej oczach- wtedy kiedy ja się rozryczałam, on mnie przytulił i próbował pocieszyć. - Tu Sylwia znieruchomiała- A teraz to jest tak, jakbyśmy się za bardzo zbliżyli i nas odrzuciło w przeciwne strony. .. - Tosia zamilkła czekając co powie jej kumpela, a ona siedziała nieruchomo i wpatrywała się w okno, przez które zaglądał już księżyc- · I on , jak podejrzewam, nazywa się Kacper?- zapytała z tym samy wyrazem twarzy- · Tak... – zapadło milczenie, Sylwia nadal oglądała krajobraz za oknem, nagle odwróciła się do Tosi z dziwnym błyskiem w oku, dziewczyny nie wiedziały się prawie w ogóle w ciemnej kuchni, żadna nie kwapiła się żeby zapalić światło. Tosia wzdrygnęła się na widok miny koleżanki. Przeszły ją dreszcze. A ona powiedziała dziwnym zdławionym głosem- · Tak , tylko tak się moja droga składa , że on –tu dziewczyna zawahała się , a głos jej się załamał- że on... już chyba ma dziewczynę. . Tosie wmurowało. Przeżywała słowa koleżanki bardzo głęboko, nie wiedziała , że |Kacper ma kogoś, teraz zastanawiała się co jej odpowiedzieć. · |Wiesz|? To chyba lepiej. |Niech go sobie ona zatrzyma, mi nic do tego. |I nie mówmy o tym już więcej , tak chyba będzie lepiej. Chcesz coś do jedzenia? Zamówimy pizze i obejrzymy jakiś film. Czekaj już dzwonie do pizzeri, a ty zobacz co jest w telewizji. **********

Po owym, pamiętnym zdarzeniu , Tosia stała się milcząca i osowiała. Zamknęła się w swoim świecie i schowała do niego klucz. Kacprowi nie poświęcała uwagi . Przestał ją interesować jako ktoś więcej niż kolega. Za to , dziewczyna bardzo związała się z Apollem. Ujmował ją swoimi wybrykami, ale i delikatnością. Bo konik był bardzo wrażliwy. Zawsze miała dla niego jakiś smakołyk i z obawą myślała o tym, że wkrótce, zostanie sprzedany. Kupnem zainteresował się pewien biznesmen , który chciał mieć konia do wyścigów , żeby zgarniać dużą kasę za niego. A Apollo jak na złość rósł w oczach. Tosia miała mieszane uczucia co do przyszłego właściciela konika. Pewnego dnia , kiedy już wychodziła, przybiegła do niej zadyszana Marta i wysapała , że jest kupiec. Na początku dziewczynka nie zrozumiała, na co kupiec ,ale potem , między jednym sapnięciem , a drugim, udało jej się zrozumieć , że facet chce kupić Apolla. Miała już wychodzić, ale wygrała w niej ciekawość. Pod pozorem chęci wyszczotkowania Sisi , dziewczynki znalazły się w pobliżu gościa. |I okazało się , ze był to gość przez duże G . To co zobaczyła Tosia bardzo ją rozczarowało. Apolla oglądał starszy pan, w eleganckim, drogim garniturze i takowych butach, których starał się nie ubrudzić błotem. Gdy rozglądał się po stajni , na jego twarzy malowało się obrzydzenie z czymś jeszcze, czego Tosia nie umiała rozpoznać. Nie wiedziała czemu , ale na jego widok , zalała ją fala niepokoju. Do boksu Apolla nawet nie wszedł , bojąc się zapewne o swoje buty. Obejrzał go od tyłu i ustalił cenę. Na odchodnym rzucił panu Ignacemu · Koniowi nigdzie nie będzie lepiej niż u mnie. Będzie miał fachową opiekę. Gwarantuję to panu.- I roześmiał się w sposób, od którego dziewczynce ciarki przeszły po plecach. Niestety ona nie miała tu nic do gadania i nie mogła odwieść pana Ignacego od sprzedaży źrebaka.

********** Aby wypełnić sobie czas, a także , żeby nie myśleć o ostatnich zdarzeniach, Tosia zapisała się na dodatkowy język łaciński i francuski. Zaczęła chodzić regularnie na basen i przesiadywać całymi dniami w bibliotece. Zdwoiła liczbę godzin jazdy konnej i jej grafik zapełnił się prawie całkowicie , nie pozwalając na nic innego , a zwłaszcza na użalanie się nad sobą. |Wolne chwilę Tosia spędzała z |Sylwią. Dziewczynka poprawiła stopnie i koleżanki patrzyły z zazdrością na oceny z kartkówek i sprawdzianów. |Tosia została dłużej w stadninie i powtarzała słówka na angielski.|Siedziała z zeszytem na dworze, ale zrobiło jej się zimno, więc postanowiła wrócić do świetlicy. |Kiedy stanęła w progu zdejmując szalik, usłyszała głos |Kacpra , który rozpoznałaby zawsze i wszędzie. |Słychac było dość niewyraźnie. |Dziewczyna zamarła chociaż wcale nie miała zamiaru podsłuchiwać. |Po prostu zatopiła się w ten głos, ledwo zwracając uwagę na treść słów. |A on mówił. · |Daj spokój. |Ja jej wcale nie lubię. |Nawet nie wiem jak ona... |Dobra, wiem jak ona ma na imię. |Ale nic po za tym. |Nie patrz na mnie takim wzrokiem , ok.? |Drugi głos , którego |Tosia nie rozpoznała ,ale wywołał w niej zazdrość , bo należał on niewątpliwie do dziewczyny. · |Jakoś mnie nie przekonałeś. |Ty coś do niej czujesz. |Nie jestem ślepa. |Wpatrujesz się w ni|ą jak ciele. |Ale dobrze ci radze, przestań jeżeli ci na mnie zależy, bo ja się tak nie dam traktować. | · |Dobra, przepraszam... |Ok. · |Ok. |Ale żeby mi to było ostatni raz! |Tosia wycofała się po cichu i weszła do stajni od drugiej strony , robiąc duzo niepotrzebnego hałasu. |Z ulgą zobaczyła |Sylwię w boksie |Apolla. |Poczuła się raźniej w towarzystwie. |Razem poszły do świetlicy i |Tosia omiotła szybkim , uważnym spojrzeniem pomieszczenie. |Na fotelu siedział |Kacper pogrążony w lekturze ”zaklinacza koni”. |Nigdzie nie było dziewczyny ,z którą rozmawiał. |Tosia wzruszyła ramionami i poszła z |Sylwią do kuchni. Dziewczyna pod nawałem obowiązków zapomniała o tym zdarzeniu. ******** Przez cały następny tydzień , \Kacper próbował jej coś powiedzieć , ale jakby nie mógł się na to zdobyć. W końcu się chyba jednak zdecydował i poczekał na nią przed stajniami. Chwilę rozmawiali o Apollu , a potem Kacper spytał ją; - Tosia , co... co robisz w piątek wieczorem? Dziewczynę oblał delikatny rumieniec. Przypomniała sobie podsłuchaną rozmowę i bardzo się zdziwiła. Czego on od niej mógł chcieć , skoro miał dziewczynę? Wymyśliła coś na poczekaniu żeby zobaczyć jego reakcję. - W piątek? W piątek jestem zajęta bo ... bo jestem już z kimś umówiona. Kacper przyjrzał jej się ze zdziwieniem. - No to w sobotę. Wiem od Sylwii , że sobote masz wolną. - Jej... No dobra. - Tak? To w sobotę o piątej. Przyjdę po ciebie. - Nie trzeba, zobaczymy się tu, pod stadniną. Może być? - Ok. No to jesteśmy umówieni. - No tak... Kacper? - Tak? - A już nic.. już nic... nic takiego. - Aha, no to nara. - Na razie... ******* Wszyscy , którzy przywiązali się do małego źrebaka, głęboko odczuli decyzję pana I. o sprzedaży Apolla. Jedną z tych osób była Tosia. Dla dziewczyny była to swojego rodzaju tragedia. Wydawało jej się to niesprawiedliwe , żeby w tak krótkim czasie, w czasie ,w którym zdążyła się do niego przywiązać, ma go stracić. Myślała o nim jak o przyjacielu. Bo w rzeczywistości był jej przyjacielem. Ze stoickim spokojem, słuchał sekretów szeptanych mu w długie, smukłe ucho. Rozmyślała o tym , siedząc na trawie, w słoneczny dzień, w kapeluszu nasuniętym na oczy i trawką między zębami , pasąc Apolla. Teraz każdą chwilę wykorzystywała , żeby spędzać z nim ten czas do jego sprzedaży. Ale zaraz jej myśli skierowały się na inny tor. Zastanawiała się nad reakcją Sylwii, kiedy jej powiedziała , że Kacper się z nią umówił. Koleżanka wyglądała na wściekłą, a Tosia nie wiedziała co ją tak mogło zdenerwować. Przecież , kiedy Tosia ją o to zapytała , powiedziała , że Kacper jej nie interesuje. Dziewczynka westchnęła głęboko i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych