Bunkier Częstochowa
Opowiadanie w post-apokaliptycznym klimacie, którego akcja dzieje się w Częstochowie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
BUNKIER CZĘSTOCHOWA
  Fala gorąca zalała jej ciało. W ciemności pod powiekami zabłysły rzędy czerwonych liter.   {i}Uwaga! Awaryjna dehibernacja – proces w toku.......... {/i}   {i}Uwaga! Awaryjna dehibernacja – proces zakończony. {/i}   {i}Funkcje życiowe w normie. {/i}   {i}Otwieram komorę.......... {/i}   Hibernator otworzył się z głośnym sykiem.   Poczuła, jak czyjeś silne ręce wyciągają ją z komory. Ktoś wyjął wtyczkę z gniazda sprzęgu w jej głowie i zatkał je. Czerwone litery zniknęły. Ktoś uniósł po kolei jej powieki i błysnął w oczy jasnym światłem.   — W porządku! — usłyszała kobiecy głos. — Nic jej nie jest. Bierzcie ją.   — Kosmacz! — inny głos, tym razem męski, dobiegł z większej odległości. — Sprawdź czy w pozostałych komorach ktoś został! Misztal! Zabierzcie banki danych hibernacji!   — Tak jest!   Z trudem uniosła powieki. Nie była w stanie skupić wzroku na jednym punkcie. Widziała jedynie dwa rozmazane kształty prowadzące ją pod ręce.   — Sierżancie! — jeszcze inny głos z oddali. Odwróciła się, ale zobaczyła tylko jasne światło lampy. — Tam jest kilkadziesiąt sprawnych komór!   — Dobra! Załóżcie tym tu płaszcze antytermiczne i ruszamy. Po resztę wrócimy później.   — Możesz iść? — usłyszała tuż przy uchu.   Chciała odpowiedzieć, ale z gardła wydobył się jedynie niewyraźny pomruk. Skinęła głową.   Zatrzymali się i pozwolili jej stanąć na nogach. Kolana ugięły się pod nią, ale podtrzymywana dała radę iść.   — Cyrut! — ten sam kobiecy głos. — Idź pomóc tym z przodu.   Ręce podtrzymujące z prawej strony puściły ją.   Wzrok wciąż nie chciał sprawnie funkcjonować. W ciemnym korytarzu niczego nie mogła dostrzec. Zamknęła więc oczy i spróbowała sobie przypomnieć, jak się tu znalazła.   Jak z mgły wyłonił się obraz pająkowatych czołgów kroczących i inteligentnych bombowców równających z ziemią kolejne miasta. Ewakuacja. Tysiące ludzi chroniących się w hibernatorach atomowych bunkrów i dziesiątki, dla których zabrakło miejsca.   Stała w kolejce do odprawy. Zziębnięta, przestraszona. W oddali słychać było eksplozje. Bała się, że nie zdąży - że bombardowanie rozpocznie się zanim ukryje się za grubymi ścianami schronów. Albo, że z jakiegoś powodu ją odprawią. Mężczyzna w mundurze Obrony Cywilnej sprawdzi jej dokumenty i powie, że nie może wejść. Przecież nie była nikim ważnym. Ani naukowcem, ani politykiem Była świeżo upieczonym magistrem pedagogiki, któremu już i tak wszystkie życiowe plany legły w gruzach.   Z dudniącym sercem wpatrywała się w czarną głębię wejścia do bunkra.   Kiedy to było? Wczoraj? Miesiąc temu? Rok? Jak długo spała sztucznym lodowym snem?   Jasne światło przeniknęło przez powieki, powietrze zmieniło zapach.   Otwarła oczy.   Szli w stronę wyjścia, do połowy zawalonego gruzami.   Spojrzała na prowadzącą ją kobietę. Kontury wciąż się rozmazywały, ale dostrzegała już wyraźnie kształty. Twarz kobiety była spokojna, a ciało pod mundurem pokrywał pancerz.   Kobieta uniosła ją z łatwością i wdrapała się na gruzy.   Tuż za nimi trójka innych żołnierzy – po mundurach wywnioskowała, że są żołnierzami – wyniosła śpiących z nią ludzi.   Dwaj inni żołnierze stali nieco dalej.   Rozejrzała się. Wszędzie wokół piętrzył się gruz. Brukowany plac pokrywała gruba warstwa pyłu, zwalone budynki straszyły wystającymi prętami zbrojeń. Skrawki otaczającego cały teren muru nie były już w stanie obronić przed niczym. Niknące za linią horyzontu słońce zalewało wszystko rdzawym światłem.   I przypomniała sobie...   — O, Boże... — struny głosowe nie pozwoliły jej na więcej niż szept. — Przecież to... Jasna Góra...   Klasztor leżał w gruzach. Nie ocalał ani jeden z beżowych budynków. Biała wieża była kikutem, ledwo wystającym ponad sterty kamieni.   Niezdobyty bastion padł...   Usłyszała przeciągły jęk i odwróciła się.   Starszy mężczyzna, którego wyciągnięto razem z nią padł na kolana i głośno zapłakał.   Zauważyła, że na żołnierzach widok ruin nie robił najmniejszego wrażenia.   — Sierżancie! — jeden z nich, stojący dalej, krzyknął do wychodzącego z podziemi dowódcy. — Zbliżają się!   — Misztal! Bierz ich do transportera! — rozkazał sierżant. — Trzeba ich przebadać.   Kobieta objęła ją wpół lewą ręką, w prawą złapała zawieszony na plecach karabin. Uniosła ją kilka centymetrów nad ziemię i pobiegła w stronę pozbawionej sklepienia bramy.   Tuż obok biegł inny żołnierz, niosący w ten sam sposób rosłego mężczyznę.   Nagle głowa mężczyzny eksplodowała szkarłatną fontanną krwi, mózgu i fragmentów kości.   Żołnierz bezceremonialnie rzucił ciało na ziemię i odwrócił się.   Spojrzała za siebie.   Zobaczyła pozbawiony kończyn i narządów płciowych męski korpus, utrzymujący się na ocalałym kamiennym słupie na stalowych, pająkowatych odnóżach. W miejscu jego oczu ziały czarne dziury, z szeroko otwartych ust wystawało kilkanaście, różnej długości i grubości rur. Błoniaste skrzydła poruszały się dynamicznie, w każdej chwili gotowe poderwać monstrum do lotu. Powyżej krążyły podobne stwory.   Żołnierz przyłożył karabin do ramienia i strzelił.   Huk krótkiej serii rozerwał powietrze.   Skrzydlate monstrum skoczyło w przód.   Jedna z wystających z ust rur błysnęła.   Trzymająca karabin ręka żołnierza z głośnym trzaskiem upadła na ziemię.   Niespodziewanie głowa potwora eksplodowała. Gdzieś daleko rozległ się huk wystrzału.   Żołnierz odsunął się w bok i stwór runął wprost na pozbawione głowy ciało swej ofiary.   Z wysokości, jeden po drugim, zaczęły opadać kolejne potwory. Jedne miały skrzydła w miejscu rąk, inne coś, co przypominało odwłoki zamiast nóg.   Żołnierze otworzyli ogień.   Pociski posiekały skrzydła pierwszego z nadlatujących. Stwór uderzył w ziemię. Ale gdy tylko pierwszy z żołnierzy podbiegł, by go dobić, poderwał mackowate odnóża i wbił je prosto w jego pierś.   Drugi żołnierz doskoczył do swego towarzysza i z całej siły próbował go uwolnić z oplatających macek.   W tej samej chwili szyja potwora wydłużyła się, a usta rozwarły w wielką paszczę. Długie, ostre niczym sztylety zęby wgryzły się w twarz ofiary.   Mężczyzna osunął się na ziemię.   Jego towarzysz odskoczył, stracił równowagę i upadł na wznak. Uniósł karabin, ale zanim zdołał wymierzyć, macki oplotły się wokół lufy i wyrwały mu broń z ręki.   Nie czekając aż oplotą i jego, żołnierz wykonał przewrót w tył i wylądował na nogach. Kontem oka zobaczył, że sierżant i stojący przy nim drugi mundurowy szykują się do strzału.   Odskoczył w bok.   — Ognia! — ryknął sierżant.   Grad pocisków zasypał stwora.   — Misztal! — krzyknął pozbawiony ramienia żołnierz. — Nie stój tak! Zabieraj ją stąd! — wskazał na niesioną przez Misztal kobietę. Schylił się i wyjął z oderwanej dłoni karabin.   Misztal rzuciła się do ucieczki. Ani ona, ani niesiona przez nią kobieta nie odwróciły się, gdy za ich plecami rozległy się strzały.   Wybiegły za mury klasztoru. Na ulicy stał potężny transporter opancerzony. Gdy podbiegły, tylny trap opadł i Misztal jednym susem wskoczyła do środka.   Posadziła kobietę na podłodze. Zdjęła z półki dużą skrzynię i położyła przed sobą. Otwarła ją, zaczęła ustawiać znajdującą się wewnątrz aparaturę.   Z kokpitu wychyliła się głowa kierowcy.   — Co jest? Gdzie reszta?   Nie odrywała wzroku od skrzyni.   — Jeśli nie zjawią się za sześć sekund, odjeżdżamy bez nich. — wyjęła ze skrzyni strzykawkę i nachyliła się do kobiety. — Muszę ci pobrać krew.   Kobieta skinęła głową i podała jej ramię. Za murem rozległa się głośna eksplozja.   Przez wysoką wyrwę wybiegł sierżant. Odwrócił się i posłał do wnętrza długą serię.   Za nim wybiegł inny żołnierz, niosący starszego mężczyznę i wbiegł po rampie do transportera.   Ostatni pojawił się żołnierz bez ręki. Minął sierżanta, zatrzymał się i zaczął strzelać przez otwór w murze.   Sierżant opuścił broń i ruszył do wozu bojowego. Gdy był w połowie drogi, jego podkomendny ruszył za nim.   Wskoczył do transportera. Wejście zamknęło się tuż za jego plecami.   Pojazd ruszył z piskiem opon.   — Kosmacz! Do wieżyczki! — rozkazał sierżant.   Podwładny bez słowa posadził starszego mężczyznę i wskoczył do kokpitu.   Misztal przyłożyła strzykawkę do ramienia kobiety. Igła przebiła skórę i czerwona ciecz została wessana do komory.   — Po co to? — wychrypiała kobieta.   Misztal podała jej manierkę   — Szukamy przeciwciał.   Kobieta pociągnęła łyk. Przełknęła, kaszlnęła i oddała naczynie.   Sierżant nachylił się nad Misztal i podał jej dwa czarne dyski. Wsunęła je w otwory czytników. Spojrzała na przesuwające się po odrapanym, plazmowym ekranie dane.   — Jak się nazywasz? — spojrzała na kobietę.   — Sylwia. — była to jedyna rzecz, której była pewna.   — Kiedy się urodziłaś?   Nie mogła sobie przypomnieć. Pokręciła wolno głową.   — Dwudziesty trzeci lipca... nieważne...   — Co się tu dzieje?   — Ewakuacja. Zabieramy was do Katowic.   — Ale... — pojazdem wstrząsnęło, gdy wjechał na podziurawioną przez bomby kasetowe drogę. — Co tu się stało?   — Wojna... — kolejny wstrząs. — ...z maszynami.   Pojazd na przełaj zjechał z Alei Najświętszej Maryi Panny. Wypadł na Aleję Wolności. Niemal wszystkie domy wzdłuż ulicy były zburzone. Sylwia przyglądała im się przez małe okienko. Gdzieś tutaj była kiedyś mała kawiarnia. Na studiach przychodziła tu z koleżankami. Teraz nie było po niej śladu.   Sto metrów przed nimi, z okna na drugim piętrze ocalałego budynku wyskoczyła długowłosa kobieta. Na ramieniu trzymała potężny karabin.   Z impetem wylądowała na ziemi. Przez chwilę klęczała nieruchomo, a potem poderwała się i ruszyła do transportera.   Pojazd wykręcił i zatrzymał się w poprzek drogi. Sierżant odsunął boczne drzwi.   — Szybciej, Skałka! — ryknął.   Kobieta przyspieszyła.   Nagle pod jej stopami rozpostarł się czarny cień.   Odwróciła się w chwili, gdy skrzydlate monstrum runęło na nią. Przygniotło ją do asfaltu miażdżąc korpus.   Kobieta z trudem uniosła ramię.   Pociągnęła za spust.   Huk wystrzału poniósł się po całej długości Alei.   Stwór zachwiał się i zwalił na przygniecioną kobietę.   Nikt się nie odezwał.   — Kasprzak! — powiedział w końcu sierżant. — Musimy się dostać do tunelu. Zrób coś z tym!   Kierowca ruszył. Wyminął ciała i przyspieszył.   Wyjechali na drogę.   — Pająk na dziesiątej! — krzyknął żołnierz bez ręki podnosząc głowę znad monitora.   Sylwia dopiero teraz mogła mu się przyjrzeć. Mężczyzna ani przez chwilę nie krwawił. Pancerze, które nosili pod mundurami, tak naprawdę były ich ciałami. Żołnierze byli cyborgami.   Siedzący obok kierowcy żołnierz obrócił głowę w lewo. Ruchowi temu towarzyszył dobiegający z dachu pomruk obracającej się wieżyczki.   Rozległ się huk karabinowej serii i trzask spadających na dach łusek.   Przeciągły syk.   Transporterem wstrząsnęło. Oderwał się od ziemi i pokoziołkował.   Sylwii wydawało się, że toczył się tak bez końca.   Gdy wreszcie zatrzymał się na boku, przez długi czas nie mogła się podnieść. Poruszając ostrożnie każdą kończyną stwierdziła, że nic sobie nie złamała.   — Zbliża się! — krzyknął Kasprzak.   Żołnierz obsługujący wieżyczkę wyczołgał się z kokpitu. Złapał za karabin. Otworzył znajdujące się teraz u góry boczne wejście i wymierzył w powietrze. Strzelił dwa razy.   Rozległy się głuche eksplozje i czerwone niebo zasnuł biały dym, który szybko opadł na transporter.   Żołnierz bez ręki przebiegł na tył pojazdu i wdusił przycisk awaryjnego otwierania trapu. Mechanizm odstrzelił rampę, która opadła dwa metry dalej.   — Kosmacz! Kasprzak! Osłaniacie! — rozkazał sierżant. — Misztal! Cyrut! Bierzcie cywili! Wynosimy się!   Misztal pomogła Sylwii wstać.   — Jesteś cała?   Skinęła głową i Misztal podniosła ją.   — Musimy dotrzeć do budynków! — polecił sierżant.   Kosmacz wybiegł z transportera. Kasprzak podążył za nim. Gęsty dym, który miał zapewnić osłonę, również im uniemożliwiał dostrzeżenie przeciwnika.   Cyrut złapał swojego podopiecznego i razem z Misztal ruszyli w stronę zabudowań. Sierżant biegł tuż za nimi.   Sylwia obróciła się i zobaczyła jak pająkowaty czołg kroczący wyłania się z mgły za transporterem.   Kasprzak i Kosmacz otworzyli ogień. Starali się trafić w systemy wizyjne maszyny.   Czołg odpowiedział ogniem. Podwieszony pod kadłubem minigun plunął pociskami.   Żołnierze odskoczyli w przeciwnych kierunkach.   Działko czołgu podążyło za Kasprzakiem, siekąc jego nogi i miednicę.   Kosmacz upadł na ziemię, pozbawiony trzech palców u lewej stopy. przetoczył się, przyklęknął i uniósł karabin. Przełączył amunicję na dwudziestomilimetrowe pociski eksplozyjne.   Kasprzak upadł na asfalt. Obrócił się na plecy.   Pająk doskoczył do niego. Przednimi odnóżami przygwoździł ręce żołnierza. Opuścił lufy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Noir
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…