Wróć do katalogu

Carpe diem (Krzysztof i Kamil) 2/2

Każdy z nas ma jakieś tajemnice...

Pieróg ziom, opublikowano , 39 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Franciszek, ojciec Anety, który pojechał do Nowego Sącza razem z Rafałem obudził się rano z ogromnym bólem głowy. Po wykonaniu porannych czynności, udał się do pokoju Rafała, ale nie zastał go. Na dole, w recepcji dowiedział się, że Pędziński opuścił swój pokój wczesnym rankiem w biegu. Wywołało to u niego ogromne zdziwienie. Franciszek opuścił hotelik. Postanowił zatelefonować do swojego znajomego- Ryszarda. Jego komórka nie odpowiadała. Mężczyzna zaczynał się denerwować. Pojechał na komisariat i skierował się do środka.

-Szukam Ryszarda Wielgińskiego- onznajmił w punkcie przyjęć- Pracuje tutaj. Jestem jego znajomym. -Momencik..- kobieta pracująca w owym punkcie zaczęła szukać czegoś w swoich notatnikach. -Oczywiście.

W tym samym momencie, Skowroński zwrócił uwagę na żonę Ryszarda, która właśnie opuszczała komisariat.

-Przepraszam, to już nieważne...- zwrócił się do okienka.

Franciszek dogonił kobietę i złapał ją za ramię.

-Ale mnie pan przestraszył... A to pan, panie Franciszku, kopę lat... -Witam- pocałował ją w dłoń- Szukam Ryśka, pani Zosiu. -I w tym właśnie jest problem. -Mianowicie... może pójdziemy za róg na kawę?

Kilka minut później Franciszek i Zofia siedzieli już przy jednym ze stolików. Mężczyzna opowiedział jej całą historię związaną z Rafałem, zaginięciem swojej córki i pociągiem.

-To by się zgadzało...- skomentowała kobieta. -Nie rozumiem. -Przed chwilą rozmawiałam z komendantem. Jestem bardzo zaniepokojona. -Coś się stało? -Ryszard dwukrotnie ukradł helikopter należący do tutejszej policji. Został zawieszony w prawach wykonywania policjanta, najprawdopodobniej sprawa trafi do sądu. -Helikopter? -Też byłam ogromnie zdziwiona. Ale to jeszcze nie wszystko. Ryszard zniknął. Z tego co pan mówi, panie Rysiu, to ten pana młody znajomy również. -Ich komórki nie odpowiadają. -Myśli pan, że to może mieć związek z tę katastrofą kolejową sprzed paru dni? -Skąd takie skojarzenie, pani Zosiu? -Komendant Zieliński łączy te dwie sprawy ze sobą. Zadawał mi dziwne pytania, ostrzegał mnie przed konsekwencjami. Podejrzewał, że to ja ukrywam swojego męża, ale od wczorajszego wieczoru w ogóle go nie widziałam. Miałam wrażenie, że Zieliński koniecznie chciał z nim porozmawiać. -To naturalne. -Było to jednak zadziwiające. Rozmawiałam z nim kilkukrotnie, ale teraz zachowywał się jakby walił mu się grunt pod nogami. -Może ja z nim porozmawiam- zaproponował Franciszek. -Ale w jakim celu? -Zapomina pani o jednej bardzo ważnej kwestii. -Mianowicie... -O zakończeniu poszukiwań. I to w bardzo szybkim czasie. Coś w tym musi być. Porozmawiam z tym komendantem. -Przecież nie musi się przed panem tłumaczyć. -A jeśli powiem, że widziałem Ryszarda i wiem, gdzie przebywa? Skoro tak bardzo mu zależy na rozmowie z nim, złapie haczyk. Wrazie czego mogę coś wymyślić. Myślę, że to może być dobry pomysł. -Ale musi pan poczekać do wieczora. Wtedy Zieliński kończy dyżur. -Poczekam na niego na parkingu przed komisariatem...

Krzysztof, Paweł, Roman i Aneta byli wciąż prowadzeni przez Justynę. Podróżowali przez kolejnych kilka godzin. Nie było potrzeby robienia kolejnej zmiany opatrunku. Ostatni raz zatrzymali się jakieś dwie godziny temu.

-Czemu skręciłaś? Szliśmy dobrą drogą- wykrzyknął nagle Krzysztof, zwracając się do Justyny. -O co ci chodzi? Musimy iść w tamtym kierunku- dziewczyna odwróciła się.

Wszyscy zatrzymali się i z zaineteresowaniem popatrzyli na Krzysztofa.

-Jeśli pójdziemy w tamtą stronę- wskazał palcem- będziemy wracać. -Wracać?- nie rozumiała Aneta. -Zrobimy jedno wielkie kółko, aż w końcu wrócimy do punktu wyjścia. Zaczynamy zawracać. -Mylisz się- odrzekła Justyna z pewnością siebie- Idziemy w dobrym kierunku. -Więc czemu zawracamy? -Mówiłam już, ze tylko mniej więcej pamiętam drogę. Musimy trochę krążyć, ale kierujemy się w dobrą stronę. Według moich obliczeń jesteśmy już niedaleko. -A według moich obliczeń idziemy na oślep i do tego w kółko! Czy wy tego nie widzicie?- zwrócił się do pozostałych. -Krzysiek, od samego początku nie ufasz Justynie!-krzyknęła Aneta. -Widocznie mam swoje powody. -Ona jako jedyna zna drogę i może nas stąd wyprowadzić. Zapomniałeś o tym?- przekonywała Aneta. -Najpierw tę drogę trzeba znać, a nie udawać, że się ją zna. -Sugerujesz, że nie wiem jak iść?- zapytała Justyna. -Właśnie tak twierdzę. Nie wiem, jaki masz cel, ale na pewno nie opuścimy tego lasu. Ja nigdzie dalej nie idę. Zostaję tutaj! -Rób jak chcesz, ale Justyna jest naszym jedynym ratunkiem. Niedługo zrobi się ciemno, a my wciąż będziemy tu tkwić- stwierdziła Aneta.

Aneta i Justyna zaczęly powoli iść, Paweł skierował się za nimi.

-Za chwilę dojdziemy, powoli idźcie- zadecydował Roman, po czym skierował się do Krzysztofa, który popijał wodę z butelki- Ja też jej nie ufam, wiesz o tym- zwrócił się do znajomego. -Ona wcale nie chce nas stąd wyprowadzić. -Ale co dalej? -Jak to co dalej? -Co dalej zrobimy? Wrócimy do szałasu, pójdziemy w inną stronę? Co wymyśliłeś? -Nie mam pojęcia, Roman, ale nie dam się oszukać jakiejś gówniarze! -I co będziesz tutaj tak stał? -Nie wiem, jeszcze nic nie wymyśliłem. -A co z Anetą i Pawłem? Poszli z nią. -To ich sprawa. Mogli przecież zostać. Zrozum Roman, że chodzimy na oślep. Ktoś, kto zna drogę nie chodzi w ten sposób po lesie. -Ten las jest prawie wszędzie taki sam. To akurat nie jest przyczyną jej ewentualnego oszustwa. -Więc co planujesz?- zapytał Romana, chcąc znać jego plan. -Iść z nią, ale mieć się na baczności. -Ale ona nas stąd nie wyprowadzi! -Też w to wątpię, ale na razie nie mamy innego wyjścia. Musimy po prostu uważać. To jak, idziesz? -Sam nie wiem. -Jeszcze będzie czas, żeby zawrócić, pamiętaj o tym. -Dobra, idziemy- oznajmił Krzysztof, delikatnie dotykając swojego pistoletu, zaczepionego przy kieszeni.

Obaj ruszyli za pozostałymi.

W gabinecie szefa panował półmrok. Światło było zgaszone, a okno zamknięte od czasu, gdy Joanna wyszła z pomieszczenia dwie godziny wcześniej. Była zdenerwowana tym, że Ani wciąż nie udało się znaleźć, mimo kilkukrotnego przeszukania budynku i najbliższej okolicy. Kobieta musiała jednak udać się na salę, w której odbywały się badania. W końcu Szef zaplanował odpowiednią godzinę i nie można jej było nie dopilnować. W gabinecie ktoś jednak był. Włączył komputer i zaczął wpisywać jakieś hasła na klawiaturze. W przyciski uderzała kobieca dłoń. Nagle kobieta usłyszała, jak ktoś przekręca klucz w zamku. Pierwsze o czym pomyślała, to zamknąć program. Joanna weszła do pomieszczenia, momentalnie zapalając światło. Nie miała najlepszej miny. Od samego rana niemiłosiernie bolała ją głowa. Podeszła do szafki i otworzyła szufladę. Potem połknęła tabletkę. Nagle zorientowała się, że komputer jest włączony. Przecież dałaby głowę, że wyłączała go wcześniej. Stwierdziła, że natłok spraw sprawił, że zapomniała o wyłączeniu komputera. Zresetowała go i skierowała się do drzwi wyjściowych.

Rafał szedł naprzód. Na początku starał się odnaleźć Ryszarda, ale po kilkunastu minutach bezowocnych poszukiwań poddał się i wyruszył w głąb lasu. Wciąż myślał, gdzie może przebywać jego znajomy policjant. Jedyne co przyszło mu do głowy to, że Ryszard też zagłębił się w las. Nie bardzo wiedział tylko, dlaczego. Przecież to on miał mapę, według której cały czas wędrował, pistolet, nóż, trochę jedzenia, wodę. Wszystko w swoim plecaku. Ryszard podróżował więc z niczym. Nagle, Rafał usłyszał jakieś kroki. Dużej ilości osób, jak stwierdził. Dało się słyszeć jakieś rozmowy, łamanie gałązek podczas chodu. Chłopak postanowił ukryć się za najbliższymi krzakami. Nie miał pojęcia, kto to był, ale mogło to mieć związek z jego ojcem. Po dłuższej chwili ukazało mu się wiele osób w czarnych szatach. W pierwszej chwili Rafał pomyślał, że to jakiś zakon. Przestraszył się. Osoby podzieliły się na dwieosobowe grupy i ruszyły w różne strony. Jedna z grupek szła prosto w jego stronę. Dwóch chłopaków, jak przypuszczał Rafał, zatrzymało się przy jednym z krzaków. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Jeden z nich trzymał w dłoni pistolet. Rafał pomyślał, że musi z nimi porozmawiać. Być może wiedzą, gdzie jest jego ojciec, czy żyje. Zakradł się pomiędzy krzakami od nich z tyłu. Zrobił to na tyle bezszelestnie, że dwóch chłopaków nie zorientowało się, że ktoś się skrada.

-Cicho- odezwał się Rafał, atakując od tyłu jednego z chłopaków, przykładając mu nóż do gardła. -Kim jesteś?- wykrzyknął drugi, podnosząc się do pozycji pionowej, z pistoletem w dłoni. -Nieważne. Odłóż broń, bo inaczej twojemu koledze coś się stanie.

Chłopak posłusznie położył na ziemi pistolet.

-Teraz kopnij go w moją stronę.

Młodzieniec wykonał polecenie. Rafał chwycił pistolet i włożył go do tylnej kieszeni, po czym puścił chłopaka, uderzając go lekko pistoletem w tył głowy.

-Szukam kogoś- oznajmił Rafał- Muszę być ostrożny. -Kim jesteś? -A wy kim jesteście? Co tu robicie? -Przyszliśmy na polowanie. Wszyscy mają wyczaić dzika, zaobserwowano go w tej okolicy. -Wszyscy? -No, tak. Wszyscy, którzy tu przyszli. -Żyjecie w tym lesie? -Tak, w naszej wiosce, znajduje się ona stosunkowo niedaleko. -Czy ktoś dotarł do waszej wioski podczas ostatnich paru dni? -Tak, naturalnie. -Świetnie- powiedział Rafał, zaczynając zdejmować szatę z chłopaka, którego uderzył. -Co ty robisz?- zdziwił się drugi chłopak. -Przebieram się za niego. Muszę dotrzeć do waszej wioski. Z kapturem na głowie będzie idealnie. -Nie możesz! -Chyba mi nie zabronisz. Przecież to ja mam waszą broń. Lepiej pomóż mi przywiązać swojego kumpla do drzewa. -I co dalej? -Pójdę z tobą. Gdy tylko znajdę tego, kogo szukam, odejdę i zostawię wszystkich w spokoju.

Kamil wciąż prowadził. Zerkał na mapę, zbliżając się coraz bardziej do punktu X. Sophie i Patrycja z trudem dotrzymywały mu kroku, mimo tego, że ten poruszał się o lasce.

-Zróbmy mały postój. Napełnimy butelki wodą- zaproponowała Sophie, orientując się, że w jej butelce nie ma już prawie wody. -Nie ma mowy. Niedługo się ściemni. -Ale nie mamy już prawie wody! Kamil! -Było trzeba oszczędzać. Jeśli mapa jest dobra, to w przeciągu najbliższej godziny powinniśmy dotrzeć na miejsce. -Jakie miejsce?- zapytała Patrycja. -Do punktu X- odpowiedziała z przekorą Sophie- Nie wiesz, co to jest? -A ty, Kamil, wiesz?- popatrzyła nie niego kobieta. -Jasne, że wiem. Nie szedłbym tam przecież przez cały dzień. -To może nam powiesz?- przekonywała Sophie- To chyba nie jest tajemnica, skoro mamy tam dotrzeć za mniej niż godzinę. -Nie ma na to czasu. Idziemy- zarządził Kamil, ruszając naprzód.

Patrycja chciała skierować się za mężczyzną, ale Sophie zatrzymała ją za rękę, ku jej zdziwieniu.

-My zostajemy. Idź sam- krzyknęła Francuzka. -Chyba żartujesz! -Nie, my robimy postój. Dlaczego masz za nas decydować?! Kim ty, do cholery, jesteś? -Przez całe nasze wspólne życie podejmowałem różne decyzje. Gdyby nie ja... -To co?- przerwała Sophie. -Nieważne. -Ważne! Może w końcu coś zdradzisz! Mam dość twoich tajemnic! -Będzie lepiej dla ciebie, jeśli nic nie będziesz wiedzieć... -Dobrze wiem, co jest dla mnie lepsze! -Zostawię was- zaproponowała Patrycja. -Nie. Zostań. -Pójdę. Nie powinnam mieszać się do waszych spraw- odeszła, chwytając butelki- Potem, jeśli nie skończycie, sprawdzę okolicę...

Nikt nie zaprotestował. Kamil usiadł naprzeciwko Sophie.

-Na pewno chcesz znać prawdę?- zapytał z całkowitą powagą Kamil. -Tak, Kamil. Chcę wiedzieć wszystko. Zacznij od samego początku. Wczoraj powiedziałeś mi, że znałeś Pierre’a zanim spotkaliśmy się pierwszy raz w restauracji. -Zgadza się. -Więc powiedz mi o wszystkim...

{i}Siedziałem w gabinecie na jednym z krzeseł. Naprzeciwko mnie siedział Winyl. Tak mi się przedstawiał. Nie znałem jego prawdziwego imienia i nazwiska. Nalał nam trochę koniaku i położył przede mną teczkę z kartkami.

-To dla ciebie- powiedział, biorąc łyka- Twoje zdrowie, Kamil. -Co to jest? -Wszystkie informacje o człowieku, który będzie teraz twoim celem numer 1. -Kto to jest? -Pierre Lubeau. Mieszka w Paryżu. Wszystkie szczegóły znajdziesz w środku. Samolot masz za trzy godziny. Od momentu przylotu masz śledzić każdy jego ruch, masz być jego cieniem. Dowiedz się wszystkiego, a kiedy będzie pora, sprzątniesz go. Będziesz miał do dyspozycji dwóch moich ludzi, którzy są już od jakiegoś czasu w Paryżu. Cała odpowiedzialność spoczywa jednak na tobie. Wszystko jasne? -Tak. Ile mam czasu? -Parę miesięcy. Musisz pozamykać wszystko, co z nim związane. Będziemy w stałym kontakcie.

Opuściłem gabinet kilka minut później. Znaczy nie gabinet. Było tu biuro Winyla. Mieściła się tu firma komputerowa. Wykonywałem robotę dla niego, a on miał alibi. To znaczy, w świetle prawa byłem zatrudniony dla niego, a teraz miałem udać się do Francji na kilkumięsieczny staż.

Poznałem Winyla dwa lata wcześniej. Razem z moją dziewczyną udaliśmy się na dyskotekę. Tam jakiś typ zaczął z nią tańczyć. Podwalał się do niej. Wkurzyłem się i powiedziałem mu, co o tym sądzę. On jednak nie do końca mnie zrozumiał. Byłem kiedyś bardzo narwany, więc poszedłem za nim do toalety. Tam zaatakowałem go i pobiłem. Parę godzin później, odwiozłem moją dziewczynę do domu, a potem sam pojechałem do siebie. Kiedy wysiadłem z auta, ten typ na mnie czekał. Rzucił się na mnie. Zobaczyłem, że ma ze sobą pistolet. Wdałem się w nim w bójkę, a ja okazałem się lepszy... Siedziałem na nim, a lufę pistoletu miałem skierowaną na jego czoło.

-Twoja dziewczyna to dziwka. Nie wiesz o niej wszystkiego- prowokował mnie. -Spierdalaj stąd. Żebym cię więcej nie widział- puściłem go wolno, zatrzymując jego pistolet. -Pieprzona dziwka- powiedział, wstając. -Zamknij ryj. Masz trzy sekundy! -Ty mnie w ogóle nie słuchasz? Pieprzona dziwka, która daje każdemu...

Nie wytrzymałem. Wystrzeliłem. I był to największy błąd w moim życiu. Nigdy nie przestanę tego żałować. Gość padł jak długi, widziałem robiącą się wokół niego kałużę krwi. Zacząłem płakać, kiedy nie wyczułem tętna. Złapałem się za głowę i wypuściłem pistolet z ręki. I wtedy pierwszy raz zobaczyłem Winyla. Wysiadł z czarnego samochodu, który stał zaparkowany kawałek dalej.

-Kim jesteś?!- zapytałem przestraszony. -Jestem Winyl. Tym strzałem zakończyłeś pewien etap swojego życia...

Od tamtej pory stałem się jego człowiekiem. Był jedyną osobą, która wiedziała o moim zabójstwie. Miał dowody, motyw. W każdej chwili mógł zgłosić to na policję. Wiedziałem doskonale, że była to wkręta. Ten gość był ustawiony. W jego pistolecie był tylko jeden nabój. Nigdy nie dowiedziałem się jednak, czemu akurat ja zostałem wybrany. Pracowałem, wykonując różne zadania dla niego, a on wypłacał mi za nie pieniądze. Teraz za śledzenie Pierre’a, pozamykanie jego spraw i sprzątnięcie miałem dostać sto tysięcy.

Zaraz po przylocie do Paryża, wynająłem pokój w hotelu, który miał być opłacany przez firmę Winyla. Potem spotkałem się w restauracji z jednym z moich ludzi.

-Dzień dobry, co podać?- zapytała po francusku jedna z kelnerek. -Dwie herbaty proszę- odpowiedziałem, zauważając jej urodę. Od razu wpadła mi w oko. Gdy odchodziła, zwróciłem uwagę na jej pupę, dzieląc się tę informacją z jednym z moich ludzi.

Parę godzin później, zacząłem śledzić Pierre’a. Przez pierwszych parę dni chciałem poznać jego życie, czym się zajmuje, gdzie spędza czas. Francuz zaprowadził mnie przed restaurację, w której wcześniej byłem. Po jakimś czasie zwyczajnie odjechał. Zobaczyłem też tę niebrzydką kelnerkę, która wpadła mi w oko. Już wcześniej dowiedziałem się, że mówi po polsku.

-Przepraszam, nie przeszkadzam?- zapytałem jej, po czym zaproponowałem jej, że odwiozę ją do domu. Stwierdziłem, że nie mogę zmarnować takiej szansy, jeśli jestem już w pobliżu.

Potem rozmawialiśmy przez chwilę. Później zorientowałem się, że Pierre zna dziewczynę, która mi się spodobała. Co więcej, próbował ją uwieść, a teraz Sophie go unika. Cały czas śledziłem Francuza przy pomocy moich dwóch nowych ludzi. Po kilku dniach wiedziałem już o nim prawie wszystko. Wiedziałem, z kim się zadaje, gdzie pracuje. Ale Winyl chciał, bym poznał jego ciemną stronę. Spotykał się on bowiem z różnymi ludźmi. A ja musiałem się dowiedzieć, kto to był i czego od nich chciał. Dlatego dalej go śledziłem. To powodowało różne dziwne sytuacje. Często spotykałem Sophie w miejscach, w których nie powinno mnie być. Z czasem związałem się z Francuzką. Miałem też wrażenie, że Pierre doskonale mnie kojarzył i też próbował się o mnie czegoś dowiedzieć. Niedługo później, zdobyłem informacje o moim kandydacie do zabójstwa. Odkryłem, że w ukryciu jest szefem pewnej firmy, która w świetle prawa już dawno zbankrutowała. Te informacje zadowoliły Winyla. Nie zostało mi już wiele do dowiedzenia się. Kluczową postacią do poznania całej prawdy o Pierre’u i jego interesach okazała się koleżanka i współlokatorka Sophie- Marta. Znałem już wszystkih kontrahentów Pierre’a. Wiedziałem, jakie prowadzi mnie interesy, poza jedną osobą. Była to właśnie Marta. Kiedy ja spędzałem noc z Sophie, moi dwaj ludzie zajęli się jej koleżanką. Pobili ją, ale dowiedzieli się całej prawdy. Zagrozili jej też, że jeśli cokolwiek powie, to ją zabiją. Parę miesięcy później nadszedł dzień, w którym znałem już wszystko. Razem z moimi ludźmi mieliśmy zabić Pierre’a. Nie chciałem się jednak żegnać z Sophie, więc zaproponowałem jej, żeby pojechała ze mną do Polski. Naprawdę ją pokochałem przez te kilka miesięcy. Późnym wieczorem, przybyliśmy do domu Pierre’a. Weszliśmy bezszelsetnie do jego posiadłości, znając już wszystko, łącznie z kodem wyłączającym alarm. Ten akurat się kąpał, więc nie było problemu z zaskoczeniem go. Zaciągnęliśmy go do salonu. Moi dwaj ludzie niszczyli wszystkie papiery, które znajdowały się w jego domu. Doznałem szoku, kiedy zorientowałem się, że Pierre zna trochę polski język.

-I co zabijecie mnie teraz?- zapytał mnie. -Tak, jak tylko zniszczymy wszystko. Możemy mieć trudności ze znalezieniem całości- odpowiadałem, trzymając go na muszce. -Może jest to dla ciebie niedorzeczne, ale będziesz musiał przejąć po mnie obowiązek opieki nad Sophie. -O czym ty mówisz? Przecież cały czas się nią opiekuję. Wyjeżdżamy do Polski, pobieramy się. -Może to i lepiej. -Jesteś chory psychicznie. -Tak ci się tylko wydaje. Musiałem śledzić każdy krok Sophie, żeby zapewnić jej kontrolę. -Jaką znowu kontrolę? -Przed ludźmi, którzy chcieli ją wykorzystać. Odkryłeś o mnie wszystko, powinieneś wiedzieć, o czym mówię. -Możesz mi to wyjaśnić? -Byłem tylko pionkiem. Chroniłem Sophie. Nie chciałem, żeby stała się kolejną ofiarą eksperymentu. -Przecież to była twoja firma. -Moja, ale oni w każdej chwili chcieli ją tam zabrać. Musiałem ją chronić. Dlatego nie mogłem jej zostawić. W każdym bądź razie, teraz ty będziesz musiał ją chronić. Jeśli naprawdę ją kochasz.

Moi ludzie wrócili z piętra.

-Zabijcie go. Upozorujcie to na samobójstwo. Wkrótce już nas tu nie będzie... {/i}

Krzysztof wciąż nie był pewny, czy dobrze postąpił, idąc z pozostałymi za Justyną. Był bardziej niż świadomy tego, że coś jest nie tak. Inni byli jednak najwyraźniej tak zaślepieni wizją wydostania się z lasu, że przestali racjonalnie myśleć. Mężczyzna zaczął ciężej oddychać. Był ogromnie zdenerwowany. Siegnął do kieszeni po swój inhalator.

-Wszystko w porządku?- zapytał Krzysztofa przestraszony Paweł. -Tak, zaraz mi przejdzie. Zdenerwowałem się. -Od dawna tak masz?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych