Wróć do katalogu

Carpe diem (Justyna i Patrycja) 2/2

Każdy z nas ma jakieś tajemnice. Każdą z nich da się wyjaśnić.

Pieróg ziom, opublikowano , 40 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Akt II

Max, wódz Wybranych siedział w swoim pomieszczeniu i pisał kolejną notatkę do swojego zeszytu.

-Wodzu. Potrzebujesz czegoś?- zapytał jeden ze strażników. -Nie, mam wszystko.

Strażnik oddalił się. Max pisał dalej. Nagle, mężczyzna poczuł lufę pistoletu na tyle głowy.

-Ręce do góry, cwaniaczku- usłyszał męski głos. -Kim jesteś? -Poszukuję kogoś. I ty mi w tym pomożesz. Odwróć się.

Max spełnił polecenie Rafała.

-Gdzie jeszcze są przetrzymywani ludzie? -Jacy ludzie? -Wiesz, o kim mówię. Pozostali, których złapaliście. Dwójka jest tutaj w więzieniu, a reszta? -Nie wiem, o kim mówisz. -Nie rób ze mnie kretyna! W każdej chwili mogę strzelić- przyciągnął broń do skroni Maxa i naładował ją- Jestem zdolny do wszystkiego, żeby uwolnić mojego ojca. -Najprawdopodobniej są w laboratorium. My mieliśmy przetrzymać tylko Tczewskiego i Skowrońską. -Świetnie, w takim razie zaprowadzisz mnie tam. -Nie mogę. -Nic mnie to nie obchodzi. Nie ineteresują mnie wasze przebieranki. Dla mnie liczy się tylko mój ojciec. -Jeśli cię tam zaprowadzę, możesz zginąć. -Poradzę sobie. -Więc chodźmy. -Na początku uwolnisz Anetę i tego faceta. Z więzienia. Będę szedł przy tobie, a postolet będę miał schowany pod szatą. Jakikolwiek numer i rozwalę ci łeb.

Max wyszedł jako pierwszy. Obok niego szedł Rafał. Wódz uwolnił z klatek Krzysztofa i Anetę, a potem skierował się z nimi do wyjścia. Po drodze podszedł jeszcze do jednego strażnika.

-Naczelnictwo wzywa. To jakaś nagła sprawa. Zajmij się wszystkim podczas mojej nieobecności- zwrócił się Max -Tak jest, wodzu. -Liczę na ciebie.

Po tych słowach strażnik oddalił się.

Patrycja została prowadzona przez Magdę do znajdującego się obok kościoła. Dziewczyna czuła się już trochę lepiej, ale wciąż była mocno zmęczona. Obie weszły do środka i zajęły miejsce na jednej z ławek.

-To tu odbędzie się twoja inicjacja- oznajmiła Magda- Będą modlić się, żeby przyjęli cię do naszego zakonu. -Czuję się jakoś dziwnie- stwierdziła Patrycja- Po tej tabletce. Jakoś inaczej. -To normalne uczucie. Też przez to przechodziłam. Niebawem zapomnisz o wszystkich problemach. Zostanie tylko to, co piękne. -Przeszłość stanie się nieważna, tak? -Dokładnie. Ja już prawie jej nie pamiętam. A ty, co robiłaś, zanim znaleźliśmy cię w lesie? -Jechałam do Zakopanego... odwiedzić koleżankę. -Ja jechałam odpocząć od wszystkiego, co było wcześniej. Zapomnieć o moim nieudanym związku pełnym kłótni i problemów. Mój były facet, Krzysiek był dla mnie okropny. Cieszę się, że się od niego uwolniłam. Tobie radzę to samo, Patrycja. Na pewno chcesz o czymś zapomnieć? -Pewnie, że tak. Robiłam wiele rzeczy, które nie były dobre. Zostałam zmuszona, ale wiem, że mnie to nie usprawiedliwia. -W takim razie podczas inicjacji, poproś Hida, naszego boga, żeby odpuścił ci twoje dotychczasowe grzechy. Wstąpisz w nasz zakon ze zdrowym umysłem i czystym sercem. -Dobrze, Magda. -Mów do mnie siostro. Tu wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Nie liczy się nasze poprzednie pochodzenie.

Czułam się dziwnie- myślała Patrycja- Moje racjonalne myśli powoli odchodziły. A pojawiało się jakieś nietypowe przywiązanie do tego miejsca i do tego zakonu. Chciałam tu zostać...

{i}Kilka dni później, przyjechała do mnie siostra i jej narzeczony Tomek. Oboje byli bardzo szczęśliwi i opowiadali mi sporo ciekawych rzeczy. Potem poprosiłam siostrę, żeby posiedziała przy mamie. Ja natomiast chciałam udać się na cmentarz, na grób pana Grzegorza. Usiadłam obok grobu, na małej ławeczce. Najpierw zapaliłam znicz i położyłam mały bukiecik kwiatów, a potem się pomodliłam. Chciałam chwilę porozmawiać z panem Grzegorzem. Przypomniałam o jego wygranej i to niemałej. A także opowiedziałam mu o swoich poszukiwaniach. Byłam ciekawa, gdzie podziewał się przez ten cały czas, dlaczego miał długi, co takiego się stało, że musiał się ukrywać. Wiedziałam, że raczej już nigdy nie poznam odpowiedzi na te pytania. Godzinę później, wstałam i udałam się do wyjścia z cmentarza. Zadzwonił telefon.

-Cześć, to ja Filip. Możemy się spotkać?- zaproponował.

Pomyślałam, że i tak mam trochę czasu, gdyż w domu są Monika i Tomek, więc mogę się z nim spotkać. Miałam ochotę się rozerwać.

-Jasne, czemu nie. -To świetnie. Może za pół godziny przy parku obok ciebie? Znam jedno fajne miejsce.

Zjawiłam się tam o umówionej porze. Filip już czekał.

-Chodź, pokażę ci pewne miejsce. -Jakie?- byłam ogromnie ciekawa. -To niespodzianka. Zobaczysz.

Spacerowaliśmy wieczorem chodnikami Olsztyna. Po drodze rozmawialiśmy, ale o niczym konkretnym. W końcu dotatliśmy do miejsca, które Filip chciał mi pokazać. Było to oczko wodne, które podświetlone przez reflektory dawało niesamowity efekt. Usiedliśmy obok na trawie. Ja prztuliłam się do Filipa. Było mi tak dobrze. Mogę naprawdę przyznać, że na chwilę zapomniałam o wszystkich problemach. Przypomniały mi się beztroskie lata dzieciństwa i młodości. Teraz było zupełnie inaczej... Filip zaproponował, że pokaże mi jak mieszka. Od mojej ostatniej wizyty u niego minął już ponad rok. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale kiedy obiecał, że mnie potem odwiezie, zgodziłam się. Mieszkał niedaleko stąd. To tłumaczyło, skąd znał to miejsce. Jego mieszkanie rzeczywiście ogromnie się zmieniło. Muszę przyznać, że gust ma jednak niezły. Filip zrobił dwie filiżanki gorącej kawy. Było jeszcze dosyć zimno jak na luty. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy wspominać. Potem zrobiło się już dość późno i Filip namówił mnie, żebym została na noc i przespała się na kanapie. Z racji tego, że w domu są Monika i Tomek, chciałam wykorzystać sytuację. Moja siostra nie miała nic przeciwko, więc zostałam. I nagle, w kuchni zbierając filiżanki, nasze usta same zbliżyły sie do siebie. I tak jak kiedyś, zaczęliśmy się rozbierać. Spędziliśmy naszą pierwszą, od dłuższego czasu wspólną noc. Rano, gdy wychodziłam, byłam bardzo szczęśliwa. Moja siostra zauważyła mój dobry humor. Opowiedziałam jej więc o tym, co się stało. Nagle jednak zadzwonił telefon. Moment, który zakończył moje szczęście trwające pół dnia. Był to bezdomny, znajomy Grzegorza. Zdziwiłam się trochę. Poprosił o spotkanie, to było bardzo ważne. Zjawiłam się w umówionym miejscu. Był tam ten mężczyzna, który do mnie dzwonił i jeszcze jakiś drugi, przystojny, ładnie ubrany.

-Witam, pani Patrycjo. -Dzień dobry. -Jak się pewnie pani domyśla, chodzi o pani znajomego, Grzegorza. -Nie rozumiem. -Była pani dla niego jedyną bliską osobą. -Można tak powiedzieć, Grzegorz nie miał rodziny. -Powiem prostu z mostu. Chodzi o jego długi.

Mężczyzna poprosił, by bezdomny wyszedł z pomieszczenia.

-Długi?- zdziwiłam się. -Tak, to wielka suma. Pani znajomy najpierw zniknął, potem zmarł. A nam potrzebne są jego pieniądze. -Nie mam ich. -Ale musi je pani zdobyć. -Ile był wam winien? -Kilkaset tysięcy. -Nie mam takiej sumy. To ogromna kwota. -W takim razie mam do zaproponowania pani pracę. Dobrze płatną. Będziemy dzielić się zyskami na pół. -Jaka pracą? -Proszę zobaczyć- pokazał mi pewne zdjęcia. -Chyba pan żartuje! Mam tańczyć na rurze? -A jeśli będzie taka potrzeba chodzić także na prywatne audiencje z klientami. To dodatkowy zysk. -Chyba pan oszalał. Z jakiej racji mam oddawać wam pieniądze Grzegorza? Nawet nie wiem, czy był wam coś winien! -Jest pani jego jedyną bliską osobą jak pani wcześniej stwierdziła, a my nie przepuścimy takiej sumy. -Odmawiam. -Chyba nie ma pani takiego wyjścia. -Dlaczego? -Bo o ile wiem, potrzebne są pani pieniądze. A zysk jest naprawdę ogromny. Będziemy dzielić się fifti fifti. -Nie zgadzam się. -W takim razie będę musiał zająć się pani siostrą. -To znaczy? -Zastraszenie wystarczy czy mam użyć czegoś ostrzejszego? -Kiepski żart. -A chce się pani przekonać, że nie żartuję? Radzę pani wziąć tę pracę i jak najszybciej spłacić długi pani znajomego, a także zdobyć forsę dla siebie.

Wracałam do domu powolnym krokiem. Wiedziałam, że muszę wziąć tę pracę. I już od następnego dnia zaczęłam. Nie spodziewałam się jednak, że przyniesie tyle problemów...{/i}

Paweł i Ania usiedli. Byli wpatrzeni w siebie i trzymali się za ręce. Po policzkach Ani spływały łzy.

-Dlaczego wyjeżdżałaś? Przez cały czas?- dopytywał się Paweł. -Szukałam ojca. Ty zawsze miałeś oboje rodziców, a ja... -Mogłem ci pomóc. Oboje byśmy go odnaleźli. -Paweł, zawsze byłeś dla mnie taki dobry... Ale studiowałeś, miałeś własne życie. -Kocham cię, Aniu. -Ja ciebie też. -Najważniejsze, że nic ci nie zrobili. Że jesteś cała i zdrowa. -Wypytywali mnie o ciebie. Jak tylko się obudziam. O wszystko. -I co mówiłaś? -Prawdę. Bałam się, że coś ci zrobią... Na początku w ogóle nie wierzyłam, że cię przetrzymują. Jakim cudem tutaj w ogóle jesteś? -Gdy tylko zadzwoniłaś do mnie, zostawiłem Heńka, egzamin i pognałem do domu. Spakowałem kilka rzeczy i pojechałem na dworzec. Po drodze sprawdziłem, że za chwilę odjedzie pociąg do Zakopanego. Nie mogłem się do ciebie dodzwonić, nie wiedziałem, co będę miał dalej zrobić. I wtedy zdarzyła się katastrofa kolejowa... -Katastrofa? Nic ci się nie stało? -Nie. Ja i kilka osób szukaliśmy stąd drogi wyjścia. A potem oni nas porwali, ci ludzie... -Co dalej, Paweł? -Wrócisz do domu i odnajdziesz ojca. Musisz mi to obiecać- Paweł wpatrywał się w nią głęboko. -Razem go odnajdziemy. Pomożesz mi. Teraz już nie popełnię takiego błędu. Razem pokonamy wszystkie problemy. -Ale najpierw musisz stąd wyjść- chłopak z trudem powstrzymywał łzy. -A ty? -Ja muszę coś jeszcze zrobić. Coś bardzo ważnego. -Ale co? Pomogę ci. -Nie możesz, Aniu. Proszę cię. Obiecaj mi, że opuścisz ten las i wrócisz do domu cała i zdrowa. -Dlaczego mam wrażenie, że się ze mną żegnasz? Paweł, nie! Co się dzieje?- nie mogła powstrzymać płaczu, zaczęła całować chłopaka.

Paweł odwzajemniał pocałunek, po czym raptownie wstał z krzesła.

-Obiecaj mi to! Proszę cię. -Obiecuję, ale powiedz mi, co musisz zrobić. Dlaczego nie możemy wyjść stąd oboje? -Nie mogę ci tego powiedzieć.

Ania podeszła do Pawła. Złapała go za ręce.

-Kocham cię. Przepraszam za wszystko, co ci zrobiłam. Za to, że miałeś problemy przeze mnie. Że wpadłeś w ten pieprzony nałóg... -Uspokój się! To nie twoja wina! -Moja! -Aniu, ja też cię kocham i dlatego chcę, żebyś wyszła stąd cała i zdrowa. -Tylko z tobą, Paweł. Tylko z tobą. -Obiecałaś, więc dotrzymaj obietnicy. -A co z tobą? -Halo, wypuście nas stąd- Paweł wykrzyknął w stronę szyby. -Co ty robisz? Kochanie... -Tak będzie dla nas lepiej.

Szef znajdujący się za szybą również stwierdził, że ten moment będzie najlepszy.

-Joanno, zaprowadź Pawła na jego salę. A gdzie twoja siostra? -Chyba wciąż jest w toalecie... -Porozmawiamy z nią później. A teraz ty, Grażyno, zaprowadź na salę dziewczynę.

Obie opuściły pomieszczenie i zaczęły prowadzić Pawła i Anię na ich sale. Dziewczyna wciąż krzyczała. Paweł z trudem powstrzymywał łzy.

-Chyba naprawdę cię kocha- skomentowała Joanna.

Paweł poznał ten głos, uniósł twarz, którą do tej pory miał opuszczoną.

-Ja cię znam. Joanna... -Tak, ale... -To ty byłaś związana z moim ojcem- przerwał jej. -Nie wiem o czym mówisz? -Mówię o Jacku Kowalczyku. To mój ojciec. -Jesteś jego synem? -Widzieliśmy się parę razy. Nawet mnie nie pamiętasz. Za to ja ciebie tak. To ty zrujnowałaś ich małżeństwo. -Niczego nie zrujnowałam. To Jacek zakochał się we mnie, obiecywał mi złote góry... -To bez znaczenia. To był początek końca. Gdybyś nie przyjechała wtedy do szpitala, gdybyś nie związała się z moim ojcem... -To przeszłość, Paweł. Zapomnij o tym. -Nigdy tego nie zapomnę...

Maks wciąż był trzymany przez Rafała na muszce. Chłopak, nadal przebrany w czarną szatę, szedł tuż przy wodzu Wybranych. Nieco za nimi wędrowali Aneta i Krzysztof, którzy nie do końa byli jeszcze w pełni sił. Czworo mijało kolejne drzewa, nie różniące się zbytnio od siebie. Trzymali się blisko strumienia, który wydrążał niepisany szlak do laboratorium.

-Co zamierzasz zrobić?- zapytał Rafała Maks. -Odzyskać swojego ojca i... Pawła. Miejmy nadzieję, że tam będą, bo inaczej marny twój los. -To jedyne miejsce, w którym mogą być przetrzymywani. -Po co są wam potrzebni?- włączył się Krzysztof. -Nie mam pojęcia. -Myślisz, że w to uwierzę? A nas po co porwaliście? -Nie porwaliśmy was, tylko oni. Lekarze. A właściwie ich ludzie. -To jakaś różnica? -Diametralna, Krzysztofie- stwierdził Maks- My jesteśmy dobrymi ludźmi. -Dobrymi ludźmi?- Krzysztof odepchnął Maksa. -Uspokój się!- zareagował od razu Rafał- On jest naszą kartą przetargową. -Dlatego mam go traktować jak cuchnące jajko?! Jeszcze czego! To zwykły skurwiel! -Zamierzacie mnie użyć jako zakładnika?- dopytywał się Maks- Muszę was zmartwić. -Zamknij się! -Oni się mną nie przejmą. Mają mnie gdzieś, tak samo jak was. -O czym ty mówisz? -Gdybyście byli im potrzebni, nie oddaliby nam was. Potrzebny był im Kowalczyk i Nowacki. -Do czego?- zapytał Rafał. -Wiem tyle, co ty. -Zatrzymajmy się na chwilę- zaproponowała Aneta. -To nie jest zły pomysł- przytaknął Rafał- Daleko jeszcze?- zwrócił się do Maksa. -Kawałek. Nie więcej niż godzinę drogi.

Wszyscy zatrzymali się. Rafał i Krzysztof podeszli do strumienia, żeby napełnić swoje butelki wodą, Aneta usiadła przy drzewie. Trzymała na muszce spoczywającego obok Maksa.

-Czemu mnie nie przeszukaliście?- zapytał wódz. -Nie masz broni. -Mówię o czymś innym. O czymś, czego potrzebujesz. -Skąd możesz wiedzieć, czego potrzebuję?! -Zapomniałaś, że wiem o twoim nałogu? -Już rzuciłam palenie. Skończyłam z tym. -Jesteś pewna? W stu procentach?

Krzysztof podszedł do stojącego obok Rafała.

-Pamiętaj o tym, że mam inne plany- zaczął. -Nie rozumiem. -Ja chcę stąd jak najszybciej uciec. Nic więcej. Liczę, że w tym laboratorium znajdę coś, co pomoże mi się stąd wydostać. -Świetnie. Chyba mam coś, co będzie mogło ci pomóc- uśmiechnął się- Mam mapę. -Chyba sobie żartujesz? -Mówię poważnie. Dam ci ją, ale pod jednym warunkiem. -Człowieku, jesteśmy uratowani! -Najpierw musimy odnaleźć mojego ojca i Pawła. Odejdziemy stąd, ale tylko z nimi. -To nie moja sprawa. Zajmij się tym z Anetą. Ja stąd spadam. -Jeśli nam pomożesz, oddam ci mapę. -A teraz mi jej nie dasz? -Nie, Krzysztof. Mamy już plan działania. -A jeśli cię do tego zmuszę?- odepchnął Rafała. -Zostaw mnie! -Bo co? Popłaczesz się?- zamachnął się, ale chłopak zrobił unik. -Dlatego!- powiedział, ukazując drugi pistolet schowany pod szatą.

Justyna wyszła z toalety i skierowała się przed budynek. Podeszła do małej altanki znajdującej się kawałek dalej. Nagle podeszła Joanna.

-Wiedziałam, że cię tu znajdę- zaczęła od razu starsza z sióstr. -Ostatnio często tu jestem. Las jednak dobrze na mnie działa... -Myślałam wręcz przeciwnie. Chciałaś wrócić. -Nadal chcę. Tylko dlatego zrobiłam to, co zrobiłam. -Ktoś musiał, Juti. Czy mam wrażenie, że oskarżasz się o to, że ich porwaliśmy? Dobrze wiesz, że szef wymyśliłby jakiś inny sposób. -Muszę z nim porozmawiać. O szansie. Nie wiem, czy dłużej tu wytrzymam. -Jeśli eksperyment się powiedzie, wszystko się zmieni. Powinnaś o tym wiedzieć... -Wiem, Jane. -Dawno tak do mnie nie nie mówiłaś... -To wszystko przez ten natłok spraw i problemów. -Każdy je ma, siostrzyczko. Zaniedbujesz obowiązki. -Przecież przyprowadziłam Pawła i jego dziewczynę do pomieszczenia. -A nie zapomniałaś o odprowadzeniu ich? -Chciałam tu przyjść... Musiało mi wylecieć z głowy. -Od twojego powrotu tutaj dziwnie się zachowujesz, Juti. Chyba naprawdę powinnaś pojechać do domu choć na kilka dni. -Wcześniej twierdziłaś inaczej. Zapomniałaś o tamtej rozmowie? -Oczywiście, że nie. -Posiedź tu jeszcze chwilę i wracaj do pracy. Ja muszę iść do szefa. Wzywał mnie....

Justyna dalej siedziała. Zaczęła rozmyślać. Chyba będzie musiała porozmawiać z szefem. A jeśli Joanna się za nią wstawi, to może coś z tego być...

{i}Wyszłam ze swojego pokoju. Zmierzałam do gabinetu szefa. Minęło już parę miesięcy, od kiedy przyjechałam tutaj do laboratorium.

-Usiądź, Justyno- zaproponował mi szef. -Dzięki.

Pani Kasia, sekretarka szefa zrobiła nam kawy i opuściła pomieszczenie.

-Minęło już prawie 2 miesiące odkąd tu jestem. Powiem wprost. Chcę wracać do domu. Myślę, że nie zrobię nic więcej dla waszej organizacji. -Skąd taka pewność? Nasza organizacja „Carpe diem” zajmuje się bardzo wieloma badaniami, eksperymentami i doświadczeniami. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo możesz nam jeszcze pomóc. -Szefie, to dla mnie nieistotne. Ja chcę wracać. Moja misja, że tak powiem dobiegła końca... -Obawiam się, że nie będzie to możliwe. -Nie rozumiem. -Jesteś nam potrzebna. Poznałaś tajniki naszej organizacji. To my zdecydujemy, kiedy będziesz mogła opuścić nasze miejsce pracy. -Szef mnie źle zrozumiał. Ja rezygnuję... -Poczekaj chwilę.

Szef wyjął ze swojej szuflady jakieś dokumenty w teczce i podał mi je.

-Proszę, czytaj. -Co to jest? -Otwórz sama.

Zaczęłam otwierać teczkę. Kiedy czytałam, nie mogłam uwierzyć własnym oczom.

-Przecież ta sprawa miała miejsce w szpitalu, w którym dorabiałam w zeszłym roku. -Dokładnie. Kradzież szczepionek. Bardzo głośna sprawa, która do dziś nie została wyjaśniona. -Zaraz, czegoś nie rozumiem. Przecież to moje nazwisko. -Zgadza się. Powiem wprost- jeśli stąd wyjedziesz, te akta trafią w ręce policji. -Ale przecież ja nie brałam w tym udziału! -Ty to wiesz, ja to wiem, ale jeśli dostarczę te dowody policji, to fakty się zmienią. -To znaczy, że mam wybierać? -Tak. Pomiędzy pobytem tutaj a wiezięniem. -Równie dobrze można rzec odwrotnie. -Śmieszne porównanie, Justyno. -Dlatego pobiliście Waldka, tak? -Nie wiem o czym mówisz. -Grajmy w otwarte karty, szefie. Waldek chciał stąd wyjechać, a wy mu nie pozwoliliście. Jego też zaszantażowałeś? -Lepiej, żebyś nie znała prawdy. Wracaj do pracy. -Daj mi wyjechać chociaż na kilka dni. Chcę się zobaczyć z ojcem, przyjaciółmi. -Z jakimi przyjaciółmi?

Ze złości wróciłam do swojego pokoju. Zaczęłam płakać. Nieco później do pokoju dotarła moja siostra.

-Co się stało? -Jeszcze pytasz? Wszystko przez twojego wspaniałego szefa. Chcę stąd uciec, ale nie mogę! -O czym ty mówisz? -O szantażu. Nie udawaj, że nie wiesz. A ty? Dlaczego mogłaś nas odwiedzać? Wyjeżdżałaś stąd przecież! -Bo miał do mnie zaufanie! Jeśli ty też je zdobędziesz, może też ci się uda. -I co dalej, Joanna? Masz zamiar do końca życia tu tkwić? -A do czego ci się tak spieszy? Do Wojtka, który cię zostawił dla przyjaciółki? Do mamy, która romansuje za granicą? Może do normalnego świata, wktórym nie będziesz mogła się realizować? -A tutaj mogę się realizować? -Na razie jesteś tylko pielęgniarką, ale z czasem może uda się coś zdziałać... -Ale ja nie chcę tutaj zostać! Chcę opuścić ten pieprzony las! Mam tego wszystkiego dosyć. -Co ci tu tak przeszkadza, siostrzyczko? Masz tu wszystko. -Ale nic nie wiem! Wszystko okryte jest pieprzoną tajemnicą. Nawet nie mam pojęcia, jakie prowadzicie badania! Co jest celem waszej organizacji? A co stało się z Waldkiem?! -Naprawdę chcesz wiedzieć? -Oczywiście, że tak. -Jest teraz jednym z Wybranych. Oddaliśmy go im, zaraz po pobiciu. -Ale dlaczego został pobity? -Chciał stąd uciec. Zbuntował się. Szef nie chciał tego tolerować, więc stał się jednym z nich. -Jednym z nich? Mówisz o tych w czarnych szatach? A kim oni są? -To Wybrani. Zakon, który czci swojego boga Hida. Byli tu w lesie długo przed nami. -I to wszystko? -A co jeszcze chcesz wiedzieć? -Dlaczego nas zaatakowali? -Bo nie podobało im się, że przyjechaliśmy do ich lasu. Chcieli nas stąd wykurzyć, ale zawarliśmy z nimi układ. Od tamtej pory współpracujemy. -Na czym polega ta współpraca? -Na wymianie ludzi. -I dlatego oddaliście im Waldka? -Tak. Nam nie byłby już więcej potrzebny...

Nie miałam wyjścia. Musiałam dłużej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych