Wróć do katalogu

Apollo - prawie jak bóg cz.2

dalszy ciąg przygód Tosi. Obawiam się , że ta część jest tragiczniejsza. Mam nadzieje , że w koncu wszystko skończy się happy endem;] Mile widziane komentarze.

tayco, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Za znalezione w jeansach pieniądze kupiła bilet i późną nocą wróciła do domu. Mama zaczęła ją wypytywać czemu wróciła tak późno, ale Tosia zbyła ją słowami , że jest zmęczona, bo była w archiwum, co z resztą nie było kłamstwem. Poszła do pokoju i rzuciła się na łóżko w ubraniu. Natychmiast zasnęła. Kiedy obudziła się rano, słońce było już wysoko na niebie i patrzyło z politowaniem na zadufanych w sobie ludzi. Dziewczyna leżała jeszcze chwilę , usiłując sobie przypomnieć co się wczoraj stało. Kiedy jej się to w końcu udało, zwlokła się ze stęknięciem z łóżka i poszła do łazienki wziąć prysznic. Poczuła się po nim bardzo odświeżona. Założyła ulubione, wytarte spodnie i rozciągnięty podkoszulek ozdobiony napisem „ Dzień spędzony z dala od koni, to dzień zmarnowany”. Tosia postanowiła nie marnować tego dnia. Najpierw chciała pokazać Arturowi dokument, a potem pędzić do stadniny i opowiedzieć o wszystkim Borysowi. Odszukała telefon domowy i wybrała numer swojego pomocnika. Po paru sygnałach odezwał się znajomy głos. Tosia przekazała mu , że ma ważne informacje, i spytała czy może przyjechać. Powiedział , że będzie tam za pięć minut. Kiedy przyszedł , dziewczyna opowiedziała mu szczegółowo o swojej przygodzie, potem podała mu książkę. - Ja osobiście nic z tego nie rozumiem. Może ty to przeczytaj. Artur podjął się lektury. Kiedy skończył, był blady jak trup. Złapał marynarkę i powiedział Tosi. - Ubieraj się. Jest gorzej niż myślałem. Opowiem ci wszystko po drodze. Dziewczyna mocno zaniepokojona ubrała bluzę i zamknęła dom. Wsiadła do kabrioletu Artura i zapięła pasy. Mężczyzna ruszył szybko i wyjechał na autostradę. Po chwili milczenia odezwał się - Tak jak myślałem, ten facet, Kaczmarczyk, jest handlarzem koni. Od dłuższego czasu śledzimy go , ale jak dotąd nie udało nam się zdobyć dowodów. Raz go złapaliśmy , gdy przewoził konie w okrutnych warunkach , żeby oddać je do rzeźni. Niektóre pozdychały w drodze. Wszystkie były oszalałe ze strachu. Gdybyś słyszała ich kwik. Przeraźliwe , zrozpaczone rżenie. .. Zamilkł na chwilę . Wyglądał jakby zbierał siły na powiedzenie tego , co chciała wiedziec Tosia. - Nie chciałem cię straszyć. Wtedy, jakiś facet zapłacił kaucję za przeklętego handlarza. Wyszedł z paki i słuch o nim zaginął. Gdy twoja mama do mnie zadzwoniła, nie wiedziałem , że obie sprawy będą powiązane ze sobą. I nie chodzi tu tylko o Apolla, tylko o setki innych koni, które na pewno zasługują na lepszy los. Teraz musimy się śpieszyć. Może być już za późno , aby uratować twojego konia. Mogłem ci powiedzieć wcześniej. Przepraszam. Jego słowa zawisły w ciszy. Żadne z nich nie odzywało się. Tosia nie była zdolna aby się poruszyć. Oczy utkwione miała w mijany krajobraz, który przesuwał się jak w klatki w filmie. Strach zmroził jej serce. Serce , które oddała w całości temu jedynemu, prawdziwemu przyjacielowi. Przypomniała sobie chwile spędzone razem z koniem. Jego niezwykłość. Chwile które razem przeżyli. Przypomniał jej się także Sindbad. Straciła go. Teraz historia miała się powtórzyć. Jej umysł krzyczał z bólu. Nie fizycznego, a psychicznego. A ten był gorszy niż jakikolwiek inny. Wszystko w niej zwijało się z żalu, ale serce niezdolne było do choćby szeptu. W oczach pojawiły się łzy. Jakiś cichutki głosik przedarł się przez inne myśli i wyszeptał, „a może nie wszystko jeszcze stracone? Możesz go uratować. Znowu przywrócić nadzieję. Może będziesz razem z nim patrzeć na zachody słońca. Teraz to zależy od ciebie. ..” . Jak przez mgłę przedarł się do niej głos Artura. Rozmawiał przez telefon. Podawał jakiś adres i numery. Gdy odłożył słuchawkę , chciała poprosić go, o pożyczenie telefonu. Ale uzmysłowiła sobie, że nie ma do kogo zadzwonić. Była sama, samiuteńka. Nagle stanęła jej przed oczyma roześmiana twarz Borysa. Poprosiła Artura o telefon, głosem drżącym od tłumionych łez. Kiedy wybierała numer, pomyślała , jak to dobrze będzie usłyszeć czyjś przyjazny głos. Po paru sygnałach odezwał się przyjemny, niski i dobrze znany alt. Tosia powiedziała jego imię i rozpłakała się do telefonu. Artur delikatnie wyjął z jej rąk telefon i podał chłopakowi adres miejsca do którego teraz jechali. Zajechali przed brudny budynek, kręcili się tam już policjanci, na podjeździe stały radiowozy. Artur wysiadł, Tosia zebrała się w sobie i zrobiła to samo. Postanowiła być dzielna. Wysiadła z auta i chwiejnym krokiem podążyła za Arturem. Ten podszedł do młodego policjanta i rozmawiał z nim o czymś półgłosem. Tosia zaczęła się niecierpliwić. Jej koń umiera!!! Mężczyzna odwrócił się do niej. Popatrzył na nią z troską i odezwał się łagodnym głosem. - Tosiu, ja się tym wszystkim zajmę. Idź do samochodu. Twoja mama zaraz tu będzie. A widząc jej zbuntowaną minę dodał. - Proszę cię, ja sobie poradzę. Tosia chciała krzyczeć. Chciała się sprzeciwić Arturowi. Jak mogła siedzieć w aucie, kiedy jej koń umiera! Może nawet w tej chwili! Ta myśl zmroziła ją, nie była w stanie się poruszyć. Nie zauważyła nawet kiedy nie na żarty zmartwiony Artur odprowadził ją do wozu. Była jak w transie. Przed oczyma widziała błagalną minę Apolla gdy go ostatni raz widziała. Zatraciła się zupełnie w tym wspomnieniu. Dopiero gdy jej matka zastukała w okno i tym samym wyrwała ją z otumanienia , Tosia zaczęła coś kojarzyć. Gdy zobaczyła mamę w oknie natychmiast zamknęła się w wozie. Chciała być sama. Chyba przysnęła, nie rozróżniała już snu od jawy. W środku siebie czuła pustkę. Wiedziała że tej pustki już nic nie wypełni. Przy budynku zobaczyła Borysa. Kręcił się miedzy wozami policyjnymi i nie za bardzo wiedział co ze sobą zrobić. Tosia wypadła z samochodu i podbiegła do niego. Stanęła niezdecydowana. Chciała się do niego przytulić, poczuć zapach jego perfum, niczym się już nie martwić. Nie chciała jednak żeby pomyślał sobie o niej niewiadomo co. Ale Borys nie namyślał się ani chwili, przytulił ją mocno do siebie. Zrobiło jej się ciepło w sercu. Tosia zamknęła oczy i wdychała TEN zapach. To nie były tylko perfumy. To był

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych