Wróć do katalogu

[.]

Młoda dziewczyna, przebywająca na wakacjach u wujostwa, wyjaśnia znaczenie tajemniczej kropki, zaznaczonej na starym szkicu.

black orchid, opublikowano , 27 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Obudziło ją natarczywe i głośne krakanie. Przeciągnęła się, odrzuciła z rozmachem kołdrę i podeszła do okna. Zachmurzone, szarosine niebo i uginające się pod wpływem silnych podmuchów wiatru delikatne brzozy, nie zwiastowały nic dobrego. Czarne ptaszyska natrętnie krążyły nad pobliskim stawem. Gabriela wpatrywała się w tę apokaliptyczną aurę i zastanawiała, jak spędzi dzisiejszy, zapowiadający się nieciekawie dzień. Przyjechała do wujostwa Skrzyńskich w nadziei, że upora się z dręczącymi ją koszmarami i powracającymi traumatycznymi wspomnieniami wypadku rodziców. To miejsce było dla niej jak balsam na zbolałą duszę. Odkąd pamięta, ciotka Amelia zawsze z radością przyjmowała ich w swoje progi, a wuj Borys szerokim, jowialnym uśmiechem odpędzał wszelkie złe humory. W listopadzie minie pięć lat od tragicznych wydarzeń – pomyślała ze smutkiem. Była wtedy nieznośną i zbuntowaną piętnastolatką, która za wszelką cenę chciała przeforsować swoje zdanie, choć nie zawsze miała rację. Gdy rodzice nie zgadzali się z jej wyborami albo podjętymi decyzjami, patrzyła na nich swoimi błękitnymi, przenikliwymi oczami i z reguły zawsze postawiła na swoim. W dniu wypadku także usiłowała zmusić ich, by pozwolili jej wyjechać z przyjaciółmi na koncert do Krakowa. Kłócili się. Ojciec bardzo się zdenerwował, samochód wpadł w poślizg, przerwał barierkę ochronną i z ogromną siłą uderzył w masywne drzewo. Gaba nie pamięta nic, prócz przerażającego krzyku matki i huku rozdzieranego metalu. Potem była nicość. Otrząsnęła się z zadumy. Skoro ma spędzić dzisiejszy dzień w domu, postanowiła poszperać w bibliotece wuja. A księgozbiór miał dość pokaźny. Uwielbiał książki. Wiele z nich odziedziczył po rodzicach. Niektóre otrzymał od krewnych. Kupował je namiętnie, choć wiele z nich było wyłącznie cennym nabytkiem. Nie mniej jednak kochał czytać. Zawsze, kiedy literatura pochłonęła go bez reszty, na twarzy występowały mu wypieki, a palce z zapamiętaniem kręciły sumiastego wąsa. Gaba pospiesznie zrobiła poranną toaletę, związała niesforne, kasztanowe włosy, wskoczyła w dżinsy i wymiętą koszulkę – pierwszą, jaka nawinęła się pod rękę, po czym udała się na śniadanie. Weszła do obszernej, ale przytulnie urządzonej kuchni, po której już od wczesnych godzin rannych kręciła się cioteczka. - Dzień dobry! – rzuciła radośnie, podbiegając i cmokając kobietę w pulchny, ciepły policzek. - Dzień dobry, mój skarbie! – odpowiedziała równie radośnie ciotka Amelia. – Cóż ty będziesz dziś robić, Gabrysiu? – zapytała zmartwionym głosem. - Pogoda taka kapryśna…Pewnie burza będzie. - Nic się nie martw, ciociu! – rzuciła wesoło Gaba. – Zagłębię się po czubek uszu w zbiorach wuja. Może nawet odkurzę i trochę posprzątam – dodała i ugryzła spory kęs upieczonego przez cioteczkę chleba. - Wuj jest u siebie? – zapytała, oblizując z namaszczeniem palce umazane porzeczkową konfiturą – specjalnością Skrzyńskich. - Nie. Pojechał do Błaszczyńskich po miód. No wiesz…do naszych starych znajomych, co mają własną pasiekę – odpowiedziała ciotka. Na pewno zmarudzi tam całe popołudnie, albo i dłużej – dorzuciła. - Wiem, ciociu, wiem! – Gaba zaśmiała się dźwięcznym głosem i ugryzła kolejny kęs smakowitej kanapki. - Wuj zawsze tak robi, a potem dogaduje ci, że się na niego boczysz. Dokończyła śniadanie, szurnęła krzesłem i już jej nie było.

Pomieszczenie, w którym mieściła się biblioteka Skrzyńskich, miało wysokie, wysklepione okna, dzięki czemu wydawało się bardziej przestronne i jasne. Wokół usytuowanego pośrodku masywnego, dębowego biurka i skórzanego fotela, stały wysokie niemal do sufitu regały, po brzegi wypełnione książkami. Stała w progu i chłonęła wspaniałą woń zakurzonej historii, wymieszanej z zapachem starych mebli i skóry. Przypomniała sobie, że wuj nigdy nie wybierał konkretnej książki, lecz podchodził do wybranej półki i wyciągał wolumin na chybił-trafił. Postanowiła zrobić to samo. Skierowała kroki w prawo, do regału z najstarszymi książkami wuja, oprawionymi w skórę. Przymknęła oczy, sięgnęła najwyżej jak mogła i po omacku wybrała opasłe tomisko. Przejechała dłonią po grzbiecie – Brontë Charlotte „Dziwne losy Jane Eyre”. W powietrzu zawirowały drobinki kurzu. Dmuchnęła mocno, aby się ich pozbyć. Otworzyła książkę na stronie tytułowej. Na chwilę jej wzrok spoczął na dedykacji:

„Niepodobna skryć miłość i serca przymusić; wszystko nas zdradza, gesty, twarz, język i oczy; gdzie ogień gore, nie dziw, że iskra wyskoczy. Tyś moim natchnieniem Jadwigo – B.L. Mogilany 12 V 1902 roku.”

Pomyślała, że bardzo to romantyczne. Ponadto, dedykacja szczerze zachęciła Gabrysię, do przeczytania choćby urywka powieści. Usiadła wygodnie w fotelu i zagłębiła się w literaturze. Po kilku minutach zaczęło ją to jednak nużyć. Już chciała odłożyć książkę na półkę, gdy jej wzrok padł na wystający między stronicami, poszarpany i pożółkły rożek kartki. Rozwarła książkę w tymże miejscu i jej oczom ukazał się naszkicowany ołówkiem krajobraz. Wyglądał znajomo. Zaraz, zaraz…- pomyślała Gaba. Przecież to staw nieopodal domu wuja Borysa. Co prawda na szkicu niektóre drzewa i krzewy były bardzo małe, a niektórych nie było wcale, ale olbrzymi wiąz usytuowany pośrodku, nie pozostawiał wątpliwości, że jest to właśnie to miejsce. Gaba zauważyła jeszcze coś. Maleńki szczegół. Na pniu drzewa, w jego dolnej części, widniała zaznaczona prawdopodobnie czarnym atramentem kropka. Wyglądało to tym bardziej intrygująco, że obok tejże kropki – widniała data 17 VI 1903 roku. Gaba aż sapnęła z przejęcia. Czyżbym miała do odkrycia jakąś tajemnicę? – oblizała spierzchnięte wargi i poczuła, że z wrażenia dostaje wypieków. Włożyła kartkę z powrotem do książki, zamknęła drzwi biblioteki, chwyciła wiszącą na wieszaku kurtkę przeciwdeszczową i wymknęła się chyłkiem z domu.

Deszczowe chmury zasnuwały niebo tak szczelnie, ze żaden promień słońca nie miał szansy przecisnąć się przez ciężką kotarę szarości. Podmuchy wiatru gięły drzewa to w jedną stronę, to w drugą, jak gdyby niewidzialni wojownicy toczyli bój, a szala zwycięstwa przechylała się na ich korzyść naprzemiennie. Gaba mocno ściskała ukrytą pod kurtką książkę i walcząc z silnymi powiewami, parła przed siebie żądna wyjaśnienia tajemnicy. Kiedy wreszcie stanęła naprzeciw wiązu, okazało się, że widok jest zupełnie odmienny od tego na szkicu. Zrozumiała, że aby czegokolwiek się dowiedzieć, musi przedostać się na drugą stronę stawu. Chwilę się zawahała, gdyż wiatr przybierał na sile. Skoro jednak nie usłyszała odgłosów burzy, zdecydowała się obiec bajorko. Podążała jak mogła najszybciej, ku upragnionemu celowi. Gałęzie krzewów smagały ją po twarzy, a rosnące dzikie maliny podrapały dotkliwie dłonie, jak gdyby chciały za wszelką cenę zatrzymać dziewczynę - wydawać się mogło - biegnącą na swoją zgubę. Była prawie na miejscu, gdy usłyszała pierwsze odgłosy nadciągającej nawałnicy. Tym razem widok pokrywał się ze szkicem. Znalazła więc to, czego szukała. Rozejrzała się uważnie. Obeszła dokoła pień wiązu, zwracając szczególną uwagę czy nie ma dziupli lub większych szczelin w korze. Nie znalazła niczego tajemniczego – nic, co by wyjaśniało kropkę na kartce i widniejącą przy niej datę. Pierwsze, ciężkie krople deszczu, które z początku nieśmiało i niezdecydowanie stukały w liście olbrzymiego drzewa, stopniowo przerodziły się w ulewę. Poczuła się nieswojo. Na ciele pojawiła się nieprzyjemna, wręcz bolesna gęsia skórka. Doskwierał jej chłód, a oczy zalewał zacinający wściekle deszcz. Pomyślała, że wybranie się tutaj w tak nieprzewidywalną pogodę, było czystym szaleństwem. Postanowiła wrócić. W tym momencie, oślepiający błysk rozdarł niebo, ogłuszający grzmot przewalił się, niczym artyleryjska kanonada. Ogromny konar wiązu rażony piorunem, złamał się jak zapałka. Kolejne rozbłyski nawałnicy oświetlały leżącą nieopodal okaleczonego wiązu, drobną postać dziewczyny. Był 17 VI 2003 roku.

Gaba z trudem uniosła ciężkie powieki. Pierwsza jej myśl: Czyżbym umarła? Czy tak ma skończyć się moje życie? Tak po prostu? Nie zdążyłam niczego dokonać…Zrobić nic pożytecznego… - starała się cokolwiek dojrzeć, lecz czuła, jakby ktoś zaciągnął na jej oczy muślinową firankę. Pochylająca się nad nią twarz była zamglona i rozmyta – pozbawiona treści. Ciotka Amelia siedząca przy dziewczynie na szpitalnym łóżku, pogłaskała z czułością wymizerowaną twarz siostrzenicy. Popatrzyła na stojącego obok Borysa. Wiedziała o czym myśli. Niedawno pożegnała na zawsze siostrę i szwagra. Z tragicznego wypadku uszła z życiem jedynie Gabrysia. Teraz o mały włos nie straciła i jej. Ciotka rzuciła ukradkowe spojrzenie na szafkę szpitalną, na której leżała książka znaleziona przy dziewczynie, na miejscu nieszczęsnego zdarzenia. Po co Gabrysia tułała się w tak niebezpiecznych okolicznościach wokół stawu? Czego szukała? – uporczywie zastanawiała się ciotka Amelia. Już miała sięgnąć po książkę, gdy usłyszała cichy głos siostrzenicy. - Ciociu…wu…wuju…Ja przepra…szam. Głupia jes…tem… taka głupia. – chciała powiedzieć wiele, ale słowa przychodziły z wielkim trudem. – Nie po…winnam. Wiem…- dziewczyna zaczęła szlochać. – Nie wi…nie widzę was dob…dobrze! Co mi jest? – zapytała przerażona Gaba. - Moje dziecko – odezwał się wuj Borys. – Nic nie mów. Odpoczywaj. Najważniejsze, że jesteś z nami. Poraził cię piorun – przemawiał wuj głosem łagodnym i uspokajającym. – Czy wiesz Gabrysiu, jak niewielu osobom udaje się przeżyć takie spotkanie? - Miałaś wielkie szczęście – dodała rozczulonym tonem ciocia Amelia. - Teraz odpoczywaj. A o tym wszystkim porozmawiamy, gdy wrócisz do zdrowia – dorzucił wuj. Gaba nie usłyszała jednak ostatniego zdania, gdyż pogrążyła się we śnie.

Następstwa wypadku były dość poważne. Gabrysia wracała do zdrowia ponad pół roku. Można powiedzieć, że i tak miała wiele szczęścia. Została bowiem odrzucona na skutek skurczu mięśni na zapiaszczone, gęsto porośnięte wysoką trawą zagłębienie, znajdujące się w nieznacznej odległości od wiązu. Skończyło się na stłuczeniach i zadrapaniach. Gorzej było z mową i wzrokiem. Długo zamiast ostrych konturów Gaba widziała rozmazane plamy. Bóg jeden wie jak bardzo bała się, że straci wzrok. Nie wyobrażała sobie życia w kalectwie. Przerażało ją to tak samo, jak i problemy z mową. Wypowiadała się z wielkim trudem, często sylabizowała, a nawet zapominała słów lub je zniekształcała. Rehabilitacja była długa i uciążliwa. Czasem dziewczyna miała ochotę wyć z żalu i z wściekłości, z powodu własnej głupoty. Mimo całej tej męczącej sytuacji, Gabrysia nie zapomniała o szkicu. Postanowiła, że gdy będzie w miarę zdrowa, dalej będzie prowadzić swoją odkrywczą krucjatę.

Minął prawie rok od zdarzenia nad stawem w Mogilanach. Gaba wydobrzała już zupełnie. Zbliżała się kolejna przerwa wakacyjna, więc postanowiła wrócić do rozwiązywania zagadki. Pewnego mniej słonecznego dnia poprosiła wuja, by zawiózł ją do Krakowa, do Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej. Chciała dowiedzieć się czegoś na temat daty znajdującej się przy kropce. Być może w archiwalnych numerach jakiejś lokalnej gazety znajdzie wzmiankę, która będzie wiązała się ze stawem w Mogilanach. W bibliotece panował przyjemny chłód. Przerzucała slajdy z lekkim znudzeniem. Było tego sporo. Ograniczyła szukanie do nakładów wydanych do czterech dni po zdarzeniu. Wreszcie po dwóch godzinach, trud został wynagrodzony. W jednym z wydań lokalnych „Nowin”, znalazła krótką wzmiankę następującej treści:

„Zaginęła bez wieści”

Dnia 17 VI 1903 roku, nad stawem w Mogilanach, zaginęła niespełna dwudziestoletnia panna Jadwiga Skrzyńska. Okoliczni mieszkańcy mawiają, że od dłuższego czasu chodziła nad rzeczony staw. Celem były potajemne schadzki z panem Bogumiłem - synem dziedzica Bartłomieja Leszczyńskiego. Wydarzenie to, wydaje się tym tragiczniejsze, że dziewczyna, była ponoć brzemienna. Pomimo kilkudniowych poszukiwań, kobiety nie odnaleziono. ”

Gabriela zadrżała. Uświadomiła sobie, że ma właśnie niespełna dwadzieścia lat i została rażona piorunem dokładnie sto lat od zaginięcia Jadwigi. Różnica polegała jednak na tym, że ona nie była w ciąży, a ponadto omal nie zginęła. Odebrała to jako znak, że powinna wyjaśnić znaczenie kropki na szkicu. Być może to tylko kropka. A może klucz do wyjaśnienia większej tajemnicy? – podniosła się od biurka i poprosiła bibliotekarkę o zrobienie kserokopii artykułu, po czym już spóźniona, pobiegła na spotkanie z wujem.

Cisza przy stole podczas posiłków stała się dla Gaby - chyba nie tylko dla niej – swoistą udręką. Postanowiła dziś przerwać milczenie i porozmawiać z ciotką i wujem o wypadku. Zaczęła więc od razu, bez zbędnych ceregieli. Opowiedziała, dlaczego poszła nad staw. W miarę upływu opowieści dziewczyny, oczy wuja i cioci Amelii stawały się coraz okrąglejsze ze zdumienia. Gdy skończyła, wuj odrzekł: - Nigdy nie widziałem tego szkicu. Nie wiem nawet, kto może być jego autorem. Może gdybym wylosował tę książkę spośród innych i ujrzał rysunek, też chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej. Nie mniej jednak, droga Gabrysiu, wystawiłaś siebie na wielkie niebezpieczeństwo. Naraziłaś życie. A my mało nie straciliśmy zmysłów, kiedy znaleźliśmy cię nieopodal wiązu – wuj splótł dłonie i oparł o nie zorane zmarszczkami czoło. – Myślałem, że nie żyjesz – dodał zdławionym głosem. Ciocia Amelia siedziała ze spuszczoną głowa i cicho łkała. Nie miała siły, by uczestniczyć w rozmowie. Przed oczami pojawiały się migawki nie mającego końca konduktu żałobnego, ogromnych ilości kwiatów i wieńców. W uszach pobrzmiewał rozpaczliwy szloch piętnastoletniej Gabrysi.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych