Wróć do katalogu

Byłam w sanatorium

Kolejny wyjazd, kolejne wspomnienie z innego życia

Alicja L, opublikowano , 8 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Oj tak, tak - byłam w sanatorium, każdy powie, że nie ma się czym chwalić, to też ja się wcale nie chwalę, po prostu stwierdzam fakt. Do sanatorium na leczenie jeździ tysiące ludzi i mnie się też udało spędzić ponad trzy tygodnie na zabiegach. Nie będę pisała o tym, że lekarze i cała opieka medyczna w owej placówce okazała się całkiem do rzeczy. Okładano mnie borowiną, parafiną, leczono laserem, prądem, magnetyką, kazano ćwiczyć grupowo i pojedynczo, wysyłano na kryty basen, abym sobie popływała. Ograniczono mi dopływ kalorii, abym nieco straciła na wadze i przy tym zadbano również o zbędne fałdki zapisując masaż suchy i podwodny. Tak więc z dużym poświęceniem zadbano o moje zdrowie, abym po przewlekłej chorobie mogła wrócić do pracy z nowymi siłami i z dobrym samopoczuciem. Swego czasu nasłuchałam się o tym co dzieje się w takich placówkach, w sanatoriach leczyło się wielu moich znajomych, oraz kilka osób z rodziny. Kiedy oznajmiłam, że jadę do sanatorium usłyszałam jeszcze więcej. Każdy mi doradzał jak mam się pakować i każdy chciał być bardziej dowcipny od drugiego. Usłyszałam, że mam w walizce układać warstwami: bluzeczka-pół litra, spódniczka-prezerwatywa, spodnie-afrodyzjak, majteczki z koronki-jakieś winko i tak dalej. Dostałam też masę dobrych rad w stylu – nie zapomnij adresu kiedy już pozbędziesz się dresu, stresu i okresu-, lub zabierz ze sobą szpilki, aby oznaczyć drzwi, gdyby współlokatorka zbyt wcześnie wróciła ze spaceru. Słuchałam tego z dobrotliwym uśmieszkiem, przecież wiedziałam, co zamierzam robić i jak wykorzystać czas,aby naprawdę odpocząć. Zresztą nic nikomu do tego, co będę robiła, jestem panną - no dobra - panną z odzysku, więc cokolwiek zrobię nikogo nie zaboli. Ośrodek, w którym zamieszkałam, miał do dyspozycji pokoje dwuosobowe z łazienką, wyposażone w lodówkę i telewizor. Przydzielono mi jeden taki pokój razem z bardzo sympatyczną współlokatorką. Bardzo szybko doszłyśmy do porozumienia i już od samego początku wiedziałyśmy, że będzie nam się dobrze razem mieszkało. Krystyna była mężatką i widać było, że nie interesują ją żadne romanse. - To świetnie - pomyślałam sobie, nie będzie mnie wyciągała na żadne tańce, na żadne podrywy i do kawiarni. Nie jestem jeszcze gotowa na kolejny związek w moim życiu, potrzebny mi spokój i dobry wypoczynek i tak zamierzam postępować. Całe przedpołudnia nie było czasu na nic, najpierw śniadanie, potem po kolei zabiegi, obiad i jeszcze dwa zabiegi a od godziny piętnastej, już miałyśmy czas na swoje zajęcia i mogłyśmy robić to co nam odpowiadało. Zwiedziłyśmy pieszo całą okolicę, poznałyśmy kilka wspaniałych zakątków przyrody, a po kolacji ruszałyśmy na kryty basen, znajdujący się na parterze w ośrodku.

Przez cały ten czas mogłyśmy obserwować zachowania wszystkich kuracjuszy i nie powiem, miałyśmy z tego spory ubaw. Obserwowałyśmy zarówno mężczyzn, jak i kobiety, nie oceniałyśmy, bo i po co, nie o to chodziło, każdy ze swoim życiem robi to co mu się podoba. Po jakimś czasie zauważyłyśmy, że pojawiło się kilka par, których nie było na początku, spacerowały trzymając się za ręce i czule spoglądały sobie w oczy. Nie to jednak intrygowało wszystkich z sanatorium, wszystkich nas ciekawił jeden mężczyzna i wcale nie dlatego, że był jakoś wyjątkowo przystojny, bo tak naprawdę był całkiem przeciętnej urody, ale wyróżniał się z tłumu. Zawsze ubrany w elegancki garnitur i dopasowane do niego buty, koszule i krawaty. My normalni kuracjusze najlepiej czuliśmy się w dresach, sportowych koszulkach i sportowych butach. Ileż było domysłów co do tego kim jest ów elegancik, mówiono różne dziwne rzeczy - A wie pani – zaczepił mnie kiedyś sąsiad z pokoju naprzeciwko – ten elegancki pan to jest podstawiony przez ZUS, trzeba na niego uważać, bo może donieść do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych