Wróć do katalogu

born2die (cz.2)

zbrodnia i miłość i... zbrodnia

To_Ya, opublikowano , 19 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

7

W tym samym czasie Gino odwrócił się od drzwi i stanął przy oknie. – Jak myślicie chłopcy, czy ta cała centrala naprawdę istnieje? Bo coś mi się wydaje, że to jest wielka lipa, a całe nasze Amarantowe Legiony, to nasza piątka, plus szef. – Co cię to obchodzi? – odpowiedział Tino. – Robisz to, na co miałeś ochotę. Nie? – Taak... miałem ochotę... dobry sobie. A co miałem robić? Jak już wyszedłem z tych parszywych komandosów, to nigdzie nie mogłem się załapać do roboty. No to niby z czego miałem żyć? Obrobiłem paru facetów... raz mnie nakryli, to dostałem rok. A jak mnie wypuścili, dalej nie było pracy, więc znowu zacząłem kombinować. Ale jeden facet chciał pokazać, jaki z niego chojrak i zaczął wymachiwać giwerą, więc... – Więc co? – zapytał Tino. – Nic – Gino zwalił się na swój tapczan. – Faceta już nie ma. A pistolet mam ja. Banalna historia, nieprawdaż? – Bo ja wiem... – A ty jak się tu znalazłeś? Czy to prawda, że uczyłeś się na doktora? – Prawda. Właśnie zdałem ostatni egzamin po piątym roku. Teraz miałbym pewnie własny gabinet i kupę szmalu, ale po pijanemu zabiłem dziewczynę. Oblewałem z kumplami egzamin... Film mi się urwał, a jak się ocknąłem siedziałem za kierownicą, a pod kołami leżała ta dziewczyna. Przestraszyłem się i nawiałem. Ukrywałem się trochę tu, trochę tam, aż w końcu trafiłem do was. To wszystko. – A ty, Drucik? – Gino wykazał się niezwykłą dociekliwością. – Ja?... Jak wiecie jestem technikiem elektronikiem. Bardzo lubiłem swoją robotę, ale pewnego pięknego poranka znalazłem się na bruku. Szef był straszną kanalią, ale miał fajną córkę. Nie podobało mu się, że dziewczyna czasami robi do mnie słodkie oczy, więc mnie wywalił – miał dla niej lepszego kandydata. Podobnie, jak ty, miałem problemy ze znalezieniem pracy. Forsy brakowało, a chciałem się żenić. – Z córką byłego padrone? – zapytał Tino. – Nie. Znalazłem inną – kontynuował Toni. – Dlatego dałem się namówić kolesiowi na tę robotę. – Jaką robotę? – do rozmowy włączył się Alberto, zwany Grubym. – Mieliśmy obrobić sklep jubilerski. Moim zadaniem było unieszkodliwienie systemu alarmowego. Wszystko poszło znakomicie, ale gdy już wychodziliśmy z towarem, nadzialiśmy się prosto na patrol. Zaczęła się strzelanina. Jednego gliniarza trafiłem, ale dostał też mój kumpel. Nie mógł wiać. Wiedziałem, że będzie sypał... Musiałem się ukrywać, a po jakimś czsie wszedłem do naszej grupy. Potem przypadkowo dowiedziałem się, że kumpel ( gliniarz, którego poczęstowałem kulką również) zjechał, zanim zdążyli cokolwiek z niego wyciągnąć, ale odwrót i tak miałem odcięty. – No, to nasze życiorysy niewiele się różnią – skwitował Gino. Zapadła chwila milczenia. – No, Gruby, na co czekasz? Wal! – Eee tam... – Jak spowiedź, to spowiedź. Słuchamy. – Mariowi też się każesz spowiadać? – z przekorą w głosie zapytał Alberto. – No, nie... wszyscy wiemy, że Mario, to zawodowy killer. Choć może, nie tyle zawodowy, co hobbysta... – No dobrze – zgodził się Alberto. – Może was to zdziwić, ale do Legionów trafiłem po prostu z przekonania. Dosyć miałem rządu i jego policji, kapitalistów, faszystów i tego całego burdelu, który ma czelność nazywać siebie państwem. Postanowiłem z nimi walczyć, wszystkimi dostępnymi metodami. – Po prostu anarchista – stwierdził Tino. – Zaraz musisz, jak aptekarz, przykleić każdemu etykietkę? Kiedy zorientowałem się, co właściwie robimy, było już za późno. A, tak na marginesie, Gino ma chyba rację, że te całe zasrane Legiony, to tylko nasza szóstka. – Chyba jednak nie – w głosie Tina zabrzmiało powątpiewanie. – Ktoś przecież daje forsę na nasze działanie... – Masz rację. Ta Centrala, chyba naprawdę istnieje – podsumował Toni. – Nie wiadomo tylko, kim oni są. Porca mizeria... Chyba nie arabowie!? Charakterystyczne pukanie przerwało rozmowę. – Kto to? – zapytał pomny reprymendy Gino. – Nie wygłupiaj się! To ja, Mario. Gino otworzył drzwi. – No, co macie takie skwaszone miny, chłopaki? Robota zrobiona – jedziemy na wakacje. Razem!

8

Cała piątka, niepomna tego, że są poszukiwani miło spędzała czas na plaży, w dyskotekach i barach. Któregoś ranka, Mario wszedł do pokoju zajmowanego przez Gina. Widząc, że starannie zasłane łóżko nie wykazuje śladów nocnego używania, przez chwilę, lekko skonsternowany zastygł w bezruchu, potem gwałtownie otworzył drzwi łazienki. Stwierdziwszy, że Gina w niej nie ma, zajrzał jeszcze do szafy, po czym wzburzony pobiegł do pokoju zajmowanego przez Tina. Bezceremonialnie zerwał okrycie ze śpiącego chłopaka i zaczął go szarpać za rękę. – Gdzie jest ten skaut!? – Jaki skaut? Co ty pieprzysz? – Gino! – Chyba u siebie... – Nie ma go. Wcale się nie kładł tej nocy. – Może jest u jakiejś dziewczyny? – Bzdura! Nie ma jego rzeczy. Nawiał sukinsyn. Dzwoń do szefa! Szybko. Mario podniósł słuchawkę stojącego na nocnej szafce telefonu. – No dzwoń! Na co czekasz – wydyszał ze wściekłością Mario. – Nie z tego aparatu, ćwoku... – Tino szybko włożył szorty i podkoszulek, wsunął na stopy sandały i wybiegł z hotelu. Mario podążał za nim krok, w krok. Po chwili wcisnęli się do budki telefonicznej. – Odwróć się! – wydał polecenie Tino, wkładając kartę do aparatu. – Niby dlaczego? – Odwróć się, albo sam zadzwoń! – Przecież nie znam numeru. – No właśnie. Skoro szef podał numer tylko mnie, to znaczy, że nie chce, byś i ty go znał, więc się odwróć. – Ty gnojku! – wysyczał przez zęby Mario, ale odwrócił się w drugą stronę, gdy tymczasem Tino wybrał numer. – Tu Tino. – ... – Gino nawiał. – ... – Jest ze mną. – ... – O.K., szefie. – Szef chce rozmawiać z tobą. – Tino oddał słuchawkę Mariowi. – Słucham szefie. – ... – Tak, wiem gdzie to jest. Niedaleko Florencji.. – ... – Dopadnę gówniarza. – ... – W porządku, szefie. Może pan na mnie liczyć. Już zapisuję. Mario odłożył słuchawkę. – Wracamy do hotelu i pakujemy się. Po przyjeździe do Rzymu skontaktujesz się z szefem. Dostaniecie klucz na nową metę – w starej nie ważcie się pokazywać! – A ty? – Gówno ci do tego! – O.K. Coś ty się zrobił taki nerwowy? Po niespełna godzinie czwórka młodzieńców opuściła swoje pokoje i udała się na dworzec. Mario wsiadł do autobusu odjeżdżającego w kierunku Florencji, pozostali zaś przeszli na stację kolejową i zajęli miejsce w pociągu. Na dworcu Termini spotkali się z szefem, który wręczył im kartkę z adresem, oraz klucze do mieszkania.

9

Toni i Gruby nudzili się w nowej melinie – tym razem – zupełnie przyzwoitym mieszkaniu niedaleko Cinecitta. – Nudno – odezwał się Alberto. – Może by tak włączyć telewizor? – Włącz. – Tino odłożył na bok czytaną właśnie książkę. – Alberto wcisnął przycisk pilota. Spiker akurat kończył czytać zdanie: – ...do ubrania miał przypiętą kartkę z napisem Amarantowe Legiony. Policja podejrzewa, że padł ofiarą wewnętrznych porachunków w łonie tej terrorystycznej organizacji. Na ekranie pokazała się sylwetka leżącego człowieka, a potem pokazano zbliżenie twarzy. – Słuchajcie, to chyba Gino. – odezwał się Alberto. – A to sukinsyn! – wykrzyknął Toni. – Gino? – Alberto zrobił zdziwioną minę. – Mario. To na pewno jego robota. Rozległ się zgrzyt przekręcanego w zamku klucza i do mieszkania wkroczył szef, a za nim Mario. – Ty skurwysynu! Zabiłeś Gina! – Alberto rzucił się z pięściami na Maria. – Uspokójcie się – szef rozdzielił zwaśnionych. – Wiecie, że Gino chciał nas wsypać? Kręcił się koło posterunku policji w swoim miasteczku. Ktoś musiał go uciszyć. – Gówniarz! – Mario splunął przez zęby. – No dobrze chłopcy. Czeka was następna robota. – Znowu jakaś bomba? – zapytał Tino, z niechęcią w głosie. – Zgadłeś. – A może by zmienić metodę? – Nasz doktorek znowu się wymądrza. – Mario nie mógł się powstrzymać przed kąśliwą uwagą. – Zamknij się, Mario! Musicie się jakoś dogadywać. Lupus lupi frater est. – uciszył go szef. – Co masz na myśli? – Zamach na jakąś konkretną osobę. Jakiegoś polityka, ważnego glinę, albo innego VIPA – To byłoby najlepsze. Ale, wy chłopcy niestety do tego się nie nadajecie. A propos, Mario, jakoś nienajlepiej spisujesz się w akcji werbunkowej. Przydałoby się zorganizować jeszcze kilka bojówek. – Wie pan, szefie... – zaczął się tłumaczyć Mario – ...to nie jest takie proste. Nie wiadomo, jak ich wyszukiwać. – Najlepiej dać ogłoszenie do gazety – zakpił Tino. Mario spojrzał na niego zdziwiony i nagle poczerwieniał z gniewu. – Ja ci kiedyś zamknę mordę na zawsze, mądralo! – Mam pomysł, szefie –Tino zignorował pogróżki wściekłego Maria – chyba nawet niezły. – W porządku porozmawiamy o tym przy następnej okazji, ale na razie wykonujemy polecenia Centrali.

10

Na posterunku rozdzwonił się telefon. Dyżurny podniósł słuchawkę: – Polizia Municipale. Słucham. – ... – Pańskie nazwisko? Halo! Halo! Odpowiedział mu tylko sygnał. Dyżurny połączył się z innego telefonu z przełożonymi, powiadamiając ich o otrzymanej przed chwilą informacji.

11

Policja miejska i karabinierzy przeprowadzili pośpieszną ewakuację klientów i personelu domu towarowego, oraz pracowników i mieszkańców pobliskich budynków. Zablokowano ponadto kwartał ulic przylegających do obiektu. W chwilę potem budynkiem wstrząsnął potężny wybuch. Na miejscu zdarzenia niemal natychmiast pojawiły się wozy bojowe straży pożarnej. Po ugaszeniu płonącej zawartości magazynów straż odjechała.

12

Tino siedzący w samochodzie szefa,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych