Wróć do katalogu

Bartek i strach

Krzaki były gęste, a teren miękki i podmokły. Bartek nie zapadał się w ziemi, ale nie mógł nabrać odpowiedniego tempa. W trampkach chlupała woda. Nie czuł jednak wilgoci, a jedynie strach.

Obłuda.T, opublikowano , 7 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Bartek biegł przez kłujące chaszcze. Płakał, ale nie z bólu. Płakał ze strachu. Prawie nie czuł zmęczenia, ani zadrapań spowodowanych przez igły jeżyn. Tak bardzo lubił owoce tych krzewów, potrafiły mu sprawić tyle przyjemności, teraz zadawały rany, chwytały za ubranie. Tak jakby chciały go zatrzymać. To jednak nie miało znaczenia. Miał w ręku zegarek i wiedział, że musi zdążyć. On czekał na miejscu i liczył każdą sekundę. A każda sekunda spóźnienia, równie dobrze mogła okazać się wyzwiskiem, lekkim kuksańcem, co bolesnym uderzeniem w brzuch. Na brzuchu nie było widać siniaków.

Miał dobry czas. Zdążył oddać płytę do wypożyczalni przed szesnastą, zostało mu jeszcze ponad piętnaście minut. Biegł ile miał sił w nogach. Przed zakrętem postanowił zaryzykować. Mógł poruszać się ulicą, drogą, którą znał dobrze, i najprawdopodobniej by zdążył. Lecz Rafałowi to mogło nie wystarczyć. Mógł powiedzieć, że jego zegarek pokazuje inny czas. Jego sąsiad nigdy się nie mylił. Właściwie mylił się czasem, ale Bartek już od dawna nie dostrzegał różnicy. Bał się tak bardzo, że stracił pewność, kiedy Rafał go sprawdza, kiedy kłamie, czy też rzeczywiście się myli. Zawsze miał rację, to była jedyna prawda.

Musiał mieć pewność, że zdążył na czas. Minuta wcześniej mogła nie wystarczyć. Zdecydował się pobiec kawałek prosto, a później zboczyć na polną drogę. Miał całkiem niezłe poczucie kierunku, wiedział, że jeśli ruszy na przełaj i pójdzie po linii prostej, znacznie skróci drogę. Kto wie, może jeśli będzie pięć minut przed czasem i wytłumaczy Rafałowi jak to się stało, poprawi mu tym humor. Może nie będzie się już wściekał i będzie fajnie. Będzie dobrze, znów zaczną być świetnymi kumplami. Oczywiście, aż do czasu, gdy Rafałowi znów odbiję, a nie sposób było tego przewidzieć.

Droga okazała się jednak bardzo trudna do przejścia. Krzaki były gęste,a teren miękki i podmokły. Bartek nie zapadał się w ziemi, ale nie mógł nabrać odpowiedniego tempa. W trampkach chlupała woda.Jednak nie czuł wilgoci, a jedynie strach. Był jak małe zwierzątko osaczone przez drapieżnika. Żadnej drogi ucieczki, całkowite oddanie się woli prześladowcy. Nie myślał, działał instynktownie, adrenalina dodawała sił.

Gdy minął ostatnie drzewa i dostrzegł w oddali piaskową górkę, ich wspólną „bazę”, miejsce zabaw, łzy ciekły mu z oczu. Płakał ze strachu, wiedział, że się spóźnił. Zaryzykował, popełnił głupi błąd i zapłaci za to. Należało mu się, był frajerem. Serce biło w piersi jak silnik sportowego auta. Prawie się trząsł. Dostrzegł w oddali Rafała. Siedział ze skrzyżowanymi nogami i patrzył w jego stronę. Nie wyglądał na wściekłego, ale to nie wróżyło najlepiej. Gdy był mocno zdenerwowany, furia przechodziła mu tak szybko, jak się pojawiała. Wybuchał intensywnie i momentalnie nabierał spokoju. Natomiast na chłodno potrafił być okrutny. Wtedy Bartkowi się zdawało, że Rafał planuje każde uderzenie, każdą obelgę. Potrafił być przerażający.

Rafał wstał i przyglądał się w milczeniu człapiącemu koledze. Nie było sensu biec, Bartek starał się jak najbardziej odwlekać karę. W żołądku czuł nieprzyjemny ścisk. Zrobiło mu się słabo. Rafał ruszył, przez chwilę patrzył gdzieś w przestrzeń. - I co nic nie mówisz? – zapytał bez emocji. Bartek spróbował się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych