Byłam …..
Czasem życie bywa okrutne, a my kobiety zawsze będziemy wierzyły sercu, czasem jednak powinnyśmy szeroko otwierać oczy i częściej ufać swoim przeczuciom ........
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dzisiaj, kiedy już chciałabym nie pamiętać, tamte czasy wracają do mnie jak bumerang, nie umiem sobie pomóc. Może jak o tym napiszę będzie mi łatwiej. Kilka lat temu, wyjechałam do Niemiec do pracy, znam język niemiecki, więc byłam pewna, że sobie poradzę. Wiele kobiet wyjeżdżało i znajdowało pracę , jak nie w kawiarni, na zmywaku, to do opieki nad dziećmi, lub ludźmi starszymi, schorowanymi. Mnie się też udało, podjęłam pracę u małżeństwa, które miało chorą matkę. Miałam dobrze, starsza pani nie była złośliwa ani zbyt wymagająca. Wystarczyło na czas podać leki, jedzenie, o odpowiedniej porze wyprowadzić wózek z chorą do malowniczego ogrodu przy domu, oraz trochę posprzątać. Jestem dość pracowita i przy tym, jak już biorę się do pracy, to się nie ociągam, więc wszystkie moje obowiązki wykonywane były dokładnie i szybko. Przeważnie już około godziny dwunastej mogłam odpoczywać w ogrodzie razem ze starszą panią, czasem czytałam, czasem opowiadałam chorej, jak jest u nas w kraju. Przebywanie na świeżym powietrzu sprawiło, że się opaliłam, a włosy pojaśniały od słońca, patrząc w lustro stwierdziłam, że tego było mi trzeba, jakoś tak wypiękniałam. Nie wiem, czy właśnie to, czy fakt, że stałam się już jakby domownikiem, sprawił, że coraz częściej zaczął do ogrodu i do domu przychodzić sąsiad zza płotu. Moi pracodawcy, nie mieli nic przeciwko temu. Ja zaczynałam myśleć, że on przychodzi do mnie i była to prawda, bo któregoś dnia poprosił o spotkanie. Zaczęliśmy razem wychodzić na spacery, do kina. Niestety, starsza pani zaczęła bardziej niedomagać, więc nie miałam wiele wolnego czasu. Kiedy po kilku miesiącach chora, zmarła, straciłam pracę, ale /tak mi się wydawało/ zyskałam kandydata na męża. Przez wiele dni mój niemiecki przyjaciel nalegał, abym już nie szukała pracy, abym zamieszkała z nim, aż w końcu uległam. Miałam szereg wątpliwości, ale któż ich nie ma, jeżeli trzeba podjąć jakieś ważne decyzje. Początkowo wszystko układało się znakomicie, mój przyjaciel dbał o mnie, nie żałował pieniędzy ani na ubrania, ani na kosmetyki, sam nie raz przynosił mi ekstra ciuchy. Miał dobry gust, więc byłam zadowolona i tylko od czasu do czasu zastanawiałam się, dlaczego to robi, bo nigdy nic mi nie obiecywał. Składałam to na karb innej kultury i innych obyczajów. Po jakimś czasie zorientowałam się, że do domu coraz częściej przychodzą jacyś mężczyźni. Nic takiego nie robili, ale nie podobały mi się ich spojrzenia, żarty, uśmiechy. Któregoś dnia zapytałam, - Kim, oni są, po co tu przychodzą, niepokoję się - Mój przyjaciel, tylko się uśmiechnął i powiedział - Wieczorem wychodzimy, ubierz się szałowo, żebym nie musiał się wstydzić - Po tych słowach, zimny dreszcz
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Alicja L
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…