Wróć do katalogu

Bezimienna miłość

Krótkie opowiadanie o nieszczęśliwie zakochanym chłopku.

Kowal666, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1. Ocknął się. Jej twarz nigdy nie była tak blisko jego twarzy. Próba zapomnienia tego była bezcelowa, więc nawet się nie starał. Wiedział że to pierwsza i ostatnia noc spędzona w taki sposób. Patrząc na nią wspominał dobre chwile spędzone razem. Myślą szukał szczęścia, nie odnajdzie go, przynajmniej nie teraz i nie z nią. Po dłuższej znajomości wiedział że nic mu z nią nie wyjdzie, ale te jeszcze kilka chwil, godzin i dni wolał pożyć w niepewności by nie zranić siebie. Wiedział że jest to nieuniknione. Jeszcze nie wie jak sie zachowa ona i on sam na wyznanie miłosne powiedziane flegmatycznym głosem żałosnego kolesia który nie zaznał kobiecego ciepła. Postanowił nie myśleć o tym póki jest dobrze. Żyć pięknymi chwilami które nadejdą z nadchodzącym dniem. Zerknął jeszce chwile na kobietę swojego życia i wkrótce nieuniknionej śmierci uczuć, całego wewnętrznego poczucia własnej wartości. Burza myśli, którą miał w tej chwili w głowie sprawiała, że jego szare komórki obumierały dwa razy szybciej niż normalnie. Zasnął. 2. Obudził się. Spała na jego ramieniu. Chciałby budzić się tak codziennie. Dla pewności potrząsnął głową i przetarł oczy - to nie był sen. Ogarnęło go ciepło i ogólne zadowolenie. Dzień zaczyna się wyjątkowo dobrze. Poleżał jeszcze chwilę ciesząc się widokiem pięknej kobiety leżącej obok. Taka sytuacja nie przytrafia mu się często. Uderzając się w twarz raz jedna, a raz druga ręką wyszedł z transu. Drogą dedukcji doszedł, że koniec nie będzie juz taki wspaniały. Wstał. Przechodząc przez zimną posadzkę poczuł dreszcze które mu sie kojarzyły tylko z miłosnym zawodem. Wszedł do łazienki. Lustro... Przypomina mu tylko o nieuchronnie mijającym czasie. Tik tak. Tik tak... Wyobraził sobie czarnego anioła biorącego go w swoje ramiona ze słowami: "Nie masz po co żyć, spójrz na siebie, nie jesteś osoba którą ktoś będzie kochał i darzył uczuciem.". Uderzenie w twarz znowu pomogło. Zimny prysznic wzmocnił stan w którym nie myśli o problemach dnia jutrzejszego. Postanowił obudzić się jeszcze filiżanką mocnej kawy. Wiedział że jego serce może na tym ucierpieć, ale nie bardziej niż przez stres związany z osoba która jeszcze słodko śpi. Wstała. Podeszła do niego i przytuliła. Był zaskoczony, ciarki przeszły mu po całym ciele. Powinien sie cieszyć, ale wiedział że to nic nie znaczy. Uśmiechnął sie tak jak najlepiej potrafił, nie chciał pokazywać jej swoich prawdziwych uczuć, wewnętrznego niepokoju i smutku. -Cześć, jak się spało? -Fantastycznie, dawno tak dobrze nie spałem, no i jeszcze w takim towarzystwie- odpowiedział z uśmiechem na twarzy. -Nie przesadzaj, jestem zwykłą kobieta. -Uwierz mi, dla mnie nie jesteś taka zwykła - była dla niego czymś więcej niż tylko kobietą, nikogo takiego jeszcze nie spotkał. Była jak czterolistna kończyna w tłumie zwykłych trzylistnych roślinek tego gatunku - wyjątkowa, rzadko spotykana, nie wyróżniająca się w tłumie, lecz najbardziej poszukiwana wśród pragnących szczęścia. -Nienormalna? -Nie, nie to miałem na myśli, przecież wiesz. -To co Ty masz na myśli?! -Nie chcesz wiedzieć... -Właśnie chcę, powiedz mi! -Nie dzisiaj, juz niedługo, obiecuję. -Już to mówiłeś... -Chyba nie, jak coś obiecuje to robię to. -Chyba... obiecałeś... -Proszę Cię, nie dziś to jest bardzo ważne dla mnie, obiecuję, jutro, ok? - nie było już odwrotu, wiedział że to co się zaczęło tak dobrze, skończy się smutkiem i żalem do samego siebie, bólem o własną niemoc w sprawach związanych z kobietami. "Zwykle kończyło się to na "zostańmy przyjaciółmi". Dobry przyjaciel, tak, chłopak- "niestety ale nie jestem na to jeszcze gotowa" - ale za miesiąc jest juz gotowa na wszystko... Kobiety... Ja... Rozdarty jak nieprzydatny paragon, który się bierze tylko po to by zaraz go wyrzucić" - pomyślał. Czuł sie bezużyteczny dla świata jak pionek poza polem gry na szachownicy życia. -Ok, zgadzam się, oby na pewno bo uznam że jesteś nie słowny i nie dotrzymujesz danego słowa, więc uważaj. -Ja uważam, ciągle uważam. Wiesz, musze coś jeszcze przemyśleć, w samotności... To ja już pójdę. -No to idź! Cześć! -Cześć... 3. Myślał jak jej powiedzieć że ją kocha. Może nie powinien mówić, zmyślić jakąś historię którą łyknie jak tabletkę na przeziębienie i zaraz o niej zapomni. Ale co z nim? Będzie nadal żył w niepewności i z ziarenkiem nadziei w sercu? Nie, tym razem się odważy, może to nie zrobi na niej wrażenia, ale sprawdzi na ile go stać. Jest przyzwyczajony do cierpienia więc nie będzie to nowość w jego życiu jak zostanie odrzucony, choć była rzeką uczuć na pustyni jego poczucia własnej wartości - Mary Sue i famme fatalle życia. Mieli się spotkać dziś w miejscu gdzie zawsze się spotykali gdy mieli iść na długi spacer. Nieustannie zerkał na swój zegarek odliczając minuty do wyjścia. Jeszcze ostatnie poprawki w wyglądzie. Poprawił odstające w każdą stronę, pozakręcane na końcówkach i rozwichrzone długie włosy które rzadko kiedy były poukładane. Ciężko mu z nimi, ale chociaż wyróżnia się w tłumie, lecz nie tak jak powinien. Łysi kolesie w sportowym ubraniu nie przepadają za takim wyglądem, nie raz spotkał się z wyzwiskami, pogardą i ogólnym niezadowoleniem osób z gatunku „dres”. Nie obchodzi go co mówią inni, ale ich opinia jest dla niego ważna. Już czas. Wychodzi. Śpiesznym krokiem idzie w umówione miejsce. Myśli o poważnej rozmowie nie dają mu spokoju. Widzi ją z daleka, nigdy by jej nie pomylił z kimś innym. Żegnała się z jakimś nieznany mu chłopakiem. Adrenalina i hormon odpowiedzialny za zazdrość szczytowały i osiągały granice wytrzymałości jego psychicznych możliwości. Nie chciał wiedzieć kto to był, lecz domysły nie dawały mu spokoju, ale postanowił pominąć to w rozmowie. Spotkali się, przytulili na przywitanie tak jak zawsze. Była to jedna z najprzyjemniejszych chwil w ich spotkaniach. Poszli wzdłuż rzeki. Mijając zakochane pary robiło mu się niedobrze, nie mógł pogodzić się z tym, że ktoś może być szczęśliwy, a on nie. Obwiniał za to swoją karmę, chociaż nie wiedział co zrobił, że go za to każe. Może karma go wynagrodzi za te cierpienia? Pozostało mu tylko czekać. Postanowili usiąść na ławce, zachód słońca oblewał ich twarze ostatnimi promieniami ciepła. Dziesięć minut spaceru w ciszy spowodowało niezwykle stresujące napięcie. Popatrzył się jej w oczy. Były piękne, duże i niebieskie jak ocean, za każdym razem tonął w głębi jej spojrzenia. Wyszeptał: -Kocham Cię… Jej wielkie oczy zaczęły robić się szklane. Odwróciła głowę i spuściła wzrok w dół. Łzy ciekły jej po policzkach. Dotknął jej ramienia. -Co się stało? Powiedziałem coś nie tak? -Tak, nie chciałam tego usłyszeć od Ciebie. Wiedziałam, że kiedyś ten dzień nastąpi. Nie chcę Cię ranić, jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale… -Ale co? -Ale, ja Cię nie kocham, nie możemy być razem. -Dlaczego? -Bo moje serce należy już do innego. -To dlaczego nie spotykasz się z tym kimś, a ze mną? To jest dziwne… -No bo Cię lubię, mogę znaleźć w Tobie wsparcie, porozmawiać, pospacerować, jesteś naprawdę uroczy. Niestety, ja nie mogę odwzajemnić do Ciebie tego uczucia. Jego dusza zrobiła się czarna, każdy jej kawałek ginął w niesamowitych męczarniach, lecz on nadal pozostawał uśmiechnięty. Nie mógł być smutny i pokazać jej że się przejmuje tą sytuacją, ma większe problemy i ten jeden na pewno nie wyszedłby jej na dobre, więc postanowił nie dawać śladu po sobie, że jest nadzwyczaj rozgoryczony i niesamowicie pogrążony w żalu. -Wiem, wiedziałem już o tym jakiś czas. Przepraszam, ale musiałem to powiedzieć, nie mogłem tłumić tego uczucia i żyć w ciągłej niepewności. Miałem nikłą nadzieję. Ale to nic. Przyzwyczaiłem się. Idziemy na kawę? -Naprawdę jest wszystko w porządku? Nie jesteś zły na mnie? -Nie, no coś Ty. Czy wyglądam na smutnego? –skłamał. Tak naprawdę smutek rozrywał mu duszę. Z trudem tłumił emocje. -Nie wyglądasz. -Więc? Idziemy? -Idziemy, ale obiecaj mi, że między nami wszystko będzie jak do tej pory, po koleżeńsku. Dobra? -Pewnie. Poszli do kawiarni. Wypili po dużej czarnej kawie. Pożegnali się. Przytulił ją mocniej i dłużej niż zwykle, łza zakręciła mu się w oku, powiedział „cześć”. Szybko odszedł by nie zauważyła że płacze. Miał wielką ochotę zrobić coś ze sobą. Napić się do upadłego? Naćpać? Kupił papierosy. Mniejsze zło, ale odstresowuje go w takich sytuacjach. Usiadł nad brzegiem rzeki, zaczął rozmyślać i palić papieros za papierosem. Miał myśli samobójcze. Już wstawał i miał rzucać się w rwący nurt rzeki, lecz nie miał na tyle dużo odwagi by zrobić ten jeden krok więcej i nie mieć już problemów. Już nigdy.

4. Trzecia w nocy. Obudził go koszmar. Oblał go zimny pot, serce mu biło jak szalone. Śnił jak spada w ciemną otchłań, w nicość. Upadł na samo dno tej nicości. Upadek bolał go tak jakby to nie był sen. Takiego bólu dawno nie odczuwał. Długo leżał, starał się myśleć o czymś przyjemnym, ale ciągle miał w głowie tylko spotkanie z najważniejszą osobą w jego życiu. Dlaczego powiedział to tak, a nie inaczej? Co by było gdyby…? Nieważne… Jest już za późno. Stało się. Tak…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych