Wróć do katalogu

Beatrice

Poetycka opowieść o niespelnionej miłości. I pewnie jeszcze o czymś.

krzyh, opublikowano , 23 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Beatrice

W lokalu panował przyjemny półmrok. Cicha jazzowa muzyka sączyła się z głośników. Barman badawczym okiem zerkał na Karola i Łukasza. Wypity alkohol zdążył im już lekko zaszumieć w głowach. Rozmowa nabrała swobodnego charakteru. -....a pamiętasz tę hecę ze zdjęciem Weroniki ? - Karol pochylił się nad Łukaszem. - Hecę ? - No nie pamiętasz ? Na przerwie między lekcjami z jakiegoś podręcznika wypadło ci zdjęcie Weroniki, a ja dla żartów zabrałem je i nie chciałem oddać...Aleś się wtedy wściekł.. - To nie było zdjęcie Weroniki . Stwierdził z nieoczekiwaną powagą . Karol nie zwrócił uwagi na poważny ton, jaki zabrzmiał w głosie Łukasza. - A pamiętasz jak Maciek.... - Myślisz o niej ? - zapytał nagle Łukasz. - Dlaczego pytasz ? - Bez szczególnego powodu - wzruszył ramionami - Maciek przysłał mi na święta kartkę z Francji. Tobie pewnie też przesyłał ... To pewnie zauważyłeś, ze zawsze była podpisana przez niego i Weronikę. Tę, którą dostałem podpisał tylko Maciek.... - Podejrzewasz , że nie są już ze sobą?. - Nie, co ty ! Nie podejrzewam, ale ...- Łukasz urwał wbijając zmieszane spojrzenie w pusty kieliszek. Nawet po tylu latach wciąż miał przed oczami jej rozpromieniona twarz. I chociaż tyle się zmieniło w jego życiu, ten widok nie znikał. Zapadła nieprzyjemna chwila milczenia. Gęsty papierosowy dym leniwie wirował nad ich głowami. Barman spoglądał na nich wyczekująco. Łukasz zerknął na zegarek. - Agata będzie wściekła ...Pora na mnie. - No, skoro musisz ... - Niestety.- Łukasz wyciągnął dłoń na pożegnanie. Oboje unikali swoich spojrzeń. Mogli dostrzec w nich naiwne pragnienie, któremu było na imię "Weronika". Tę malutką, tlącą się iskierkę, wstydliwie ukrytą na dnie serca. Nie było potrzeby jej wzniecać.

**

Maciek uważnie przyglądał się Weronice. Siedziała w drugiej ławce pod oknem. Nie mogła dostrzec jego niecierpliwego spojrzenia. Mimo tego był pewien, że wyraźnie czuje jego wzrok na plecach. Chwila kiedy odwróci się w jego stronę wydawała się być nieuchronna. - Nowakowski ! - usłyszał ostry jak brzytwa głos - Nowakowski ! Maciek zwrócił wzrok na stojącą za biurkiem nauczycielkę. - Nowakowski ! Znowu nie uważasz ! - grzmiała - Jakie było pytanie ?! I wstań jak do Ciebie mówię. Wstał. Nie zmarnował tej okazji. Wszystkie oczy w klasie skierowały się w jego stronę. Łukasz i Karol z lekkim niepokojem patrzyli na swojego kolegę. Ale on wśród tych wszystkich wpatrzonych w niego twarzy, wybrał tę jedną, na której tak bardzo mu zależało. Zajrzał w ciemnozieloną głębię oczu Weroniki i bardzo wyraźnie ujrzał swoje odbicie. - Nie wiem ...- odpowiedział nauczycielce, uśmiechając się rozbrajająco.

**

Jedną z ulubionych zabaw z czasów dzieciństwa Karola, Łukasza i Maćka stanowiło budowanie piaskowych zamków w osiedlowej piaskownicy. Stawiając niezliczoną ilość budowli z czasem wyspecjalizowali się w tworzeniu ich poszczególnych elementów. Maciek stawiał fundamenty, Karol wznosił wieże, Łukasz otaczał zamek murami. Zbudowaną z wielkim trudem budowlę z równie wielkim zapałem burzyli. Zaraz jednak na jej ruinach powstawała nowa: jeszcze większa, z jeszcze wyższymi wieżami i potężniejszymi murami. Kiedy w klasie maturalnej pojawiła się Weronika, wydawało się, że ich wspólnie budowana forteca nie jest lepsza od poprzednich: fundamenty zapadały się, wieże niebezpiecznie chyliły się, mury pękały. Nie wróżyło to nic dobrego.

**

Dziewczyna, która przed chwilą usiadła za nim wydała się Łukaszowi znajoma. Przypomniał sobie skąd ją zna. To ją zawsze spotykał na przystanku, gdy czekał na tramwaj spiesząc się do szkoły. To ona, gdy zaczął studiować czekała na ten sam pociąg, którym dojeżdżał na uniwersytet. To jej twarz mignęła mu parę razy w okolicy bloku, w którym mieszkał. Zdał sobie sprawę, że dzisiejsze spotkanie w uniwersyteckiej bibliotece nie jest pierwsze. Nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi na zastanawiającą przypadkowość ich spotkań. Zaniepokoił się tym spostrzeżeniem. Ale to było coś jeszcze innego. Trudne do ukrycia podenerwowanie. Mimo, ze usiadła za nim, uświadomił sobie, że chociaż nigdy się jej nie przyglądał, zna ją doskonale: kolor jej oczu, zapach jej włosów, nawet liczbę piegów na jej nosie. "Czyżby to była ona?" pomyślał z radością i ze strachem. Wyrazy naukowego tekstu, który właśnie czytał, nie chciały się ułożyć w żaden sposób w logiczny ciąg zdań. Wtedy tego jeszcze nie wiedział, ale po raz pierwszy usłyszał bardzo wyraźnie bicie swego serca - Przepraszam ...- usłyszał zza pleców i poczuł czyjś dotyk na ramieniu - Czy mogę pożyczyć na chwilę długopis ? Oczy Agaty wpatrywały się wprost w niego.

**

- Kochasz mnie ? zapytała niespodziewanie - Tak ...Jasne...- odpowiedział Karol, zajęty porządkowaniem papierów na swym wielkim biurku. - Ale czy naprawdę mnie kochasz ? Iwona, jego nowopoślubiona małżonka, była nieustępliwa. - O co ci chodzi ? Przecież powiedziałem... - Nie złość się chcę tylko wiedzieć: czy naprawdę mnie kochasz ? - Oczywiście, że cię kocham. - odrzekł spoglądając na nią. Nie mógł oprzec się wrażeniu, że twarz jego żony wcale nie jest, jak sądził, podobna do Jej twarzy. Zdał sobie też sprawę, że coraz częściej i coraz większą natarczywością odnosi takie wrażenie.

**

Zapomniany przystanek autobusowy odstraszał swoim zdewastowanym wyglądem. Otoczony mrokiem nocy Maciek czekał samotnie. Upływały minuty, czas uciekał nieubłaganie. Ale czarna otchłań pozostawała nieprzenikniona. Zrozumiał, że tak już pozostanie na zawsze. Ruszył przed siebie. Blady blask tarczy księżyca, pożeranej przez ołowiane chmury, prowadził go asfaltową drogą. Przyspieszył kroku. Szedł coraz szybciej. Starał sobie przypomnieć gdzie jest i co tutaj robi, ale nie potrafił. Narastający strach był coraz trudniejszy do opanowania .Zaczął biec. Na plecach czuł zimny oddech pustki. Dopiero po kilku minutach przystanął. Dostrzegł zbliżającego się, niedbale ubranego , brodatego mężczyznę. - Gdzie ja jestem ?! Co to za miejsce ?! Kim pan jest ?! Maciek prawie krzyczał. W pustych oczodołach nieznajomego nie znalazł odpowiedzi. Przerażony odepchnął go, a ten bełkocząc coś pod nosem odszedł w mrok nocy . Maciek znieruchomiał. Padł na kolana pod ciężarem gęstniejącej ciemności. Powoli znikał w jej czeluściach. "To tylko zły sen. Nie bój się, już dobrze...To tylko zły sen ..." usłyszał dochodzący z daleka Jej szept. Otworzył oczy. Znajome ściany pokoju, znajomy sufit ...i znajoma nocna szafka przy łóżku, na której leżał skromny pierścionek z malutkim brylantowym oczkiem. Maciek chwycił go i obracając w palcach głośno westchnął: - Jak dobrze, że jesteś ...że będziesz...

**

"Pamiętam, że tego dnia padał deszcz. Niby nic wyjątkowego, a jednak. Zima w pełni, kilka dni po Nowy Roku, a padał deszcz. Wracałem do domu: malutkiego mieszkanka na ostatnim piętrze dziesięciopiętrowego bloku. Przechodziłem obok przystanku tramwajowego, gdy dostrzegłem schowaną pod dachem wiaty Weronikę. Serce zabiło mi mocniej, ale nie zatrzymałem się. Weronika rozpoznała mnie. W szkole nie zawsze mnie poznawała. Otaczała ją grupka wielbicieli, z których moi dwaj kumple: Maciek i Karol byli najwytrwalsi. Karolowi zresztą udało się przekonać Weronikę do siebie i pod koniec klasy maturalnej stanowili nieodłączną parę...Ale i tak kilka lat później wyjechała z Maćkiem do Francji...No tak, ale nie o tym chciałem...Wtedy Weronika mnie rozpoznała. Zawołała. Nie mogłem uciec, chociaż właśnie to najchętniej bym uczynił... Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że Weronika od dłuższego czasu czekała na tramwaj i powoli traciła cierpliwość. W dodatku nie zabrała ze sobą parasola, a bardzo nie lubiła moknąć. Opanowałem lekkie drżenie dłoni. I chaotyczne, rozbiegane myśli. Nieśmiało zaproponowałem ,że mogę odprowadzić ją do domu, a parasol, który na wszelki wypadek zabrałem, ochroni nas przed nieustannie padającym deszczem. Powiedziałem to tak cicho, że musiałem powtórzyć....Chyba się ucieszyła, bo zanim zdążyłem pojąć na co się odważyłem, chwyciła za ramię i przysunęła do mnie. Poczułem rozlewającą się falę gorąca. Ruszyliśmy. Weronika mówiła o czymś, ale nie pamiętam już o czym. Kątem oka co chwila na nią zerkałem. I nie mogłem przestać myśleć o tym, że idziemy razem. Obok siebie. Ja i ona. Jeszcze nigdy nie była tak blisko... Wkrótce dotarliśmy pod wieżowiec, w który mieszkała. Pomyślałem przez chwilę, że to doskonała - być może jedyna - okazja, żeby wyznać jej coś naprawdę ważnego. Żeby jej powiedzieć kim naprawdę dla mnie jest. Jak bardzo chciałbym z nią być. Ale zaraz też uświadomiłem sobie, że takie szczere wyznanie mogło by się jej wydać co najwyżej śmieszne... No pożegnanie powiedzieliśmy sobie "cześć" i każdy odszedł w swoją stronę. Ale Weronika nagle zatrzymała się. Podbiegła do mnie. Zapytała: czy nie wybrałbym się z nią na dyskotekę. Odpowiedziałem "bardzo chętnie", chociaż nie potrafiłem tańczyć. Przez cały tydzień żyłem tym, a ona i tak nie poszła z kim innym. Może zapomniała. Może to było tylko taki żart...A może wcale tak do mnie nie powiedziała. To było tak dawno temu...Może wszystko mi się poplątało...To było tak dawno...Może tego dnia wcale nie padał deszcz. - Czy ....czy ja panu ją przypominam? - młoda blondynka siedząca na ławce obok Łukasza zapytała zmieszana. - Chyba nie ....Raczej nie...Wcale...Tak tylko chciałem o tym komuś powiedzieć... Podniósł się z trudem z ławki. Powolnym, ociężałym krokiem, podpierając się drewnianą laską, odszedł. Pozostawił za sobą zdziwione spojrzenie nieznajomej dziewczyny.

**

Głos w słuchawce rozbrzmiewał donośnie. - ....możemy sobie pogratulować. Odnieśliśmy kolejny sukces i ...zarobiliśmy dużo pieniędzy. - Tak zarobiliśmy ....- Karol pokiwał głową. Zapanowała krótkotrwała cisza. - Acha, pytałeś mnie też o tę dziewczynę....jak jej ...Weronikę. - głos z wyraźnie niepolskim akcentem, przerwał milczenie. - Pytałem, wiesz coś o niej ? - Karol mocniej przycisnął słuchawkę do ucha. - Niestety, moi francuscy wspólnicy nic o niej nie słyszeli. - Na pewno? Pytałeś ich o Weronikę. O Weronikę Nowakowską? A może wiedzą coś o jej mężu, Macieju Nowakowskim? - Tak, podałem im to nazwisko, ale nic z tego....A wiedzieliby, bo mają znajomości....Może zmienili nazwisko .... - Może ....W każdym razie, dziękuję Jean-Paul. Odezwę się. - Nie wątpię. Trzymaj się. Pozdrowienia dla Twojej małżonki - Dzięki, cześć. Karol odłożył słuchawkę. Zapatrzył się w odległy, nierealny punkt. Przez chwilę miał wrażenie, że wszystkie jego myśli w popłochu uciekają z głowy, pozostawiając pulsującą pustkę. W dłoni trzymał pocztówkę. To była jedna z wielu, które schowane na dnie starej szafy przechowywał w niedużym kartoniku. Obejrzał ją jeszcze raz, chociaż robił to już tyle razy....Na jednej stronie: strzelista wieża Eiffla, na drugiej pozdrowienia z Paryża od Weroniki i Maćka. I tak jak na wszystkich pozostałych kartkach nadesłanych przez jego przyjaciela brakowało adresu. - Gdzie jesteś... ? Karol wyszeptał cicho.

**

Wielki pasażerski samolot z ogromną prędkością przemierzał błękitną przestrzeń nieba. Jaśniejąca kula słońca wisząca nad nim wyznaczała kierunek…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych