Carpe diem (Justyna i Patrycja) 1/2
Każdy z nas ma jakąś tajemnice. Każda tajemnica kiedyś się wyjaśnia...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
CZĘŚĆ 7 (JUSTYNA I PATRYCJA)
Chłopak wpatrywał się w ruletkę. Krupier zakręcił nią, po czym rzucił kulkę na tarczę. Rafał postawił wszystkie swoje pieniądze na czerwone. Jedna karta. Od tego wyniku będzie zależał cały jego przyszły los. Chłopak z uwagą przyglądał się zatrzymującej się tarczy ruletki. Serce biło mu jak szalone. Puls niesamowicie przyspieszył. Pierwotnie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, ale w ostateczności musiał podjąć taki, a nie inny ruch. W końcu tarcza zatrzymała się. Ale Rafał nie podniósł rąk do góry. Padło 35, liczba czarna. Krupier, z uśmiechem na twarzy zabrał, wszystkie znajdujące się na planszy żetony.
Rafał opuszczał budynek z niezadowoloną miną. Miał w głowie setki myśli. Zastanawiał się, skąd teraz wziąć pieniądze. Jak je odda. Nagle, dwóch umięśnionych facetów rzuciło się na niego i zaczęło okładać ciosami.
-Gdzie moje pieniądze?- zapytał mężczyzna w garniturze, który pojawił się obok nich. -Nie mam. Wszystko straciłem- wydusił z siebie Rafał. -Zła odpowiedź- powiedział jeden z mięśniaków, po czym kopnął go butem w twarz. -Wszystko oddam, obiecuję, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu- błagał młodzieniec, składając ręce jak do modlitwy. -Twój czas już się skończył... -Winyl, proszę... -Daruję ci wszystkie twoje długi, ale pod jednym warunkiem. Od teraz będziesz moim człowiekiem. Niebawem wykonasz pewne zadania...
Winyl i jego dwaj mięśniacy oddalili się, zostawiając wyjącego z bólu Rafała całkiem samego. Chłopak żałował czasem, że wciągnął się w grę w kasynie i w hazard, ale nałóg okazał się silniejszy...
Ania oddała strzał ostrzegawczy w powietrze.
-Oddaj mi telefon, bo tym razem wceluję w ciebie- mówiła dziewczyna z ogromną pewnością siebie. -Nie jesteś morderczynią, nie zapominaj o tym. Trochę cię znam. -Gówno mnie znasz... -Wiem, dlaczego wyjeżdżałaś z Olsztyna, kogo szukałaś... -Zamknij się! Oddaj telefon. W tej chwili! -Jest pewien problem. Mogę ci go oddać, ale z tego telefonu nie da się zadzwonić. Można jedynie odebrać połączenie, jeśli już znajdziesz zasięg... -Daj mi go!
Joanna delikatnie podała komórkę Ani. Dziewczyna wybrała numer i rozpoczęła połączenie. Jednak kobieta miała rację. Można było jedynie odebrać rozmowę.
-Skąd masz pistolet?- zaciekawiła się Joanna. -To już moja sprawa. Po co mnie trzymacie? Do czego wam jestem potrzebna? -Byłaś przynętą. -Przynętą? -Tak, potrzebowaliśmy twojego chłopaka... -Nie kłam. Byłam w waszym sekretnym pokoju. Tam nie ma Pawła. -O czym ty mówisz? -Sala, na której prowadzicie badania. Byłam tam rano. -Skąd wiedziałaś o istnieniu tej sali? -Kobieca intuicja- zaśmiała się Ania- Gdzie jest mój chłopak? -Zobaczysz się z nim, obiecuję ci to. Ale najpierw odłóż pistolet. -Mam asa w zanadrzu. Jeśli się z nim nie spotkam, pożałujesz tego. -Spotkasz się, obiecuję. Zaprowadzę cię do niego z samego rana. -Dobrze. Jeśli kłamiesz, i tak nie skończy się to dla ciebie dobrze...
Ania oddała pistolet kobiecie, po czym wróciła z nią do środka.
Franciszek wciąż jechał za komendantem Zielińskim. Pomimo tego, że jego samochód nie był już w najlpeszym stanie, jakoś dawał radę. Cały czas zastanawiał się jednak, gdzie ten mógł zmierzać. Nagle, jakiś mężczyzna wbiegł na drogę, po czym Skowroński musiał gwałtownie zahamować.
-Głąbie jeden! A gdybym cię przejechał?!- krzyknął, wymachując ręką, po czym znowu dodał gazu.
Odetchnął z ulgą, po czym rzucił oczami w poszukiwaniu policjanta. Wydawało mu się, że przez chwilę go nie widział. Ale to chyba było tylko przywidzenie, bo po paru sekundach znowu pojawił się jadący przed nim Opel Astra. Kilkanaście minut później, Zieliński dojechał do stacji benzynowej. Zaparkował samochód, po czym wysiadł. Franciszek jechał wciąż za nim. Również niedaleko zaparkował. Uznał, że to będzie idealny moment, żeby porozmawiać z komendantem. Skowroński podszedł do komendanta i z powagą na twarzy złapał go za ramię. Ten odwrócił się... Franciszek zauważył jednak zupełnie innego mężczyznę.
-Przepraszam, pomyliłem pana z kimś...- stwierdził Skowroński, po czym odszedł do swojego auta.
Tymczasem szefowi, dzięki pomocy swoich ludzi, udało się wrócić. Od razu po wejściu do budynku, podeszła do niego Joanna, z którą mężczyzna przemierzył drogę do gabinetu.
-Co mamy więc zrobić z dziewczyną, szefie?- zapytała delikatnie kobieta- Czy mamy ją przywiązać? -Nie ma takiej potrzeby, Joanno. To kwestia tylko jednej nocy- odpowiedział mężczyzna ze stoickim spokojem. -A jeśli znowu ucieknie? -To raczej niemożliwe. Została zamknięta na klucz, a ten jedyny klucz będę przetrzymywał ja. -Wśród naszych ludzi jest zdrajca. -Zdaję z tego sobie sprawę, Joanno. Już podjąłem pewne działania w tym kierunku. Czy Kowalczyk został umieszczony na sali? -Tak, szefie. -Świetnie. Jutro, gdy się obudzi, spotkam się z nim. -Skowrońska i Tczewski zostali umieszczeni w wiosce Wybranych. -Dobrze, oni nie będą nam długo potrzebni.
Oboje doszli do gabinetu, gdzie stała już młodsza siostra Joanny, Justyna.
-Cieszę się, że na mnie czekasz- szef uśmiechnał się, gdy zobaczył dziewczynę. -Szef chciał się ze mną widzieć. -Naturalnie. Jestem z ciebie bardzo zadowolony. Doskonale się spisałaś. -Dziękuję. -Co prawda, nie przyprowadziłaś wszystkich, ale dwie najważniejsze osoby zostały schwytane. Możesz iść do swojego pomieszczenia. Jutro z samego rana będziesz miała dyżur. -Oczywiście.
Justyna wróciła do swojej sali. Był to niewielki pokój z małym oknem. Znajdowały się w nim dwa łóżka (drugie zajmowała Joanna), a także szafa, dwa małe stoliki i tyle samo krzeseł. Dziewczyna czytała „Niewinnego” Harlana Cobena. Bardzo lubiła jego ksiażki. Niedługo później, w pokoju zjawiła się też Joanna.
-Ani ja, ani Max nie wierzyliśmy w ciebie- powiedziała do siostry, ścieląc łóżko. -Pewnie uważaliście, że zawalę?- zapytała, odkładając książkę na stolik. -Jeśli mam być szczera, to tak. Tylko szef w ciebie wierzył. -To nie było łatwe. Oni też są ludźmi. -No jasne, że tak. -Krzysztof cały czas mnie podejrzewał. -Tczewski to ostrożny człowiek. Próbował zrobić karierę w boksie, ale zachorował na astmę. -Chciał do mnie strzelić. Jako jedyny z nich ma pistolet. Wyjęłam naboje, kiedy... -Miał pistolet. Oni już zostali złapani- przerwała kobieta. -Co z nimi zrobicie? -Czemu cię to interesuje? Twoja rola już się skończyła, Justyno. -Nie wiem. Szef powiedział mi wtedy, że jeśli pomogę i będę jego tajną bronią, to... -Pamiętam o tym. -Myślałam, że po to mnie dziś wezwał. -Na pewno porozmawia z tobą, ale nie prędko. Jutro czeka nas ciężki dzień. Zapewne rozpoczniemy eksperyment. Dlatego idźmy już spać. -Dobrze, dobranoc, siostrzyczko. -Dobranoc.
Justyna długo nie mogła zasnąć, w przeciwieństwie do starszej siostry. Cały czas rozmyślała, nad tym czego dokonała. Musiała to wykonać, bo pojawiła się przed nią niesamowita szansa. Ale czy było warto? Przecież to ludzie. Żywi ludzie...
Nazajutrz rano obudził się Paweł. Otworzył oczy. Bolała go nieco głowa. Leżał na jakimś łóżku. Czuł się jak w szpitalu. Był osłabiony. Rozejrzał się po sali, ale nie zobaczył nikogo więcej. Próbował przypomnieć sobie, co zdarzyło się wcześniej. Światło dzienne wpadające do pomieszczenia przez okno uświadomiło mu, że minęła noc. Chłopak pamiętał jak szli przez las, a podczas kolejnej przerwy Krzysztof zauważył jakiś znak na drzewie, a potem straszył pistoletem Justynę. Nie została ranna, bo widocznie musiała wyjąć wcześniej naboje. Czyli jest zdrajcą. Od samego początku była. Podejrzewania Romana, a zwłaszcza Krzysztofa okazały się słuszne. Pozostawało jednak jedno pytanie. Po co ci ludzie, kimkolwiek byli, chcieli złapać jego i pozostałych? No i gdzie są inni? Gdzie on jest? Co to za sala? Czy ma to coś związek z tymi Wybranymi, którzy porwali Anetę? A może ze spiżarnią, którą jakiś czas temu odkrył razem z Sophie? Miał mętlik w głowie. Nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć.
-Halo! Jest tu kto? Gdzie ja jestem?!- zaczął krzyczeć.
Odpowiedziała mu jedynie głucha cisza.
-Halo!
Próbował wstać. Podejść do drzwi, czy też do okna, ale był zbyt zmęczony. Głowa strasznie go bolała, czuł się jakiś wycieńczony. Nagle drzwi się otworzyły, a na salę weszła... Justyna. Tyle, że w białym, pielęgniarskim kitlu. Ciągnąc przed sobą wózek inwalidzki.
-To ty!- zareagował od razu Paweł. -Tak, to ja. Jak się czujesz, Pawle?- zapytała delikatnie. -Gdzie ja jestem? I gdzie są moi znajomi?! -Uspokój się. Są bezpieczni. Cali i zdrowi. -Gdzie ja jestem? Czemu mnie tu trzymacie?- wystrzeliwał jak z karabinu. -O wszystkim porozmawiasz z szefem. Mam cię do niego zaprowadzić... -Szefem? Kto to jest? -Paweł, uspokój się. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. -Jesteś jedną z tych Wybranych? -Pójdziesz ze mną dobrowolnie, czy mam zawołać kogoś mocniejszego? -Nigdzie się stąd nie ruszę, dopóki nie powiesz mi gdzie są pozostali! -A jeśli powiem ci, że niebawem zobaczysz się z Anią? -Słucham? Z Anią?!- Paweł nie mógł w to uwierzyć. -Tak, z twoją dziewczyną, którą chciałeś znaleźć. -Jest tutaj?! Ale jak?! Zrobiliście jej coś? -Uspokój się. Jest cała i zdrowa. I będziesz mógł się z nią zobaczyć. Pomogę ci usiąść na wózku...
Dziewczyna pomogła Pawłowi, po czym otworzyła drzwi i wypchnęła wózek.
-Dlaczego nas tu sprowadziłaś? Czemu nas zdradziłaś?- zapytał Paweł, oglądając korytarz. -Nie zdradziłam was. Nigdy z wami nie byłam. -Więc z kim jesteś? Z nimi? Ty wiesz, co tu się dzieje, czy tylko nie chcesz odpowiedzieć na moje pytania? -Paweł, nic o mnie nie wiesz! -Wiem, że jesteś oszustką, która wpuściła nas w perfidną pułapkę! -Nie osądzaj mnie. Nie masz pojęcia, co tu się dzieje i dlaczego to zrobiłam...
Gabinet szefa stał otworem. Justyna zapukała i otworzyła drzwi.
-Dziękuję, Justyno. Chciałbym zostać sam z Pawłem- powiedział mężczyzna. -Oczywiście- odpowiedziała dziewczyna, po czym opuściła gabinet.
Skierowała się do toalety, która znajdowała się nieco dalej. Odkręciła wodę i kilkukrotnie przemyła twarz. Zaczęła wycierać buzię papierowymi ręcznikami, po czym wybuchła płaczem. Paweł miał rację. Była oszustką. Złym człowiekiem, który się stoczył. Nie powinna w ogóle rozpoczynać współpracy z organizacją. Nagle, obok niej stanęła Kasia, sekretarka szefa.
-O Boże, przepraszam. Myślałem, że jestem tu sama- powiedziała Justyna, wycierając łzy. -Spokojnie, mi możesz zaufać. Coś się stało?
{i}Robiłam się na bóstwo. Byłam umówiona na randkę ze swoim chłopakiem, Wojtkiem. Założyłam ładną kieckę, a teraz podkręcałam rzęsy. Kilka minut później zeszłam na dół. Mieszkaliśmy w jednopiętrowym domu na obrzeżach Krakowa.
-Tato, wychodzę- oznajmiłam, zakładając w hallu pantofle. -Kiedy będziesz?-zapytał mój ojciec. Był ubrany w biały fartuch, coś ala profesor Brown z „Powrotu do przyszłości”. -Trudno powiedzieć. Ale nie później niż o dwunastej. -Ok. Miłej zabawy.
Wyszłam z domu i skierowałam się na przystanek autobusowy. Nie chciałam się spóźnić, więc poszłam szybkim krokiem. Mieszkałam już tylko z ojcem. Moja mama wyprowadziła się i wyjechała za granicę kilka lat temu, zaraz pod rozwodzie z ojcem. Zupełnie do siebie nie pasowali. Nie wiem, jakim cudem wytrzymali ze sobą tyle lat. Od dłuższego czasu ojciec ma w jednym z pokoi swój własny gabinet. Bawi się w profesora. Moja starsza siostra, Joanna przyjeżdżała do domu tylko raz na jakiś czas. Na co dzień była w terenie. Pracowała jako lekarka. Odziedziczyła to po matce. Ona też była lekarzem. Ja natomiast dorabiałam od kilku miesięcy, pracując w szpitalu. Starałam się też dostać na medycynę. Wyniki miały być ogłoszone za parę dni. Na spotkanie, przed wejściem do parku, dotarłam na szczęście punktualnie. Przywitałam się z Wojtkiem, a potem poszliśmy na spacer. Ale on był jakiś dzisiaj niewyraźny. Coś posmutniał.
-Coś się stało?- zapytałam go, tuląc się, gdy usiedliśmy na ławce. -Nie... raczej nie. -To dlaczego jesteś taki przygnębiony? -Muszę ci o czymś powiedzieć, Justyna. Coś bardzo ważnego. -Co takiego? -Musimy się rozstać- te słowa zadudniły mi w głowie. Nigdy ich nie zapomnę. Byliśmy parą prawie od dwóch lat. Rozumieliśmy się z Wojtkiem niemal bez słów, a jednak... -Słucham? Możesz to powtórzyć? -Rozstańmy się, Juti. Nic już do ciebie nie czuję. Moje uczucie wygasło. -O czym ty w ogóle mówisz? Przecież jest nam ze sobą dobrze, kocham cię. -Przepraszam, ale nie potrafię tak dłużej- w jego oczach pojawiły się łzy. -Coś jest ze mną nie tak? Zmieniłam się? -Z tobą jest wszystko w porządku. To ja się zmieniłem. Przepraszam.
Wróciłam do domu. Mój ojciec chciał mnie pocieszyć, gdy wbiegłam z płaczem, ale nie miałam ochoty z kimkolwiek rozmawiać. Przez parę dni chodziłam jak trup, prawie w ogóle nie wychodząc ze swojego pokoju. Parę razy próbowałam zadzwonić do Wojtka. Nie wierzyłam, że tak po prostu przestał mnie kochać. Przysłał mi tylko jednego sms-a następnego dnia. „Przepraszam, musiałem”. To nie był jednak koniec moich zmartwień. Okazało się, że nie dostałam się na medycynę. To był dla mnie szok. Tego samego dnia przyjechała Joanna. Udało się jej wyciągnąć mnie na spacer do parku. Byłam totalnie przybita.
-Bardzo mi przykro, siostrzyczko- popatrzyła na mnie ze współczuciem. -Jak się wali, to już po całości. Łączyłam swoją przyszłość z Wojtkiem, z medycyną... A sama wiesz, jak to się dla mnie skończyło. -Chciałabym ci pomóc. -Jak, Jane? -Dawno tak do mnie nie mówiłaś. Zazwyczaj jak byłaś mała. -Wiem, siostrzyczko. Już naprawdę nie wiem, co mam robić... Zagubiłam się. -Mam dla ciebie propozycję. -Jaką? -Żebyś zapomniała o tym wszystkim. Zaczęła jeszcze raz wszystko od nowa. -Bardzo śmieszne. Przecież to niemożliwe. -Wręcz przeciwnie. Mogłabyś pracować ze mną jako pielęgniarka. Akurat kogoś potrzebujemy. Rozmawiałam już z szefem na ten temat. -Ale jak to? -Tak, przez kilka miesięcy. Poznałabyś nowych ludzi w naszej placówce badawczej, zarobiłabyś trochę kasy. A potem znowu możesz starać się o miejsce na Uniwersytecie. -Wygłada sensownie, ale co to za praca? -Nasza organizacja „Carpe diem” prowadzi badania. Wykonujemy różne operacje, zabiegi. Bardzo byś się nam przydała. -Wygląda interesująco, ale nie wiem, czy jestem gotowa tak wszystko zostawić jak ty. -Raz na parę miesięcy wracałabyś do Krakowa. -A co z ojcem? Zostałby sam. -Przecież on cały czas żyje tymi swoimi badaniami i doświadczeniami. To normalne, że możesz opuścić rodzinny dom. Masz już 19 lat. Czas rozwinąć skrzydła. -Muszę się nad tym zastanowić. -Ale w miarę szybko. Zanim szef przyjmie kogoś innego na to stanowisko. To twoja życiowa szansa. Nie możesz jej zmarnować.
Jeszcze tego samego dnia chciałam odwiedzić Wojtka. Chciałam z nim pogadać. Cały czas o nim myślałam, nie mogłam tak po prostu wyjechać. Przeżyłam szok, kiedy zobaczyłam Wojtka z moją bliską koleżanką na ławce przed blokiem. Zauważyli mnie. Zaczęłam uciekać. Chciało mi się płakać. W końcu poznałam powód, czemu Wojtek ze mną zerwał. Znalazł sobie nową dziewczynę. Czułam się perfidnie oszukana. Leżałam na łóżku w domu i płakałam. Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam.
-To ja, Wiśnia- usłyszałam głos mojej koleżanki. -Czego chcesz? -Chciałam z tobą chwilę pogadać. -Nie mamy o czym. -O Wojtku. -O tym, że mnie oszukał i znalazł sobie nowy, lepszy model? -Nie mów tak. On po prostu przestał cię kochać. To chyba normalne zjawisko. -Przestań mi wciskać kit. -Zakochał się we mnie. Nie możesz tego przyjąć do wiadomości? -O czym ty gadasz? -Daj nam spokój. Nie pisz, ani nie dzwoń więcej do Wojtka. -Nie spodziewałam się tego po tobie. Myślałam, że jesteśmy koleżankami. -A już nie jesteśmy?
Nie wytrzymałam. Rozłączyłam się. Miałam wszystkiego dosyć. Nagle, rzuciła mi się w oczy ulotka, którą dała mi wcześniej siostra. Carpe diem. Twoja życiowa szansa. Chwytaj to, co może nagle zniknąć.
-Halo, to ja Justyna. -Coś się stało?- zapytała moja siostra. -Zdecydowałam się. Zaczynam pracę w waszej placówce. -Świetnie. W takim razie spakuj swoje rzeczy. Jutro z samego rana ktoś po ciebie przyjedzie...{/i}
Paweł usiadł na krześle naprzeciwko szefa. Zdawał sobie sprawę, że siedzi obok jakiejś grubej ryby, która rządzi tym wszystkim. Kierując się swoim racjonalizmem, chciał zrobić wszystko, żeby stąd się wydostać, ale serce mówiło co innego. Przecież Justyna powiedziała, że jeszcze dziś może zobaczyć się ze swoją ukochaną dziewczyną, Anią.
-Gdzie jest moja dziewczyna?- zapytał od razu Paweł. -Spokojnie, jest bezpieczna. -Gdzie jest? -Na jednej z sal. Będziesz mógł się z nią zobaczyć, ale najpierw musimy porozmawiać. -O czym? Czego ode mnie chcesz? -Napijesz się?- zapytał szef, wstając z krzesła- Może czegoś mocniejszego? -Nie, dziękuję. -Nie udawaj. Jak długo nie miałeś w ustach alkoholu? -Staram się nie pić. -Ok., naleję tylko sobie- oznajmił, odkręcając korek. -Z moimi znajomymi też rozmawiałeś? -Masz na myśli Nowackiego i resztę? -Tak. -Jeszcze nie rozmawiałem. Roman nie odzyskał przytomności. -A Aneta i Krzysztof? -Dobrze, że mi przypominasz. Niedługo zadzwonię i zapytam, jak się czują. -Grajmy w otwarte karty. Czego ode mnie chcesz? -Musisz poddać się eksperymentowi...- oznajmił siadając na krześle. -Nie rozumiem. -Wszystko zrozumiesz w swoim czasie. -A co z Anią? -Zginie. -Co?! -Będę musiał ją uśmiercić, chyba że zdecydujesz się wziąć udział w eksperymencie. Od samego początku chcieliśmy, żebyś właśnie tu dotarł. -O czym ty mówisz? -Ania była przynętą. -Przynętą? -Chyba wspominała ci o tym, że chciała odnaleźć ojca... -Tak... -Aż w końcu znalazła kogoś, kto był w stanie jej pomóc. Pojechała do Zakopanego, a my ją porwaliśmy. -Po co? Do czego była wam potrzebna? -Tak właściwie to do tego, co pozostali ludzie w wiosce Wybranych. Ale kiedy zorientowaliśmy się, że jest twoją dziewczyną, postanowiłem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. To my wysyłaliśmy te sms-y do ciebie. Miałeś ją ratować, dotrzeć... -W takim razie po co ja byłem wam potrzebny? -Do eksperymentu. -Nie jestem lekarzem. Jestem tylko studentem. -Źle mnie zrozumiałeś. Będziesz po innej stronie stołu operacyjnego. -Czemu akurat ja? -Wszystko się zgadzało. Grupa krwi, inne pierdoły. Jeśli tego nie wykonasz, twoja dziewczyna zginie. Nie masz wyboru, Paweł. -Mogę się z nią zobaczyć? -Jasne. Żeby się pożegnać. -Więc na czym dokładnie będzie polegał ten eksperyment?
Aneta otworzyła oczy. Bolała ją głowa i brzuch. Rozejrzała się dookoła. Znowu była w tej klatce. W więzieniu Wybranych.
-W końcu odzyskałaś przytomność- odezwał się Krzysztof, który znajdował się w drugiej klatce, naprzeciwko dziewczyny. W tej, w której kiedyś była uwięziona Justyna. -Tak. Byłam już tu kiedyś. Tyle, że... -Tyle, że zamiast mnie, była tu ta suka- przerwał zdenerwowany Krzysztof- I co teraz? -Uspokój się! -Gdybyście mnie posłuchali, to może byśmy byli poza tym lasem... -Skąd miałam wiedzieć? Przecież ona pomogła mi się stąd wydostać. Nie wiedziałam, że okaże się zdrajczynią. Ufałam jej. -Z każdej historii można wyciągnąć wnioski. -Słucham? -Już kiedyś zaufałem jednej osobie i zapłaciłem za to srogą cenę. Już nigdy nikomu nie zaufam.
Aneta zamyśliła się. Ona też przypomniała sobie swoją własną historię. Gdyby zbytnio nie zaufała pewnej osobie, być może nawet nie znalazłaby się tutaj. Los jednak zadecydował inaczej... Nagle, drzwi do więzienia otworzyły się i do środka weszło dwóch chłopaków w czarnych szatach.
-Może nas stąd wypuścicie!- krzyknął Krzysiek- Po co nas tu trzymacie? -Zamknij się!- powiedział jeden z nich, podając mu kilka kromek chleba i trochę wody.
Potem ten sam chłopak podszedł do klatki Anety i splunął na kraty. Obaj wyszli.
-Chyba nie jesteś tutaj gwiazdą- zaśmiał się Krzysztof, gdy tamci zamknęli już za sobą drzwi. -Masz rację. -Chyba nie przypadłaś im do gustu podczas pierwszego urlopu w tym miejscu. -Razem z Justyną musiałyśmy trochę namieszać, żeby się stąd wydostać.
Krzysztof zaczął jeść jedną z kromek. Kątem oka spoglądał jednak na Anetę, która zapewne też była ogromnie głodna.
-Masz- rzucił jej połowę swojego jedzenia. -Dzięki. Nie spodziewałam się tego po tobie. -Jesteśmy w jednej drużynie. Przeciwko tym przebierańcom. -Nie jesteś już zły, że zaufałam Justynie? -Jasne, że jestem. Ale to nie ma z tym nic wspólnego. -Jest w tobie dobroć- stwierdziła Aneta, biorąc kęsa- Czemu cechujesz się na takiego okrutnego gościa? -A ty nie masz żadnych tajemnic? Zawsze czyniłaś jedynie dobro?
Rafał stał obok Waldka. Wszyscy opuścili swoje namioty i kierowali się na mszę.
-Po co tam idziemy?- zapytał syn Romana. -Dlaczego mam ci pomagać? -Nie zapominaj, że mam broń. W każdej chwili mogę jej użyć. -To msza. -Będziesz musiał mi pomóc dotrzeć do tego budynku. Muszę uwolnić swojego ojca. -Nie mieszaj mnie do tego. Będę miał przez to kłopoty. -Za późno. Musisz mi pomóc. Inaczej zabiję cię jak psa. Nie będę miał skrupułów. Nie masz pojęcia, jak bardzo muszę odnaleźć ojca i co zrobiłem w tej kwestii do tej pory. -Więc co planujesz? -Ja? To ty masz wybrać taki moment, kiedy nikt nie będzie patrzył.
Ogromne, masywne drzwi kościoła zostały otworzone. Wszyscy Wybrani skierowali się do środka, w momencie przekroczenia progu, zdejmując kaptury...
-Gdzie ja jestem?- zapytała Patrycja, odzyskując przytomność. Była wycieńczona, niemiłosiernie bolała ją głowa.
Leżała na dosyć miękkim posłaniu w niewielkim, zamkniętym pomieszczeniu. Obok siebie zobaczyła młodą, dość ładną dziewczynę.
-W…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pieróg ziom
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…