Bóg jest Tobą
A po śmierci... Możesz odpocząć i zobaczyś gdzie popelniłeś błąd. Jeśli się zepsujesz zaczniesz od nowa... tylko inaczej... do końca, aż znikniesz w niepamięć
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dokładnie wszystko sprawdziłem 5.37 odjeżdża z stacji pociąg towarowy. Zdecydowałem.
Wróciłem do domu. Popatrzyłem na zdjęcie sprzed lat. Patrzyłem na uśmiechnięte twarze moich rodziców.Wtedy byli jeszcze razem, kochali się. Niewiele po moim przyjściu na świat rozstali się. Położyłem je wierzchem na dół. Nie mogłem patrzeć. Wyjrzałem przez okno. Widziałem dzieci bawiące się w osiedlowym parku. Każda zabawa sprawiała im olbrzymią przyjemność. Radość płynęła z nich na każdym kroku. A potem szczęśliwe wracały do domu trzymając rękę mamy. Widziałem starszą kobietę. Siedziała na ławce. Gdy podniosła się by wrócić do domu nikt jej nie pomógł, choć było wyraźnie widać, że chodzenie sprawiało jej trudność. Widziałem młodych chłopaków, jeździli na rowerach. Słyszałem jak głośno klęli i cynicznie wyśmiewali się z każdego kogo napotkali na swojej drodze. Szybko zniknęli mi z oczu. Zbliżał się zmierzch. Powoli podwórko pustoszało. Wszyscy wracali do domu. Na dworze pojawili się młodzi mężczyźni; nazywani przez osiedlową społeczność chuliganami. Każdy przyszedł z puszką piwa. Zaczęli pić, klnąc przy tym głośno, śmiejąc się i krzycząc. Znałem ich. Bałem się ich. Zawsze mnie wyzywali. Nienawidzili. Gdy tylko ich przypadkiem spotkałem starali uprzykrzyć mi moje życie. Plując, wyzywając od najgorszych, szturchając i grożąc. Po pewnym czasie jednak i oni zniknęli. Udali się do domów albo poszli przejść się po okolicy. Nie chciałem wiedzieć po co. Poszedłem do kuchni. Wypiłem bardzo zimną wodę z kranu. Przypomniałem sobie jak mama mi mówiła gdy byłem mały. „Nie pij tej wody tam są zarazki”. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Mama zmarła pięć lat temu na zawał serca. Bardzo to przeżyłem. Często odwiedzałem ją w jej nowym miejscu zamieszkania. Cmentarna 5. Zacząłem płakać. Wszystko straciło dla mnie sens. Spojrzałem na zegarek. Była 2 w nocy. Nawet nie przypuszczałem jak szybko czas może minąć na rozmyślaniach. Byłem dorosłym mężczyzną, ale teraz nie potrafiłem powstrzymać się od łez. We wnętrzu bardzo się bałem, choć tłumiłem myśli. Starałem się zapomnieć, uspokoić się. Ale we mnie coś się kotłowało, dusiło, paliło od środka. Kazało krzyczeć, a równocześnie broniło przed tym. Ten dziwny stan nie opuszczał mojego ciała. Zażyłem leki uspokajające. Tak jak zalecił psychiatra. Położyłem się z okropną świadomością, że już nigdy nie zasnę, że nigdy nie nastanie kolejny wieczór. Nigdy nikt mnie już nie pocałuje, nie przytuli, nie pokocha... Histeryzowałem, przestałem zwracać uwagę na kapiące wciąż łzy. Zagryzłem wargi, ale wciąż czułem kamień w sercu. Coraz ciężej mi się oddychało. Świadomość, że wkrótce Ją spotkam, że wkrótce stanę z Nią twarzą w twarz, przerażała mnie. Cały się trząsłem. Usłyszałem trzask. To wiatr zrzucił lampę którą postawiłem na biurku. Może nie potrzebnie zostawiłem otwarte okno? Ale tym się teraz nie martwiłem. Już niczym się nie martwiłem. Tylko Nią. Ale to dało mi impuls. Duszący pot i koszmarne myśli ustąpiły. Przestałem się wewnętrznie dusić. Serce przestało krwawić. Wybiegłem z domu. Biegłem czym prędzej. I zacząłem się cieszyć. Wreszcie Ją spotkam. Tyle lat na Nią czekałem. A teraz. Bałem się, ale już nie drżałem. Pobiegłem wprost na stację kolejową. Zaczynało powoli świtać. Spojrzałem na zegarek. Tak 5.30. Czas się zbliża, a on nigdy się nie zatrzymuje. Pobiegłem dalej. Miałem nie wiele czasu. Zaraz się tu zjawi, nie mogłem Jej przegapić. Znalazłem odpowiednie miejsce. Było ono stosunkowo czyste. Położyłem się na ziemi. Tylko po to żeby zaraz wstać. Przeszył mnie ogromny dreszcz. I usiadłem na torach. Uspokoiłem się. Przecież nic się nie stanie. To tylko zwykłe spotkanie. Będzie dobrze. Dotknąłem ręką szyn. Zbliżała się 5.35. Nie wiedziałem sam czemu, polizałem je. Miały okropny smak. Paliły język. Czyste żelazo. Zacząłem się śmiać. Przestałem się w ogóle stresować. Wiedziałem, że nie robię nikomu krzywdy. To tylko pociąg…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Zimny Snieg
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…