Wróć do katalogu

Cafe Hell (I)

Być może pierwsze z serii opowiadań o Jacku, chłopaku z wielkiego miasta. Mimo młodego wieku już lekko zgorzkniałemu. Część pierwsza toczy się w kawiarni. Skacowany Jacek obserwuje otaczające go pary.

JanStaszczyk, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Co lepiej wyleczy kaca - koktajl bananowy czy odrobina caffe latte – pomyślał. Wpatrywał się tępo w menu. W to samo kawiarniane menu w które wpatrywał się zawsze kiedy miał kaca. Nie przychodził tu dlatego, że jakoś specjalnie mu się to miejsce podobało – było po prostu blisko, wręcz na wyciągnięcie ręki od mieszkania w którym pił. Brzydki prawiczkowaty kelner w okularach i z przetłuszczonymi czarnymi włosami zapytał go czy może przyjąć zamówienie. - Jak pan myśli. Co lepiej sprawi, że poczuję się lepiej po tak zwanej nocy poprzedniej. Kawka z odrobiną mleka, czy jakiś koktajl, na przykład bananowy? - Myślę, że koktajl lepiej zaspokoi pańskie pragnienie – odparł brzydki chłopiec. - W takim razie niech będzie, podwójny z bitą śmietaną. - Podwójny z bitą śmietaną raz. - brzydal przyjął zamówienie i udał się za ladę gdzie pracował z całkiem niezłą dziewczyną, która zdawała się nie zwracać na niego większej uwagi.

Tego wiosennego poranka, w tej samej co zawsze kawiarni otaczały go same pary. Jedne zakochane w sobie bardziej inne wyraźnie mniej. Jacek z braku lepszego zajęcia przysłuchiwał się ich rozmowom. Naprzeciwko niego przy takim samym okrągłym stoliku otoczonym przez trzy skórzane fotele siedziała para pierwsza. Facet miał na oko około dziewiętnaście lat. Nosił długie blond włosy i okulary. Pod zieloną niewyprasowaną kamizelką widać było koszulkę jakiegoś metalowego zespołu. Jakiś śmieszny potworek spoglądał z niej złowrogo na tych co ośmielili się nań spojrzeć. Spod przykrótkich dżinsów chłopaka wystawały lekko wytarte glany. Był chudy, nawet bardzo chudy tak, że kiedy brak do ręki kubek z herbatą miało się wrażenie, że ta prosta czynność sprawia mu lekką trudność. Uśmiechał się i lekko zarumieniony, wpatrywał się w dziewczynę jak w obrazek i masował ją delikatnie po udzie. Można było śmiało założyć, że ta prosta czynność podnieca go, i pod wieśniackimi slipami pręży się nabrzmiały fiut. Dziewczyna była podobna do chłopaka i gdyby nie to masowanie i maskowana ekstaza na jego twarzy, można by uznać, że są rodzeństwem. Tak jak on nosiła blond włosy i tak jak on ubierała się, a przynajmniej starała ubierać się mrocznie. Nad mocnym dekoltem, ukazującym jej spore ale niekształtne cycki, wisiał jakiś wisior wyobrażający pewnie wizerunek jakiegoś Światowida, Czarnoboga albo innej bzdury. Podobnie jak jej wybranek nosiła dżinsy, i podobnie jak w jego przypadku były nieco przyciasne, szczególnie zważywszy na fakt, że uda miała, podobnie jak piersi, sporych rozmiarów. Czerwone martensy wyglądały na świeżo zakupione, można stwierdzić że lśniły nowością, siedząca z założonymi noga na nogę dziewczyna sprawiała wrażenie, że jest z nich szczególnie dumna. . Para metali rozmawiała po cichu, ciężko było złapać wątek. On popijał herbatę z dużej białej filiżanki. Ona piła piwo z sokiem malinowym. - Już jutro wyjeżdżamy, cieszysz się? - spytał metal metalówy. Dziewczyna uśmiechnęła się konwencjonalnie. Chyba jej to zwisało. - Tak, cieszę się. Cieszę się bardzo. - Ton głosu był nawet przekonywający. Może jednak jej to nie zwisało. Chłopak zaczął masować ją po udzie nieco intensywnej. - Kupiłem namiot. - Pochwalił się metal metalówie. Z jego ust wypływały stróżki śliny, musiał być bardzo podniecony. W sumie już nie wiadomo było czy dziewczyną czy namiotem. - O, jaki? - Tym razem metalówa wyglądała na żywo zainteresowaną. Pewnie lubiła namioty. Chłopak zaśmiał się, wyraźnie zachęcony zainteresowaniem swojej drugiej połówki. - Taki zielony, dla dwóch osób. Zobaczysz spodoba ci się. Kupiłem też latarkę i plecak. I drugi dla ciebie. A Maciek jeszcze nie kupił namiotu. Dziś idą z Ewą kupić. Wiesz jaki jest Maciek – Wyglądało na to, że para metali planowała wyjazd na biwak wspólnie z jakąś inną parą Maćkiem i Ewą. Kim byli Maciek i Ewa. Nie wiadomo. Ale pewnie też mieli jakieś koszulki z potworkami, i wisiorki ze słowiańskimi bogami. - Strasznie się cieszę, że jedziemy tam razem – kontynuował zawzięcie chłopak. Już nie masował dziewczyny po udzie (może doszedł?). Tym razem gładził ją bardzo delikatnie po boku. - Ja też. I wiesz co? Myślę, że to będzie wspaniałe miejsce żebyśmy to zrobili. - Te słowa chciała pewnie wypowiedzieć jak najciszej, albo nawet wyszeptać. Nie wyszło jej t o niestety, a w kawiarnianym radyjku akurat skończyła się piosenka, więc informację o planowanym rozdziewiczeniu usłyszała przynajmniej jedna osoba za dużo. A sądząc po nagłym zaprzestaniu konwersacji przy stoliku obok nawet ze trzy. - Ciiiiii – szepnął przyszły metal kochanek rumieniąc się jeszcze bardziej i szczerząc swoje żółtawe zęby. - O tym też pomyślałem. Kocham Cię. I przytulili się do siebie zastygając tak na jakieś pół godziny. Brzydki prawiczkowaty kelner przyniósł tymczasem podwójny koktajl bananowy z bitą śmietaną i słomką. Jacek rzucił się na shake'a jak drapieżnik spragniony pokarmu w dżungli. Wyjął łyżeczkę i zaczął zlizywać z niej łapczywie porcje bitej śmietany. Siedząca obok stolika metali dziewczyna zaczęła mu się przyglądać ni to ze zdziwieniem ni to z międzypłciowym zainteresowaniem. Była niezła. Miała na sobie rozpinaną niebieską koszulę zapiętą prawie pod samą szyję. Jej dżinsy dobrze leżały na krótkich ale bardzo zgrabnych nogach. Kończyły się przy samych stopach, w miejscu w którym swój początek miały białe tenisówki. Miała proste blond włosy i zalotną grzywkę na całe czoło. Na stole trzymała swoją fioletową pseudoskórzaną torbę reeboka. Piła kawę z jakimś syropem i co chwila mieszała w niej łyżeczką. Naprzeciwko niej siedział chłopak którego twarzy Jacek do końca nie widział. Był wysoki, jego włosy kruczoczarne, obcięte dość krótko i lekko wystylizowane żelem czy jakimś innym specyfikiem. Ubrany był w szary sweterek pod spod którego wystawała jeszcze niebieska koszula w białe cieniutkie paski. Nosił dżinsy i eleganckie mokasyny, które kompletnie do całej reszty nie pasowały. Sprawiał wrażenie nieco starszego on towarzyszącej mu blondynki. Pił jakąś kawę, ale Jacek nie do końca mógł dojrzeć jaką. Nie dotykał dziewczyny ani ona nie dotykała jego. Łokcie trzymał na stoliku, a dłonie składał jedna w drugą. Opowiadał coś, a dziewczyna słuchała co jakiś czas zerkając na Jacka lub mieszając swoją kawę z syropem. - U nas w firmie jest jeden taki chłopak. I kiedyś była impreza. Wiesz, taka firmowa impreza. Strasznie dużo było sushi na tej imprezie. I on zjadł wszystko a potem się nawalił i zabełtał cały stół. To z kumplem z działu marketingu go potem nazwaliśmy „sushi”. I on się strasznie wkurzał jak go tak nazywaliśmy. A najlepsze było jak szef też zaczął na niego tak wołać. Szef, rozumiesz? Ale w sumie potem dzięki „sushiemu” podniósł nam pensję jakieś dwa tysiące. Więc już go nie nazywamy „sushi”. - Dziewczyna nic nie odpowiadała. Mieszała kawę i zerkała na Jacka. - Albo inna akcja. Siedzę sobie któregoś dnia w biurze i nudzi mi się więc gram na „iPhonie”. Aż tu w pewnej chwili przychodzi mój kolega z działu, kompletnie nawalony. I tak przesiedział cały dzień w pracy kompletnie nawalony. A szef akurat tego dnia sporo się kręcił. Ale wiesz co? -Co? - Nic nie zauważył. - No co ty? - nie była zainteresowana, tylko po prostu dobrze wychowana. I głos też miała ładny. - No! A on nawet wiesz, przysypiał tam normalnie. Więc ja go budzę mówię „Radek, no weź, szef chodzi. Radek ogarnij się”. A Radek…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych