Aukcja
Opowieść o rodzinnej miłości i o tym, co taka miłość może spowodować
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}Jak chcesz coś sprzedawać to to musi nie tylko dobrze działać ale i dobrze wygladać.{/i} {b}Łukasz Wrześniewski{/b} {i}Jeżeli nie możesz sprawić by działało dobrze - spraw chociaż by dobrze wyglądało{/i} {b}Bill Gates{/b} {i}Na szczęście większość z tego, co można kupić jest nam niepotrzebne.{/i} {b}Korneliusz Smolik{/b}
Tomasz wstał z łóżka przed południem. Była sobota, więc pozwolił sobie przespać się dłużej niż zwykle. Jak każdego dnia podszedł w pidżamie do komputera i spojrzał na licytowane przez siebie aukcje internetowe. Ktoś przebił jego cenę za stare altusy 110. Sytuacja ze sprzedawaną przez niego matrycą pozostała bez zmian. Nagle zobaczył, że wygrał właśnie licytowany amplituner Radmora. Ucieszył się bardzo, gdyż "polował" na ten sprzęt od bardzo dawna. Szybko zbiegł na parter, by pochwalić się tym faktem z ojcem. Oboje kochali sprzęt audio, ojciec prowadził nawet duży sklep z nagłośnieniem. Tomasz wbiegł do kuchni, gdzie rodzice przygotowywali śniadanie. Mimo, że mieli tylko dwóch synów, zawsze przygotowywali dużo jedzienia. Jednak śniadanie nie sprowadzało się jedynie do spożycia posiłku. Rodzina Kuligów bardzo się kochała, spędzała wiele godzin we własnym towarzystwie. Zwykle każdy posiłek trwał około półtorej godziny. - Tato! - krzyknął Tomasz. Ojciec obrócił się do niego. - Słucham? - Kupiłem tego Radmora. Przelej pieniądze w banku, chcę już go jak najszybciej zobaczyć. - powiedział szybko. Ojciec zaśmiał się przyjaźnie. - Dobra, bo ci zabraknie tchu. Po południu pójdę do banku. Też chętnie bym go zobaczył. - Co zobaczył? - spytał starszy syn państwa Kuligów, Grzegorz. - Kupiłem Radmora! - Ten amplituner? - spytał Grzegorz. Niedawno rozpoczął studia na akademii muzycznej, również interesował się sprzętem grającym. Był cztery lata starszy od Tomasza, który miał skończyć w tym roku gimnazjum. - Gratuluję. - Dziękuję. - Kto chce troche jajecznicy? - spytała nagle pani Kulig. Wszyscy zasiedli przy stole i rozpoczęli śniadanie. Po trzydziestu minutach Grzegorz zwrócił się do ojca. - Mówiłeś im o wyjeździe? - Właśnie! Zapomniałem. - powiedział pan Kulig. - Jutro rano musimy z Grzesiem pojechać do Niemiec na tydzień. Mamy konsultacje w sprawie nowego lokalu w Monachium. Chcemy od razu załatwić wyposażenie i transport produktów. - zrobił pauzę, popijając sok pomarańczowy. - W końcu firma się rozbudowywuje, będziemy mieć drugi sklep. - Czemu nie powiedzieliście o tym wcześniej? - zapytał Tomasz. - Miała to być niespodzianka. - Jest, i to wspaniała. - powiedziała entuzjastycznie pani Kulig i ucałowała męża w policzek.
Następnego dnia Tomasz pożegnał ojca i brata. Następnie pobiegł szybko do komputera i sprawdził skrzynkę mailową. Tak jak myślał dostał potwierdzenie o wysłaniu paczki z Radmorem. Ucieszył się bardzo. Ten amplituner kosztował go wszystkie oszczędności, ale był to sprzęt wręcz "zabytkowy". Dla niego, zagorzałego miłośnika takich rzeczy było to wręcz bezcenne. Podobnie dla jego ojca i brata. Matka nie czuła takiej miłości do amplitunerów, głośników, mikrofonów i wszelkiego rodzaju tunerów, ale za każdym razem cieszyła się ze wszystkimi. Cała rodzina żyła sprawami wszystkich jej członków. Na kolejny dzień amplituner dotarł do domu Kuligów. Tomasz z szerokim uśmiechem na twarzy usiadł na podłodze w salonie i zaczął otwierać paczkę. Jednak po rozpakowaniu uśmiech szybko zniknął z ust chłopaka. Owszem, był to Radmor, jednak model nowszy niż ten, który kupił Tomasz. W dodatku był całkowicie zniszczony. Nie miał ani jednej gałki na potencjometrach, wyświetlacz był pęknięty, obudowa zadrapana i miejscami dziurawa. Chłopak zasmucił się. Wiedział jednak, że na aukcjach internetowych zdarzają sie pomyłki. Postanowił napisać maila do mężczyzny, od którego kupił sprzęt. Odpowiedź dostał jeszcze tego samego dnia: "Ten towar zamówiłeś. Nie mam modelu, o którym piszesz. Nigdy nie miałem. Uszkodzenia musiały nastąpić podczas przejazdu przesyłki pocztą. Takie rzeczy kupuje się na własną odpowiedzialność, nie ma mowy o jakimkolwiek ubezpieczeniu. Nie akceptuję reklamacji. Żegnam." Tomasz porozmawiał na ten temat z matką. Uzgodnili, że zadzwoni do sprzedawcy, żeby wszystko dokładnie przedyskutować. - Dzień dobry. - powiedział Tomasz do słuchawki. - Dzwonię w sprawie tego Radmora. Proszę pana... - Słuchaj gówniarzu. - przerwał mu ostro głos po drugiej stronie. - Nie mam tego gówna, o którym mi pisałeś. Nigdy takiego na oczy nie widziałem! Jeśli myślisz, że wyłudzisz ode mnie zwrot pieniędzy, to sie przeliczyłeś! - Proszę pana, naprawdę... - Nie usłyszałeś debilu? - Usłyszałem. - Więc odwal się już ode mnie. - zakończył szorstko rozmówca i odłożył słuchawkę. Tomasz siedział przy telefonie niezadowolony. Bardzo niezadowolony. Upewnił się, że matka wyszła do ogrodu i wykręcił numer do ojca. - Tak? - odezwał się znajomy głos. - Cześć tato. - przywitał się Tomasz. - Cześć synku. Jak tam? Radmor dotarł? Tomasz opowiedział ojcu wszystko po kolei i dokładnie. Na chwilę zapadła cisza. W końcu pan Kulig znów się odezwał. - Niemiłe to było... - Masz racje. Co z tym zrobimy? - Zostaw to mi i Grzesiowi. Jeśli jest tak jak mówisz, to nie ma co dzwonić do tego pana. Pewnie od razu odłożyłby słuchawkę. Zaraz... Pamiętasz gdzie schowałem tę kartkę z danymi do przelewu? - W wewnętrznej kieszeni kurtki. - odpowiedział Tomasz. Znowu zapadła cisza. - Mam. - odezwał się po chwili ojciec. - Jest adres. Jak dobrze, że zapamiętałeś. Skoro nie porozmawiamy z nim przez telefon to myślę, że pojedziemy z Grzesiem do niego jak będziemy wracać. To będzie po drodze. Chciałbym to wszystko wyjaśnić. Postąpił nieuczciwie. - No właśnie. Dziękuję ci. - powiedział zadowolony. Z ogrodu zawołała go matka. - Musze lecieć, mama czegoś ode mnie chce w ogrodzie. Pa, do zobaczenia w poniedziałek. Kocham cie. - Też cie kocham synku.
Kilka dni później pan Kulig z Grzegorzem byli w drodze powrotnej do domu. Minęło południe. Niebo było czyste, drzewa przy drodze soczyście zielone, a słońce świeciło jasno nad dachem samochodu. Mieli jeszcze kilka minut drogi do miejscowości, w której mieszkał sprzedawca. Wyjechali…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kokon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…