Bill Victy - test sądu
O ciekawych możliwościach, które można, ale nie trzeba zanegować.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przeszedłem przez szerokie drzwi. Masywna, drewniana konstrukcja zdawała się być bardzo stara i jednocześnie bardzo wytrzymała. Nacisnąłem ciężką klamkę i z trudem popchnąłem jedno skrzydło do wewnątrz. Przesuwało się ze zgrzytem, a gdy było już otwarte na oścież, zatrzymało się nagle i z trzaskiem. Powoli wszedłem do środka, nie dlatego, że chciałem, ale po prostu czułem, że muszę. Rozejrzałem się po wnętrzu i nieco zdziwiłem. Nie byłem w żadnym budynku czy sali. Te ciężkie drzwi prowadziły do olbrzymiej otwartej przestrzeni z błękitnym sklepieniem i ziemią gęsto porośniętą bujną trawą. Przypomniało mi to przez ułamek sekundy coś z czym spotkałem się w wielu fantastycznych książkach, grach czy filmach, które dane mi było w przeszłości poznać. Tam określano to różnymi słowami - najpopularniejsze z nich to teleport albo portal. Tak jak w powieściach fantasy, potężne i masywne drzwi przeniosły mnie w inne miejsce, inny świat. Postawiłem kilka niepewnych kroków i pojawił się ktoś obcy. Wysoki mężczyzna w czarnej szacie. Nim cokolwiek zrobiłem lub powiedziałem, on znalazł się tuż obok mnie, błyskawicznie, w jednej chwili, ale to też mnie nie dziwiło. Wydawało się normalne. Stał w odległości około metra ode mnie i przyglądał mi się z góry. Ja również patrzyłem na niego, lecz na pewno nie tak zawzięcie. - Jesteś wreszcie - odezwał się w końcu. - Tak jestem - odpowiedziałem jakbym nie był sobą. - Usiądź swobodnie, mamy sobie dużo do powiedzenia, a jeszcze więcej do wyjaśnienia - powiedział Nagle pojawiły się przede mną dwa fotele. Do jednego z nich podążyłem bez zastanowienia. Drugi, tak jak przypuszczałem, zajął mężczyzna. Usiadłem wygodnie i starałem się rozluźnić. Fotel był niezwykle głęboki i bardzo miękki. Wydawało się, że się w nim zapadam. Było to przyjemne wrażenie, dawało poczucie komfortu i być może to dziwaczne, ale również bezpieczeństwa. Mężczyzna w czarnej szacie usiadł naprzeciwko mnie, założył nogę na nogę i splótł palce dłoni opierając je na jednym z kolan. Wyglądał na bardzo pewnego siebie. Czekałem co się dalej wydarzy, bo czułem, że coś na pewno i że ja nie będę miał na to wpływu, a jedynie będę mógł mieć w tym udział. ...Miałem rację. - Wiesz dlaczego tutaj jesteś? - zapytał na wstępie. Pomyślałem, że w końcu się dowiem. Lecz coś poszło inaczej. - Tak, wiem - odpowiedziałem ze spokojem, ale wbrew własnej woli i wbrew prawdzie. - Wiesz kim ja jestem? - Oczywiście. – Po raz drugi mimowolnie skłamałem. Wtedy zacząłem się niepokoić, bo ktoś lub coś pogrywało sobie ze mną w sposób nie do końca uczciwy. Najpierw dziwne przeczucia i pewność niektórych tez, a później zupełnie abstrakcyjne odpowiedzi, nad którymi nie miałem kontroli i same się jakby wyrywały. - Bardzo dobrze Bill. Cieszę się, że to jest juz jasne, a teraz zacznijmy od nowa - człowiek w szacie powiedział z radością, a później głośno klasnął dłońmi. Po tym obraz się rozmył. Wszelkie dźwięki były stłumione, zdawało się, że docierają z daleka, a na końcu poczułem jakbym zaczął lewitować i kręcić się strasznie szybko wokół własnej osi. Chwilę później wszystko ustało, a ja znów znalazłem się w progu drzwi, przez które przed momentem przeszedłem. Tym razem jednak byłem dużo mniej spokojny. To co się przed chwilą wydarzyło okropnie mnie przestraszyło. Ciężko dysząc przekroczyłem próg po raz drugi. Widok za nim zastanowił mnie dużo bardziej niż gdy to było za pierwszym razem. Wszystko tam wydawało się dziwne, a najdziwniejsza moja obecność. Po krótkiej chwili zobaczyłem przed sobą postać w czarnej szacie. Tak samo jak wcześniej, mężczyzna w jednej chwili znalazł się obok mnie. Nie miałem pojęcia kim on jest i co może ode mnie chcieć, ale w pamięci miałem to co przed chwilą zrobił i z całych sił nie chciałem by to się powtórzyło. Uczucie, które towarzyszyło "cofnięciu się w czasie" nie było bolesnym fizycznie. Miało jednak dziwny i trudny do zidentyfikowania wpływ na nastrój i psychikę osoby. Doświadczyłem wtedy nieopisanego poczucia znudzenia, tak jakbym uświadomił sobie, że nie istnieje nic, co mogłoby sprawić mi przyjemność. Nigdy wcześniej się z czymś podobnym nie spotkałem, ale to nie miało znaczenia, bardziej zależało mi na tym żeby nie spotkać się z tym już nigdy później. Mężczyzna długo na mnie spoglądał. Tym razem ja sam nie podniosłem wzroku, bałem się. To co się wydarzyło zrodziło wiele pytań, ale jednocześnie wzbudziło respekt i przede wszystkim strach - dużo silniejszy od ciekawości lub być może pewnego rodzaju buntu. Minęła dłuższa chwila i odezwał się jako pierwszy. - Jesteś wreszcie. Wszystko to było dziwne. Sytuacja przebiegała niemal idealnie w ten sam sposób. Bałem się, ale wiedziałem, że muszę to jakoś wyjaśnić. - Gdzie jestem? Czemu tu jestem? I kim ty jesteś? – zapytałem obcego zbierając się na odwagę. - Usiądź swobodnie, mamy sobie dużo do powiedzenia, a jeszcze więcej do wyjaśnienia - rzekł w sposób identyczny jak przed kilkoma chwilami i sekundę później obok mnie pojawiły się dwa fotele. Stałem jakiś czas zbierając myśli. W tym czasie obcy mężczyzna opadł ze spokojem na fotel stojący naprzeciwko mnie, założył nogę na nogę i splótł palce dłoni opierając je na jednym ze swoich kolan. Ja również usiadłem, ale dopiero po chwili. Fotel znów wydał się przyjemnie miękki i niezwykle głęboki, lecz tym razem po prostu to zauważyłem i natychmiast zapomniałem, nie tracąc ani chwili by to roztrząsać. Spojrzałem na człowieka w długiej, czarnej szacie. Był wesoły i spokojny, fizycznie nie wyróżniał się żadnymi szczególnymi cechami – zwykły mężczyzna w średnim wieku, nawet przesadnie pospolity. Zastanawiałem się o co może mu chodzić i co ma mi do powiedzenia. Czekałem na jego ruch, brakowało mi śmiałości by samemu zacząć. Na szczęście nie trwało to długo. Zagadnął słowami, które wydały mi się znajome: - Wiesz dlaczego tutaj jesteś? Mogłem się tego spodziewać… - Nie mam pojęcia. Liczę, że ty mi to wyjaśnisz – powiedziałem bez zastanowienia, tym razem zgodnie z własną wolą i zgodnie z prawdą. Człowiek siedzący naprzeciwko mnie nie zważając na moje słowa ciągnął dalej: - Wiesz kim ja jestem? - Tego też nie wiem. Skąd miałbym to wiedzieć?! – odpowiedziałem nieco zdenerwowany, jednak starając się nie dać tego po sobie poznać. Mężczyzna wyprostował się w fotelu i poprawił, tak jakby szukał najwygodniejszego ułożenia. Spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się, niby serdecznie, ale z szyderczym podtekstem. Bałem się, że teraz wydarzy się to, czego ze wszystkich sił starałem się uniknąć. Że on klaśnie w dłonie, później wszystko zawiruje, a ja kolejny raz stanę przed drzwiami, które zaprowadzą mnie na początek. Już miałem coś powiedzieć, wcale nie wiedziałem co, ale musiałem zrobić cokolwiek by spróbować tego uniknąć. Pomyślałem, że to bez znaczenia i wybełkotałem:
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil BillVicty
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…