Bramy Piekielne
O tym, jak to umierają moje własne, cieżko wypracowane morale.Jak to brnę tam gdzie mnie nie proszą, a gdzie i tak jeszcze trafię.Opowiadanie pisane późną nocą, z oczekiwaniem na wschód słońca, z cyklu "noce bezsenności":]
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Gdzie jesteś? -Śpię. -Śpij.
***
Mały chłopiec ocknął się, przebudzony nieprzyjemną wilgocią oblepiającą jego uda i pośladki.Wiedział, iż będąc małym chłopcem nie powinien nigdy więcej robić siusiu podczas snu, kiedy to jego pęcherz wymyka się z pod kontroli i korzysta z bestroskich chwil nocą.Dziecko zerwawszy się z obrzydzeniem ze swojego miejsca spoczynku poczuło niesłychaną falę gorąca, która rozlała się wzdłuż jego tętnic, podpowiadając chłopcu że znów postapił źle, i poniesie karę.Tak, pięcioletni chłopcy są niemal mężczyznami, ciągną cudowne,złote warkocze białogów z przedszkola i jeśli wymaga tego sytuacja, biją się na pięści z rywalami o zdobycz.Gdy młodemu, pięcioletniemu mężczyźnie inny mężczyzna wyrywa z objęć plastikową lokomotywę, komunikacja między dwoma obozami- Republiki Północnej i Południowej Sali Zabaw zaczyna być zagrożona.Mały chłopiec nauczony był walczyć, toteż i tym razem zacisnął wargi i wstrzymał żrący niczym kwas potok łez, którch niewielkie źródełka zabłyszczały w kącikach jego oczu.Mięśnie nie wytrzymały jednak napięcia.Mały chłpiec zajęknął, czując na policzku niewielką, załamującą świetlne refleksy i cienie kroplę, zawieszoną na słonej nici.Mężyczyźni nie płaczą.Tymczasem mały chłopiec wciąż nie zmieniał swojej postaci, mocząc się w łóżko i płacząc nad swoją słabością.Plastikowa lokomotywa nigdy nie zawiezie go między tunelami z klocków do krainy gdzie łóżka pozostają suche nawet w pełnię, zaś łzy mają smak czekolady.Czemu łzy małego chłopca pozostawiały brzydkie zacieki na buzi, świadcząc o jego traumie i dramacie? Lokomotywa odjechała w siną dal, pozostawiając po sobie pustkę zalanego światłem gwiazdozbiorów pokoju.Jej lampy, których błysk rozciąga się na długie metaliczne wstęgi oświatlają teraz inne pokoje i twarze innych chłopców, bawiących się w kryzys komunikacyjny. Dzika, nieokiełznana niczym najstraszliwszy zwierz ciemność zagarnęła wszystkie zabawki małego chłopca, wyszczerzając cynicznie białe zębiska na palecie nocnego nieba. Mały chłopiec nie wiedział co ma począć.Siedząc skulony w kącie łóżka brnał przez każdą sekundę, czekając na ranek i wschód słońca, dobrego przyjaciela którego żar rozpala żelazne cele lokomotyw, w których inni mali chłopcy spędzają czas na podróży ku zamkom z piasku.Cóż cudownego było w tym pojeździe? Posuwał się po torach lekko a zarazem szybko, bezlitośnie niszcząc wszystko, co stanowi przeszkodę.Lokomotywy są wielkie, majestatycznie ciężkie i dla chłopców.Kipiący wrącym różem świat dziewczynek był tylko marną namiastką przygód, jakie spotykają małych chłopców podczas szaleńczej wyprawy lokomotywą.Jedynie prawdziwi bohaterzy, panowie żywiołów i własnych losów...tylko oni nie giną ratując z opresji piękne pasterki, przywiązane bezlitośnie sznurami do zimnych, żelaznych szyn. Druga łza przetoczyła się po policzku chłopca w tym samym korycie.Wstyd i żal osiągnęły władzę nad jego myślami usiłując wycisnąć jeszcze jedną kroplę, którą żywiły się i którą spijały z coraz większą łapczywością.I tym razem pociągnęły małego chłopca za rękaw, przypominając swej ofierze o nieosiągalnej lokomotywie, która stoi na półce w przedszkolu, oraz o tym, jak kolejny raz męskość małego chłopca skurczyła się zroszona nocnym moczem.Mały chłopiec był beksą i dzieciakiem. ***
-Kim jesteś? -Małym Chłopcem. -A co robisz? -Uciekam.
***
Dziecko zwiewnęło, rozwierając pokaźnie paszczę uzbrojoną w kilka zębów mlecznych.Mały chłopciec jednak zasłonił szybko buzię, uprzytamniając sobie nagle zalecenia mamy."Zasłaniaj przynajmniej usta, gdy ziewasz".Mama była dla małego chłopca pierwszą w życiu kobietą, wobec której musiał zachować postawę dobrze wychowanego gentelmena w czarnym, eleganckim smokingu.Zależało mu na tym,aby wzbudzić w niej szacunek i respekt w obliczu swoich manier.Co sprawiało iż mały chłopiec nie mógł zmróżyć oka? Nie tylko mokre łożko, ani niewygodny fotelik.Przede wszystkim dziwne, niecodzienne odgłosy dobiegające z dolnych partii domu, gdzie znajdował się salon-arena wyczynów i wolna sawanna należąca tylko do małego chłopca.Spędzał tam letnie dni i zimowe wieczory radośnie biegając i wykonując najróżniejsze akrobacje- dowód na tężyznę fizyczną chłopca, małego mężczyzny którego siła mięśni musiała przezwyciężać opór kolegów i psa, który przez nieskończenie długie godziny potrafił walczyć ze swoim właścicielem o obuwie i inne przedmioty zaznające nieodwracalnych zmian po wizycie w groźnych szczękach domowego łowcy. Mały chłopiec poczuł w duszy po raz kolejny palący a zarazem gorzki niepokój...Dźwięki którym nie mógł zaufać przybrały na mocy wraz z otwarciem drzwi, które zasyczały lekko ocierając się o podłogę.Nieludzki, rozdzierający rechot zmienił barwę by stać się obłędnym chichotem szaleńca.Mały chłopiec ścisnął dłoń na piersi, posuwając się krokiem wytrawnego agenta wzdłuż korytarza w pastelowej, harmonijnej tonacji brzoskwini i delikatnej pomarańczy.Światło kinkietu układało się na przeciwległej ścianie w dziwny kształt przypominający wykrzywioną grymasem twarz.Mały chłopiec otarł dłonią pot, jaki zaperlił się na jego czole.W jednej chwili zastęsknił niewymownie do sobotnich obiadów pod opieką starych ciotek, o poczuciu bezpieczeństwa i adoracji które rozsiewało słońce i szczęście w jego sercu.Tymczasem lęk rósł stopniowo, wspinając się po schodach o niskich progach coraz zwinniej i szybciej.Kiedy wydawało się, iż zaczął biec, mały chłopiec wystąpił ku niemu na spotkanie, usiłując zatuszować drganie własnego ciała.Wróg nie może nigdy posiadać tajnych informacji o stanie swego przecinika.To zakłócić może teorię równowagi między rywalami.Przedszkolne korytarze, ringi gdzie krew płynąca z nosa przemywała młodym wojownikom drogę po zwycięstwo, były doskonałym nauczycielem technik konfrontacji i ciosów.Szkolne korytarze uczyły także młodych mężczyzn jak płakać, aby nikt poza pokonanym nie dostrzegał ciepłych kropel rozlewających się po uderzonym policzku.Taktyka, jaką mały chłopiec zdołał opanować do perfekcji i tym razem nie zawiodła.Lęk zmróżył wąsko powieki, nie wierząc własnej porażce oraz sile wewnętrznej małego chłopca.Zginął na chwię, rozmyty barwami kolorowej, bawełnianej piżamki dziecka.Na miękkiej, pachnącej pastą do zębów bluzeczce tańczyły radośnie i zgodne słoniki, wypuszczając w niebo barwne balony.Barwne tak bardzo, iż Bóg jeden wiedział tylko, jaka była nazwa owych kolorów.Małemu chłopcu pozostały jedynie domysły-przywilej dzieci i naukowców dziedzin młodych i tajemniczych.Pierwszy z baloników zwał czerwonym, drugi niebieskim...i tak dalej.Czy kiedyś dane mu będzie opowiedzieć swym kolegom o karminie i ultrafiolecie?Czy mały chłopiec zrzuci kiedyś ze swych wątłych ramion…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Meritaten
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…