Wróć do katalogu

Break Life

Trochę spoilerów, jeszcze niedokończone opowiadanie. Fascynacja PB, więzieniem i dorosłym życiem "dorosłych" bohaterów. Pamiętnik Amandy B.

Lady_Lena, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

7 czerwca 2003r. Zaczynam pisać a nawet nie mogę znaleźć pasującego do mnie opisu, opisu, który byłby odzwierciedleniem mojej aktualnej sytuacji, w jaką wplątał mnie los. Nigdy nie było dla mnie trudnością nazwanie licznych pamiętników, które w ciągu tych dwudziestu siedmiu lat nędznego życia robaczego były przeze mnie prowadzone do utraty tuszu w długopisie, do ostatniej strony, a każda pisana z pasją godną naśladowania. Tylko, że prawdopodobnie działa to do pewnego okresu wegetowania na świecie. Potem się kończy, tak jak mi zaraz papierosy, które kopcę na ganku zabiedzonego bugalowa z powodu braku laku. Czas wolny. Słowo, za które kiedyś mogłabym dać sobie rękę odrąbać żywcem, teraz, kiedy mam go praktycznie bez przerw na lunch, jest niczym powolne konanie w smrodzie. I tyle. Od grudnia zeszłego roku poczułam przedsmak tego, co na mnie czekało, aż do teraz. Smakowite preludium bez deseru. Wywalili mnie z pracy za zdefraudowanie pieniędzy firmy dla której miałam niewątpliwego pecha harować jak wół sześć dni w tygodniu. Moja obrona polegała na słowach: „Zostałam wrobiona, Wysoki Sądzie”. I chociaż to prawda, każdy tonący łapie się tej właśnie brzytwy. Wsadzili mnie na damski oddział w zakładzie penitencjarnym w Fox River. Resztę historii mogę sobie tylko przypominać, ponieważ przez kilka miesięcy nazbierało się tyle wspomnień, że głowa mała. W każdym razie uciekłam stamtąd, razem z Michaelem Scofieldem, jego bratem Lincolnem Burrowsem, Sucre i Tamarą – moją koleżanką z celi. Po wielu dniach ukrywania się i tułaczki w stronę słonecznej Panamy, wreszcie dorwał nas agent służby federalnej Alex Mahone. Udało się nam jednak porozumieć, gdyż Michael miał wspólne cele z Mahone’m. I tym oto sposobem siedzę na ganku ohydnego, brudnego domku parterowego z kradzionym laptopem i paczką najtańszych papierosów. Piszę. Piszę, bo nie mam już po co siedzieć z nimi w „kuchni” i omawiać kolejnych kroków do zniszczenia pewnej tajnej organizacji rządowej w celu oczyszczenia Lincolna Burrowsa z zarzutów morderstwa pierwszego stopnia. Wszyscy bowiem stwierdzili, że nie jestem godna zaufania i nie mogę znać ich planów. Mam za to stać na najbardziej ruchliwej ulicy w Las Vegas, ładnie wyglądać i czatować na nasz kolejny cel – wysokiego rangą urzędnika, by zagadać, dać się poderwać i zaprosić do hotelowego pokoju na małe co nie co. W przekonaniu Michaela jest to zebranie materiału obciążającego. Według mnie – zwykłe stręczycielstwo. Nie mam wyjścia z tej sytuacji. Znalazłam się w wielkiej wojnie gangów i nie ma odwrotu z pola walki. Koniec. Stanę się dziewczynką na posyłki, albo jeszcze gorzej. Stracę szacunek do samej siebie. Gdyby w tym śmierdzącym „domu” był jeszcze jeden wolny pokój, nie musiałabym przebywać tyle z osobą, która odebrała mi jedyne marzenie na normalniejsze życie, nawet z tym podrobionym dokumentem stwierdzającym tożsamość. Ale nie. Nigdy nie dostaję tego, czego chcę. Nie mam nawet pieprzonego Michaela Scofielda na wyłączność. Nic, kurwa mać, nie mam. Tamara zabrała mi go, opowiedziała, że nie chciałam, by uciekała z nami, że się nad nią znęcam psychicznie i jeszcze kilka bajeczek. Mike przecież zawsze pomaga uciśnionym przez innych. Stałam się wyrzuconą z grupy sierotką. Ale co tam. Ja im jeszcze pokażę!

10 czerwca 2003r. Nie znam planu, jasna sprawa. Znów mam stać i ładnie wyglądać. Nikt nie docenia tu potencjału mojego mózgu. Widzą za to potencjał w moich cyckach rozmiar D. Widać, że grupa jest zdominowana przez samców niskiego rzędu. Cóż za żal. Stoję właśnie przed lustrem i maluję dokładnie rzęsy tanim tuszem, czarnym jak noc. Nigdy nie otwieram ust, kiedy to robię. Lubię moje oczy. Prosty nos. Cerę bez blizn. Uśmiech czający się w kącikach ust. Rysuję prostą kreskę na prawej powiece. Staram się być jak najbardziej bliska celu, w końcu to jest moja robota. Magisterium z finansów mogę wsadzić do kosza na śmieci. Teraz TO jest moja praca pełnoetatowa. Ładnie wyglądać. Na policzki lekkimi ruchami nadgarstka nakładam róż. Pędzel prześlizguje się łagodnie po skórze, zostawia jasnoróżowe smugi. Uśmiecham się, by sprawdzić efekty. Kolej na usta. Warstwa bezbarwnego błyszczyka wystarcza. Ich naturalny kolor jest wyjątkowy. Dlaczego pracując jako finansistka tego nie widziałam? Przesuwałam zimny, stalowy drucik kolczyka przez lewe ucho, kiedy ktoś zapukał do drzwi. - Za pięć minut wyruszamy – Lincoln wsadził głowę w szparę między framugą a skrzydłem. - Za moment będę gotowa. – oświadczyłam stonowanym głosem. Żadnych emocji, zapamiętaj to! Dopięłam kolczyk za płatkiem ucha i spojrzałam jeszcze raz w zwierciadło. Strzepnęłam malutkie włoski z sukienki w kolorze burgunda i spojrzałam na zegarek. Była to podróbka Cartiera, wysadzana drobnymi cyrkoniami. Dochodziła dziewiąta wieczorem. Chwyciłam niewielką torebkę na złotym łańcuszku stojącą na brzegu umywalki i ruszyłam przed siebie pewnym krokiem na siedmio-centymetrowych szpileczkach. Lincoln przytrzymał mi drzwi od łazienki. - Dobra robota, Amando. Dobra robota, Amando. Słowa inne od wszystkich. Nietrafiony komplement. Dostanę premię? Kiedy zamknęły się drzwi hondy ze mną w środku, popatrzyłam chwilę na twarz Michaela, który stał w garażu. Dlaczego ona? pytały moje oczy, ale usta były silnie ściśnięte. Nie powiedziały ani słowa, nie wyszeptały przekleństwa, nie krzyknęły o miłości. Ruszyliśmy. Odwróciłam spojrzenie. Wieczór należał do tych cieplejszych w stanie Nevada. Przez lekko uchyloną szybę tylnego siedzenia powoli wypuszczałam dym papierosa. Obok mnie zajmował miejsce Alex. Usłyszałam jego ciepły ton obok mojego ucha. - Oto cel. Fotografia mężczyzny, średnio urodnego, na oko sześćdziesiąt lat. - Co tym razem, Alex? Seks za pieniądze? Masaż z „happy Endem”? – nie potrafiłam opanować rozgoryczenia. Ironia, sarkazm, ale przede wszystkim zazdrość wylewała się przez moje usta. - Rozmowa, Amando. Kiwnęłam tylko głową na znak zrozumienia. Rozmowa, Amando. Czy każdy tu mnie z taką łatwością olewa, czy co? Dlaczego przez wszystkich przemawia ten pierdolony spokój?! - To zawsze jest rozmowa, Alex. Nie miej mnie za prymitywną dziwkę. ROZMAWIAŁAM z nimi wszystkimi. Są inteligentni, prostaccy, naprawdę różni. Ale zawsze chcą tego samego – mnie. W ładnym opakowaniu. Mam dość waszego olewania moich możliwości. Wkurwiacie mnie. Przyszło mi to zupełnie tak łatwo, jak im ignorancja mojej osoby. Nie uroniłam łzy. Nie wpadłam w kocioł potocznie nazywany histerią. Ten sam jebany spokój. Zobaczyłam, że Sucre przysłuchuje się naszej rozmowie. Lincoln wydawał się być skupiony na prowadzeniu, jednak zerkał nerwowo w lusterko wsteczne. Zatrzymał hondę na parkingu przed kasynem Królewskim. Wysiedliśmy. Owiał mnie dość ciepły wiatr, który chciał rozburzyć nienagannie ułożoną fryzurę. Podążyłam, jako pierwsza, stukając obcasami o beton, w stronę wejścia. Na twarzy miałam nieodzowny uśmiech modelek z pierwszych stron gazet o modzie. W końcu mam bardzo dużo czasu wolnego. Powitali mnie dwaj wielcy, czarnoskórzy ochroniarze i przytrzymali drzwi. - Dziękuję. Wewnątrz panował niesamowity gwar, a odgłosy durnych maszyn do grania ładowały mój poziom agresji. Dość szybko odnalazłam cel. Siedział przy jednym z oddalonych stolików do ruletki w towarzystwie bogaczy, którzy przyjechali tu przepuścić kilka tysięcy, pozdradzać żony i być po prostu panami własnych światków. Zebrałam się w sobie, odetchnęłam głębiej i ruszyłam przed siebie. - Proszę sto na czerwone osiemnaście… - rzekłam do krupiera, podając mu żeton, by obstawił w moim imieniu. Cel natychmiast zaczął rozmowę. - Raczej pechowy wybór. Udając zainteresowanie, odwróciłam się twarzą do niego i z filiglarownym uśmiechem odpowiedziałam: - Niemożliwe. To moja szczęśliwa liczba. Moje obliczenia okazały się trafne i wygrałam dwa razy tyle, co postawiłam. - Ma pani dar. Zapraszam do prywatnego stolika. Podał mi ramię, którego się złapałam i przycisnęłam mikroskopijny guzik w kolczyku, aby uaktywnić mikrofon. Super technologie zawsze mnie pasjonowały. Cel poprowadził mnie do osobnej Sali, gdzie wstęp mieli tylko najbogatsi i ich osoby towarzyszące. Grano tu w kości, o czym w ogóle nie miałam pojęcia, lecz nie przerażało mnie to tak bardzo, jak to, co miało nastąpić po kościach. Jakie perwersje wymyśli sobie tym razem ten konkretny cel? Czego wymaga? Co będzie po? Przestraszona Piękna z Nienagannym Wyglądem. Pustka we mnie zaczęła grać smętną melodię na dwa smyczki. Nie wytrzymałam. - A może pójdziemy od razu do

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych