Wróć do katalogu

[Brak tytułu]

W konsekwencji nigdy nie kontynuowane opowiadanie. A może warto do niego wrócić? Dajcie znać.

Rain, opublikowano , 11 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1: TEN „SZCZĘŚLIWY”

Ameryka Północna, Kwiecień 2012

Był rześki kwietniowy poranek. Dość chłodny jak na tę porę, bardziej kojarzoną już z nadchodzącym, letnim słońcem niż jeszcze wilgotną rosą na błyszczących od nocnej mżawki źdźbłach trawy. Była bardzo krótko przystrzyżona, nawet trudne do ścięcia boki trawnika, które stanowczo urwały dywan zieleni na rzecz dokładnie wysprzątanej wylewki, były dobrze wypielęgnowane. Pojedyncze promyki najlepiej znanej gwiazdy oświetlały precyzyjnie przycięty żywopłot dostarczając jego liściom niezbędnego składnika do życia. Widać było fachową rękę ogrodnika, który znając się na rzeczy profesjonalnie ściął wszystkie niepotrzebne gałązki nie pozostawiając żadnego niedociągnięcia. W powietrzu wyczuć można było charakterystyczny, słodkawy zapach kwiatów, szczególnie fiołków i forsycji, które dostarczały wiosennego uroku pomiędzy zimnym, stalowym otoczeniem. Rozpoczynał się dzień, który miał być tak samo niespotykany i kolorowy jak pozostałe w jednym z najciekawszych okresów w historii posesji pana Dusta. I był. Cały teren został otoczony wysokim, przyozdobionym małymi posążkami murem, co nadawało całej okolicy niedostępnego i surowego wyglądu. Pomysłodawca przybytku nie lubił być obserwowany, ani podglądany zatem prywatność stawiał na piedestale potrzeb w swoim ekscentrycznym żywocie. Brak dostępu z zewnątrz był także uzasadniony naganną opinią pośród mieszkańców małego miasteczka Vargiss, ulokowanego gdzieś pośrodku niczego. Cała osada składała się z parunastu domów, niezbyt zamożnych, gdzie robotnicza klasa wiodła umiarkowane życie „od pierwszego do pierwszego” nie mogąc pozwolić sobie na żadne ekstrawagancje ani wyskoki finansowe. Pośród niewielu miejskich uliczek zauważyć było można stary, niewyremontowany posterunek policji, dopiero co odnowioną przychodnię, kościół i parę innych instytucji, których waga w każdym mieście była pierwszorzędna. Centralnym punktem wokół którego znajdowały się wszystkie te budynki była posesja Gerarda Dusta, dwudziestoczteroletniego multimilionera, który dziedzicząc wielkie pieniądze naraził się na zazdrość i złośliwość tubylców. Joseph Dust, zmarły ojciec Gerarda był wpływowym politykiem, często udzielającym się w mediach. Sławny z ciętego języka i braku zahamowań w głoszeniu swych ideałów zaopatrzył się w szerokie grono zarówno oddanych fanów, jak i surowych krytyków. Zmarł szybko i nieoczekiwanie zostawiając swojemu małoletniemu synowi olbrzymi majątek. Jednak nie tylko cienie przeszłości składały się na niedobrą opinię młodzieńca. Znany był także z pociągu do leków, drogich samochodów i, co najgorsze pośród małych miasteczek, pań lekkich obyczajów. Wszystkie te wady skutecznie odizolowywały go od reszty typowych „ludzi pracy”, którzy wykonując dzień po dniu te same czynności, gdzieś w głębi pragnęli, by choć na parę chwil, móc być na jego miejscu - nie martwić się o nadchodzące jutro, wydawać ile tylko się da, robić co się tylko chce i brać od losu pełnymi garściami. Było to jednak niemożliwe. Miejscowi musieli ograniczyć się do wysłania kuponów lotto z nadzieją, że pewnego dnia szczęście się do nich uśmiechnie i zyskają fortunę równą młodemu dziedzicowi, a może nawet i większą. Tak, zazdrość jest nieodłącznym elementem egzystencji Vargissu, w tym stopniu zwyczajnym i jawnym, że z czasem stała się po prostu niezauważalna. Majordomus z cichym zgrzytem przekręcił korbę w zamku i otworzył frontowe drzwi. Zrobił parę kroków w kierunku bramy i od razu poczuł, że od silnego wiatru rumienią mu się policzki. Potarł niezgrabnie ręce i schował w kieszeniach czarnej, służbowej marynarki. Dotarłszy do głównego wjazdu, wyjął z kieszeni - robiąc sporo hałasu - pęczek srebrnych kluczy. Na każdym z nich przyklejony był kawałek białego materiału, dzięki któremu zarządca domu, mógł podpisać który należy do czego. Sortując niepotrzebne dotarł w końcu do lekko wyszczerbionego o właściwym oznaczeniu i lekko drżącą ręką otworzył zamek przekręcając trzykrotnie klucz w lewą stronę. Robił tak co dzień od wielu, wielu lat. Zatrudniony jeszcze za czasów ojca Gerarda wykonywał swe obowiązki z należytym do swojego zawodu szacunkiem. Był już zmęczony. Po śmierci starszego pana wiele się zmieniło. Wprawdzie otrzymywał wyższe niż wtedy wynagrodzenie, ale nie miało to istotnego znaczenia w tej chwili. Służenie państwu Dust było dla niego wszystkim. Był tak silnie wrośnięty w egzystencję tego terenu, że nie wyobrażał sobie jak miałoby to inaczej wyglądać. Było dla niego za późno. Za późno na inne życie, inny świat, przeoczył ten moment w którym mógł jeszcze cokolwiek zmienić. Czasem rozmyślał, że choćby nie dostawał żadnych pieniędzy za swoje usługi to i tak nie opuściłby Gray Gate. Posiadłość zyskała taką nazwę parę lat po jej wybudowaniu. Joseph, tuż po ukończeniu prac budowlanych rozkazał przemalować wrota na szaro, aby nie wyróżniać się pośród innych w tym mieście. Naprzeciw oczekiwaniom po pewnym czasie zaczęła krążyć plotka o „Gray Gate”, miejscu odrzuconym przez kościół gdzie oskarżony o korupcję polityk stworzył swój azyl. Burza w mediach równie szybko zawrzała jak i ucichła, a przybytek Jospeha Dusta na zawsze był już nazywany wzorem szaro malowanej bramy. Arte wrócił do środka i chwycił wcześniej odstawiony kubek z letnią już herbatą. Złapał naczynie obiema rękoma i krótkim westchnięciem oznajmił przyjemność z ogrzewania sobie dłoni. Spojrzał na zegarek. Każda godzina w „Grey Gate” miała…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych