Wróć do katalogu

Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział

:)

carys, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powierzchnia Bitwa o Wieżę

Słońce powoli chowało swoją czerwonawą tarczę za wierzchołkami wzgórz. Zmęczone dniem rozsyłało ostatnie ciepłe promienie po skalistych szczytach, kurczące się jednak wraz z jego nieubłaganą wędrówką na zachód. Niżej, w dolinach, zapanował już chłodny mrok, przypominając wszystkim, że zbliża się pora odpoczynku. Niebo na zachodzie oblało się purpurą, zwiastując wichurę na kolejne dni. Od czasu do czasu o skaliste ściany uderzał mocniejszy podmuch wiatru, potwierdzając przepowiednię nieba. Ostatnie pieśni na pożegnanie złotej kuli, świergot ptaków w listowiu, szukających odpowiednich gałązek, na których można przycupnąć na kolejną noc. Ciche przekradanie polnych zwierząt do swych norek... Tylko w zdobytym Illaivlen panowała martwa cisza. Nie docierał tu żaden odgłos spoza bram, zupełnie jakby na miasto została narzucona osłona, nie pozwalająca przedrzeć się dźwiękom otoczenia. Na wielkim placu, otaczającym centralną budowlę miasta - Księżycową Wieżę - zgromadziła się część elitarnych drowich oddziałów pod dowództwem Algernona Schwarzentype. Reszta rozbiła obozy na wschodnim stoku góry, lub po prostu zajęła co większe i lepiej zachowane wille Illaivlen. Wojownicy, zakuci w czarne, mithrillowe pancerze, dopiero o zmierzchu mogli bezpiecznie opuścić swoje kryjówki. Ich magia i oręż były potężne, lecz wystarczył jeden promień słońca, by doskonała broń stała się zupełnie bezużyteczna. Skóra drowów, pozbawiona naturalnych osłon, szybko ulegała poparzeniom, nie dającym się szybko wyleczyć naturalnymi środkami. Toteż teraz, z obawy o stan zdrowia, mroczne elfy otuliły się grubymi, ciemnymi płaszczami z głębokimi kapturami, które, mając naciągnięte aż na nosy, skutecznie chroniły je przed niszczącym działaniem słońca. Czary podziemnego świata działały tylko w mroku. Melusa, otulona ciemnozieloną, długą opończą, stała na okazałych schodach, prowadzących do zachodnich wrót Wieży, i spoglądała na budowlę. Na jej twarzy malowała się obawa i napięcie. Znała swoje możliwości. Były wystarczająco potężne, by pokonać niejednego przeciwnika. Lecz pierwszy raz miała zmierzyć się z Xantipe, swoją rodzicielką, i musiała przyznać, że bardzo bała się tej walki. Jakaś jej część sprzeciwiała się temu, lecz duma Melusy zamykała usta wszelkim skrupułom. Chwila niepewności. Wiele z jej wcześniejszych planów obróciło się w perzynę. Od początku nie wszystko układało się po jej myśli i to najbardziej denerwowało Melusę. -Pani. Odwróciła się szybko i zmarszczyła brwi. Algernon skłonił się jej lekko, utrzymując odpowiedni dystans. -Przybyła Xantipe - powiedział. W jego głosie wyczuła niepewność i obawę. Algernon zbyt dobrze pamiętał jej niedawny wybuch wściekłości po wiadomości o zniknięciu Xiitane. Kilka mebli trzeba było wykonać na nowo, a pilnujący więźniów własnoręcznie odebrali od niej chłostę. Melusę nie interesowało, czy była ona słuszna, czy nie. Nie słuchała żałosnych wyjaśnień. Tak długo biła nieszczęśników, aż podwładni Algernona, w trosce o ich życie, odebrali jej narzędzie tortur i zamknęli w osobnym pokoju, dopóki całkiem nie ochłonęła. Zwykle opanowana, pokazała swoje drugie, nieobliczalne oblicze. Melusa spojrzała ponad ramieniem swego drowiego sprzymierzeńca, którego skutecznie trzymała pod pantoflem, i uśmiechnęła się nieznacznie. Wielkie bramy Illaivlen otwarto. Główną aleją miasta prowadzącą na wielki plac, kroczyła Xantipe w otoczeniu kilkudziesięciu swoich podwładnych. Jej postać była doskonale widoczna z daleka. Xantipe ubrana była w białą, długą suknię, lekko prześwitującą pod słońce. Podmuchy wiatru, od czasu do czasu przedzierające się do miasta, wydymały cienką tkaninę i wtedy elfia pani wyglądała jakby płynęła w powietrzu. W ręku trzymała cienką laseczkę, którą oplatała śnieżnobiała roślina. Na grubszym końcu laseczka była wysadzana drobnymi, świecącymi kamykami przypominającymi kryształy górskie. Drowi wojownicy rozsuwali się przed nią na boki, okazując jej niemal nabożny szacunek i pozdrawiając, tak, jak było to w drowim zwyczaju. Xantipe nie patrzyła jednak na nich, lecz przed siebie - na stojącą na schodach Wieży Melusę. Obok Pani Wieży kroczyła... Xiitane, z niepewną miną i nieodłącznym kotkiem Arewem, którego mocno tuliła w ramionach. Nieco z tyłu Xantipe szła Scharlottene. Melusa skrzywiła się na ich widok, przeczuwając, że los szykuje jej kolejną niemiłą niespodziankę. Xantipe zatrzymała się w połowie placu. -Jako pani tej Wieży żądam wycofania drowich wojsk z mojego miasta - powiedziała donośnym głosem. W krystalicznie czystym powietrzu można ją było usłyszeć nawet na murach obronnych, wokół których stanęły oddziały Powierzchniowców. Części z nich udało się wejść na same mury, by lepiej widzieć wyzwanie. Melusa wybuchnęła śmiechem. -Pani tej Wieży? Nie za dobrze więc się starałaś, by ją obronić przed moimi towarzyszami - powiedziała kpiąco, spoglądając z góry na przeciwniczkę. -Wiesz, że mogę jeszcze odwołać wyzwanie. Przemyśl to dobrze, Lorciu - w tonie głosu Xantipe brzmiało wyraźne upomnienie. Dla niej Melusa, a raczej Lorin, jak brzmiało jej prawdziwe imię, wciąż była małą, bardzo upartą dziewczynką. Elfka powoli zeszła ze schodów i zatrzymała się przed Xantipe na wyciągnięcie ręki. -Znam zasady. Nie musisz mnie pouczać - syknęła, patrząc prosto w oczy rodzicielce. Gdyby jej wzrok potrafił zabijać, Pani Wieży byłaby już dawno martwa. - Nie jestem już małą dziewczynką, którą możesz pouczać. I radzę ci dobrze, jestem Melusa, nie Lorcia! - omal nie zakrztusiła się tym słowem. - Idiotyczne imię! Wściekle spojrzała na siostrę, która niewzruszenie stała dwa kroki za matką, później na Scharlottene, i szybko się odwróciła. -Twoi podwładni uwięzili kilku moich przyjaciół. Żądam, by ich wypuszczono. -Nie upadłam tak nisko, by władać drowami. Też mam swoją godność - powiedziała Melusa, krzyżując ręce na piersiach. - Twoje roszczenia wobec mnie są więc nieuzasadnione. Jeżeli chcesz odzyskać przyjaciół, porozmawiaj z Algernonem. Myślę, że jakoś dojdziecie do porozumienia. Ostatnio bywa bardzo chętny do współpracy. Xantipe spojrzała na drowiego generała. -Pani Wieży chce ponegocjować - Melusa uśmiechnęła się nieprzyjemnie. Algernon zrozumiał aluzję wspólniczki. Skinął na stojącego najbliżej podwładnego i wydał jakieś polecenie. Chwilę później na ciemniejący plac wyprowadzono Carys, Drizzta i Dani. Melusa położyła dłoń na ramieniu Carys i popatrzyła na dziewczynę. Panna Velmondo zmierzyła ją wściekłym spojrzeniem, a trzymany przez Algernona za ogon kruk, zakrakał złośliwie, wyginając się na wszystkie strony, i próbując dosięgnąć dziobem ręki drowa. Gdyby nie to, że Carys miała związane ręce, już dawno rzuciłaby się na Melusę. Wiedźma uśmiechnęła się do niej. Porozumiewawczo spojrzała na Algernona, który skinął, by mówiła w jego imieniu. -Moi przyjaciele nie chcą drowiego odstępcy ani fałszywej wspólniczki - powiedziała. - Dziewczynę dostaniesz po walce, jeżeli dasz mi słowo, że kiedy wygrasz, w co mocno wątpię, pozwolisz mi odejść. -Zgoda - Xantipe przytaknęła, nieco zdumiona niezbyt wygórowanymi żądaniami. Melusa przecięła więzy na dłoniach Carys. -Mam nadzieję, że jeszcze pamiętasz o naszej umowie - syknęła do niej, tak by Algernon nie usłyszał jej słów. -Więc to ty... - Carys wyglądała na kompletnie zbitą z tropu. Ta wiadomość zupełnie ją zaskoczyła i dała wiele do myślenia odnośnie planów Melusy.

***

Caleb i Deirdre, którzy stali z przyjaciółmi na zniszczonych murach, z niepokojem spoglądali na rozległy plac wokół Wieży. Cokolwiek się wydarzy podczas wyzwania, którakolwiek z dwóch ubiegających się o tytuł Pani Wieży wygra (chociaż nie wątpili w zwycięstwo Xantipe), było wiadome, że dojdzie do ostatecznej bitwy pomiędzy drowami a Illaivleńczykami i ich sprzymierzeńcami. Stojący obok nich Lacandros patrzył przez lornetkę i oceniał pole bitwy. Algernon miał znaczną przewagę. Kilkanaście jednostek rozstawionych wokół placu miało osłaniać sojuszniczkę i skórę generała, którzy, w razie niepowodzenia, zapewne mieli już ułożony plan ewakuacji. Lwia część drowiej armii otaczała miasto i tylko dzięki uprzejmości wojowników, wpuszczono ich na mury. Gdyby jednak rozpoczęła się bitwa, Lacandros i towarzyszący mu ludzie znaleźliby się w potrzasku, otoczeni kordonem drowów uzbrojonych po zęby. Zanim żołnierze z Twierdzy w dolinie przedarliby się do nich, o ile w ogóle by tego dokonali, pan Vogel mógłby już zostać posiekany niczym kotlet. Liczebnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych