Wróć do katalogu

Carpe Diem (Kasia, Roman i Aneta) 2/2

Przedostatnia część opowiadania. Każdy ma swoje przeznaczenie.

Pieróg ziom, opublikowano , 45 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Akt II

Kasia pojawiła się przed Joanną.

-Możemy chwilę porozmawiać?- zapytała zastępczynię szefa. -Nie wiem, czy to dobry pomysł. Za moment ma rozpocząć się eksperyment. -To właśnie tego dotyczy. Możesz myśleć o mnie, co tylko chcesz. Ale trzeba to wszystko powstrzymać. -O czym ty mówisz? Jesteś szalona! Od ponad roku ukrywamy się tutaj, doskonalimy nasze metody tylko po to, żeby stworzyć idealną próbkę. Jeśli dziś wszystko pójdzie zgodnie z planem... -Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale jesteś moją ostatnią nadzieją. -Nadzieją? -Szef nie jest tą osobą, za którą się podaje. -O czym ty mówisz? -Zaufaj mi. Nie ma czasu na tłumaczenia. On za chwilę się zorientuje, że coś jest nie tak. -Nadal nie mam pojęcia, o czym do mnie mówisz. To on cię tu sprowadził. Cztery miesiące temu! Zajęłaś moje miejsce, teraz oskarżasz szefa. Idę stąd. -Nie pozwolę ci- oznajmiła Kasia, ładując pistolet i kierując go w stronę Joanny. -Co ty robisz? -Uwierz mi. Jeśli zrobisz to, co mówię- jeszcze dziś skończymy ten dramat. -Jaki znowu dramat? -To ja jestem tym szpiegiem!- przyznała się Kasia- To ja wypuściłam Anię z pokoju, dałam jej broń. I to ja też zbierałam dokumenty, które były mi potrzebne do zdemaskowania komendanta Zielińskiego. -Nic z tego nie rozumiem. -Nie musisz. Wystarczy tylko jeśli zrobisz to, co ci powiem. -Dlaczego mam ci zaufać? Nic o tobie nie wiem. Przy szefie odnalazłam sens życia. -Kochasz go, ale on jest oszustem. -Wszystko było świetne, dopóki nie pojawiłaś się ty- opowiadała Joanna. -A Justyna? Nie masz do niego żalu, że zostawił ją na pastwę losu? Nawet nie wiesz, czy jeszcze żyje. -Widocznie musiał to zrobić. -Chyba sama nie wierzysz w to, co mówisz. Popatrz na to- Kasia pokazała kobiecie jeden z dokumentów, który zbierała przez ostatnich parę miesięcy. -To po prostu niemożliwe- stwierdziła Joanna, oglądając papier i powstrzymując łzy. -To prawda, Joanno. Teraz masz zdemaskować go razem ze mną. Wystarczy tylko, że przeszkodzisz w wykonaniu tego eksperymentu. -To wszystko? -Nie do końca. Potrzebuję jeszcze jednego dokumentu. Ostatniego dowodu, który wskaże na szefa. Gdy tylko zdobędę, naślę tutaj moich ludzi. -Czemu go jeszcze nie zabrałaś? -Bo nigdzie nie mogę go znaleźć. Szef musiał go dobrze ukryć. -Co to za dokument? -Potwierdza on winę Zielińskiego. Definitywnie. To jak, pomożecie?- zapytała Kasia, opuszczając pistolet.

{i}Początki były bardzo trudne. Zawsze siedziałam przed gabinetem szefa i widziałam wszystkie osoby, z którymi się spotykał i znałam decyzje, jakie podejmował. Ale to tak naprawdę w niczym mi nie pomagało. Ja miałam zająć się zdemaskowaniem komendanta. Tylko tym. A to było cholernie trudne. Każdego wieczora musiałam szukać jakiegoś pretekstu, żeby wydostać się z budynku i odebrać rozmowę. No i zdobywanie dokumentów. Czasem było to niesamowicie trudne. Musiałam odbierać też zaloty szefa. Zieliński był niesamowicie kochliwym mężczyzną. Już kiedy pracowaliśmy razem na komisariacie, parokrotnie proponował mi kawę, czy kolację. W wielu sytuacjach nie wiedziałam, jak się zachować. Nie mogłam odtrącać szefa, gdyż mogło to zwiększyć jego ostrożność, a co gorsza mogło nawet spowodować moje pożegnanie z laboratorium. Nie angażowałam się też w związek. Zwodziłam tylko nieco szefa. Oczywiście na tyle, żebym to ja kontrolowała sytuację. Za jednym razem, przed kilkoma dniami, szef zaprosił mnie do gabinetu. Najpierw podałam mu kawę, o którą prosił, a następnie przyjęłam jego polecenia co do dalszej pracy.

-A może zrobimy sobie małą przerwę?- uśmiechnął się Zieliński. -Sam pan wie, że mam mnóstwo pracy- próbowałam się wykręcić. -Proszę do mnie na chwilę podejść- poprosił przekonująco- Niech pani usiądzie.

Podeszłam bliżej i delikatnie przysiadłam na kolanach szefa.

-A może spotkamy się wieczorem? Chociaż na trochę. Ugotuję moją specjalność- proponował mężczyzna. -Sama nie wiem.

Nagle, do gabinetu, bez pukania weszła Joanna, zastępczyni szefa. Ja momentalnie wstałam, lekko zmieszana.

-Pani Kasiu. Proszę nas zostawić samych- poprosił szef, poprawiając krawat i wstając. -Oczywiście- odpowiedziałam, wracając do swojego biurka.

Niedługo później, Joanna i szef udali się do jednego z innych pomieszczeń. Wykorzystałam szansę i weszłam do gabinetu, zdobywając kolejny ważny dokument. Wieczorem, ponownie opuściłam budynek i skierowałam się kawałek dalej.

-Halo- odebrałam połączenie. -To ja. Jak idzie? -Zdobyłam kolejny dokument. Mam nadzieję, że nie będzie jeszcze dużo tego. -Zostały jeszcze dwa ostatnie, ale i najważniejsze papierki. Jeśli uda ci się je zdobyć, wkroczymy do akcji. -Co jest do zdobycia? -Z twoich wcześniejszych obserwacji wiemy, że pierwszy dokument jest ukryty w jednym z folderów, zatajnionych specjalnym hasłem. Ale jeśli wyślesz nam pewną część danych, nasi technicy złamią te hasło. -Dostanę się do komputera. -Najlepiej jak najszybciej. -Zrobię to jutro. Szef opuści budynek, zostanie tylko jego zastępczyni. -Świetnie.

I rzeczywiście, nazajutrz po wyjeździe szefa do Nowego Sącza, weszłam do gabinetu. Przez większość dnia siedziała w nim Joanna, ale na parę godzin udała się do sali laboratoryjnej. To właśnie wtedy włączyłam komputer i nagrałam na płytę część danych. Nie zrobiłam tego do końca, gdyż na salę weszła Joanna. Widząc włączony komputer, wyłączyła go. Na szczęście, nagrywanie zostało zakończone. Zdobycie przedostatniego dokumentu nie stanowiło już większego problemu. {/i}

Kamil opuścił chatkę pustelnika. Czuł się już lepiej, ale daleko było od pełni sił. Głęboko wierzył jednak, że wyzdrowieje i będzie zdolny do wszystkiego, jak wcześniej. Mężczyzna zaczął się kierować w głąb lasu. Nagle, usłyszał łamanie gałązki i odwrócił się. Ujrzał Ryszarda, który miał niewielki plecak. Mężczyzna trzymał w ręku pistolet.

-Kim jesteś?- zapytał Ryszard. -To bez znaczenia. Jesteś jednym z nich? W takim razie ten facet już nie żyje! Maszyny są rozwalone! Nie naprawicie ich! Blokada została wyłączona- krzyczał Kamil. -Uspokój się. Nie mam z tym nic wspólnego. -Więc co tutaj robisz? -To ja pierwszy zadałem pytanie. -Mam na imię Kamil. Jestem jednym z tych, którzy przeżyli katastrofę kolejową. -A Roman Nowacki? Czy on żyje? -Przeżył katastrofę, ale nie wiem gdzie on jest. Rozdzieliliśmy się wczoraj. Czemu o niego pytasz? -Przybyłem tu wspólnie z Rafałem, jego synem. On chce go stąd odzyskać. -A ty co tutaj robisz? I skąd masz tę broń? -To długa historia. Właśnie idę do osoby, która wskazała mi, gdzie jest ukryta broń. -Kto to jest? -Kasia. Sekretarka w laboratorium. A ty jaki masz cel? -Muszę odszukać moją żonę, Sophie. Ona też przeżyła katastrofę. Ale zostaliśmy rozdzieleni. -Myślę, że będę mógł ci pomóc. Chodź ze mną.

Obaj oddalili się w głąb lasu. Ryszard przypiął broń do swojego paska. Jak zaznaczył- na wszelki wypadek. Tymczasem, niedaleko stąd, znajdowała się jeszcze jedna osoba. Był to pustelnik, Grzegorz, którego wbrew pozorom, Kamil wciąż nie zabił. Brał się w garść i powoli wstawał. Przeczyło to wszelkim prawom natury i fizyki, bowiem pustelnik miał obie złamane nogi, a siła z jaką otrzymywał ciosy od męża Sophie, powinny go pozbawić życia. Grzegorz tak łatwo się nie poddał. Uklęknął, aż w końcu stanął na równe nogi i wyjąc z bólu, podszedł do zniszczonej maszyny. Ale w pomieszczeniu był ktoś jeszcze. Tajemniczy mężczyzna, z całej siły uderzył balem drewna Grzegorza. Dopiero wtedy, ten upadł. Dla pewności nieznajomy złamał kark pustelnikowi. Delikatnie uśmiechnął się. Upewniając się, że żadna maszyna nie działa, opuścił chatkę i ruszył śladem Kamila i Ryszarda.

Sophie wciąż prowadziła. Krzysztof szedł blisko Maksa, kolejny wędrował Rafał, zaraz za nim Ania, a na końcu Justyna lekko podtrzymywała Anetę.

-Tu ślady się urywają. Nie wiem, jak dalej iść- oznajmiła z żalem Francuzka. -Jak to? Tak po prostu się kończą?- Rafał nie krył zdziwienia. -Tak. Nie mam pojęcia, dlaczego. -Może są kawałek dalej. -A jak przeszliby tę odległość? Przelatując? -Może specjalnie nas zmylili- zaproponował Rafał. -Nie chcąc, żebyśmy dotarli tak szybko do ich miejscówki? To ma sens- mówiła Ania. -Więc dlaczego wcześniej ślady były widoczne, a teraz nie są? To nielogiczne- mówiła ze złością Sophie. -Nigdy wcześniej tu nie byłaś?- zwrócił się do Justyny Rafał- Może to miejsce ci coś przypomina? -Niebardzo. Niezbyt często opuszczałam laboratoirum. Nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy- odpowiedziała dziewczyna. -A ty, wodzu?- zwrócił się do Maksa- Ty i twoi przebierańcy zagłębialiście się w las. -Nic wam nie powiem! -A jeśli cię do tego zmuszę- Rafał walnął w brzuch mężczyznę, ten zawył z bólu. -Uspokój się. On nic nie wie- zareagował Krzysztof. -O co ci chodzi? Skąd wiesz? -A czy wygląda na takiego, który miałby coś wiedzieć? -Bronisz go? -Oczywiście, że nie!- krzyknął Krzysztof- To zwykła szmata!- splunął mu na szatę. -Nie rozumiem cię. Jeszcze parę godzin temu byłbyś pierwszym, który by go nawalał. A teraz zaczynasz go bronić! -Wcale go nie bronię. Tylko staram się być sprawiedliwy! -Sprawiedliwy? Nie rozśmieszaj mnie! Idziesz z nami tylko dlatego, bo obiecałem, że po uratowaniu Pawła i mojego ojca, dam ci mapę! Jesteś cholernym egoistą! -Nie kłóćcie się!- krzyknęła Sophie- Dalej nie wiemy, jak iść. A im dłużej będziemy zwlekać, tym gorzej dla nas wszystkich!

Nagle, dało się słyszeć jakiś cichy sygnał, jakby jakiegoś urządzenia.

-Co to było?- zareagował Rafał. -Nie mam pojęcia- stwierdziła Ania- Ale jakby jakaś maszyna. -Ja tam nic nie słyszałem- oznajmił Krzysztof. -Było słychać takie BIP! Tak jakby od niego –wskazała palcem na Maksa. -Co to było? Mów!- Rafał skierował pistolet w stronę wodza. -Jeśli strzelisz, mocno tego pożałujesz- powiedział po cichu Maks. -Nawet nie wiesz, do czego jestem zdolny, żeby uratować ojca. A jeśli masz mi w tym przeszkodzić, to nie zawaham się choć na chwilę- zaczął dotykać spustu. -Nie!- krzyknął Krzysztof. -A ty czego znowu?- Rafał odwrócił pistolet w stronę Tczewskiego. -Sam mówiłeś, że może nam się przydać, a teraz chcesz do niego strzelić? -Teraz już nie do niego, a do ciebie! -Chyba oszalałeś? -A do czego jesteś mi potrzebny? -Nie zrobisz tego! -A chcesz się przekonać?

Nagle, wszyscy usłyszeli krótki sygnał po raz drugi. Tym razem, nie było wątpliwości, skąd pochodzi dźwięk.

-Kto go przeszukiwał?- zareagował Rafał. -Aneta- stwierdził Krzysztof.

Rafał dokładnie przeszukał Maksa, po czym wyjął z małej skrytki w jego szacie, krótkofalówkę.

-Ty sukinsynu!- krzyknął syn Romana, kopiąc wodza w brzuch- Namierzasz nas- mówiąc to, zamachnął się, by rzucić urządzenie w drzwo. -Nie rób tego!- powstrzymał go Krzysztof, łapiąc go za ramię. -Niby dlaczego? On nas namierza. -On nawiązuje łączność ze swoimi ludźmi. -Po co?- nie rozumiał Rafał. -Bo oni też kierują się w stronę namiotów- odpowiedział Maks- Chcemy ich pokonać. -Ich? -Lekarzy. Ostatecznie pokonać. To nasz las!

Nagle, Aneta upadła jak kłoda na ziemię, tracąc przytomność. Justyna, Ania i Rafał podbiegli do niej natychmiast.

-Aneta! Aneta! Co ci jest?- krzyczała Justyna, cucąc ją. -Chyba straciła przytomność- zauważyła Ania. -Zasłabła. Jest w coraz gorszym stanie. Trzeba jej zmienić okład- zarządziła Justyna. -Ja się tym zajmę- skierowała się do strumienia Ania. -Aneta! Obudź się- Justyna delikatnie uderzała Anetę po twarzy. -Powoli nie mam siły- powiedziała Aneta, otwierając trochę oczy- Dajcie mi spać. -Uspokój się. Pomożemy ci... -Jak daleko jest do ich miejscówki?- zwrócił się Rafał do Maksa- Mów. -Kilometr, może półtora. Nie jestem pewien. -To zbyt daleko, żeby Aneta mogła tam dojść- zauważyła Justyna- Jest w krytycznym stanie. -Czy ktoś z twoich ludzi zna się na medycynie i będzie jej potrafił jej pomóc? -Chyba tak. -Więc skontaktuj się z nimi. Są daleko stąd?- zarządzał Rafał. -Blisko. Właśnie dlatego uaktywnił się sygnał- odpowiedział z kamienną twarzą Maks. -Więc przyślij tu kogoś ze swoich ludzi. -Dlaczego mam wam pomagać?- zapytał wódz. -Bo trzymam cię na muszce. W każdej chwili mogę strzelić. -W każdej chwili stan Anety może się pogroszyć. A moja śmierć tylko utrudni ci sprawę. -Ty sukinsynu! Ona umiera! Nie rozumiesz tego? -Jeśli mnie puścicie, sprowadzę wam pomoc. -Niech będzie. Ale szybko.

Rafał podał Maksowi krótkofalówkę.

-Tylko żadnych numerów. Mam cię na muszce- zwrócił się chłopak do wodza. -Odbiór. Tu Maks. -Jesteśmy w punkcie drugim. Kilometr od miejscówki lekarzy- dało się słyszeć głos jednego ze strażników. -Potrzebuję Amelki. Mamy kogoś rannego. -Zaraz ją do ciebie wyślę, wodzu. Gdzie jesteś? -Niech kieruje się na wschód. Wyślij razem z nią dwóch innych strażników. Środki ostrożności. Macie broń? -Zdobyliśmy ją. Nienaruszona. -Czekajcie na miejscu. Miejscie włączoną krótkofalówkę. Nie atakujcie jeszcze. Czekajcie na moje rozkazy. Bez odbioru.

-Amelka i dwóch innych moich ludzi za chwilę tu będzie- Maks zwrócił się do Rafała. -To znakomicie- odpowiedział, podchodząc do Anety.

Ania wróciła znad strumienia, a Justyna zmieniła jej okład.

-Wytrzymaj jeszcze chwilę- zwróciła się do niej.

-Co z naszą umową?- zwrócił się Krzysztof do Maksa. -Nieco się zmieniła. Będziecie nam potrzebni do naszej wojny z lekarzami. Jeśli wszystko się powiedzie, odzyskasz swoją dziewczynę.

Aneta była w gorszym stanie. Chciała się wziąć w garść, ale powoli traciła wszelkie nadzieje. Dodatkowo ogromnie chciało się jej zapalić papierosa. Zupełnie tak jak kiedyś...

{i}Minęło parę miesięcy, od kiedy poznałam Karola i zostałam jego dziewczyną. Muszę powiedzieć, że jeszcze nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś tak wspaniałego. Od samego początku rozumieliśmy się niemal bez słów, przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil. Sprawy związane z rodzicami nie zmieniły się. Wciąż pracowali do późna, nie interesowali się mną zupełnie. Razem z Karolem wychodziliśmy z kina.

-Wiesz film był całkiem niezły, ale chyba jakoś dobrze go nie zrozumiałem- zaśmiał się mój chłopak. -Gdybyś się cały czas nie całował i przytulał, być może coś byś zapamiętał- odpowiedziałam mu również śmiechem. -Zapamiętałem dobrze wiele innych fajnych rzeczy...

Nagle, idąc mało co nie wpadliśmy na jakąś dziewczynę, która szła wpatrzona pod siebie. Okazało się, że to... Andżelika.

-Przepraszam, a to ty.. Aneta- rozpoznała mnie. Przez ostatnich parę miesięcy spotkałyśmy się może z parę razy. Nie chciałam nawiązywać z nią na nowo znajomości. -Cześć, co tutaj robisz? -Miałam pewną sprawę do załatwienia. Sorry, ze wpadłam na ciebie i.... -Jestem Karol. Chłopak Anety- przywitał się. -Miło mi. Mam na imię Andżelika. Jestem... koleżanką twojej dziewczyny. -Może przejdziesz się z nami na lody? Właśnie idziemy do takiej małej lodziarni- tym pytaniem Karol zupełnie mnie zszokował. Przedstawiła się za moją koleżankę, więc chciał być miły. -W sumie czemu nie. Bardzo chętnie.

Cała trójką, ku mojemu niezadowoleniu, zjawiliśmy się w lodziarni. Karol, odszedł, żeby zamówić nasze porcje.

-Po co tu przyszłaś?- od razu zaatakowałam Andżelikę. -Ostatnio mam kiepskie dni. Nie czuję się najlepiej. Chciałam choć przez chwilę poczuć się jak czyjaś znajoma... -Bardzo ci współczuję, ale ja nie odzyskam do ciebie zaufania. -Domyślam się. Twój chłopak jest bardzo przystojny- zmieniła temat. -I trzymaj się od niego z daleka. -Już nie jestem taka jak kiedyś. -Ale ja wciąż nie mam do ciebie zaufania.

Karol wrócił z naszymi porcjami. Niebawem rozpoczął temat, który poruszyliśmy na ostatniej randce. Dotyczył on ewentualnego wyjazdu na działkę w najbliższy weekend wspólnie ze znajomymi Karola.

-Rozmawiałaś z rodzicami? Będziesz mogła jechać?- zapytał mnie. -Myślę, że tak. Gadałam z mamą. Martwi się jedynie pogodą. -Spokojna głowa. Na mojej działce nigdy nie pada. Jedynie na wschodzie i na zachodzie. Tak zawsze mówił mój dziadek. -No to świetnie. -Planujecie jakiś wyjazd?- zauważyła Andżelika. -No właśnie, a może ty pojechałabyś z nami?- zwrócił się do niej Karol, co było dla mnie kolejnym szokiem. -Nie chcę wam przeszkadzać. -Uspokój się. Poza mną i Anetą będzie jeszcze troje moich znajomych. Rozerwałabyś się trochę.

Karol podał szczegóły, a Andżelika obiecała, że się zastanowi. Kiedy Karol odwoził mnie swoim samochodem, zagadałam go.

-Czemu zaproponowałeś jej wyjazd? Przecież jej prawie nie znasz- nie kryłam zdziwienia. -To poznam. Twoja koleżanka wydaje się być miła. -To tylko moja znajoma. -Ale nie była w najlepszym humorze. Może się jej trochę poprawi przez nasz wyjazd. -Od kiedy stałeś się taki dobry dla ludzi? -O co ci chodzi, Aneta? Powiedz wprost. -O nic. Wysadź mnie tutaj. Ten kawałek dojdę sama. Pa- pocałowaam go i poszłam do domu.

Późnym wieczorem siedziałam w pokoju i oglądałam telewizję. Nagle, pobiegłam szybko do toalety i po prostu wymiotowałam.

-Wszystko w porządku?- usłyszałam głos mojej mamy. -Tak, mam biegunkę. Niedługo mi przjedzie.

Pojutrze z samego rana, Karol zjawił się przed budynkiem. Zabrał moją torbę, a ja wsiadłam do samochodu. Na tyle siedział już Pawian- znajomy mojego chłopaka.

-Cześć. A gdzie Wiolka i Patryk?- zapytałam o dwójkę pozostałych znajomych. -Pojechali samochodem Patryka. Znają drogę. -Spoko.

Niecałe półtorej godziny potem, zjawiliśmy się na mijescu. Działka wyglądała bardzo ładnie. Zostawiliśmy nasze rzeczy, a kilka minut później przyjechał Patryk i Wiola. Przeżyłam szok, kiedy z samochodu wysiadła też roześmiana Andżelika.

-Co tutaj robisz?- zapytałam ją, kiedy się ze mną witała. -Przyjechałam odpocząć. -Myślałam, że dasz nam w końcu spokój. -Wrzuć na luz, Aneta. Przecież wam nic nie zrobię.

Niebawem poszliśmy na wycieczkę, zobaczyć okolicę. W pewnym momencie znowu nie poczułam się najlepiej i zostałam trochę z tyłu.

-My zaraz dojdziemy. Dogonimy was- krzyknęła Andżela.

Podeszłam pod drzewo i znowu wymiotowałam. Moja znajoma podała mi chusteczki.

-Dzięki. -Coś się stało?- zapytała mnie- Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. -Wszystko w porządku, to znaczy... nie. -Może ostatnio nie było między nami najlepiej, ale wiedz, że wciąż możesz mi się zwierzyć. -Chyba jestem w ciąży- powiedziałam, patrząc jej prosto w oczy. -O kurczę. Chodzi ci o te wymioty? Może to tylko... -Od prawie trzech miesięcy nie miałam okresu, Andżelika!- przerwałam jej. -Nawet nie wiedziałam, że wy... ze sobą... no wiesz. -Tak, że ze sobą spaliśmy. Trzy razy. -Czy ktoś o tym wie? -Tylko ty. Dlatego proszę cię- zachowaj to w tajemnicy. -Gdy wrócimy, musisz kupić test ciążowy... -Nie muszę, nie rozumiesz? To jest oczywiste. -Ok., kiedy chcesz powiedzieć Karolowi? -Na pewno nie tutaj. Zepsułabym mu tylko wyjazd. -Ale musisz mu powiedzieć. Ma prawo wiedzieć. Rodzicom też powinnaś powiedzieć. -Nie zrobię tego. Oni się w ogóle mną nie ineteresują. Nawet nie wiedzą, że mam chłopaka, nie rozumiesz?! -Tym bardziej, powinni poznać prawdę. -Nie, pod żadnym pozorem im tego nie powiem...{/i}

Paweł leżał na łożu, przypominającym stół operacyjny. Wiele raz przyglądał się czemuś takiemu, ale nigdy nie pomyślałby, że będzie obiektem jakiegoś eksperymentu czy badania. Jeśli dobrze zrozumiał, po paru zastrzykach, całkowicie straci pamięć. To znaczy, jeśli wszystko dobrze pójdzie. Ale dlaczego miałyby być kłopoty? Chłopak w ciągu kilku chwil przypomniał sobie całe swoje życie. Wszystko to, co było w nim piękne, ale także to, co okropne i złe. Były rzeczy, których nie naprawił, ale teraz jest już na to za późno. Najważniejsze, że lekarze puścili wolno Anię. Ta, cała i zdrowa zapewne opuściła już las. Na salę weszła Joanna. W rękach trzymała małą walizeczkę, w której umieszczono próbki.

-Możemy zaczynać. Grażyna, podaj narkozę Pawłowi- zarządził obecny na sali, całkowicie skupiony szef. -Tak jest. -Pawle, stajesz przed niepowtarzalną szansą, jakiej nie dostał jeszcze żaden człowiek.

Grażyna podała narkozę Pawłowi, po czym ten po dłuższej chwili swobodnie zasnął.

-Podłączcie go do maszyny. A ty, Joanno za piętnaście minut podaj pierwszą próbkę chłopakowi. -Tak jest. -Szefie, Nowacki opuścił kolejne pomieszczenie. -Świetnie. Dziękuję za informację.

Roman siedział pod ścianą. Po raz kolejny wpatrywał się w zdjęcia. Zastanawiał się, co to wszystko może oznaczać. Wyglądało to jak jakieś doświadczenie, albo zadanie, czy próba. Ale po co? Dlaczego? Po kiego diabła te wszystkie pomieszczenia i fotki? Nowacki jeszcze raz odczytał informację na karteczce. „Są rzeczy cenne, ale są i cenniejsze. Co jesteś gotów poświęcić?”. Co to do licha miało znaczyć? I nagle dopiero teraz, dostrzegł, że na odwrocie kartki również jest coś napisane. Była to zupełnie inna, jakże ważna informacja. „Użyj liczb, które są na zdjęciach”. Ale do czego? Może do otwarcia drzwi? I jakich znowu liczb? Roman stwierdził, że to wszystko ma jakiś sens, określoną logikę. Jeszcze raz sprawdził wszystkie zdjęcia. Potrzebował czterech cyfr, ale nie miał pojęcia jakich. I nagle dopiero teraz dotrzegł, że na jednym ze zdjęć są podane cyfry. W prawym dolnym rogu. Zdjęcie przedstawiało Rafała czytającego gazetę. I na ów gazecie można było dostrzec liczbę 4568. Mężczyzna wstał momentalnie i podszedł do kłódki. Ucieszył się, kiedy okazało się, że jest to prawidłowy kod. Nacisnął na klamkę i przedostał się do kolejnej sali. Na środku stał stolik, dwa krzesła, a na ścianie był ogromny czerwony napis. „Moment przeznaczenia. Co jesteś gotów poświęcić?” Roman zupełnie tego nie zrozumiał. Nagle drzwi, na drugim końcu pokoju otworzyły się, a do środka powolnym, ale zdecydowanym krokiem wszedł...

{i}Minęło parę tygodni, od kiedy Andżelika próbowała popełnić samobójstwo. Na szczęście, lekarze wyratowali ją, ale jej stan na początku nie był zbyt dobry. Dopiero, z dnia na dzień coraz bardziej się poprawiał. Trudno było jednak do niej dotrzeć zarówno mnie, jak i Basi. Prawie w ogóle nie chciała z nami rozmawiać. Odpowiadała półsłówkami, godzinami gapiła się w sufit. Zaczynałem się o nią coraz bardziej bać. Siedzieliśmy z żoną w gabinecie dr Kowalczyka, czyli Jacka, mojego przyjaciela.

-Jest jakaś poprawa?- zapytałem go wprost. -Nie będę ukrywał, jeśli powiem, że stan fizyczny poprawia się z dnia na dzień i Andżelika za kilka dni będzie mogła opuścić nasz szpital. Bardziej obawiam się jednak o jej psychikę. Uważam, że potrzebna jest jej pomoc. -Mówi pan o psychiatrze?- zapytała Basia. -Raczej tak? Andżelika powinna zgłosić się do jakiegoś zawodowego lekarza. Oczywiście, mogę kogoś polecić. -Dziękuję, ale chyba nie będzie takiej potrzeby- stwierdziła moja żona. -Oczywiście decyzja należy do pani i do Romana, ale radziłbym nie bagatelizować takiego przypadku i zgłosić, zanim będzie za późno. Próba samobójcza to nie jest zwykła sprawa... -Sugeruje pan, że

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych