Wróć do katalogu

"................ ."

opowiadanie z pogranicza jawy i snu (nie mylić z fantasy czy fantastyką), czego w nim więcej sam nie wiem. pewnie dlatego nie potrafiłem znaleźć dla niego tytułu.

keram_ickinuk, opublikowano , 41 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Warszawa, 2010r. Keram Ickinuk

„…………….”

Kto by pomyślał, ja z całą pewnością nie. Szczerze mówiąc (bardziej myśląc) gdyby to o mnie chodziło (ha, ha, ha) to ja już bym sobie dawno odpuścił. Taaak już dawno, chyba wczoraj władowałem się w to gówno, jakże by inaczej, tak to tylko ja potrafię. Dobra, dobra sam wiem przerost formy nad treścią, no i co, forma to ja, a treści szukam już dwadzieścia lat z okładem. Prawdę mówiąc kij z tym okładem, szkoda tej reszty. No dobra! Jeszcze ten jeden ruch, to tylko pięć - nie dziesięć głupich centymetrów (a co dalej). Czy to naprawdę ma znaczenie, co dalej, teraz ważne te głupie dziesięć centymetrów? Ten minimalny wysiłek. Booooże gdzie jesteś, kiedy Cię potrzebuję, znowu patrzysz przez tę cholerną dziurkę od klucza. Święty Piotr pewnie na urlopie(ha, ha, ha) świetny dowcip, jak z tego wyjdę uśmieję się po pachy. No dobra to juuuuż – nieeeeeeeeeeeeee to kuuuuurwa niemożliwe, jak mogłeś, jak mogłeś tak ze mną postąpić. Jeszcze te pięć nie dziesię… * - Zbyszek, Zbyszek cholera, co z Tobą. Umarłego już z pięć razy by dobudził. Zbyszek otwórz oczy, co ty – brałeś coś, nigdy nie było z tobą takich problemów. No dobra, to cię obudzi. Słuchaj – Ewka wychodzi za mąż!!!!! Słyyyszyyysz!!!! - Taaak słyszę, słyszę. Przecież wiem, jutro o 13-tej w Pałacu Ślubów, a ty jesteś moim świadkiem. Rany moja głowa! - Częściowo się zgadza, a w zasadzie tylko jedno… godzina. - I ty mówisz, że to ja się naćpałem. - Nooo… na trzeźwego to ty nie wyglądasz … - Trudnooo … przecież wiesz, o której skończyliśmy..? - No cóż, jeśli chodzi o ciebie, to …. - Milcz Brutusie i ty przeciwko mnie. Jestem przemęczony, sam wiesz praca – Ewa – praca – Ewa itd. itd. - „… i po co ci to było?” - Hej, zaraz ty coś bredziłeś, że … - Nie bredziłem. Ewka wychodzi za mąż – tylko, że ona wychodzi za mąż dzisiaj. Godzina i miejsce bez zmian, zmienił się tylko obiekt zamążpójścia. Zbyszek nie wygłupia…. * …. Jeszcze pięć nie dziesięć, kurwa ile razy można przez to przechodzić. Nareszcie, no i kto jest górą – dotarłem. Łał! Cóż za piękny widok, tak mógłby wyglądać Raj. Pastwiska porozdzielane żerdziami, a między nimi koleiny drogi wyżłobione przez lata kołami tych samych wozów, zaś w oddali kryjąc się w wieczornych mgłach unoszących się nad łąkami na tle ciemniejącego lasu chata, taka jak w snach i baśniach z gorącym piecem pachnącym chlebem, zimnym zsiadłym mlekiem, które można kroić nożem i ziemniakami suto okraszonymi skwarkami wielkości „wołu”. Dobra dosyć marzeń, przed tobą jeszcze z kilometr dro … * - Zbyszek, Zbyszek, co z tobą przestań mnie straszyć. Nareszcie wróciłeś, strasznie zbladłeś wezwać lekarza, bardzo źle wyglądasz. Powiedz, co ci się stało straciłeś przytomność? Tak przytomność, nie rób więcej takich numerów, bo zejdę. - Zamilcz Brutusie i powiedz mi wreszcie, o co chodzi. - Jaaa!? To raczej ty mi to powiedz. - A co ja mam ci powiedzieć. Byliśmy wczoraj „ U Gabrysi”. Daliśmy trochę po garach, a dzisiaj mam galaktycznego kaca i zamiast go odsypiać wysłuchuję twoich niusów. - Bla, Bla, Bla. A ta „laska” przez cały wieczór wczepiona w ciebie, że aż strach było podejść, ona pożerała nie ona porażała wzrokiem każdego, kto się próbował zbliżyć do ciebie. Tak poza tym to nie było wczoraj. - Ależ Brutusie my byliśmy na wódce, na starokawalerskiej wódce, a nie w kinie na dennym horrorze. Opanuj się, więc i zabaw się w … no … w tego, co zdaje relacje, no dobra nawijaj. * - Dzień dobry, miałem się tutaj dzisiaj zgłosić, nazywam się … - Ty zawsze tyle gadasz? Wiem jak się nazywasz i po co tu jesteś, a jeśli i ty chcesz wiedzieć to przestań być taki irytujący. Zresztą i tak się dowiesz, chociaż nie wiem, po co - zanim tam wrócisz i tak wszystko zniknie w mrokach niepamięci. - Nie rozumiem? - Rozumiem nie rozumiem, to bez znaczenia. No dobrze, zacznijmy od początku (to jakaś paranoja) podaj mi swoje imię - Jak to, przecież mówi… - Wiem, co mówiłem!! Odpowiadaj, kiedy pytam! - Ja, ja nazywam się Zbignie ….. - Głupcze! Nie interesuje mnie twoje głupie ziemskie imię. Mów jak się nazywasz naprawdę!! - Nieeee… nieeeee…. * - Kurwa. Kurwa, zrób to jeszcze raz, a obiecuję, że sam własnoręcznie cię zabiję. Zbychu coś ty pił, brał – sam już nie wiem. - Nic, sam wiesz przecież byliśmy cały czas razem. - No właśnie, nie cały czas. - Jak to? - Hm, nie wiem jak to powiedzieć. - Zwyczajnie. - Kiedy chciałem cię odwieźć do Ewki, tak jak się umawialiście, zadzwonił twój telefon. Dzwoniła jakaś Lilka, chciała koniecznie z tobą rozmawiać. Tłumaczyłem, że rozmowa z tobą graniczy z cudem, to nic nie dało, powiedziała, że od cudów są inni, a ona musi z tobą rozmawiać już. Podałem ci słuchawkę, a ty byłeś jak w transie. Wysłuchałeś, oddałeś mi słuchawkę i powiedziałeś – wracam do domu – kazałeś wieść się na dworzec. Ledwie udało mi się przekonać cię, że mieszkasz dwie ulice dalej i siłą zawlokłem cię do mieszkania. - Mówisz Lidka? - Nie Lidka, a Lilka. - Lilka, Lilka nie, nie znam. Chy …. * - Nie, nie - nie tylko tak. To ja tu ustalam zasady. - Zasady? O czym ty mówisz, jakie zasady zapieprzam tu po jakichś pustyniach, lasach i Jeden Bóg ty… - Nie wymawiaj przy mnie Tego imienia. Ostatni raz powtarzam, to JA - TU ustalam zasady. Chyba, że nie interesuje cię, po co tu jesteś?? Hm? - Ale co ma mnie interesować, czy ja coś chciałem od ciebie. To do mnie ktoś dzwonił twierdząc, że musi koniecznie się ze mną zobaczyć zanim popełnię błąd, błąd no właśnie jaki błąd, ja nie mam zamiaru popełniać żadnych błędów. - Tego to nikt nie ma zamiaru. A co miałeś w najbliższych planach? - Nic. Nie, nie myślisz chyba, że … - Pewny jesteś, że słusznie czynisz? - A czy można być pewnym, że po nocy znów ujrzysz słońce? - Nie odpowiadaj mi głupimi pytaniami, Ja akurat wiem i TY też byś mógł. - Po co? Lubię niespodzianki, lubię tę radosną kulkę w gardle, że znowu, że jeszcze ten jeden raz, że – że – że dziś będę mądrzejszy, lepszy … - Ble Ble, a nie chciałeś zostać klechą? Z tymi gadkami to na ambonę między moherowe berety. Ja oferuję ci … * - Rany, Zbyszek, co się dzisiaj z tobą dzieje? - Nic Brutusie, nic. Zastanawiam się tylko, w którym momencie to jest sen, a w którym rzeczywistość. Aua nie szczyp zgłupiałeś to bez sensu. Szczypanie jest bez sensu. We śnie też odczuwasz ból. Tak się zastanawiam, bo widzisz czuję jakbym … * - HA! Patrzcie, jaki spryciarz, niemal „dekadę” zajęło mu dojście do tak prostego wniosku. Ale to nie ma znaczenia, teraz wyjawisz mi swoje imię. - Przecież.. - Miiiiiiiiiiiilcz! Wiesz mi, że moja cierpliwość też ma ssssssswoje granice. Roozuumiemyy się, czy mam zacząć od początku? - Ja Ja Ja … - Jaja to rób sobie z kolegów, a ze mną rozmawiaj jak, hm jak z człowiekiem. - Jaaaaaaaaaaaa nie wiem, o co ci chodziiiiiiiiiiiiiiiiii!!!!!!!!!!!!! * - Widzisz Brutusie tak się zastanawiam, w zasadzie to czuję się jakbym przebywał w dwóch miejscach naraz, jakbym rozmawiał tu z tobą, a jednocześnie był gdzie indziej, a jednak wciąż tu. Rany czy ja zwariowałem? Wybałuszone oczy, głupio wykrzywiona twarz Brutusa mówiła sama za siebie i, i za mnie. Zaraz, a dlaczego do Bogdana mówię Brutusie. Dlaaczeego…? * To jest jednak bardzo zastanawiające, dlaczego w bardzo starych domach najpierw niszczeją schody i poręcze. Wysoko to jeszcze? Wchodzę i wchodzę, uf lepiej teraz nie spaść, kto by pomyślał, że tu jest tak stromo, tym bardziej, że poręcze … zaraz, a gdzie poręcze? A w tym domu naprzeciwko (dom bez ścian – to całkiem jak u Żeromskiego) wszyscy się gapią no, co się tak gapicie? O kurcze, muszę jak najszybciej dojść do domu, nie będę tak paradował z gołą dupą jak na pośmiewisko. Daleko jeszcze? Nie, to już tu - jeszcze jakieś sto metrów, sto metrów, sto metrów…. * - Wiesz, co Zbychu, gdybym cię nie znał to już bym dał nogę. Dokładnie, dałbym nogę nie, dlatego co mówisz, tylko jak mówisz. Nie bardzo to rozumiem, dla mnie to jakaś bzdura. Ale jeśli ty mówisz tak, to znaczy, że u ciebie jest właśnie tak. Tylko, że z tego wszystkiego nic nie wynika, nic mi nie wyjaśniłeś. - Co ja mam ci wyjaśniać!? Ja sam nic nie rozumiem, a w dodatku nic nie wiem. Muszę zadzwonić do Ewy. - Nic z tego – nie odbiera, albo ma wyłączony telefon. - Albo, albo? - No właśnie, jak dzwonię z twojego to –„abonent czasowo niedostępny”, a znów jak ze swojego to jest wolny sygnał tylko nikt nie odbiera. - I dopiero teraz mi o tym mówisz? - Jak to, przecież mówiłem ci, że wychodzi za mąż, to pewnie nie chce już z tobą gadać. - Ale należą mi się jakieś wyjaśnienia! Przecież z powodu jednej wódki nie może … - Jakiej jednej wódki. Zbychu TY tankujesz już od miesiąca … - Od jakiego miesiąca? Przecież sam mówiłeś, że wczoraj … - Tak, wczoraj odnalazłem cię przypadkiem dwie ulice dalej pod śmietnikiem wtulonego w zbutwiałego misia. Tyle właśnie wiem, bo ostatnie moje wiem jest sprzed miesiąca. - Dobrze Brutus, dobrze … - Odwal się, pogięło cię z tym Brutusem - „Cezarze”. Naprawdę chcesz, abym uważał cię za czubka? Pomyśl lepiej …, a zresztą mam to kurwa gdzieś ile można być czyjąś niańką. Pieprzę to, radź sobie sam – z Ewką też, jak ci się uda. - Bru… przepraszam Bogdan posłuchaj, już tyle usłyszałeś, że teraz to już chyba wszystko jedno ile przynajmniej, jeśli chodzi o mnie, ale boję się o was. To znaczy o ciebie i chyba o Ewę. Nie wiem, co się dzieje - jedno, co do mnie dociera, to - to, że ktoś inny kieruje moim życiem. Wiesz…. - Kurwa ty naprawdę jesteś czubkiem – „ … ktoś kieruje moim życiem … Ble Ble”, czy uważasz, że idiotę masz przed sobą. Wydawało mi się, że jesteśmy kumplami. Pięć lat w jednej ławce, wspólne studia, wspólne dziewczyny, a ty mi teraz wyjeżdżasz z takimi kurwa bzdurami. Pieprz się! - Dzięki Bogu! - No masz ci los. Czy do ciebie dociera, że jesteś czubkiem?! - Tak, tak, tak, dla ciebie mogę być ostatnim durniem na tym świecie, zwłaszcza teraz …… * - Coś ty wymyślił, co kombinujesz? - Nie wiem … - Nie wiem, nie rozumiem. Albo jesteś naprawdę IDIOTĄ, albo uważasz, że wszyscy wokół są nimi. Nie, nie jestem idiotką …. - O rany idiotką, a ja myślałem, że, że ty jesteś …. - Jesteś, jesteś - kim i jaki jestem zależy tylko od ciebie. To niemożliwe znowu dałam się wkręcić jakiemuś ….. * Stuk, stukstuk, stuk, stukstuk, równomierny rytmiczny dźwięk niemal hipnotyzował. Siedziałem zapatrzony w mijane krajobrazy, ale za oknami mogłaby być równie dobrze całkowita pustka i wcale bym nie był tym zaskoczony. Myśli – ich brak oznacza, że jesteś tępakiem, ich nadmiar – świadczy, żeś idiota. Nie wiem, co lepsze. Stuk, stukstuk, stuk, stukstuk. Lekkie zdenerwowanie współpasażerów świadczyło o zbliżaniu się do stacji…. Odruchowo spojrzałem w górę na półkę z bagażami. Nad moją głową ziała pustka, nie było nic. Odwróciłem głowę na powrót do okna. Taaak faktycznie dojeżdżaliśmy, pożółkły chodnik niewielkiej stacyjki, czerwony ceglany budynek w obramowaniu intensywnie pachnących jaśminów. Jestem na miejscu, wracam do domu …. * Łub, łubłub, łub, łubłub to nie rytmiczny stukot to … - Zaraz, już otwieram. Czy ty myślisz, że mam motorek w…? - O przepraszam, myślałem, że to żona – wyszła do sklepu. Byłem pewien, że jak zwykle bez kluczy. Lubi mnie wyrywać ze snu, mam wrażenie, że sprawia to jej satysfakcję. - Dzień dobry. Przesyłeczka. - Dzień dobry panie Janku. Jak tam zdrówko, dopisuje? Nogi nie dokuczają? - Zdrówko jak zdrówko jest, bo być musi, a nogi – no cóż przynajmniej wiem, że je mam. - Taaa jak to jeden doktor powiedział. Ciesz się pan, kiedy boli, martw się, kiedy wstając nie będziesz czuł bólu. Co tam dzisiaj mamy? Kurcze już całkiem zapomniałem, że to zamawiałem. Patrz pan – kiedyś żeby przeczytać książkę trzeba było iść do księgarni albo biblioteki, a teraz wystarczy jedno klik i enter. - Tak, tak. Proszę oto paczuszka, a tu pokwitowanie i … płaci pan od razu czy później przelewem. - Co tak się pan spieszy, siadaj pan pogadamy walniem po lufce … - Nie, nie. Jestem na służbie, wie pan muszę jeszcze dotrzeć tu i tam. - Naprawdę nie? – Dziś mam urodziny, po jednym zanim wróci mój żandarm. Ech mówię panu z tymi babami źle, ale bez nich chyba jeszcze gorzej. Bo widzisz pan, kiedy ostatnio stara pojechała do córki to, ale na pewno nie napije się pan – mam pyszną wiśnióweczkę sam robiłem, a tak na marginesie chyba będę musiał zaprzestać, żona mówi, że się wpędzam w … - Nie, nie. Innym razem, dzisiaj naprawdę mam jeszcze dużo roboty. - No cóż, widać dzisiaj takie moje pe-ha pięć i pół. Sorki, ale ja sobie walnę. A tu proszę pieniążki, zapłacę od razu, bo później, sam pan rozumie … ten cholerny Niemiec. - Dzięki i wszystkiego najlepszego. - Ależ proszę całą przyjemność po mojej stronie, a tu masz pan na później. *

Stu, stukstuk, stuk, stukstuk pisk hamulców i pociąg zatrzymał się przy peronie. Wychodząc z wagonu wziąłem najgłębszy wdech chyba od czasu narodzin. To powietrze, ten zapach …. Skierowałem się w kierunku budynku stacyjnego, skrzypiące wahadłowe drzwi – z pewnością pamiętają cara Mikołaja i już jestem w … środku. W środku – to mało powiedziane. Budka telefoniczna doktora Who, to przy nim bzdet, tu mieścił się cały świat – mój świat, czułem, że dotarłem do domu. Ponownie wziąłem głęboki od… * - Zbyszku, wstaniesz? Przygotowałam obiad, wstań zjemy coś gorącego. - To ty, a ja myślałem, że wyszłaś za kogoś innego, tylko nie zdążyłem go poznać … - Tak – wyszłam za kogoś innego, trzydzieści lat temu. Od tamtej pory każdy dzień jest inny my też. - Daj spokój, moja żona i filozofia, a gdzie trzeźwość umysłu? - Co do trzeźwości, to chyba na dziś wystarczy? - Prawie, umówiłem się z Markiem … - I to jest powód do picia? - Daj spokój, wiesz jak rzadko się widujemy …. - Tak od marca do grudnia trzy razy w tygodniu i monopolu nie omijacie. - Oj dobrze, dobrze wypijemy tylko po piwie - A rób, co chcesz…, chodź na obiad * Wdech - wydech, wdech - wydech – jak w ćwiczeniach jogi. Uff, ale odlot i pomyśleć, że to tylko czyste powietrze. Czy tylko to? Nie - to nie jego czystość, to coś innego. Czuję jak nasze atomy, cząsteczki czy jak je tam zwał – wymieniają się, uzupełniają. To tak jakby to powietrze zagęszczało się we mnie, a ja się rozpuszczam, staję niemal przezroczysty, widzialny niewidzialny. Wdech – wydech, wdech – wydech nasze usta stykają się przenikają wzajemnie. Ja jestem tobą, ty stajesz się mną, budzimy naszą pamięć…. * - Długo każesz na siebie czekać, prawdę mówiąc zwątpiłam już w twój przyjazd. - Długo, dlaczego długo? Przecież jestem o czasie. - Niby tak, tylko myślałam, że przyjedziesz trochę wcześniej. Mielibyśmy więcej czasu dla siebie przed spotkaniami. - Hm. O czym ty mówisz? Nic nie wiem o jakichś spotkaniach. - Żartujesz, wysłałam ci przecież zaproszenie z krótkim wprowadzeniem w tematykę „sny i śnienia” nie pamiętasz?! - Hola, hola pewna jesteś, że ja to ja - Pewna, pewna jeden pociąg, jeden pasażer i ta godzina, ostatnia przed wschodem słońca. - Interesujące określenie czasu, to tak zawsze, czy specjalnie dla mnie? - Posłuchaj, drogi Zbigniewie – jesteś ważny, owszem, ale czy uważasz, że specjalnie dla ciebie cały nasz świat postawimy na głowie? - Taki sam wasz jak i mój. - Och ta twoja pycha, czasami ci z nią do twarzy, ale tylko czasami. Zapominasz mój drogi, że jesteśmy tu tylko gośćmi – aby znaleźć się wśród gospodarzy musimy odrobić parę lekcji człowieczeństwa …. * Brr… Zimno, cholera skąd ten śnieg - gdzie moje buty, zostały w autobu…. – stój, stój poczekaj, zapomniałem bagażu – no i pojechał, co ja teraz mam zrobić, to nie tu. Nie poznaję tego miejsca, jakaś pętla autobusowa, drogi rozchodzące się w różne strony, a po środku ja ogłupiały i zagubiony, co dalej, co daleee … - Rusz się, chyba nie przestoisz tu całego życia? - Nooo nie wiem, nie wiem - co dalej. - Jak to? Przecież miałeś zabrać mnie do miasta. To chyba ta droga? – Uśmiechając się słodko zalotnie przekrzywioną głową pokazywała drogę wiodącą wzdłuż żywopłotu. Ta droga, ta droga ona coś mi przypominała, coś niezbyt miłego. Jeszcze nie potrafiłem tego określić, tylko ten dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Wzdrygnąłem się, ziąb czy strach. Całkiem zapomniałem, że stoję boso. Nogi pewnie już całkiem odmroziłem. Z zamyślenia wyrwała mnie świadomość poruszania się. Bezwiednie kierowałem się w stronę wskazywaną mi przez…. - Myślisz, że to ta droga, hej gdzie jesteś? Moja rozmówczyni zniknęła równie nagle, jak się pojawiła. Chyba mam jakieś zwidy, gadam sam ze sobą. Wykonałem jeszcze jeden krok i otarłem się o żywopłot … - Schyl się, bo cię zobaczą, no dalej chcesz wszystkich nas zgubić. Wszystko dookoła zmieniło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zniknęła gdzieś pętla, odjeżdżający autobus. Zewsząd otaczali mnie przerażeni ludzie. W oddali, w rozwidleniu dróg dojrzałem prawie całkowicie zburzony kościół. Tylko wieża dzwonnicy z krzyżem na wierzchołku wskazywała niebo i szyderczo prężyła się nad otaczającymi ją ruinami. W mojej głowie rozległo się wołanie o pomoc. To z tego kościoła musiałem tam dotrzeć, musiałem to zrobić przed nimi. Wyszedłem na drogę, gdzieś za mną słyszałem wołanie, przechodzące niemal w błagalny skowyt, abym został, bo Oni …. Jacy Oni? Tego nie wiedziałem, ale to, co poczułem wyjaśniło mi strach i przerażenie tamtych ludzi. Czułem każdy włos na swoim ciele i ten paraliż, jaki próbował zawładnąć moimi nogami, wielotonowy ciężar spowalniający każdy ruch. Całkiem jakbym oglądał sam siebie w zwolnionym tempie, a do ruin kościoła jeszcze tak daleko. Błaganie staje się coraz natarczywsze, dociera do mnie, że to moja matka, ale jak - ona przecież nie żyje. Co ja tu robię? Strach, przerażenie i ta świadomość, że muszę, że nie mogę się cofnąć. Na karku czuję już oddech materializującego się strachu, już, już. Jestem. Stawiam stopy na progu ruin, nie bacząc na wszystko staram się dostać gdzieś – gdzie, wokół zapada cisza, cisza i spokój. Jestem tylko ja i ruiny kościoła, już w porządku mamo, już nie musisz się bać. Ludzie mijający mnie, zaprzątnięci własnymi sprawami, poruszają się wokół niosąc każdy swój bagaż jakby nic się nie stało…. * - Co ty mi opowiadasz, czy to szkółka niedzielna? Jakie lekcje człowieczeństwa? Może jeszcze coś o reinkarnacji i takich tam innych bzdetach. Daj spokój gdzie my jesteśmy? Konwent czarownic. - Jeśli już to byłby sabat. Ale nie, to nie to. A tak poza tym, dlaczego mnie o to pytasz, przecież to ty ściągnąłeś mnie w to miejsce. - Ja?! A czy to ja wydzwaniałem do Ciebie? Już dostaję kota, ciągle mam z wami jakieś pierepałki. Czy wy potraficie zachowywać się w jakiś cywilizowany i przewidywalny sposób? * Jej twarz ukryta do tej pory za figlarnym, kokieteryjnym uśmiechem nagle spoważniała. Dwie pionowe zmarszczki na czole wyglądały niczym błyskawice gotowe uderzyć we wskazany cel. Już nie była tą kokietką, z którą mógłbym się dalej droczyć. Mogłem oczekiwać wybuchu furii, albo próbować zapobiec niepotrzebnemu starciu. Teraz ja przechyliłem głowę, uchyliłem delikatnie usta jakbym zastanawiał się nad tym, co mam powiedzieć i czekałem. Prawdę mówiąc w głowie miałem kompletną pustkę, pustkę niczym czarna dziura, w której znikała każda myśl jeszcze przed swoimi narodzinami. - I co się we mnie wpatrujesz tym swoim kretyńskim spojrzeniem, mówiłam ci już, że to nie działa. Nie wiem jak mam z tobą rozmawiać, tyle razy powtarzałam ci, że igrasz z ogniem. Ta wiedza nie jest dla ciebie, nie jesteś jeszcze gotowy. - Wydawało mi się, że wcześniej mówiłaś coś innego. - A ty wcześniej myślałeś, że jestem - hm transwestytą?… - No wiesz – wykonałem ruch ręką naśladujący kształt postaci – sama rozumiesz - Nie, właśnie nie rozumiem. Po tylu latach wspólnych …. - Wspólnych śnień, chciałaś powiedzieć. - Tak, tak właśnie chciałam powiedzieć i przypomnieć ci … - Dobrze, nie musisz. - Uff udało się. Uniknąłem tego. Ona jak się wkurzy jest naprawdę straszna, aż dziw, że tak długo jesteśmy razem, co nas w zasadzie trzyma przy sob……. * - Idziesz wreszcie na ten obiad, całkiem wystygnie. - Idę, idę. Powiedz mi, Ewciu dlaczego wyszłaś za mnie – spojrzała z politowaniem, tak jak to tylko kobiety potrafią - Wiem, że jeszcze nie całkiem wytrzeźwiałeś, dlatego wybaczę ci to głupie pytanie. – Jak zwykle umiejętnie wykręciła się od odpowiedzi, a ja naprawdę nie wiem, dlaczego to zrobiła? Można to tłumaczyć tylko wyłącznie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych