Wróć do katalogu

Bieszczadzki koszmar

"Dłonią przetarła z kurzu szkło osłaniające portret, i wtedy po raz kolejny dopadła ją paraliżująca zmysły zgroza..."

altairblack, opublikowano , 25 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Spod komendy wojewódzkiej Policji w Katowicach odjechał srebrny, nie oznakowany samochód, a kierujący nim młodszy aspirant Mikołaj Tyczyński rzekł do siedzącej obok niego starszej aspirant Natalii Włodak. -Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałem, pakowałem się w takim pośpiechu. -Zamiast ciebie miał jechać Patryk, ale jego żona właśnie urodziła mu córkę, więc dostał wolne, i to ciebie przydzielili do tej sprawy. -No właśnie, coś więcej na ten temat, stary powiedział mi tylko, że mam się spakować na dwa, trzy tygodnie, i że mam jechać z tobą uganiać się po Bieszczadach za jakimiś przemytnikami. -Chodzi o gang Vitalija Toboroszczuka. Ukraińcy, którzy wspólnie z Polakami zajmują się przemytem na wysoką skalę. -No tak, słyszałem o nich, przerzucają przez granice całe tiry wypełnione alkoholem i papierosami, które akcyzy w życiu na oczy nie widziały. -Dokładnie tak, ale teraz zabrali się również za handel ludźmi. Porywają z ulicy młode Ukrainki, często są to biedne lub bezdomne dziewczyny, choć nie zawsze. Zabierają im dokumenty, przerzucają przez zieloną granicę i sprzedają do naszych burdeli. Współpracujemy z Policją ukraińską, która ustaliła, że za dwa, może trzy tygodnie będą przerzucać następną grupę dziewczyn. -No ale to chyba zadanie dla Straży Granicznej i lokalnej Policji, po co nas tam wysłali? -Ponieważ wiele uprowadzonych dziewczyn ląduje w Śląskich burdelach. Pyzatym, przyda im się pomoc takich gliniarzy jak my- tu Natalia uśmiechnęła się i puściła oczko do Mikołaja.- Oczywiście działamy w pełnej konspiracji, nie ujawniamy się nikomu, nawet Straży Granicznej. -To zrozumiałe, ale nawet Straży? -Nie możemy wykluczyć, że Toboroszczuk ma tam jakieś dojścia. -No tak, skoro połowa celników je mu z ręki, to może i w Straży mu się udało. Choć według mnie to mało prawdopodobne. -Mało, ale jednak prawdopodobne. Straż zawiadomimy dopiero w ostatniej chwili. Następna kwestia: od dwóch tygodni w Bieszczadach działa dwójka z przestępczości zorganizowanej, udają turystów, chodzą po okolicznych wioskach, węszą, szperają, ale jak na razie jest cisza, nic się nie dzieje. -No dobra, a jak cała sprawa wygląda od strony technicznej? -Co masz na myśli? -No, kwestia mieszkania, jedzenia. -Ty to masz tylko wyżerkę w głowie. -Nie tylko. -No tak, jeszcze piwo i dziewczyny. Masz trzydzieści lat, najwyższa pora się ustatkować, ożeniłbyś się wreszcie. -Nie mam z kim. To znaczy jest taka jedna… -Nie zaczynaj znowu tego tematu- przerwała mu Natalia. -Ok., wybacz. To co z tym jedzeniem? -Będziesz polował. A tak na poważnie, to w Polańczyku mamy zarezerwowane miejsca w jakimś pensjonacie. Tam będzie nasza, nazwę to baza wypadowa. Ale czasami będziemy musieli być bliżej leśnej głuszy, bliżej granicy, więc będziemy spać u jakiegoś gospodarza. -Super- rzekł z przekąsem Mikołaj. -Co, nie lubisz Bieszczad? -Zasadniczo to wolę być bliżej cywilizacji. A jeśli chodzi o walory turystyczne, to preferuję morze. -E, tam, nie znasz się. Ja kocham Bieszczady, jeździłam tam co roku, w każde wakacje gdy byłam w liceum, potem w szkole policyjnej. -Oj, to dawno było- zażartował Mikołaj. -Świnia! Zresztą jestem prawie w twoim wieku. -No, trzy lata starsza, to prawie nic. -Doigrasz się któregoś dnia. -No dobra, dość żartów. Co jeszcze muszę wiedzieć? -Stary to mnie powierzył dowodzenie, więc krótko mówiąc, ja tu rządzę. -No, i tego się właśnie obawiałem.

Dopiero po czterech dniach śledztwo ruszyło z miejsca. Strona ukraińska ustaliła, że gang Toboroszczuka szykuje się do przerzucenia uprowadzonych dziewczyn lada dzień. Wiadomo było, że kilku ukraińskich członków gangu przekroczyło już granicę i znajdują się obecnie na terytorium Polski. Byli dyskretnie obserwowani przez całą dobę, lecz w ich zachowaniu nie było nic podejrzanego. Byli bardzo ostrożni, ich będące na podsłuchu telefony nie zdradziły żadnych informacji, z nikim się również nie spotkali. Piątego dnia, Hubert i Konrad, oficerowie operacyjni wydziału ds. przestępczości zorganizowanej, którzy również przebywali w Bieszczadach, pozyskali bardzo ważną informację, mogącą pomóc w ustaleniu trasy przerzutu. Natychmiast za pomocą telefonu satelitarnego, albowiem głęboko w Bieszczadach zasięg sieci komórkowej praktycznie nie istnieje, przekazali ów wiadomość starszej aspirant Natalii Włodak, która przekazując ją teraz Mikołajowi nie zdawała sobie sprawy, że odmieni ona nie tylko oblicze śledztwa, ale również całe jej życie.

-Hubert i Konrad ustalili przybliżoną trasę przerzutu.- Mówiła Natalia, pochylając się nad mapą.- Wychodzi na to, że zatoczą spore koło. -Na tak długiej trasie będą potrzebowali jakiegoś schronienia, miejsca na odpoczynek, a w tych lasach takich miejsc jest mnóstwo. -Z tym akurat nie do końca się zgodzę. -No fakt, wszechobecne patrole Straży. -Wysoko w Bieszczadach, w okolicach Ustrzyk Górnych, może trzy kilometry od wioski, znajduje się kilka starych opuszczonych domów, prawdopodobnie łemkowskich, aczkolwiek to nie ma teraz znaczenia. Myślę, że to właśnie tam będą chcieli się zatrzymać. -Szczerze mówiąc, nie jestem do końca przekonany. Weź to na logikę, skoro jest to blisko jakiejś wioski, to raczej będą chcieli ominąć to miejsce. -Tutaj jest haczyk. Miejscowa ludność twierdzi, że w największym z tych opuszczonych domów, a zarazem jedynym teoretycznie nadającym się do zamieszkania coś straszy. -Co? Że niby nawiedzony dom? No proszę cię, przecież to bzdury. -Bzdury czy nie, miejscowi w to wierzą i unikają tego miejsca jak ognia. -Niegłupia koncepcja. Jeśli coś zwróci uwagę miejscowych, zrzucą winę na jakieś duchy czy inne straszydła, i nawet do głowy im nie przyjdzie aby zawiadomić Policję. -Najciemniej jest pod latarnią, jak to mówią. -No dobra, jakaś koncepcja szefowo? -Jutro, z samego rana wyruszamy do Ustrzyk. Będziemy udawali turystów. -Parę? -Nie! Rodzeństwo. -Szkoda. -Mikołaj proszę cię! -Dobra, już nic nie mówię. -Pokręcimy się po okolicy, zbadamy teren, no i oczywiście odwiedzimy to rzekomo nawiedzone miejsce. -Nie boisz się? O ile dobrze pamiętam, to ty wierzysz w duchy i tym podobne bzdury. -Wierzę czy nie, to moja sprawa. Musimy tam iść, trzeba będzie zamontować kamery w tym domu. -Chcesz sfilmować dowód na istnienie tych twoich zjaw? -Nie, chcę sfilmować dowód winy Toboroszczuka i jego ludzi. Idę teraz coś zjeść, a przy okazji pogadam z kelnerką, zauważyłam, że ona sporo wie na temat bieszczadzkich legend i podań. Idę o zakład, że wie coś również o tym nawiedzonym miejscu. -Widzę, że ostro cię wzięło. Zamiast za Ukraińcami, będziesz uganiać się za duchami. -Nie denerwuj mnie. Ja idę pogadać z Roksaną, a ty w nagrodę pisz raport dla starego.

Roksana bardzo chętnie podzieliła się z Natalią swoją wiedzą na temat owego nawiedzonego domu. Historia ta sięga czasów drugiej wojny światowej, kiedy to kilku pijanych SS-manów postanowiło udowodnić przed kolegami swą odwagę i zapuścić się w głąb bieszczadzkich lasów. Niemieccy żołnierze jak ognia unikali lasów, w których mogli natknąć się na polskich partyzantów, gdyż te spotkania zazwyczaj kończyły się dla nich niechybną śmiercią. Lecz późną wiosną 1940 roku, oficer SS Untersturmführer Herbert von Grosse, wraz z grupą trzech młodszych rangą podoficerów, będąc w stanie upojenia alkoholowego wtargnął do jednej z chat położonych głęboko w bieszczadzkim lesie. W owej chacie mieszkało starsze już małżeństwo, wraz z ich jedyną, dorosłą już córką. Niemcy zjawili się późną nocą. Światła ich motocykli obudziły starszego mężczyznę, który przeczuwając nadchodzącą tragedię, polecił swej córce ukryć się w małej piwnicy, do której znajdujące się w podłodze zejście zamaskował, kładąc na nim ciężki kufer. Małżeństwo nie miało lekkiej śmierci, hitlerowcy torturowali ich przez całą noc. Staruszkowie modlili się o przynoszącą ukojenie śmierć, choć ważniejsze było dla nich, aby ich jedyna córka ocalała. Gdy Niemcy odeszli, dziewczyna próbowała wydostać się ze swej kryjówki, lecz wtedy okazało się, że kufer, którym przykryte były drzwi jest zbyt ciężki, aby przerażona dziewczyna mogła sama sobie z nim poradzić. Zmarła z głodu w małej, ciemnej, wilgotnej piwnicy, w której dla ratowania jej życia zamknął ją jej własny ojciec. Legenda mówi, jakoby widmo ojca dziewczyny ciągle można było zobaczyć na pobliskim cmentarzu, a ona sama nadal nawiedza dom, w którym zmarła. Nadal nie może się z niego wydostać, tak jak to miało miejsce za jej życia, tak teraz, również po jej śmierci.

Natalia, wysłuchując opowieści Roksany cały czas, mimowolnie wpatrywała się z pożądaniem to w oczy kelnerki, to w jej głęboki dekolt. Policjantka była tak oszołomiona urodą rudowłosej Roksany, że nawet nie zorientowała się, kiedy znalazła się w jej pokoju. Lecz prócz fascynacji i pożądania, odczuwała również jakiś trudny od sklasyfikowania niepokój. Odczuwała go, gdy dotykała dłonią jej delikatnej twarzy, gdy całowała jej usta, gdy całowała jej piersi. Trudne do nazwania uczucie, jakiś tajemniczy dyskomfort, może lęk, towarzyszyło jej przez całą noc spędzoną z Roksaną, i nie opuścił jej również rano, gdy po przebudzeniu zorientowała się, że jest sama w pokoju kelnerki. Ubrała się w pośpiechu, poczym zeszła na niższe piętro do restauracji, gdzie spodziewała się zastać Roksanę, lecz ku jej zdziwieniu, to inna dziewczyna stała za barem. Okazało się, że Roksana, która powinna rozpocząć pracę przed dwiema godzinami, nie pojawiła się w restauracji. Co więcej, nikt nie widział jej od zeszłego wieczora. Niestety lokalna Policja mogła wszcząć poszukiwania dopiero po upłynięciu czterdziestu ośmiu godzin od zaginięcia, a Natalia wraz z Mikołajem musieli zająć się swoimi obowiązkami, to jest wizytą w rzekomo nawiedzonym domu.

Słońce stało wysoko, gdy funkcjonariusze szli skrajem lasu. Ostatni etap podróży musieli odbyć pieszo, albowiem po minięciu Ustrzyk Górnych, droga prowadząca do opuszczonych domów zamieniała się w wąską, nierówną ścieżkę, co uniemożliwiało jej przebycie samochodem. -Zastanawia mnie, co stało się z Roksaną- rzekła Natalia.- Przecież ludzie nie znikają ot tak, bez powodu. -Jakiś powód pewnie był. Nie wiem, może źle się poczuła i pojechała gdzieś do lekarza. -Powiadomiłaby kogoś. Zresztą w nocy nic nie sugerowało na to, żeby wymagała pomocy lekarskiej. -Jak to w nocy? Aha, no tak, chyba wiem, o co chodzi. -Mikołaj, ale jak zawsze proszę cię, aby to zostało między nami. -Jasne. -Gdy rano się obudziłam, jej już nie było. -Czasami bywa tak, że rano ma się kaca moralnego, no i się ucieka. -Wiesz, to nie było miłe. -Sorry. Ale przestań o tym myśleć, dziewczyna za chwilę się odnajdzie. A w międzyczasie powiedz mi, co ty tak kochasz w tych Bieszczadach? -Jak to co, te zabójczo piękne krajobrazy, czyste, świeże powietrze, niezniszczona przez człowieka natura. Uwielbiam chodzić po tutejszych lasach, po połoninach, można się wyciszyć, zapomnieć o tej wielkomiejskiej dżungli. -Ja tam wolę leżeć na plaży i zajadać się świeżutkimi, morskimi rybami. -Teraz jesteś tu służbowo, więc trochę inaczej na to patrzysz. Gdybyś przyjechał tu turystycznie, zmieniłbyś zdanie. -Nigdy w życiu. Zresztą, byłem tu kiedyś, i wcale mi się nie podobało. -Byłeś w Bieszczadach? Kiedy? -Ładnych kilka lat temu, jeszcze w podstawówce, jak byłem harcerzem. -Ty byłeś w harcerstwie? Nie wiedziałam. -Dawne czasy, ale miło powspominać. -Ale powspominasz w drodze powrotnej, chyba jesteśmy na miejscu.

Wyszli z lasu, gdzie na skąpanym w letnim Słońcu zboczu, stało kilka zrujnowanych, drewnianych chat. Bez trudu odnaleźli tę właściwą, jedyną, która jak dotąd opierała się upływowi lat. Wszechobecna zieleń lasów, połonin, jasno świecące Słońce, śpiew ptaków, szum pobliskiego strumienia, rosnące dziko kwiaty i stary drewniany dom nie przywodziły im na myśl sceny z horroru. Wręcz przeciwnie, piękno otaczającego ich krajobrazu urzekło Natalię, nawet Mikołaj poczuł, że mógłby spędzić urlop w takim miejscu. Mieli inne wyobrażenie, jak może wyglądać rzekomo nawiedzony dom. Lecz gdy weszli do środka, wnętrze okazało się bardziej zgodne z ich oczekiwaniami. Brudne szyby w oknach nie przepuszczały zbyt wiele światła, również poplamione, stare firany sprawiały, że w domu panował półmrok. Wszędzie roiło się od kurzu i pajęczyn, ściany pokryte były grzybami i pleśnią, a stęchlizna i fetor zgnilizny przyprawiały ich o mdłości. Jako Policjanci potrafili bez problemu rozpoznać ten odór, wiedzieli, że wydziela go rozkładające się ciało. A więc część legendy to prawda. Gdzieś w

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych