Wróć do katalogu

Carpe diem (Paweł i Ania, Szef) 1/2

Powrt po dłuższej przerwie. Ostatnia, najważniejsza część przygody. Każdy z nas ma swoje przeznaczenie.

Pieróg ziom, opublikowano , 53 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

CZĘŚĆ 9- OSTATNIA (PAWEŁ I ANIA, SZEF)

{i}Golił się. Nie lubił tej czynności, choć była ona elementem codzienności. I może właśnie dlatego jej nie cierpiał. Kojarzyła mu się z rutyną, szufladkowaniem, zwykłym postrzeganiem świata. Odkręcił wodę i przemył twarz. Potem opuścił toaletę i skierował się do przestronnego, ładnie urządzonego salonu. Usiadł na fotelu i chwycił szklankę, wypełnioną whisky. Wziął łyka i rozkoszował się smakiem alkoholu. Gdyby każdy dzień zaczynał się tak jak ten... Ale niestety nie zawsze tak było. Beztroska, swoboda- niczym w piosenkach Boba Marleya. Spojrzał w przeszłość i przypomniał sobie, jak dużo musiało minąć i jak wiele złego musiało zdarzyć się, żeby osiągnął to, czego pragnął od dawna. Podszedł do okna i odsłonił zasłony. Popatrzył na przepięknie rozciągające się równiny. Słońce ukradkiem wpadało do pomieszczenia. Może pójdę się poopalać, a może zacznę pisać książkę... Carpe diem, moi drodzy. {/i}

-Przecież miał cię zastąpić Poldek. Dziś jest nasza rocznica!- grzmiała Lipcowa. -Rozchorował się. Muszę jechać. Uczcimy to, jak wrócę pojutrze- Lipiec próbował się jakoś wytłumaczyć.

Mężczyzna z bólem głowy opuścił mieszkanie i udał się na dworzec. Nawet gdyby chciał, nie mógłby zostać w domu. Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Kłótnia z żoną będzie doskonałym pretekstem, w razie czego- gdyby przesłuchwali go policjanci, albo ktoś z wydziału śledczego. Droga zajęła mu niecałe pół godziny. W myślach powtórzył sobie cały plan. Pięćdziesiąt tysięcy to nie bagatela. A tyle właśnie dostanie, jeśli wszystko się powiedzie. Do tej pory dostał dziesięć tysięcy zaliczki. Przed wejściem do lokomotywy, mężczyzna upewnił się, czy wszystko się zgadza. Po wypełnieniu formalności, ruszył i podjechał na dworzec. Dopiero wtedy zorientował się, że jest już nieco spóźniony.

Krzysztof zaczął nerwowo chodzić w tę, i z powrotem. Irytowało go, że pociąg się spóźniał. Zwłaszcza teraz. Nagle dostał telefon.

-Halo- odebrał. -Jest pan na dworcu? Wszystko poszło zgodnie z planem?- poznał w słuchawce dosyć znajomy mu głos szefa laboratorium, Pierre’a. -Tak, opuściłem szpital. -A Kowalczyk i Nowacki? Są na dworcu? -Nowackiego widziałem. Stoi niedaleko stąd, ale Kowalczyka nie ma- odpowiedział. Nie miał problemu z ropoznaniem ich, bowiem widział ich wcześniej na zdjęciach. -Miejmy nadzieję, że przyjdzie. Ma pan środek? -Tak.

Mężczyzna był zdenerwowany. Kiedy jakiś czas temu odezwali się do niego ludzie, którzy zagrozili śmiercią rodziców, jeśli nie wykona dla nich zadania, był zszokowany. Oni zaoferowali mu jednak coś jeszcze. Teraz będzie mógł odnieść prawdziwy sukces. Wystarczyło jedynie tylko zwabić Anię, do Zakopanego. Pod pozorem spotkania z ojcem. No i dopilnować, by w pociągu znaleźli się Paweł i Roman. A potem jeszcze jedna kwestia.

Pociąg ruszył. Wszyscy podróżni wsiedli do środka. Krzysztof zauważył wsiadającego Romana. Cały czas nie wiedział jednak, czemu nie ma Pawła. W końcu, ku swemu ogromnemu zdziwieniu zobaczył nadbiegającego chłopaka. Uśmiechnął się sam do siebie. Po upływie paru godzin, Krzysztof udał się do toalety. Nie czuł się najlepiej, ale to nie był jedyny powód, dla którego wybrał akurat wc. Po użyciu inhalatora, wyjął z kieszeni niewielkie pudełeczko. Postawił je za sedesem i odsłonił delikatnie małą szybkę. Gaz zaczął się ulatniać. Każde kolejne otwarcie toalety wspomagało jedynie rozsprzestrzenianie się gazu. W kolejnych wagonach, inni ludzie również ulotnili gaz.

Maszynista Lipiec skręcił na boczny tor. Wiedział, że wszystko idzie zgodnie z planem. Teraz było już za późno na odwrót wydarzeń. Dojdzie do katastrofy. Po paru minutach rozpoczął gwałtowne hamowanie. Ostatni wagon, wedle planu, odczepił się. Zajęli się tym wcześniej odpowiedni ludzie. W większości wagonów, ludzie, nafaszerowani środkiem usypiającym, zawartym w gazie, stracili przytomność. Niedoczepiony wagon zawisł na urwisku. Z przedostatniego wagonu wyłoniło się kilkunastu ludzi w maskach. Wbiegli do wagonu i ewakuowali wszystkich ludzi. Następnie zrzucili wagon do urwiska. Potem wsiedli do samochódów terenowych, które chwilę wcześniej, pojawiły się na miejscu i odjechali. Cała akcja nie trwała więcej niż trzy minuty. Maszynista zobaczył odjeżdżające samochody. Dopiero wtedy, wedle wskazań, zadzwonił na komisariat w Nowym Sączu.

Niecałe pół godziny-tyle potrwał transport kilkudzięsięciu ludzi do identycznego wagonu umieszczonego w środku lasu, około pięćdzięsięciu kilometrów dalej. Używający wcześniej inhalatora, Krzysztof, obudził się na chwilę, leżąc już w wagonie. Zobaczył paru ludzi, którzy wnosili ciała do wagonu. Kiedy ci zorientowali się, że jest przytomny, użyli paralizatora, w wyniku czego Krzysztof ponownie stracił przytomność. Najtrudniejszym zadaniem było zabicie większości ludzi. Mieli ocaleć tylko ci, których podał na liście szef. Ostatnim punktem precyzyjnego, diabolicznego planu było przetransportowanie Kamila, który wychodził z przedostatniego wagonu w chwili wypadku do innego miejsca w lesie, wedle planu szefa.

-Wszystko wykonane, szefie- powiedział jeden z jego ludzi. -Świetnie- odpowiedział, rozkładając się w fotelu- Znakomicie.

Niedługo, po opuszczoniu wagonu, rozpoczęły się problemy z Piotrem. Jeszcze kiedy jechał prawdziwym pociągiem, nienajlepiej się czuł. W momencie katastrofy został ostro ranny. Paweł, jedyny który znał się na medycynie, próbował mu pomóc. Bezskutecznie. Piotr zaczął umierać. To, co krzyczał do niego student, stawało się dla niego coraz mniej słyszalne.

Mężczyzna zaczął widzieć białe światło. Zobaczył przed sobą jakąś dziwną postać. Dopiero, po dłuższej chwili, zorientował się, że jest to jego żona.

-Piotrze, czemu pojechałeś? -Musiałem, kochanie- odpowiadał jak zahipnotyzowany- Wiesz, jak ten interes był dla mnie ważny. -Prosiłam cię, przekonywałam. Zostaw to na kiedy indziej. Ale teraz jest już za późno. -Jak to za późno? -Chyba nie wierzyłeś, że ktoś w tym lesie będzie potrafił ci pomóc. -Ale przepraszam! To nie może się tak skończyć. -Jest jeszcze szansa, ale... -Ale co? Kochanie, zrobię wszystko... Rzucę ten interes, wrócę do domu, będziemy już zawsze razem. Jeszcze za wcześnie, żebym odchodził... -Dobrze, ale zanim się spotkamy, będziesz musiał coś jeszcze zrobić w tym lesie. Takie jest twoje przeznaczenie. Masz ostatnią szansę.

Białe światło zaczęło się oddalać. Nagle, Piotr otworzył oczy. Zorientował się, że leży w prowizorycznym grobie, a ktoś rozkopuje ów grób. Już po chwili, gdy był tylko sam, wstał. Był bardzo zmęczony, ale wzmocniony chęcią wykonania zadania i szybkiego zobaczenia się z żoną, skierował się w głąb lasu. Przez kilka kolejnych dni starał się śledzić Kamila, męża Sophie. Wedle poleceń podczas „snu” nie zbliżał się jednak do pozostałych ocalałych w katastrofie i trzymał się z boku. Był też świadkiem pobicia pustelnika przez Kamila. Kiedy jednak mąż Sophie oddalił się, a Grzegorz wciąż żył, wszedł do środka. To była część zadania. Bestialsko zamordował pustelnika i upewnił się, czy jakakolwiek maszyna jeszcze działa. Potem ruszył tropem Kamila, który spotkał się z Ryszardem.

-Przeszukać ich- zarządził jeden ze strażników szefa, trzymając Kamila i Ryszarda na muszce.

Jego ludzie wykonali rozkaz i znaleźli broń w plecaku, który mieli ze sobą.

-Kim jesteście i czego tu chcecie?- zapytał dowodzący.

Obaj milczeli.

-Gadaj albo strzelę. Nie mam skrupułów- powiedział strażnik, celując pistoletem w Ryszarda.

Serce Kasi stanęło w gardle. Wszystko przez nią. Temu zdarzeniu przyglądał się także Piotr.

-Poczekajcie!- krzyknęła sekretarka, wyłaniając się zza drzew i podchodząc do strażników- Nie strzelajcie!

Dowodzący opuścił broń i ze zdziwieniem spojrzał na Kasię.

-Czego chcesz?- zapytał jej. -Oni zdobyli tę broń dla mnie- wyjaśniła po krótce kobieta. -Po co ci była ta broń?- dowodzący podłożył jej pistolet do skroni. -Do walki. -Jakiej znowu walki? -Niedługo przybędą tu moi ludzie.

Dowodzący odłożył pistolet i podszedł do Ryszarda. Wręczył mu broń i powiedział: -Czyń swoją powinność.

Mężczyzna spojrzał Kasi prosto w oczy Policjant strzelił. Kasia upadła na trawę z impetem.

-Dobra robota- pochwalił go dowodzący, klepiąc go po plecach. -Związać go. Na razie nie będzie nam potrzebny- zadecydował Ryszard- A ją- dodał- zabierzcie do budynku. Nie mamy dużo czasu. Niedługo będą tu jej ludzie. -Tak jest. -Muszę zobaczyć się z szefem...

Kamil nie mógł uwierzyć własnym oczom. Więc po to Ryszard ciągnął go ze sobą. Bo on tak naprawdę współpracował z szefem i jego ludźmi. Nie wiedział tylko, jaką rolę pełnił ten facet w tym wszystkim.

Grażyna stała obok łóżka, na którym leżał Paweł. Spojrzała na zegarek. To już pora. Podeszła do szafki i wzięła z niej kolejną, trzecią już próbkę. Wykonała szczepienie. W pomieszczeniu pojawił się Ryszard.

-To ty- zareagowała kobieta. -Witam Grażyno. Dawno się nie widzieliśmy. -To prawda. -Gdzie jest szef? -Przy Romanie w drugim budynku. Ten kończy swoją próbę. -Mamy kłopoty. -Słyszałam o tym. Wybrani już tu idą. -O dużo poważniejsze kłopoty. Przybędą tu ludzie z zewnątrz i to już niedługo. Poczekam tu na szefa. Muszę z nim porozmawiać.

Justyna nie mogła się opanować. Jak opętana rzucała się na Maksa, twierdząc, że to on jest odpowiedzialny za śmierć Anety. Znajdujący się obok Krzysztof i Rafał próbowali ją odciągnąć od wodza. Bezskutecznie. Nagle, dziewczyna usłyszała znajomy głos: -Juti, uspokój się!

Dziewczyna przestała się wyrywać Krzysztofowi i Rafałowi, patrząc w przeciwną stronę. Zorientowała się, że autorem owych słów był Waldek. Chłopak, z którym przyjechała do laboratorium. Ten sam, który później został pobity przez ludzi szefa i wedle opowiadań Joanny, odesłany do Wybranych. Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Pobiegła do Waldka i delikatnie go uścisnęła. Ten przytulił ją. Dopiero wtedy dziewczyna zaczęła płakać.

-Tak dawno cię nie widziałam...- mówiła po cichu Justyna. -Ja ciebie też. Nawet nie zdążyliśmy się pożegnać. -Nie mamy czasu- zareagował Maks- Jesteśmy niedaleko ich obozu... -Oni na nas czekają. -Wiem, ale to nasza jedyna szansa. Teraz albo nigdy. -Jeśli podzielimy się na dwie grupy, będzie o wiele lepiej- zaproponował Waldek. -To wszystko wina szefa i jego ludzi- przez Justynę przemawiała złość. -Chcę się na nich zemścić. Chciałem poznać prawdę o ich eksperymentach, a oni najzwyczajniej w świecie, wyrzucili mnie ze „swojej paczki”. -Mnie też zostawili. -Każdy z nas ma jakiś cel- odezwał się Rafał, myśląc o swoim ojcu, Romanie. -Zaatakujmy z dwóch stron- powiedział Maks- Ruszajmy czym prędzej. -Nigdzie się stąd nie ruszę, dopóki nie pochowamy Anety- powiedziała Justyna- Jesteśmy jej to winni. -Niech i tak będzie. Dajmy sobie godzinę. Wtedy stawimy się na ustalonych pozycjach.

Nikt nie zaprzeczył. Wszyscy mieli ochotę zemścić się na ludziach z laboratorium, którymi rządził szef. Zarówno Wybrani, którzy chcieli zostać jedynymi w tym magicznym lesie, jak i ocalali po katastrofie, chcący odzyskać swoich bliskich. Jedyną osobą, której tak naprawdę najmniej zależało na dotarciu do ludzi z laboratorium, był Krzysztof. Kiedy Wybrani, razem z Maksem oddalili się, rozpoczęło się prowizoryczne pochowanie Anety. Krzysztof był jakby nieobecny. Od samego początku swojego pobytu w lesie, nie był do końca sobą. Przecież katastrofa kolejowa poniekąd zdarzyła się także przez niego. Tczewski wiedział, że nie potrafi zachować się inaczej. Ci ludzie zagrozili, że zabiją jego rodziców. Co prawda, nie miał z nimi najlepszego kontaktu, pomimo pogodzenia z ojcem, ale to byli jego rodzice. Kochał ich. Był gotowy zrobić dla nich wszystko. A już na pewno nigdy nie pogodziłby się, jeśli zginęliby przez niego. Dlatego musiał to zrobić. Nie przypuszczał jednak, że sprawy wymkną się spod kontroli. Bo taki właśnie obrót przybrały. Od samego początku Krzysztof za wszelką cenę chciał opuścić ten las. Bał się, że jego towarzysze dowiedzą się o jego udziale w katastrofie. A wtedy mogłoby być z nim krucho. Sytuacja jeszcze bardziej zmieniła się, kiedy Justyna, jeszcze jako zdrajczyni, prowadziła Krzysztofa i pozostałych do laboratorium. Ten, od samego początku przeczuwał, że coś jest nie tak. Zresztą, nie tylko on. Dlatego tak bardzo, chciał tam nie iść. Nie odważył się jednak, żeby powiedzieć pozostałym prawdę. Szczególnie, że nie wiedział, jaki udział ma w tym Justyna. Wówczas, nie miał nawet pewności, czy jest jedną z nich. Teraz natomiast sytuacja diametralnie się zmieniła. Przecież Wybrani mają jego ukochaną dziewczynę. Pokłócił się z nią, nie szanował jej. Domyślał się, że ona chce się z nim rozstać. Ale kochał ją. I to jedno stwierdzenie załatwiało wszystko. Musiał ją odzyskać. I nic innego się nie liczyło. Dlatego podjął taką, a nie inną decyzję.

-Przepraszam za wszystko- zwrócił się do pozostałych, kiedy skończył się „pogrzeb” i wszyscy zaczęli się szykować do drogi. Po tych słowach, oddalił się i zagłębił się las. W tę stronę, gdzie odszedł Maks i jego ludzie. Pozostali byli niesamowicie zdziwieni, ale nic nie mogli zrobić. Zresztą, czasu było już niedużo. Ostatnie pół godziny. Za tyle mają być „na froncie”. Odeszli bardzo szybko. Nikt nie obejrzał się na prowizoryczny grób. Na pochowaną Anetę.

Idąca na samym końcu Ania, również była myślami daleko stąd. Myślała o swoim związku z Pawłem. Bez względu na to wszystko, co się zdarzyło, była mu coś winna. Dlatego chciała odzyskać „swojego ukochanego chłopaka”...

{i}Ania biegła. Dlaczego? Tego dowiecie się w dalszej części retrospekcji. Bo tę opowiem ja sam, narrator. Pomyślałem, że tak będzie najlepiej. W końcu, wiem wszystko o Ani i Pawle. No więc, Ania biegła. Chwilę wcześniej, opuściła blok. Drzwi otworzyły się z impetem. Z jej oczu lały się łzy. Po tym, co usłyszała nie widziała już w tym sensu. Po prostu wybiegła. Wiedziała, że nigdy więcej tam już nie wróci. Chłopak nawet za nią nie wybiegł. Wbiegła na ulicę. Ostatnie, co zapamiętała to pisk samochodu. Kierowca próbował hamować. Ale to nic nie dało. Ta dziewczyna wybiegła na ulicę, tak nagle. Zupełnie, jakby celowo wskoczyła pod koła. Ale Ania naprawdę nie zobaczyła tego samochodu. To nie miało być coś na styl samobójstwa. W ciągu paru minut zjawiło się pogotowie. Ania miała szczęście, że kierowca potrafił udzielać pierwszej pomocy. Bo podtrzymał ją przy życiu, dopóki nie zjawiła się karetka. W szpitalu odbyła się skomplikowana operacja. Ale udało się. Ania przeżyła. Obudziła się dopiero nazajutrz. Dowiedziała się, że przeżyła wypadek, ale jej stan jest ciężki. Wówczas nie wiedziała, że już za kilka miesięcy będzie normalnie tańczyć. Nikt jej nie odwiedził. Może to dlatego Paweł zrobił na niej takie wrażenie. Kiedy przyszedł posprzątać, poznało go.

-Poczekaj, nawet nie wiem, jak masz na imię... – zatrzymała go, kiedy chciał wyjść z jej sali. -Jestem Paweł. -Miło mi cię poznać, ja mam na imię Ania...

Pamiętała, że długo myślała o pierwszym spotkaniu z Pawłem. Co prawda, nie znała go, ale miała jakąś dziwną ochotę poznać go bliżej. Przez ten długi okres była tylko jedna osoba, która ją odwiedziła. Ojca nie znała. Dopiero potem zaczęła go szukać. Ale też nie tak po prostu. O tym potem. Matka siedziała w więzieniu. Wstydziła się o tym mówić. Nic dziwnego. Czym tu się chwalić? No, a tą osobą, którą ją odwiedziła, był on. Marcel. To z jego mieszkania wybiegła jak opętana parę dni wcześniej.

-Cześć. Jak się czujesz?- zapytał delikatnie, siadając na krześle. Przyniósł ogromny bukiet kwiatów, który pielęgniarka wstawiła do wazonu. -Lepiej. -Bardzo mi przykro z powodu z tego, co się stało... -Po co tu przyszedłeś?- zapytała bezpośrednio Ania. -Chciałem cię zobaczyć, sprawdzić, jak się czujesz. -No to sprawdziłeś... -Czemu mnie tak traktujesz? -Dobrze wiesz, dlaczego. Nie chcę cię więcej widzieć. Nie po tym, co się stało. Do czego sam się zresztą przyznałeś. -To była pomyłka. Teraz to wiem. -Trochę za późno... Chcę być sama. Możesz mnie zostawić? -Jasne...

Ania została sama na szpitalnej sali. Musiała to sobie wszystko przemyśleć. Ów Marcel, jej były chłopak. Byli parą od kilku miesięcy. Byli, dobrze powiedziane. A co najgorsze, ona wciąż chyba coś do niego czuła. Zdradził ją. Na początku miała tylko takie podejrzenia, następnie dowiedziała się tego od koleżanki. Aż w końcu zdecydowała się na rozmowę z Marcelem, który przyznał się do zdrady. Ania nie potrzebowała tłumaczeń. Wyleciała z jego mieszkania z szybkością huraganu. A potem wpadła pod samochód... Los chciał, że Marcel, tuż po wyjściu ze szpitala, minął Pawła, który właśnie, po kłótni z Rafałem i swoim ojcem, zdecydował się odwiedzić Anię i porozmawiać z nią o swoich sprawach. Dziewczyna słuchała go z zaciekawieniem. Potrafiła słuchać. W końcu studiowała psychologię. Na chwilę zapomniała o swoich problemach, sprawach związanych z Marcelem. Musiała też przyznać przed samą sobą, że Paweł, salowy ze szpitala, jak go wówczas postrzegała, coraz bardziej zaczynał się jej podobać.

Niedługo później, Ania opuściła szpital. Chcąc, czy nie chcąc obiecała Pawłowi, że pójdzie razem z nim i jego kumplem, Rafałem na imprezę do jego znajomych ze studiów. Marcel nie przestawał dzwonić, pisać smsów. Co gorsza, sprawiało jej to ogromny ból, bo chłopak nie był jej obojętny, mimo że minęło już trochę czasu. Dzień imprezy był kolejnym, w którym Ania poczuła się lepiej. A to po raz kolejny dzięki Pawłowi. W jego towarzystwie czuła się naprawdę wspaniale. Oprócz tego, mogła z nim porozmawiać na każdy temat. Na parkiecie okazali się też najlepiej tańczącą parą. Ania uwielbiała taniec, jednak brak czasu stanowił dla tej pasji ogromną przeszkodę. W końcu, gdy usiedli na kanapie, Paweł przytulił Anię. Dziewczynie było bardzo miło. Nie odtrąciła go, co dla chłopaka oznaczało, że ona również jest nim zainteresowana. Co prawda, Ania niezbyt dobrze znała jeszcze Pawła i co najwyżej traktowała go jak dobrego znajomego. Paweł zbliżył się z nią. Zaczął ją całować. Ta odwzajemniła pocałunek. Następnie, dała mu się odprowadzić do domu. Dopiero, późnym wieczorem, a właściwie w środku nocy, gdy kładła się spać, zaczęła myśleć o zaistaniałej sytuacji. Z jednej strony potrzebowała właśnie kogoś takiego jak Paweł. Podobał się jej, to wiadome. Ale nic do niego nie czuła. Na to było za wcześnie. Marcel stał się jej chłopakiem dopiero po czterech miesiącach znajomości. No i cały czas czuła coś właśnie do Marcela. Co prawda, miała go za skurwiela po tym, jak ją zdradził z pierwszą lepszą, ale coś jeszcze było. Jeszcze tego samego wieczora, Paweł wysłał jej sms-a. „Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty”. I znowu było jej bardzo miło, ale bała się, żeby Paweł za szybko się nie zaangażował. Ona potrzebowała czasu. A on najwyraźniej odebrał pocałunek jako znak do związku, albo czegoś poważnego.

I rzeczywiście, obawy Ani okazały się słuszne. Już nazajutrz, Paweł zadzwonił do niej i zaproponował, żeby wybrali się do kina. No i poszli. Nie chciała mu odmawiać. Nie chciała, żeby jakoś źle to odebrał. I przestała być sobą...

Tydzień później, Paweł, zaraz po zakończeniu zajęć, udał się do domu. Był umówiony z rodzicami. Mieli porozmawiać, jak to będzie dalej. Jego rodzice postanowili się rozwieść, a Paweł miał w związku z tym plan.

-Musicie się rozwodzić?- zapytał wprost, gdy całą trójką siedzieli już przy stole w salonie- Jesteście naprawdę najlepszą parą, jaką znam. Wiem, że się kochacie. Nie pozwólcie, by chwilowy kryzys przesądził o całym waszym przyszłym życiu. -Paweł, myślałem, że już się z tym pogodziłeś. To nie jest chwilowy kryzys. To koniec- powiedział ojciec chłopaka. -Tato... -Paweł, to nie jest celem naszej rozmowy... Mieliśmy ustalić zupełnie coś innego. -Nie chcę z wami niczego ustalać. -Nie zachowuj się jak szczeniak. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, każdy z nas ma swoje życie. Zrozum to w końcu. -Dobra, czyli ty się tato wyprowadziłeś, ja zostaję z mamą tutaj. A co np. ze świętami? -Właśnie to chcieliśmy ustalić- zabrała głos mama Pawła. -Myślę, że moglibyśmy spędzić je razem. Ale to wyjątkowa sytuacja. -Wyjątkowa sytuacja? O czym wy mówicie? Ile wy już jesteście małżeństwem? -Uspokój się! -Tato, odpowiedz! -22 lata. -Przecież to szmat czasu. I chcecie to tak po prostu zakończyć? Dajcie sobie trochę czasu. -Co przez to rozumiesz? -To tato, żebyś wrócił do domu. Przecież mamy wiele pokoi, nie musielibyście mieszkać w tym samym... -Paweł, to nie jest dobry pomysł. -Chociaż spróbujcie. Proszę was. -To nie ma sensu. -Masz rację, tato..- po tych słowach chłopak wyszedł z domu. Rodzice próbowali go zatrzymać, ale bezskutecznie.

Ten zmierzał już do Ani. Tymczasem dziewczyna siedziała przed komputerem. Kontynuowała swoje poszukiwania ojca, którego w ogóle nie znała. Ale od kiedy dowiedziała się, że jej matka przez tego człowieka, niesłusznie siedzi w więzieniu, postanowiła go odnaleźć. Nie mogła się jednak skupić na poszukiwaniach. Cały czas myślała o Pawle. Ostatnie dni przyniosły bardzo wiele zmian. Chociaż cały czas nie była pewna, czy czuje coś do niego, stała się jego dziewczyną. Byli na kilka randkach. Denerwowała ją jednak to, że Paweł coraz bardziej się w to anagażował. Wiedziała, że powinna z nim porozmawiać, ale najzwyczajniej nie potrafiła. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć. Zorientowała się, że to Paweł. Wpuściła go do środka.

-Napijesz się czegoś?- zapytała grzecznie. -Dzięki, kochanie. -Coś się stało? -Jestem właśnie po rozmowie z rodzicami. Nie pogodzą się. Jestem tego pewien. -Bardzo mi przykro. Pamiętaj jednak, że nie tracisz rodziców. Wciąż będą przy tobie. Tyle, że nie będą już małżeństwem. -Ale oni byli ideałem. Wzorem do naśladowania! -Nie krzycz na mnie. To nie moja wina- zareagowała Ania. -Przepraszam. Po prostu jestem zdenerwowany- pocałował ją w policzek. -Nic się nie stało. Może jednak czegoś się napijesz, albo zjesz coś? -Nie rób sobie kłopotu. -To żaden kłopot. -W takim razie możesz zrobić mi herbaty. -ok.

Kiedy Ania skierowała się do kuchni, Paweł przeszedł się po pokoju. Podszedł między innymi do komputera, na którym zobaczył efekty poszukiwań Ani.

-Co to jest?- zapytał ją, kiedy wróciła z herbatą. -Nic. -Jak to nic? Przecież widzę, że kogoś szukasz. -Szukam, to prawda. -Czemu mi o tym nie powiedziałaś? -A musiałam ci mówić?- trafił na jej czuły punkt. -To pewnie coś poważnego. Ania, ja prawie nic o tobie nie wiem... -Nie chcę o tym rozmawiać. -Ale Ania, jesteś moją dziewczyną. Chcę ci pomóc. -W tym mi nie pomożesz. -Jesteś pewna? A może jednak? -Paweł, nie drąż. Powiedziałam nie!- podniosła głos. -Masz więcej tajemnic? A może nie jestem twoim jedynym chłopakiem? -Uspokój się. O czym ty mówisz? -Nie chcesz mi niczego powiedzieć. -Dowiesz się w swoim czasie. Zrozum, że to dla mnie drażliwy temat. -Ale ja jestem twoim chłopakiem. Kimś bliskim w twoim życiu. -Jesteśmy parą od paru dni, a ty zachowujesz się jakbym była twoją własnością! -Wcale nie. Przepraszam, jeśli tak to odbierasz. -Jak na razie nasz związek, jeśli można to tak nazwać, opiera się jedynie na twoich problemach. Ciągle czegoś oczekujesz, a nic z siebie nie dajesz! -Ania, to nie tak. Kocham cię... -Kochasz? Przecież znasz mnie krócej niż miesiąc! -Od kiedy cię zobaczyłem wiedziałem, że jesteś tę jedyną. -Właśnie o to mi chodzi, Paweł! Ja nie potrafię tak szybko. Na to wszystko potrzebuję czasu. Narzuciłeś zbyt szybkie tempo! -Kompletnie cię nie rozumiem. Myślałem, że czujesz coś do mnie. -Bo czuję. Ale wszystko po kolei. Nie musisz się tak spieszyć. -To znaczy, że co? Mam dać sobie spokój? -Tego nie powiedziałam. -Ale pomyślałaś. -Uspokój się. Zachowujesz się jak dzieciak! -Wiesz co, mam tego dość- po tych słowach Paweł opuścił mieszkanie Ani.

W sklepie kupił wino, a potem poszedł do parku. Pijąc je, rozmyślał, jak wielkim jest nieudacznikiem.

-Dobry wieczór, policja- zjawiło się dwóch policjantów.

Tymczasem, Ania rozmyślała, ale nagle usłyszała dźwięk dochodzącego maila. Wpadła na trop. Miała zamiar jechać do Krakowa. Jak najszybciej... {/i}

Roman oddał strzał. Jednak pocisk nie trafił w Pierre’a, a w stojącą obok Joannę, która zjawiła się w pomieszczeniu. Kobieta upadła. Zaczęła się wykrwawiać.

-Widzę, że wybrałeś- odezwał się szef. -Zamknij się!- krzyknął Nowacki, kierując pistolet w mężczyznę. -Zapomniałeś, że miałeś tylko jeden nabój. Natomiast ja- mówiąc to, wyjął swoją broń- najpierw myślę, a dopiero potem robię. -Ty sukinsynu! -Ja zawsze osiągam, to co chcę. Zwiąż ją...

Roman, trzymany na muszce przez Pierre’a zaczął związywać Joannę. Potem on sam podszedł do Nowackiego.

-Żadnych numerów, inaczej strzelę.

Po związaniu Romana, Pierre opuścił chatkę i skierował się do drugiego budynku, w którym właśnie odbywał się eksperyment. Tam zobaczył Ryszarda.

-Witam, szefie- odezwał się mężczyzna. -Witam. Jak sprawy na zewnątrz? -W porządku. Ale to tutaj mamy kłopoty. Miałeś rację, szefie. Twoja sekretarka okazała się być zdrajczynią. -Gdzie ona jest? -W jednym z namiotów. Wykrwawia się. Pilnują jej, nie ucieknie. Niestety, zdołała wezwać posiłki. W każdej chwili mogą tu być. -Tak samo jak Wybrani. Minęło już sporo czasu. Mam pewien plan. -Jaki? -Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie, Ryszardzie. Dobrze, że tu jesteś. Pomożesz mi. W ciągu najbliższej pół godziny przygotuj wszystkich. Niech będą gotowi, jakby mieli już tu nigdy nie wrócić. Wszyscy. Co do jednego. -Co z Pawłem? -Czy trzecia próbka została podana? -Tak, Grażyna zrobiła to przy mnie. -Świetnie. Przygotujcie też samochód terenowy. W każdej chwili może nam być potrzebny. Pawła umieście na tylnim siedzeniu. Pilnuj go. Właśnie ty. Nikomu nie można ufać, a on jest najcenniejszy w naszej układance. -A co z Romanem i Joanną? -Są w chatce. Związani. Na razie niech tam zostaną. -A sekretarka? -Zapakujcie ją do bagażnika. Może się nam przydać. Natomiast ja wyjdę im na przeciw. Zobaczę się z Sophie. Macie Kamila? -Tak. -Chce, żeby poszedł ze mną. Niech dwóch strażników go zwiąże i pójdzie razem ze mną. -Tak jest, szefie. -Ma być gotowy za trzy minuty.

Ryszard opuścił budynek. Poszedł wykonać polecenie szefa. Strażnicy szefa skierowali się do namiotu, w którym leżała Kasia. Ale kobiety tam nie było. Przeszukali na wszelki wypadek pozostałe namioty, ale zniknęła.

Sekretarka Kasia została postrzelona. Traciła dużo

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych