Wróć do katalogu

Apollo - prawie jak bóg cz.6

wreszcie koniec:) Niecierpliwie czekam na wasze opinie.

tayco, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Poniedziałek. Pierwszy dzień w nowej szkole. Złośliwe szepty i nieżyczliwe spojrzenia. Dziewczyny z wymalowanymi na różowo paznokciami i w połyskliwych ciuchach. Chłopcy opowiadający sprośne żarty i umiejący rozprawiać tylko o piłce nożnej. Tosia usiadła sama, Niechciała żadnego towarzystwa. Jak zwykle milcząca, nie odzywała się ani słowem do swoich rówieśników. Komuś zginęła krowa, zdechł królik. Zwyczajna wiejska rzeczywistość. Ale nie ma w niej miejsca dla Tosi , o nie. Zaraz po szkole wróciła do domu, odebrała ją mama. Na centrum składały się dwa sklepy spożywcze , obskurna żulernia i fryzjer. Trzy domy na krzyż i to wszystko. Po prostu świetnie. Tosia weszła do domu i cisnęła plecak pod ścianę. Było stosunkowo wcześnie. Dziewczyna była zmuszona znaleźć sobie coś do roboty, była bliska szaleństwa. Wyszła przed dom i mimowolnie skierowała swoje kroki do starej stajni. Popchnęła ciężkie, nienaoliwione drzwi. Jęknęły w głośnym proteście. Stanęła na progu. Słońce oświetlało wnętrze budynku. Drobinki kurzu wirowały w powietrzu. Podłogę stanowiło zwykłe klepisko. Tosię uderzył zapach siana, kurzu i stęchlizny. Zrobiła krok do przodu. Po prawej stronie pod ścianą była usypana ogromna hałda zatęchłej słomy. Na drugim końcu stajni były boksy dla koni i krów. Na ścianach wisiał sprzęt do jazdy konnej i orki. Wszystko pokrywała gruba warstwa kurzu i pyłu. W sumie dałoby się coś z tego jeszcze zrobić. Tosia otrząsnęła się z niedorzecznych myśli i zatrzasnęła drzwi. Zobaczyła co chciała i więcej tam nie wejdzie. Wzięła blok rysunkowy i ołówek, i poszła nad odkryty wcześniej strumyczek. Usiadła na “swoim” kamieniu i zaczęła szkicować gęste zarośla nad strumykiem. Po krótkim zastanowieniu na gałązce jednego z krzewów dorysowała maleńką wróżkę z kocimi oczami . O , i drugą. Strumyk cichutko szemrał jakąś historię i Tosia żałowała , że go nie rozumie. - Ładnie rysujesz. Tosia podskoczyła na kamieniu i ołówek wpadł jej do strumyka. Odwróciła się i dostrzegła za sobą tego chłopaka , który jechał wcześniej na czarnym koniu. Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i zaczerpnęła powietrza. Serce biło jej szybko ze strachu. Chłopak wpatrywał się w nią uważnie. - Czy ty chcesz żebym dostała zawału? Jak można tak się podkradać do ludzi i ich straszyć? Co ty sobie w ogóle wyobrażasz ? Ten tylko roześmiał się w odpowiedzi i spojrzał na nią kpiąco. Tosia uspokoiła się trochę i dopiero teraz przyjrzała się chłopakowi. Nie był dużo starszy od niej, w oczach dostrzegła roześmiane błyski. Zdecydowanie nie był podobny do miejscowych chłopców. Może w końcu by się nie nudziła. Nie wiedziała , że kiedyś zatęskni za jakimś towarzystwem. Zwłaszcza za towarzystwem chłopaka. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie szelestem liści i traw. Po chwili odezwał się chłopak - Więc to ty jesteś tą nową dziewczyną , która wprowadziła się do starej rezydencji Koczarskich? Mieszkałaś w mieście, prawda? Tosia szeroko otworzyła oczy ze zdumienia. - Skąd o mnie tyle wiesz? Chłopak roześmiał się serdecznie. - To mała wieś, wieści rozchodzą się bardzo szybko. W ogóle to jestem Florek. Dziewczyna westchnęła , nie lubiła się przedstawiać. - A ja Tosia. Chwilę milczeli. - Nie lubisz swojego imienia , prawda? Nie przejmuj się , ja też nie. Tosia uśmiechnęła się lekko. W sumie już się przyzwyczaiła. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Pewnie do pustki w sercu i ciężkiej ciszy też. Tylko potrzeba czasu. A teraz miała go w nadmiarze. Wyrównała brzegi kartek i zdmuchnęła ślady gumki z rysunku. Powiedział , że ładnie rysuje, ciekawe ile czasu jej się przyglądał. - Jeździsz konno? Pytanie zadane przez chłopaka zawisło ciężko w powietrzu. Tosia wzięła głęboki wdech, zacisnęła dłoń w pięść , paznokcie wbiły jej się skórę. Z całej siły starała się nie okazać jak czułego punktu dotknęło to niewinne pytanie. Ale Florek był bardzo uważnym obserwatorem. Zauważył , że dziewczyna zmaga się ze sobą , przybranie luźnego tonu sprawia jej wielką trudność. - Nie. Już nie. Chłopiec był na tyle taktowny żeby nie poruszać więcej tego tematu. Ale postanowił dowiedzieć się o co chodzi. Tosia wstała z kamienia i nerwowo pozbierała swoje rzeczy. - Muszę już iść. Do zobaczenia. I nie zostawiając mu czasu na odpowiedź odbiegła w kierunku domu. **** Następnego dnia po szkole pobiegła nad strumyk z nadzieją spotkania Florka. Zadyszana dotarła na miejsce, ale ku własnemu rozczarowaniu nikogo nie zauważyła. Usiadła pod drzewem żeby złapać oddech. Przez poprzednią noc ukształtowało się w niej niezłomne postanowienie, musiała porozmawiać natychmiast z tym chłopcem. Kiedy chciała już odejść, pojawił się jak zwykle bezszelestnie i niespodziewanie. - Czekasz może na kogoś ? Zapytał z ironią w głosie i ze swoim kpiącym uśmiechem .Tosia zmieszała się , ale zaraz wróciła jej pewność siebie. - Posłuchaj mam do ciebie pewną sprawę. W zasadzie chciałam cię o coś prosić. Wiem , że jeździsz konno, widziałam cię na koniu. Chcę cię prosić o pewną przysługę. Pozwól mi wsiąść na konia, ale proszę, nie zadawaj żadnych pytań cokolwiek by się nie działo. Wiem , że to trochę dziwnie brzmi, może nawet zwariowałam. Chcę po prostu coś sprawdzić. Idziesz na to? Florek uniósł brwi w zdumieniu. Przypatrywał jej się dłuższą chwilę, po czym odezwał się poważnym głosem. - Okay, ide na to. Żadnych pytań. Ależ ty masz wymagania dziewczyno. Jeśli chcesz możemy zacząć od razu. Merci stoi kawałek stąd i obżera się trawą. Tosia przygryzła wargi, sprawiała wrażenie , jakby się wahała czy to co zrobiła jest dobre. Ale szybko się opanowała i uśmiechnęła się z wdzięcznościa do chłopaka. - Jasne, idziemy. Przeszli przez rzadkie zarośla, i weszli na małą łąkę porośniętą koniczyną. Na środku stał Merci, jego długa czarna grzywa lśniła w słońcu . Nie był do niczego przywiązany, ani myślał uciekać mając taki rarytas pod nosem. Florek uważnie obserwował reakcje Tosi. W jej oczach wyczytał strach, niepewność i wielki smutek. Podszedł do konia i pogłaskał go po chrapach. Tosia niepewnie szła za nim. Merci podniósł głowę i przeżuwając trawę łypał na nią spod oka. - Merci to straszna szelma. Ale jak ktoś umie jeździć to nie jest tak źle. Nie wiem jak ty jeździsz , miałem nie pytać. Ale wsiądź zobaczymy jak ci pójdzie. Tosia bez słowa wskoczyła na siodło. Florek podał jej wodze. Spojrzał na nia niepewnie. - Trzymac cię, czy dasz radę? Tosia wzięła głęboki wdech. Zacisnęła palce na wodzy, i zamiast odpowiedzi ścisnęła konia łydkami. Merci z rozrzewnieniem zostawił kępę koniczyny i ruszył stępem. Tosia objechała powoli polankę dookoła. Potem przyspieszyła konia do kłusa. W jej ruchach można było wyczuć determinację. Chłopak podziwiał jej styl jazdy. W życiu nie widział żeby ktoś tak dosiadał konia, Tosia wyglądała jakby spędziła całe życie w siodle. Swobodna postawa, wyczucie ruchów, zgranie z koniem. Światło iskrzyło się w jej złotych włosach, brązowe oczy radośnie błyskały. Merci wyczuł, że nie ma na sobie byle jakiego jeźdźca. Bez żadnych protestów wykonywał polecenia Tosi. Kiedy podjechała do chłopaka , jej twarz jaśniała szczęściem. Zniknęła niepewność. Zeskoczyła zgrabnie na ziemię tuż obok Florka. Oddała mu wodzę i z wdzięczności rzuciła mu się na szyje. - Dziękuję. Po prostu dziękuję. Nie masz o niczym pojęcia, ale po prostu musiałam się zmierzyc z przeszłością. I zacząć z powrotem żyć. Dziękuję. Chłopak popatrzył na nia w zadumie i nic nie odpowiedział pogłaskał konia po grzbiecie, poprawił mu siodło. Odwrócił się do Tosi z tym samym zamyślonym wyrazem twarzy. Tosia pomyślała , że powinna już iść. Pożegnała się z nim i ruszyła w kierunku domu. Teraz była pewna. Że wszystko potoczy się zupełnie inaczej. Z tym też przeświadczeniem zasypiała wieczorem w swoim pokoju. Już nie przeszkadzała jej cisza za oknem. **** Mama weszła do pokoju Tosi i odsunęła zasłony. Poranne słońce wlało się do pokoju przepędzając cienie nocy. Delikatnie potrząsnęła Tosią. Kiedy dziewczyna otworzyła oczy , mama powiedziała żeby jak najszybciej się ubrała i zeszła na dół. Zaspana Tosia z jękiem zwlokła się z łóżka i spojrzała na zegarek. Była 5:10 . Zastanawiała się co też mogło się wydarzyć, że mama obudziła ją tak wcześnie. Ubrała się i z tupotem zbiegła po schodach. Przy stole w jadalni siedziała jej mama i dwie osoby odwrócone do Tosi plecami. Kiedy stanęła na dole , jedna z nich odwróciła się do niej, a Tosia rozpoznała Borysa. Zdumiona wpatrywała się w niego , jakby ujrzała ducha. Chłopak był wyraźnie zakłopotany. Patrząc w ziemię wybąkał jakieś przywitanie. Od stołu wstał drugi mężczyzna, był nim Artur. Mama Tosi wydawała się zaskoczona tą jakże wczesną wizytą. Artur odezwał się radośnie. - Tosia, jak ja cię dawno nie widziałem! Pewnie zastanawiasz się , czemu tak wcześnie wyciągnęliśmy cię z łóżka , prawda? Otóż mamy dla ciebie niespodziankę. Artur był radosny, uśmiechał się od

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych